Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Największy ze świątecznych hitów nie ma nic wspólnego ze świętami! Kilka ciekawostek o "Last Christmas"

59 244  
205   61  
Udało mi się, psia jego mać! Postanowiłem sobie, że w tym roku ani razu nie wysłucham tego zapyziałego utworu do końca. Kiedy kompozycja ta rozbrzmiewała w radio, wyłączałem odbiornik, kiedy usłyszałem ją w supermarkecie, rzucałem koszyczek i wychodziłem ze sklepu, kiedy ktoś na Fejsie udostępniał ten numer, usuwałem tego kogoś z listy znajomych. Tych świąt George Michael mi nie obrzydzi. Aby uczcić mój malutki sukces, pragnę podzielić się z wami garścią mało znaczących ciekawostek na temat tego bożonarodzeniowego, złośliwego nowotworu.

Ten kawałek ma wspólnego z Bożym Narodzeniem tyle co nic, a mimo to skazani jesteśmy na jego słuchanie
W 1984 roku George Michael i jego kumpel Andrew Ridgele zaproszeni zostali do rodziców tego pierwszego na obiad. Panowie nie tylko przyjaźnili się, ale i wspólnie tworzyli, mający już na koncie kilka hitów, zespół Wham!. Po posiłku, gdy wszyscy odpoczywali w salonie, Michael nagle gdzieś się wymknął. Wrócił dopiero po godzinie. Z wypiekami na twarzy i szklistymi oczami. Wyglądał, jakby właśnie odkrył wielkie złoża ropy w rodzinnym ogródku. Czym prędzej złapał swojego kolegę i niemalże siłą zaciągnął go do pokoju, w którym kiedyś, jeszcze za dzieciaka, mieszkał. Okazało się, że artysta wygrzebał ze szpargałów swój stary, zakurzony keyboard i przez ostatnie kilkadziesiąt minut układał melodię, która później zabrzmiała we wstępie „Last Christmas”. Tych parę dźwięków brzmiało niczym kiczowata esencja bożonarodzeniowego klimatu. Obaj panowie spędzili potem jeszcze parę godzin na graniu wszelkiej maści pastiszowych „świątecznych” plumkań. W ten sposób narodziła się wybitnie plastikowa, nieznośnie wwiercająca się w ucho kompozycja, która już zimą 1984 roku gwałciła serca słuchaczy na całym świecie.



Niewątpliwą pomocą w wypromowaniu tego numeru był fakt, że muzycy zdecydowali się przeznaczyć wszystkie finansowe wpływy związane z „Last Christmas” na cele organizacji oferującej pomoc w walce z plagą głodu w Etiopii. W wyniku suszy i wojny domowej życie straciło wówczas nawet i milion osób.

„Last Christmas” był drugim wielkim charytatywnym przebojem, który walczył o pierwszą pozycję najlepiej sprzedających się singli w Wielkiej Brytanii. Zespół walkę tę przegrał, ustępując pierwszego miejsca supergrupie Band Aid Boba Geldofa. W efekcie doszło do pewnego paradoksu – singiel Wham! sprzedał się w tak dużej liczbie egzemplarzy, że w każdym innym przypadku spokojnie wdrapałby się na pierwsze miejsce. Co ciekawe, w „Do They Know it’s Christmas?” - hiciorze, który pozbawił duetu tej przyjemności, również usłyszeć możemy George’a Michaela.

Ten kawałek ma wspólnego z Bożym Narodzeniem tyle co nic, a mimo to skazani jesteśmy na jego słuchanie

„Last Christmas” wracało co roku, jak cholerna czkawka. Za każdym razem, gdy na horyzoncie pojawiało się Boże Narodzenie, radiowi didżeje przypominali sobie o kompozycji z 1984 roku i skutecznie bombardowali nią wrażliwe uszy swych słuchaczy. Nieoczekiwanie pojawił się jednak cień szansy na obrzydzenie wszystkim tego koszmarku. Oto bowiem pewien artysta – Barry Manilow – uznał, że przebój chłopaków z Wham! brzmi zbyt podobnie do jego własnego, nagranego w 1978 roku numeru „Can’t Smile Without You”. Faktycznie – melodia brzmi dość znajomo. Zbyt dużego podobieństwa nie dopatrzył się jednak sąd i sprawa szybko została zamknięta.


Wkrótce po nagraniu „Last Christmas” George Michael postanowił zmienić swój wizerunek. W rezultacie teledysk do dzieła duetu Wham! to jedna z ostatnich okazji do zobaczenia tego muzyka bez brody. Jakby to kogoś interesowało…

Ten kawałek ma wspólnego z Bożym Narodzeniem tyle co nic, a mimo to skazani jesteśmy na jego słuchanie

Najbardziej absurdalne w całej tej szopce wokół „Last Christmas” jest to, że tak naprawdę utwór ten ze świętami ma tyle wspólnego, co Krystyna Pawłowicz z porno-biznesem. Wsłuchajcie się tylko w tekst. To jakieś smętne, emocjonalne wyrzuty typa, który poderwał dziewczynę, a ta po dniu romansowania poszła grzmocić się z kimś innym. Pech chciał, że wydarzenie to miało miejsce akurat w okresie Bożego Narodzenia. Teraz mija rok od tego momentu, a temu melancholijnemu typowi wszystko się przypomniało i w związku z tym uznał za stosowne żałośnie zakwilić, skarżąc się na lodowatą bezuczuciowość swej ubiegłorocznej wybranki, oraz odgrażać się, że tym razem odda swoje zranione serce jakiejś innej puszczalskiej lasce. Noż kurde! Idealny numer do nucenia gdzieś pomiędzy „Lulajże Jezuniu” i „Pójdźmy wszyscy do stajenki”…

Ten kawałek ma wspólnego z Bożym Narodzeniem tyle co nic, a mimo to skazani jesteśmy na jego słuchanie

Tak sobie myślę – mimo że większość z nas ma już szczerze dość tego numeru, to i tak powinniśmy się cieszyć, że nie ma u nas takich chorych poj#bów, jak na przykład w Austrii. 18 grudnia 2015 roku pewien radiowy prezenter, Joe Kohlhofer, na łamach swojej audycji wylał z siebie potok goryczy twierdząc, że ludzie przestali starać się o tworzenie, tak przecież ważnej w tym okresie, atmosfery świątecznego miłosierdzia. Aby to naprawić, Joe zabarykadował się w swoim studio i przez dwie godziny puszczał zapętlony utwór „Last Christmas”. Bez litości, raz za razem, nie zważając na rozpaczliwe wrzaski reszty radiowców i desperackie łomotanie w zastawione krzesłem drzwi.

Ten szalony „protest” skończył się w momencie, gdy do radia zadzwoniła czteroletnia córka Kohlhofera i na antenie powiedziała, że nie podoba jej się ten utwór i bardzo chciałaby już go nie słuchać. Tym samym ta mała dziewczynka, pewnie całkiem nieświadomie, wyraziła życzenie milionów ludzi na całym świecie, którzy wielce by sobie życzyli, aby „Last Christmas” przepadło gdzieś w mrokach historii już na zawsze...

Wesołych! :)
23

Oglądany: 59244x | Komentarzy: 61 | Okejek: 205 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

07.12

06.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało