Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

5 bezcennych skarbów, które znaleziono w bardzo niecodziennych miejscach

64 805  
234   28  
Skarby kojarzą nam się ze skrzynią pełną cennego kruszcu zakopaną przez jakiegoś opitego rumem pirata na bezludnej wyspie, na którą trafić można jedynie posiadając specjalną mapę. Arrrr! To chyba jeden z niewielu przypadków, gdy rzeczywistość okazuje się znacznie ciekawsza niż te wszystkie literackie i filmowe archetypy. Niezwykle cenny skarb znaleźć bowiem można w znacznie mniej „oczywistych” miejscach.

Warte 50 milionów bohomazy w sklepie z rupieciami

Na początku lat 90. Teri Horton postanowiła zajrzeć do jednego z małych, zapyziałych sklepów zagraconych artykułami z drugiej ręki. Takich „dziupelek” było w Kalifornii dość sporo, a Teri szukała akurat jakiegoś drobiazgu dla swojej pogrążonej w depresji przyjaciółki. W stosie szpargałów uwagę kobiety przykuł wybitnie wręcz szpetny obraz pełen kolorowych kresek, bohomazów i plam. Właściciel sklepu chciał za to ohydztwo aż 8 dolarów, ale pani Horton oznajmiła, że nie ma zamiaru płacić tak dużej kwoty za ten badziew. Jako że od dłuższego czasu nikt nie chciał kupić tego zajmującego dość dużo miejsca obrazu, sprzedawca z chęcią pozbył się go za 5 dolców.



Później okazało się, że rama tego malunku jest zbyt duża i prezentu nie da się przecisnąć przez drzwi przyczepy kempingowej, w której mieszkała koleżanka Teri. Chcąc jak najszybciej pozbyć się tego nietrafionego prezentu, Horton wystawiła obraz w wyprzedaży garażowej. Tam został on zauważony przez pewnego nauczyciela sztuki, który od razu rozpoznał w pozornie chaotycznych bohomazach dzieło sztuki pędzla samego Jacksona Pollocka! „Kim do jasnego ch#ja jest Jackson Pollock?” - zareagowała kobieta.

Autorstwo obrazu potwierdzili zatrudnieni przez Teri specjaliści i już wkrótce posypały się pierwsze oferty kupna tego niezwykle cennego płótna. Jego posiadaczka odrzuciła ofertę nabycia obrazu za cenę 2 milionów dolarów, nie chciała też go sprzedać pewnemu saudyjskiemu kolekcjonerowi, który gotów był zapłacić za ten skarb nawet i 9 milionów dolarów! Obecnie dzieło Jacksona Pollocka, kupione w 1992 roku za 5 dolców, pani Horton gotowa jest oddać za cenę 50 milionów zielonych…

Liczący sobie 2700 lat stojak na rower

Dwóch egiptologów odnalazło sześćdziesięciocentymetrową statuę faraona Taharki – władcy starożytnego Egiptu, który na świat przyszedł w 690 roku przed naszą erą. Słysząc taką informację, od razu wyobrażamy sobie uzbrojonych w latarki poszukiwaczy przygód, którzy pod osłoną nocy eksplorują wypełnione naściennymi malunkami korytarze nieotwieranych od tysięcy lat grobowców.



Tymczasem ten bezcenny skarb „odkryty” został… w muzeum archeologicznym położonym w Southampton. Konkretnie – w piwnicy, gdzie statua leżała i kurzyła się przez ostatnich sto lat! Pracownicy tego miejsca od długiego czasu używali tego eksponatu jako stojaka rowerowego. I nikt, ale to nikt nie zorientował się, że miał do czynienia z rzeźbą powstałą prawie trzy millenia wcześniej. To chyba niezbyt dobrze świadczy o osobach zatrudnionych w cholernym muzeum archeologicznym!

Obecnie statua faraona Taharki jest jednym z najważniejszych eksponatów miejskiej galerii sztuki w Southampton.

Złoty posąg ukryty w środku starej rzeźby

Stara rzeźba przedstawiająca postać siedzącego Buddy przez parę wieków krążyła po wielu tajskich miastach, aby ostatecznie na stałe zagościć w świątyni Wat Traimit. A właściwie przed nią, bo okazało się, że w środku było zbyt mało miejsca dla tak dużego posągu. Postawiono więc biednego Buddę przed budynkiem, a za jego jedyne zabezpieczenie długo służył prowizoryczny, metalowy daszek, który to osłaniał starą figurę przed deszczem.

W 1954 roku postanowiono przenieść posąg do osobnego pomieszczenia w niedawno zbudowanej, nowej części świątyni. Podczas prób przetransportowania go jedna z lin pękła i kolos runął na ziemię. Nikt nie zdążył nawet załkać, bo oczom świadków tego wypadku ukazał się błyszczący kawał złota widoczny pod pękniętym, gipsowym fragmentem uszkodzonego artefaktu. Kidy usunięto resztę gipsu, okazało się, że wewnątrz rzeźby znajduje się szczerozłota figura… Buddy (no, bo kogo?).



Nie do końca wiadomo czemu postanowiono zakryć ją warstwą gipsu, ale niektórzy historycy uważają, że zrobiono to w XVIII wieku podczas wojen prowadzonych przez birmańskiego króla Bodawpayę, a celem tego zabiegu było oczywiście drastyczne obniżenie wartości posągu w oczach łasych na łupy najeźdźców.

Zaginiony obraz odnaleziony w… „Stuarcie Malutkim”

Róbert Berény był znanym na całym świecie węgierskim malarzem awangardowym. Większość jego prac można było obejrzeć w budapeszteńskich muzeach. Oprócz jednego. Mowa o „Śpiącej damie z czarną wazą”. Obraz ten zaginął w 1928 roku i po latach poszukiwań nikt już nawet nie liczył, że się kiedykolwiek odnajdzie. 71 lat po tym, jak płótno zniknęło, węgierski artysta Gergely Barki zasiadł do seansu familijnego, amerykańskiego filmu pt. „Stuart Malutki”. Bardziej od perypetii mówiącej ludzkim głosem myszy zainteresowała go jedna ze scen, w której gdzieś na drugim planie pojawia się rama z obrazem. A ten wyglądał dokładnie tak samo, jak zaginione dzieło sztuki Berény’ego!



Artysta skontaktował się z rekwizytorką, która jak się okazało, za jakieś śmieszne pieniądze nabyła ten rekwizyt w jednym z pasadeńskich sklepów z antykami. Oczywiście po tym, jak na jaw wyszła historia tego dzieła sztuki, obraz sprzedany został za bardzo konkretną sumę 110 tysięcy euro!



Japoński kufer z 1640 roku znaleziony u Francuza pod telewizorem

Cedrowa, zdobiona złotymi ornamentami skrzynia powstała w Kyoto, gdzieś w okolicach roku 1640. Nie było to dzieło masowej produkcji – takich skrzyń powstało zaledwie dziesięć. Ich autorem był Kaomi Nagashige, który wykonał je na zlecenie jakiejś grubej ryby z Holenderskiej Kompani Wschodnioindyjskiej. Osiemnaście lat później w posiadanie jednego z tych japońskich dzieł sztuki wszedł francuski kardynał i pierwszy minister Francji - Jules Mazarin. Miłośnicy książek Aleksandra Dumasa kojarzą tę postać z kart jednej z powieści opisującej przygody trzech muszkieterów.



Później kufer trafił do domu brytyjskiego poety Williama Beckforda, aby ostatecznie stać się jednym z ulubionych łupów pewnego walijskiego kolekcjonera. Po śmierci tego ostatniego losy skrzyni były nieznane. Aż do lat 70. XX wieku, kiedy to bezcenny skarb „odnalazł się” w mieszkaniu nieznanego nam z imienia i nazwiska polskiego lekarza pracującego w Londynie. Kufrem zainteresował się znajomy naszego rodaka, francuski inżynier, który kupił sobie nowy telewizor i akurat szukał jakiegoś mebla, na którym mógłby swój odbiornik postawić…



I tak też za sumę 100 funtów skrzynia kolejny raz zmieniła właściciela, który nawet nie zdawał sobie sprawy, że posiada przedmiot zajmujący wysoką pozycję na muzealnych listach najbardziej poszukiwanych, zaginionych eksponatów. W 1941 roku urwał się ostatni trop i nikt nie sądził nawet, że XVII-wieczny japoński kufer przez prawie dwie dekady służyć będzie za podstawkę pod telewizor i miejsce składowania butelek z alkoholem. W 2008 roku skrzynia kupiona została przez holenderskie, państwowe muzeum, a rodzina francuskiego inżyniera nieoczekiwanie wzbogaciła się o 6,3 miliona funtów...

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Oglądany: 64805x | Komentarzy: 28 | Okejek: 234 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.02

20.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało