Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Prawdziwy nauczyciel, sposób na wybór sukienki i inne anonimowe opowieści

50 457  
151   35  
Dziś przeczytacie także o pechowym dniu, rozmowie z telemarketerem, wizycie u rodziny chłopaka i problemie z rodzicami.


Są czasem takie dni, gdy człowiek wstanie lewą nogą i pada mu system chłodzenia mózgu. W takich wypadkach lepiej chyba zostać w domu. Wczoraj tak miałam. Dosłownie wszystko mi leciało z rąk, rano umyłam zęby farbą do włosów, posłodziłam sobie jajecznicę i przypadkiem zatrzasnęłam kota w pralce. W drodze do pracy chciałam wyjąć komórkę z torebki i wypadł mi z niej krem do rąk, który jak na złość potoczył się ulicę. W porę go uratowałam przed kołami rozpędzonych samochodów, ale... dostałam od przechodzącego obok patrolu Straży Miejskiej mandat za bezprawne wtargnięcie na jezdnię.

Na koniec dnia poszłam do chińskiej knajpy na sajgonkę z frytkami po wietnamsku. Pomyliłam sosy i musiałam ze łzami w oczach (i ogniem w ustach) zjeść moje danie w zalewie typu „niemiłosiernie piekąca dupa”. Na koniec wyszłam z knajpy wrzeszcząc życzliwe „Dzień dobry!”. Kiedy po czterdziestu minutach wróciłam do restauracji, żeby zabrać klucze do mieszkania, które zostawiłam na stole, pan Azjata stojący za ladą powitał mnie radosnym „Do widzenia!”.
Tak, to jeden z tych dni, które powinno się po prostu przespać...

* * * * *

Bardzo nie lubię telemarketerów, a rozmowa z nimi to dla mnie prawdziwa gehenna. Po tym, jak kolejny raz musiałem odmawiać pani usiłującej wcisnąć mi kartkę kredytową z funkcją skakanki i maszynki do mięsa, postanowiłem zrobić coś, co chodziło mi po głowie od dłuższego już czasu. Wszystkie numery, z których telemarketerzy do mnie wydzwaniali wrzuciłem na tzw. czarną listę, co jest jednoznaczne z tym, że dzwoniący natną się na moją pocztę głosową.
Kolejnym etapem mego planu było nagranie odpowiedniej wiadomości. Trik polegał na tym, aby rozmówca miał wrażenie, że rozmawia z żywą osobą, więc całość mojego nagrania brzmiała mniej więcej tak: „Halo tak oczywiście mhmmm dobrze ” i tak dalej.

Nawet nie wiecie jak wielką radochę sprawiało mi odsłuchiwanie tych „konwersacji” pomiędzy moim głosem z poczty a coraz bardziej zirytowanymi paniami, które były święcie przekonane, że po drugiej stronie słuchawki jestem ja.

Radość moja skończyła się wczoraj, kiedy okazało się, że... wyraziłem zgodę na wzięcie kredytu gotówkowego od jednego z banków, w którym mam założone konto.

* * * * *

Chwilę po tym, jak mój chłopak zapoznał mnie ze swoją rodziną, pojechaliśmy do niego w kolejne odwiedziny. Był tam też jego brat ze swoją 3-letnią córką.
Najpierw przez godzinę - przy cieście - słyszałam o trudach córki w wypróżnianiu, o konsystencji kału jaki oddaje, częstotliwości, co zwiastuje, że kupka nadchodzi itd. Jako że na dzieciach się nie znam, a słyszałam, że rodzice tak robią, to se myślę - luz.
Wszyscy wyszli z salonu, zostałam sama z bratem chłopaka, a on nagle z czystą euforią pyta córkę: chce ci się kupkę?! Ona ani nie przytakuje, ani nie zaprzecza, tylko się peszy. Na to tatuś: no to szerzej nóżki! Po chwili słyszę takie: plask, plask... Dziecko zesrało się na podłogę w salonie przy pełnej aprobacie ojca.

W życiu nie widziałam dziwniejszej akcji.

* * * * *

Jestem dorosłym facetem, który przechodzi przez piekło rodzinnego kryzysu. Moja mama pokłóciła się z moim ojcem. Sprawa jest na tyle poważna, że rodzice planują się rozwieść. Póki co postanowili przez najbliższe miesiące pożyć w separacji.
Zapytałem ojca, czy potrzebują jakiejś pomocy z mojej strony. Powiedział, że poradzą sobie.

Tydzień temu, gdy wróciłem z pracy do mieszkania, które wynajmuję, zastałem mojego staruszka rozwalonego na sofie w salonie. Leżał w samych gaciach oraz uświnionej koszulce i pijąc piwo, które wczoraj włożyłem do lodówki, oglądał „Jaka to melodia?”. „Burrrp... Co ty za sikacze kupujesz, młody ?!” - rzekł na powitanie.
Tatko mówiąc, że „poradzi sobie” miał na myśli, że weźmie zapasowe klucze do mojego lokum i pod moją nieobecność wprowadzi się, zajmie mój pokój i sukcesywnie zacznie wyżerać zawartość mojej lodówki. Mimo że jestem wściekły jak jasna cholera, to postanowiłem wybaczyć mu ten brak taktu i pozwolić przez jakiś czas mieszkać u mnie.

Wczoraj, kiedy wpadła do mnie koleżanka, co do której mam pewne romantyczne plany, mój wspaniały rodziciel zaczął prawić jej dość niezręczne komplementy. Dotarło do mnie, że sytuacja zaczyna być nieco patologiczna i... zapisałem rodziców do najlepszego psychologa dla par w naszym mieście. Trzymajcie kciuki. Muszę się tego zgreda jakoś pozbyć!

* * * * *

Dorabiam sobie jako sprzedawca w sklepach od początku studiów. Różnych klientów już miałam, ale ostatnio jedna kobieta rozłożyła mnie na łopatki.

Aktualnie już od jakiegoś czasu pracuję w sklepie z bielizną. Odkryłam tam, że najcięższa możliwa klientka to taka, która szuka biustonosza do sukienki. Spod tych cholernych sukienek zawsze coś wystaje ;)
Panie przychodzą więc z sukienkami, ze zdjęciami, szczegółowymi opisami, żeby jak najlepiej ten biustonosz dobrać.

Wczoraj przyszła kobieta, która wygrała wszystko. Otóż ta pani narysowała na swoim ciele markerem linie dokąd sięga suknia i mierząc biustonosze sprawdzała tylko, czy nie nachodzi on na linie :)

Powiedziała, że nienawidzi się przebierać i dzięki temu nie musi taszczyć sukni ze sobą. Podziwiam :D

* * * * *

Kiedy jestem sam w domu i mam potrzebę skorzystać z toalety, drzwi za sobą zamykam, ale nie na zasuwę. Zawsze myślę: „Po co to robić? Jestem sam, to nikt do środka nie zajrzy”. Tym razem się jednak myliłem.

Siedzę na kiblu, w(y)rzucam „dwójkę” i opieram, jak zwykle, głowę o drzwi. Może to śmieszne, ale lepiej się wtedy skupiam. Do tego oglądam jakieś filmiki na YouTubie. Wiadomo, nic nie słychać, bo z filmiku dobiegają jakieś śmiechy-chichy.
Tak sobie siedzę, całym ciężarem cisnąc głową w drzwi, gdy nagle ktoś je otwiera, a ja ląduję twarzą na kafelkach, w dodatku z gołą dupą na wierzchu. Z tego szoku się zastanawiam, czy gówno trafiło do kibla, czy może leży gdzieś obok. Wściekły i zarazem zawstydzony podnoszę głowę i widzę... mojego psa. Tak, zapomniałem że mój pies sam potrafi otwierać drzwi.

PS Jednak trafiłem do kibla.

* * * * *

W drugiej klasie podstawówki dostaliśmy zadanie napisać alternatywne zakończenie książki "O psie, który jeździł koleją". W formie książki. Tak więc napisałam krótkie opowiadanie, treści nie pamiętam (to było 20 lat temu), pamiętam za to, że zrobiłam na okładce swojej pracy płatki śniegu korektorem, a strony połączyłam sznurkiem przechodzącym przez dziurki zrobione dziurkaczem. W mojej ośmioletniej głowie było to dosyć kreatywne i dumna oddałam pracę. Nauczycielka spytała "co to ma być?" i z obrzydzeniem, trzymając moją książeczkę ostentacyjnie dwoma palcami, wyrzuciła ją do kosza przy całej klasie.

Rok później mieliśmy już inną nauczycielkę, ambitną, sympatyczną, no i dostaliśmy zadanie, aby napisać opowiadanie o bałwanku. Pamiętając tą nieszczęsną książeczkę w koszu na śmieci, bardzo się przyłożyłam. Napisałam na komputerze opowiadanie w formie pamiętnika na ponad 20 stron, jednak jako że kiedyś 9-latki nie miały wyuczonego pisania na klawiaturze, dosyć mozolnie mi to szło, więc czasem klawiaturę przejmował mój tata, a ja dyktowałam.

Nadszedł dzień oceniania naszych prac, autor najlepszej miał dostać nagrodę specjalną. Nauczycielka podniosła moją pracę i zapytała, czy pisałam ją sama. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że tata pomagał mi w pisaniu. Oczywiście zostałam zdyskwalifikowana i nagrodę dostał ktoś inny.

No cóż, było mi przykro. Na przerwie nauczycielka widząc, że siłą powstrzymuję się od płaczu, zapytała o dokładny przebieg tworzenia "Bałwankowego Pamiętnika". Kiedy zrozumiała co naprawdę miałam na myśli, przeprosiła mnie, a następnego dnia przeprosiła mnie również przed całą klasą. Nagrody co prawda nie dostałam, ale w jakiś sposób tamta nauczycielka zdobyła tymi przeprosinami mój podziw i szacunek. Przyznała się do błędu przed dwudziestką dziewięciolatków, nie martwiąc się o swój autorytet. Ona pierwsza pokazała mi, że mam prawo głosu oraz że przyznanie się do błędu to nic złego.

<<< W poprzednim odcinku m.in. sposób na poranne wstawanie i wyprawka dla malucha

35

Oglądany: 50457x | Komentarzy: 35 | Okejek: 151 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

26.02

25.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało