Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

„Przestań się mazać, chłopaki nie płaczą” – fakty z najzabawniejszej komedii Olafa Lubaszenki

105 084  
470   68  
„Bunkrów nie ma, ale też jest zajebiście”, „Widziałem ptaka cień”, „Nie bądź takim materialistą, trzeba się wyluzować”, „Coco jamboo i do przodu” – to tylko kilka losowo wybranych cytatów z ogromnej ilości kultowych tekstów z filmu „Chłopaki nie płaczą”, które weszły do mowy potocznej.


Komedia Olafa Lubaszenki, premierę mająca 25 lutego 2000 roku, to dziś już klasyk gatunku. Świetnie napisana historia pechowego skrzypka i role Macieja Stuhra, Cezarego Pazury, Mirosława Zbrojewicza, Pawła Deląga, Anny Muchy oraz Bohdana Łazuki (bo czy jest właściwie ktoś, kto źle wypadł w tej produkcji?) sprawiły, że można tę komedię oglądać dziesiątki razy.

Scenariusz


Autorem scenariusza był dwudziestokilkuletni debiutant Mikołaj Korzyński – muzyk znany wcześniej głównie jako kompozytor discopolowego hitowego pastiszu „Mydełko Fa” oraz autor trzech odcinków „13 posterunku”. Korzyński niedługo po premierze swojej pierwszej pełnometrażówki został współautorem scenariusza oraz pojawił się na ekranie jako aktor w jednym z największych gniotów w historii polskiego kina – „Gulczas, a jak myślisz?”. Jego ojciec Andrzej to natomiast autor ścieżek dźwiękowych do wielu uznanych polskich filmów – wielokrotnie pracował z Andrzejem Żuławskim („Diabeł”, „Opętanie”, „Szamanka” czy „Kosmos”) i Andrzejem Wajdą („Człowiek z żelaza”, „Człowiek z marmuru”, „Polowanie na muchy”, „Panna Nikt”).

W książkowym wywiadzie rzece udzielonym dziennikarzowi Pawłowi Piotrowiczowi (zatytułowanym zresztą, nomen omen, „Chłopaki niech płaczą”) Lubaszenko nazwał scenariusz „rewelacyjnym” i przyznał, że był jednym z kilku potencjalnych reżyserów – zdecydowano się na niego ze względu na restauracyjną scenę w „Sztosie” – także jego reżyserskim debiucie. Radość Lubaszenki po dostaniu tej roboty została szybko przyćmiona obawami o wykorzystanie potencjału pomysłu Korzyńskiego, jednak efekt całkowicie spełnił pokładane w nim oczekiwania. W podobnych superlatywach scenariusz opisywał na swoim YouTube'owym kanale Cezary Pazura: „Coś nieprawdopodobnego” – zachwycał się aktor.

Jestem Laska, z Polski


Tomasz Bajer – odtwórca roli Laski, jednej z najbardziej charakterystycznych postaci filmu, nigdy nie miał specjalnie wiele wspólnego z aktorstwem. Urodzony w 1979 roku naturszczyk na plan trafił po spotkaniu Lubaszenki z młodzieżą w jednej z poznańskich szkół – reżyser był pod takim wrażeniem wygadania chłopaka (także mocno zbakanego podczas ich pierwszej rozmowy), że postanowił dać mu rolę w swojej najnowszej komedii: „To postać szczególna, od początku do końca mój autorski pomysł, o który musiałem walczyć” – wspominał w wywiadzie. Był to prawdziwy strzał w dziesiątkę – charakterystycznie akcentujący, flegmatyczny Laska z nieodłącznym skrętem lub bongiem stał się jedną z najbardziej zapamiętanych postaci „Chłopaków”. Co ciekawe, zielsko na planie palone było tylko w trakcie sceny „ucieczki” przed radiowozem z pijanymi policjantami.

Jeszcze w roku premiery „Chłopaków” Bajer poszedł za ciosem i zagrał także w „Poranku kojota” (film do kin trafił w 2001 roku), traktowanym jako specyficzna kontynuacja humoru znanego z jego ekranowego debiutu. To był jednak właściwie koniec krótkiej przygody młodego poznaniaka z filmami – pojawił się jeszcze w serialach „Kosmici” i „Na Wspólnej”, jednak były to mało istotne, epizodyczne role. Jego nieobecność w mediach związana jest też z przeprowadzką do Australii, która miała miejsce w 2011 roku – i choć przez moment Bajer zajmował się blogiem „Laska na fali” oraz prowadził internetowy program benchmarkTV, to jednak były to bardzo krótkotrwałe projekty, które przepadły w odmętach sieci.

Ostatnia rola


Rola w „Chłopakach” była ostatnią filmową przygodą Marcina Kołodyńskiego, wcielającego się w Serfera – członka upalonej ekipy Laski planującej ratunek Kuby. Urodzony w 1980 roku Kołodyński dość szybko trafił do telewizji – już jako ośmiolatek prowadził program „5, 10, 15”, następnie współtworzył „Rower Błażeja”, zagrał w „Sarze”, „Ajlawiu”, „Na dobre i na złe” czy „Rodzinie zastępczej”. 1 lutego 2001 roku przytrafił mu się jednak tragiczny wypadek, kiedy to podczas zjazdu na snowboardzie wjechał po zmroku w stojący na stoku ratrak; obiecująca osobowość telewizyjna zginęła na miejscu. Po śmierci Marcina przez kilka lat przyznawano nagrodę jego imienia nazwaną „5, 10 i dalej” – jednym z jej laureatów został nawet kolega z planu „Chłopaków”, Maciej Stuhr.

Podobnie smutna sytuacja dotyczyła też Grupy MoCarta, pojawiającej się w superzabawnej scenie, gdy Grucha i Fred trafili do filharmonii na specyficzny koncert adresowany głównie do brodatych snobów – zatrudnienie tego kabaretu opartego na muzyce klasycznej wykonywanej przez kwartet smyczkowy było pomysłem Korzyńskiego – przyjaciela tej ekipy. Jeden z członków Grupy, grający na wiolonczeli dwudziestoośmioletni Artur Renion, stracił życie w wypadku samochodowym niedługo przed Kołodyńskim – 10 października 2000 roku.

Cameos


W filmie pojawiła się cała plejada znanych twarzy, która albo grała epizody, albo zwyczajnie swoją obecnością ubarwiała niektóre sceny. Kuba Sienkiewicz (prywatnie lekarz neurolog), wokalista grupy Elektryczne Gitary, wcielił się w postać doktora pracującego w szpitalu, do którego po strzelaninie trafili główni bohaterowie. Doskonale jest znana miłość Lubaszenki do piłki nożnej (przed przytyciem był współzałożycielem i kapitanem Reprezentacji Artystów Polskich), dlatego nie powinno zdziwić mignięcie na ekranie postaci będących w swoim czasie symbolami polskiego futbolu – byli to Władysław Żmuda (21 meczów rozegranych na mundialach, najwięcej w historii naszej narodowej drużyny) i Janusz Wójcik (nieżyjący już trener olimpijskiej reprezentacji, z którą zdobył srebrny medal na igrzyskach w Barcelonie i późniejszy selekcjoner dorosłej kadry).

Nie tylko najpopularniejszy w Polsce sport zespołowy miał w „Chłopakach” swoich reprezentantów – epizodyczną rolę gangstera zagrał także Keith Williams, czterokrotny mistrz Polski w koszykówce, swoich przedstawicieli miał też świat pięściarstwa – w niezwykle zabawnych scenach pojawili się Grzegorz Skrzecz (policjant Władzio) oraz Krzysztof Kosedowski (Siwy poszukujący Cwaniaka). W pamięć zapada też jedyne zdanie wypowiedziane w filmie przez przyjaciela Lubaszenki, niezwykle cenionego rysownika Andrzeja Mleczkę do siedemnastoletniej wówczas Aleksandry Kisio: „Trudno znaleźć dobrą opiekunkę do dziecka, ale jeszcze trudniej znaleźć dobre dziecko”.

Pryszcze Oskara


Dziś może to brzmieć dość niewiarygodnie, ale jedną z większych kontrowersji budził trądzik gamoniowatego bohatera, który zdesperowany zadzwonił na ku... pro... do agencji. „Trzeba jeszcze raz nakręcić, bo to nie spodoba się dziewczynom” – wspominał słowa producentów w swojej książce Lubaszenko. Reżyser przyznał, że udało się wypracować porozumienie, jednak był to „jeden z bardziej stresujących momentów” w jego karierze.

Odtwórca roli Oskara, Wojciech Klata (rocznik 1976), który od 2008 roku i roli w krótkometrażowym filmie „Obcy VI” nie jest aktywny aktorsko, w świadomości widzów zapisał się jako małolat w głośnych produkcjach: „Dekalogu I” Krzysztofa Kieślowskiego oraz „300 mil do nieba” Macieja Dejczera, opowiadającym o ucieczce do Szwecji dwóch chłopców ukrytych pod samochodem. Brat Wojciecha, urodzony w 1973 roku Jan, to bardzo ceniony reżyser teatralny (były dyrektor krakowskiego Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej), który kontrowersje wzbudził spektaklem „Do Damaszku” i dość dosłownym wypraszaniem z budynku niezadowolonych widzów.

Muniek Staszczyk, Marek Grechuta i Michał Milowicz


Skoro fabuła opowiada o perypetiach skrzypka, a scenariusz napisany jest przez kompozytora, nietrudno domyślić się, że wątki muzyczne to istotny element „Chłopaków”. Tytuł filmu to zarazem przebój T.Love z identycznie zatytułowanej płyty, która światło dzienne ujrzała dwa lata przed filmem Lubaszenki; oczywistą decyzją wydawałoby się włączenie tego hitu do ścieżki dźwiękowej, jednak Muniek Staszczyk był w tej kwestii dość sceptyczny. Czy z perspektywy czasu może żałować odmowy? Z pewnością – nie była to tylko kolejna głupia polska komedia.

Ostatnia scena nieodłącznie kojarzy się za to z genialnym dziełem Marka Grechuty – „Dni, których nie znamy”. Jeśli chodzi natomiast o inne piosenki, które trafiły na soundtrack, wymienić trzeba mało znane „Sandały” – zaśpiewany przez Michała Milowicza utwór z muzyką Mikołaja Korzyńskiego i tekstem autorstwa reżysera, „Albo, albo” Piotra Bukartyka czy numery stworzone przez Liroya – jak chociażby wykonywana przez „Scyzoryka” „Zaskakująca zmiana sytuacji”.

>>> Pozostając w klimatach nostalgicznych zapraszamy do wspomnienia słynnych T-Raperów znad Wisły


Oglądany: 105084x | Komentarzy: 68 | Okejek: 470 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.02

19.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało