Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Za zbrodnię, w której życie straciło ponad 200 tysięcy osób, Amerykanie nigdy nie odpowiedzieli

77 857  
425   248  
Potężny rozbłysk i głośny wybuch. Dla dziesiątek tysięcy osób były to ostatnie chwile życia. Parę minut później wśród zgliszczy miasta walały się zwęglone zwłoki i pełzające po ziemi „żywe mięso” pozbawione skóry. Jedna decyzja wystarczyła, aby momentalnie posłać do piachu 100 tysięcy niewinnych cywili. A to jeszcze i tak nie był koniec. Amerykański atak na Hiroszimę i Nagasaki to jedna z największych zbrodni wojennych, za którą nikt nie poniósł odpowiedzialności.

Po japońskim ataku na amerykańską flotę w 1941 roku i potężnym łomocie, który dostali wówczas Amerykanie, prezydent Roosevelt poprzysiągł sobie doprowadzenie Japonii do absolutnie bezwarunkowej kapitulacji.
Między latami 1942 a 1945 przeprowadzono całą serię ataków bombowych na Tokio, których zwieńczeniem były bombardowania w lutym i marcu ostatniego roku wojny.



W ostatnim takim nalocie wzięły udział 334 potężne samoloty B-29, które to zrzuciły na głowy obywateli Tokio 1667 ton bomb zapalających! W efekcie powstała burza ogniowa, która strawiła prawie 300 tysięcy budynków. Szacuje się, że ten atak pochłonął też więcej ludzkich żyć (nawet do 120 tysięcy osób!) niż późniejsza bomba, którą to jankesi zrzucili na Hiroszimę. Japończycy jednak nawet nie myśleli o kapitulacji…



Sokół Maltański

16 lipca 1945 roku Amerykanie przetestowali w Nowym Meksyku swoja nową zabawkę, nad którą to pracowano nieprzerwanie od 1943 roku. Warto było czekać! Dwa tygodnie później na pokładzie krążownika USS Indianapolis złożono, wartą wówczas 120 milionów dolarów (!), bombę „Little Boy”. USA gotowe były na użycie nowego środka perswazji. Zarówno zrzucona na Hiroszimę bomba jądrowa, jak i jej atomowa siostra, którą niedługo potem „poczęstowano” mieszkańców Nagasaki, otrzymały swe nazwy na część bohaterów filmu „Sokół Maltański” z Humphreyem Bogartem.



W nocy 6 sierpnia 1945 roku z pokładu bombowca B-29 „Enola Gay” zrzucono bombę na Hiroszimę. Jedynie trzech członków dwunastoosobowej załogi samolotu znało ostateczny cel tej misji. Na każdego z żołnierzy czekała też w kokpicie pigułka ze śmiertelną dawką cyjanku – wszyscy mieli je połknąć w sytuacji, gdyby pojawiło się niebezpieczeństwo trafienia do japońskiej niewoli.



Amerykanie ostrzegli cywili

„Przeczytaj to uważnie – dzięki temu możesz uratować swoje życie, twojego krewnego lub przyjaciela. W ciągu najbliższych kilku dni miasta wymienione na drugiej stronie zostaną zniszczone przez amerykańskie bomby” - takimi słowami zaczynał się tekst, który przed atakiem na Hiroszimę Japończycy mogli przeczytać na jednej z 5 milionów ulotek rozrzucanych z amerykańskich samolotów nad 33 miastami Kraju Kwitnącej Wiśni. Podobną wiadomość Amerykanie przekazywali też droga radiową.



Fakt rozprzestrzeniania - jak się okazało - prawdziwych ostrzeżeń stanowił później częsty argument w dyskusjach o tym, jakoby podejmując decyzję o zrzuceniu na Hiroszimę bomby jądrowej, Amerykanie za nic mieli życie cywili… Ponadto obecność amerykańskiego samolotu nie uszła uwadze japońskich operatorów radarów. Mimo że alarm został podniesiony, postanowiono nie podejmować prób zestrzelenia czy przechwycenia intruza, uznając, że jedna maszyna nie jest w stanie wyrządzić zbyt dużych szkód.



Pięć dni po rozrzuceniu ulotek, „Little Boy” odłączył się od lecącego na wysokości prawie 10 kilometrów samolotu i poszybował w kierunku ziemi. Po 15 sekundach ukryte w ładunku urządzenie aktywowało się i czekało na osiągnięcie odpowiedniego pułapu, aby spowodować zapłon. Eksplozja nastąpiła na wysokości 580 metrów. W ciągu kilku godzin liczba osób mieszkających w Hiroszimie zmniejszyła się o 100 tysięcy. Kolejne dziesiątki tysięcy umierały już nieco wolniej na chorobę popromienną.


Taka mała ciekawostka – pewien mężczyzna przeżył atak, znajdując się zaledwie 170 metrów od strefy zero. Miał ogromne szczęście, bo w momencie wybuchu znajdował się w dość głębokiej piwnicy!



Nieco dalej, bo ok. 4 kilometry od miejsca eksplozji, znajdował się budynek, w którym akurat rozgrywane było mistrzostwa w grę „Go”. Mimo że nieruchomość została poważnie uszkodzona, graczom udało się ukończyć rozgrywkę.

Kierunek – Nagasaki

Tysiące osób z poważnymi poparzeniami uciekło z miasta, aby szukać ratunku w szpitalach, które nie zostały obrócone w gruz. Wielu pechowców udało się do… Nagasaki, gdzie już trzy dni później z kurtuazyjną „wizytą” wpadł kolejny amerykański B-29, transportujący atomową bombę „Fat Man”. Była to nieco inna broń, niż zawierający wzbogacony uran „Little Boy”. Tu głównym budulcem był pluton. Początkowo planowano zbombardować miasto Kokura, ale tego dnia było tam dość dużo chmur. Podobne szczęście mieli też mieszkańcy innego japońskiego miasta w dniu ataku na Hiroszimę. Mowa o Kioto. Amerykanie oszczędzili je tylko i wyłącznie dlatego, że sekretarz wojny Henry Stimson miał duży sentyment do tego miejsca. Parę dekad wcześniej spędził tam miesiąc miodowy.



Już w powietrzu Charlesa Sweeney, pilot samolotu, zorientował się, że maszyna ma problem z pompą paliwową. Kiedy podjęto decyzję o zmianie celu z Kokury na Nagasaki, w powietrzu pojawiły się japońskie myśliwce. Paliwa było już dramatycznie mało, a widoczność nad drugim celem wcale nie była dużo lepsza, co odbiło się na problemach z precyzją bombardowania. Ostatecznie „Fat Man” minął się ze swoim celem o dobre 3 km, wybuchając nad dzielnicą Urakami. Szczęście w nieszczęściu – miejsce to otoczone jest wzgórzami, które częściowo osłoniły resztę miasta i drastycznie zmniejszyły wielkość szkód. W ataku tym życie straciło ok. 70 tysięcy osób, w tym także i pechowcy, którzy w szpitalach leczyli swoje rany po ataku na Hiroszimę… 165 z nich przeżyło jednak oba bombardowania.



Cienie Hiroszimy

Eksplozji bomby nad Hiroszimą towarzyszył potężny impuls świetlny oraz, szczególnie w pobliżu epicentrum, gwałtowne odparowywanie substancji organicznych. W efekcie upiorną pamiątką po tej wojennej zbrodni są tzw. „ludzkie cienie”, które pozostały na murach i chodnikach miasta.







Czy to było potrzebne?

Chociaż zwykło się uważać, że to stanowcze posunięcie Amerykanów zakończyło wojnę, to wielu historyków polemizuje z tą opinią. Roosevelt po ataku Japonii na USA w 1941 roku nie krył swojego pogardliwego stosunku do Azjatów i przy każdej okazji podkreślał, że jedynym rozwiązaniem tego konfliktu miała być bezwarunkowa kapitulacja Tokio. W 1944 roku, podczas spotkania z Churchillem w Nowym Jorku, amerykański prezydent podkreślał, że bomba atomowa powinna zostać wykorzystana przeciw Japonii, a nie Niemcom.

Nie należy też zapominać o pewnym, dziś dość niewygodnym, fakcie. Roosevelt zaczytywał się w pracach znanego czeskiego antropologa Aleša Hrdlička, który twierdził, że biała rasa jest znacznie lepiej rozwinięta niż inne. Po ataku na Pearl Harbour ten sam uczony napisał list do prezydenta USA, w którym opisał swoją hipotezę wysnutą po oględzinach czaszek należących do Azjatów. Według Hrdlička, Japończycy jako przedstawiciele ewolucyjnie zacofanego ludu są znacznie agresywniejsi niż biali, a jedynym rozwiązaniem „japońskiego problemu” mogłoby być intensywne mieszanie się z Europejczykami – dzięki temu szybko można by „naprawić” niedorozwinięte geny skośnookiej rasy…



Kiedy 12 kwietnia 1945 roku Roosevelt zmarł na udar, plan kategorycznego „rozprawienia się” z Japończykami przejął nowy prezydent USA Harry Truman i to on ostatecznie podjął decyzję o zrzuceniu bomb na Hiroszimę i Nagasaki.
Stanowisko oby polityków nie było odosobnione. Zdecydowana większość karmionych propagandową papką Amerykanów widziało w Japończykach dzikie bestie - karaluchy, które trzeba raz na zawsze wytępić.

Tymczasem większość dowódców uważała, że atak atomowy i mordowanie setek tysięcy niewinnych cywili nie był konieczny. Japonia poddałaby się jeszcze w 1945 roku, niezależnie od tego, czy nuklearna "alternatywa" zostałaby wykorzystana czy nie. Uważano, że kraj ten nie wytrzymałby ciągłych ataków bombowych i morskich blokad. Kapitulacja Japonii miała być kwestią tygodni... Sam generał Eisenhower twierdził, że Japończycy byli już u kresu sił i stosowanie tak barbarzyńskiej broni, jaką były „Little Boy” i „Fat Man”, było najgorszą decyzją, jaką Amerykanie mogli podjąć.

Ponadto wielu amerykańskich dyplomatów ostro krytykowało Roosevelta, a później i Trumana, za kurczowe trzymanie się wymuszenia na wrogu „bezwarunkowej kapitulacji”. Wojnę można było zakończyć znacznie wcześniej, gdyby tylko politycy zgodzili się negocjować - z jednej strony stawiając twarde warunki, z drugiej zaś zapewniając Japończyków, że pozycja ich ukochanego cesarza Hirohito zostanie nienaruszona.



Co więc sprawiło, że obie bomby zostały zrzucone? Przede wszystkim Amerykanie wiedzieli, że Józef Stalin ruszy na Japonię. Zresztą on sam zadeklarował taki zamiar jeszcze podczas konferencji w Jałcie. Z drugiej strony wiadome już było, że dyktator Związku Radzieckiego nosił się z dość ambitnymi planami zbudowania komunistycznej potęgi we wschodniej Europie. Stalin miał rozpocząć wojnę z Japonią trzy miesiące po kapitulacji III Rzeszy. Teoretycznie więc wojska amerykańskie nie musiały nawet specjalnie się starać, bo ich radzieccy „sojusznicy” mogliby sami uporać się z krnąbrnym, skośnookim wrogiem. Bomba trafiła w Hiroszimę dokładnie trzy dni przed rozpoczęciem wojny radziecko-japońskiej… którego to dnia zrzucono atomówkę na Nagasaki.

Wielu historyków uważa, że celem amerykańskiego ataku, który pochłonął życie nawet i 200 tysięcy osób, nie była desperacka próba zakończenia światowego konfliktu, ale pragnienie demonstracji swej potęgi w oczach przyszłego wroga. W praktyce obie eksplozje były bardzo efektownym i kurewsko cynicznym prologiem do nowego etapu historii XX wieku, czyli do „zimnej wojny”.



Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12

Oglądany: 77857x | Komentarzy: 248 | Okejek: 425 osób