Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wujek Staszek na cesarskim tronie

27 349  
224   13  
Wśród rzymskich cesarzy wiele było indywiduów, które zapisały się w historii zachowaniami i cechami charakterystycznymi, niecodziennymi, albo po prostu ekscentrycznymi. U większości z nich cechy te przeradzały się w zwyrodnienia, o których nawet w dość liberalnym Wiecznym Mieście kronikarze pisali z odrazą. Tylko nielicznym historia wystawiła dobre świadectwo.

Jednym z tych nielicznych był Wespazjan – inteligentny, ale dobroduszny kpiarz, nie wiedzieć czemu zapamiętany jedynie z opodatkowania publicznych toalet. Może dlatego, że swoim zwyczajem okrasił to zręcznym bon-motem: Pecunia non olet. Objął władzę w pamiętnym i burzliwym roku 69, zwanym rokiem czterech cesarzy. Przez dziesięć lat rządząc ponad połową znanego świata, robił to bez zadęcia i zamiast jak co poniektórzy poprzednicy uznać się za boga – przez cały czas szczerze podkreślał, że jest jedynie cesarzem Rzymian.

Na tytuł cesarza Rzymian, nie Rzymu, starał się zresztą uczciwie zasłużyć. Autor Żywotów Cezarów Gajusz Swetoniusz Trankwillus, traktujący władców na ogół dość surowo, o nim zapisał, że niełatwo byłoby za jego panowania znaleźć jednego niewinnie skazanego. Szeroko rozpisał się też o działalności dobroczynnej Wespazjana.

Nawiasem mówiąc, z mody na przydawanie sobie przez cezarów przydomka „boski”, a i z pośmiertnego zaliczania ich w poczet bogów, Wespazjan drwił niemiłosiernie. Nie dał za wygraną nawet w obliczu dość stresującego wydarzenia, jakim bywa na ogół pewność zbliżającej się śmierci. Kiedy w 79 roku złożyła go ostatnia choroba, zwołał przyjaciół i rzekł do nich: „Biada mi! Czuję, iż sam bogiem się staję...”.

Z drugiej strony nie traktował może swojego urzędu tak lekko, jak można by z tego wnosić. W końcu co cezar z rodu Flawiuszów, to nie jakiś Galba czy inny homo novus. W samej chwili śmierci zwrócił się do przyjaciół słowami: „Podnieście mnie. Cesarz Rzymian umiera stojąc!”.

Zaczęliśmy jak u Hitchcocka – od śmierci – ale przedtem też było wesoło. Wespazjan lubił uczty, tak dla samego ucztowania, jak i dlatego, że były okazją do, na ogół niezbyt złośliwego, przygadywania zaproszonym gościom. Na jednej z nich pojawił się pewien szanowany, a poza tym znany z jurności i długości bakłażana obywatel Wiecznego Miasta. Widząc go wchodzącego do sali, cezar pozdrowił go słowami Homera:

Długą wstrząsając dzidą, stąpa wielkim krokiem.

Sam zresztą pisał, tłumaczył i śpiewał poezję. Nie przyszło mu do głowy, żeby z tego powodu palić Rzym, zatrudniał za to nauczycieli i krytyków, których zadaniem była pomoc w szlifowaniu artystycznego warsztatu. O ile słuchał ich rad, to traktował ich także – po swojemu. Jeden z nich, Lucjusz Mestriusz Florus, pouczył go kiedyś, że czterokołowe powozy to plaustra, nie zaś plostra. Cesarz podziękował za radę, ale następnego dnia powitał nauczyciela słowami: Ave Flaurus – Witaj, Nicponiu.

Nie miał litości dla kumoterstwa. Pewien Rzymianin przyszedł doń po prośbie o załatwienie stanowiska dla „swojego brata”. Wespazjan wstrzymał się z odpowiedzią, po czym zaprosił rzeczonego jak-babcię-kocham-rodzonego. Wymógł na nim zapłacenie takiej kwoty, jaką obiecał „bratu” za załatwienie sprawy i dał mu stanowisko. Następnie wezwał do siebie niedoszłego pośrednika i kazał mu poszukać sobie nowego brata. „Ten został właśnie bratem moim” – dodał.

Swetoniusz zarzuca Wespazjanowi przesadną chciwość grosza, choć z niejakim wyczuwalnym między wierszami uznaniem opowiada, jak kilku urzędników przyszło doń z pomysłem wystawienia „wspaniałego pomnika cezara na koszt państwa”. Jak widać, duże słomiane inwestycje to nie wynalazek naszych czasów. Znając zwyczaje urzędników i podwykonawców, cezar nadstawił otwartą oczywistym gestem dłoń i powiedział: „Oto cokół. Stawiać możecie od zaraz”.

Z drugiej strony, kiedy przyszła do niego kobieta utrzymująca, że „ginie dlań z miłości” (tym samym stając się chyba pierwszą groupie w historii), po wszystkim kazał wypłacić jej czterysta sestercjów. Zapytany jak zaksięgować ten wydatek, odparł: „Za miłość do Wespazjana”.

Mimo pokutującej o nim zwłaszcza w Helladzie opinii dusigrosza, ostatecznie nie minęło go to, z czego przez całe życie tak szydził. Wspominany już Swetoniusz poświęcony mu rozdział w swej kronice zatytułował Boski Wespazjan.

Pewną pociechę w tym wszystkim stanowiła być może dla zmarłego cezara krotochwila, jaką na jego pogrzebie sprawił aktor Fawor. Przebrany w maskę Wespazjana, naśladując jego ruchy i sposób mówienia, zapytał urzędników skarbu: ile kosztuje pogrzeb? Usłyszawszy, że 10 milionów sestercjów, zawołał: „Dajcie mi sto tysięcy i wrzućcie mnie do Tybru!”.
1

Oglądany: 27349x | Komentarzy: 13 | Okejek: 224 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.10

20.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało