Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Miszmasz VI: do czego w lotnictwie (i marynarce) przydaje się sznur

34 937  
219   36  
Dziś tematem, nomen omen, wiążącym, będzie sznurek. No dobrze, może linka.

#1. Ciekawe efekty braku paliwa

Nie trzeba chyba ukrywać, że w kierunkach niemieckich ofensyw i sojuszach niemałą rolę grało poszukiwanie surowców niezbędnych dla funkcjonowania państwa i armii (Niemcy miały pecha do złóż surowców). A jak już armia się rozpędziła, potrzebowała przede wszystkim stali i materiałów pędnych. Tak się działo w obu wojnach światowych...

No właśnie. Z jednym i drugim z czasem stawało się coraz gorzej. W II wojnie światowej niedobory stali doprowadziły do tego, że – na szczęście – zabrakło jej na kopuły pancerne umocnień Wału Atlantyckiego. A braki paliwa zmusiły do poszukiwania innych źródeł napędu i do oszczędności. O innych źródłach być może napiszę jeszcze kiedyś, teraz tylko zasygnalizuję, że rozpowszechniły się wtedy instalacje samochodowe do wytwarzania palnego gazu z drewna, stosowane nawet w armijnych pojazdach "tyłowych"; co zaś do oszczędności... Dla mnie symbolem bryndzy w niemieckiej armii był rozkaz bodaj z maja 1944 roku, by myśliwce na start wyciągać wołami, żeby nie marnować benzyny. Cóż, złoża w Rosji okazały się niedostępne, sojusznicze instalacje w Rumunii padały ofiarą alianckich bombowców, podobnie się działo z zakładami paliw syntetycznych w Policach.

l_1734735a9def9b7Operation_Tidal_Wave.jpg
Amerykański B-24 nad rafinerią w Ploesti

No i wymyślono, żeby myśliwce startujące do przechwycenia wypraw bombowych brały na hol ni mniej, ni więcej, tylko szybowce uzbrojone w działka, i uwalniały je po wzniesieniu się nad wrogie bombowce. Zadania opracowania takiej maszyny podjęła się firma Blohm und Voss.

l_1734736feb1f404xi79jhmi65iz.jpg
Bv 40 podczas prób

Powstał nieduży, kanciasty płatowiec, z początku uzbrojony w jedno działko Rheinmetall-Borsig MK 108 kal. 30 mm z zapasem 30 naboi; gdy się zorientowano, że pilot będzie miał szansę na co najwyżej jedno zajście do ataku i działko nijak tego zapasu wtedy nie zdoła zużyć, dodano drugie, a zapas amunicji podzielono. Pilot miał w maszynie, oznaczonej jako Bv 40, miejsce leżące (na brzuchu), chroniły go płyty pancerne i pancerne szkło.

Zbudowano 7 egzemplarzy różniących się detalami, oblatano z nich 5. Projekt jednak upadł – nie udało mi się doszukać przyczyn, sądzę jednak, że szybowiec mógł istotnie ograniczać osiągi holującego go myśliwca, opóźniając (a może uniemożliwiając?) przechwycenie bombowców; poza tym ktoś go jednak musiał pilotować, a na przeszkolenie też zabrakło czasu.

l_1734738d50681881821949_orig.jpg
Schemat budowy myśliwskiego szybowca

#2. Ciekawe efekty luki prędkościowej

W II wojnie światowej jedna z ciekawszych operacji sił brytyjskich nosiła kryptonim „Chariot” (Rydwan). Chodziło o zniszczenie suchego doku w Saint-Nazaire we Francji, jedynego w tej części świata, który umożliwiał naprawy największych okrętów Kriegsmarine (w szczególności Tirpitza; Bismarck wtedy już był zatopiony). Wcześniejsze próby wyłączenia go z funkcji nalotami bombowymi nie przyniosły skutków – dok był po prostu zbyt solidny.
Rozważano wiele możliwości ataku, jednak sporządzane analizy wskazywały na co najwyżej znikomą szansę powodzenia.

l_17347322efd031ddc7a6eb1eedc312176ee.jpg
HMS Campbeltown przed przeróbką

W końcu pojawiła się koncepcja przerobienia jakiegoś niszczyciela na podminowany taran. Do tego celu wybrano (w końcu...) archaiczny HMS Campbeltown, którego ucharakteryzowano na niemiecki torpedowiec klasy Raubvogel i zaopatrzono w silny ładunek wybuchowy (ponad 3 tony) z zapalnikiem czasowym – miał eksplodować „jakiś czas” po wbiciu się okrętu we wrota doku. Ale nie to jest teraz najważniejsze, chociaż cała akcja zawsze zasługuje na porządne omówienie.

l_1734733e84dc249hms_campbeltown_i42_.jpg
...i po przeróbce

Jedną z jednostek pomocniczych był kuter torpedowy MTB 74, klasy Vosper 72'. Jego wyrzutnie torpedowe ustawiono na samym dziobie, by podczas ataku torpedy mogły przelecieć ponad wrotami doku (po czym zatonąć - były wyposażone w zapalnik czasowy o dużym opóźnieniu). I to z nim był spory problem.

Otóż prędkość zespołu okrętów dostosowuje się do najwolniejszych jednostek, co dziwić nie powinno. A kutry torpedowe nie są do służby konwojowej przewidziane, mają, upraszczając sprawę, pędzić po morzu, wypatrując jednostek przeciwnika, strzelać torpedy i na pełnym gazie wracać do domu. Tyle że kutry Vosper nie mogłyby pływać wolniej niż około 30 węzłów (co, powiedzmy, utrudnia chociażby cumowanie i co było dużą bolączką chociażby radzieckich kutrów G-5); dlatego miały dwa zespoły silników – marszowe i manewrowe. Na tych drugich z kolei wyciągały raptem około 6 węzłów, czyli niewiele więcej niż marne 10 km/h. Zarazem większość jednostek nie osiągała 20 węzłów. Cóż więc było robić?

17347310c393c554023d5e1e3f1363e7653.jpg
MTB 74 z rajdu na Saint-Nazaire

Tak. Kuter został wzięty na hol za niszczycielem, konwój popłynął ze średnią prędkością około 18 węzłów. Zwolniono go z holu bezpośrednio przed akcją.

#3. Ciekawe efekty problemów z obserwacją

Jednym z nowych środków walki, wprowadzonych do użytku w I wojnie światowej, były sterowce. Wielkie aerostaty rozporządzały dużym udźwigiem i właściwie naturalnym stało się ich użycie do bombardowań z powietrza – zabierały więcej bomb niż największe ówczesne samoloty, mogły wznieść się wyżej i zalecieć dalej. Problem pojawiał się przy gorszej pogodzie: lot poniżej poziomu niskich chmur był bardzo ryzykowny, sterowce z racji swoich rozmiarów (od 130 m długości wzwyż) i niewielkiej prędkości maksymalnej (rzędu 120 km/h, jak dobrze poszło) stanowiły łatwe cele dla artylerii. A lot nad chmurami, bez widoczności ziemi, oznaczał najpewniej utratę orientacji w terenie (tym bardziej że potężne cygara łatwo mogły się poddawać wiatrom) i niemożność osiągnięcia celu (pamiętajmy, że nie istniały radary, a i radiostacje dopiero zaczynały wchodzić do użytku w armii).

l_17347375a69f7cdzeppelin1.jpg
Zeppelin w nalocie na Londyn, rok 1915

Sposobem na rozwiązanie tego problemu wydawała się opływowa gondola, opuszczana na długich sznurach pod chmury, w której miejsce zajmował obserwator wyposażony między innymi w telefon. Trudno jednak orzec, jak często ją stosowano: gondolą po prostu niemożebnie huśtało, co musiało doprowadzać obserwatorów co najmniej do intensywnych zawrotów głowy i poważnych sensacji żołądkowych…

l_1734734bf2e3121iwmzeppelinspybasket.jpg
Zachowana do dziś gondola obserwatora sterowcowego (Imperial War Museum, Londyn)

Jak to ktoś orzekł: "dobra rzecz, taki sznurek".

Dla wyjaśnienia: opisywanie i przedstawianie samolotów, pojazdów, zdarzeń itp. nie ma nic wspólnego z moimi sympatiami politycznymi ani z propagowaniem takiego czy innego ustroju. To tylko historia.

<<< W poprzednim odcinku: perypetie podwodno-nadwodne, część 2 - jak polowano na okręty podwodne z powietrza

3

Oglądany: 34937x | Komentarzy: 36 | Okejek: 219 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.11

19.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało