Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Już w dniu ślubu wiadomo było, że te małżeństwa nie przetrwają zbyt długo

167 595  
419   85  
Spójrzmy prawdzie w oczy. Nie wszystkie związki przetrwają, a niektóre małżeństwa skazane są na klęskę. W przypadku par z poniższych historii koniec był bliski już w dniu ślubu.

#1.

Pan młody się nawalił, a jego świeżo upieczona żona wyglądała na strasznie wściekłą. Była też ta kobieta, która podczas przyjęcia przyjmowała zakłady jak szybko się rozwiodą. Później się dowiedziałam, że to matka panny młodej.

#2.

W swoim przemówieniu pan młody stwierdził: "Kiedy skorzystałem z biura matrymonialnego, nie spodziewałem się, że będę miał tyle szczęścia i znajdę osobistego kucharza, zmywarkę i pralkę". Nie tylko jest to dość chu**wy sposób na opisanie KOGOKOLWIEK, ale też zdziwił się potem, gdy okazało się, że dziewczyna jest absolutną księżniczką i od niego oczekuje tych wszystkich rzeczy! Ze wszech miar nieudany związek.

#3.

Jestem DJ-em na weselach. Panna młoda poprosiła o zagranie pewnej piosenki podczas planowanych trzech godzin muzyki i tańca. Zazwyczaj pytam wtedy, czy mam ją puścić teraz czy później, przy jakiejś konkretnej okazji. Szczególnie gdy jest to piosenka z gatunku, którego akurat w tym momencie nie puszczam.

Powiedziała, że chce teraz, więc wrzuciłem ją do kolejki. Odeszła z uśmiechem, spodziewając się, że zaraz zabrzmi jej piosenka. Od razu podszedł pan młody i zapytał, co zamówiła. Pokazałem mu tytuł, parsknął śmiechem i powiedział, żebym tego nie grał. Skonfliktowany i zaskoczony zapytałem dlaczego. "Bo ona jest głupia, ta piosenka jest do dupy", odparł.

Jeśli odpowiadasz w ten sposób przy jednej piosence podczas kilkugodzinnej zabawy, nie ma szans, że podejdziesz poważnie do problemów, które pojawią się w przyszłości. Między nami, DJ-ami, nazywamy takich ludzi powracającymi klientami.


#4.

Organizowałam wesele, gdzie panna młoda przechodziła od słodkiej, przemiłej i bardzo zabawnej osoby do ślubzilli, która traciła nad sobą panowanie. Było źle. Kiedy tylko zjawiła się w kościele, wiedziałam, że to nie przetrwa długo. Porwała listę gości, była wściekła na pana młodego, bo jego rodzina - w większości starsi i niedołężni - jeszcze nie dotarła na ceremonię (spóźnili się o 5 minut, parking był bardzo kiepski). Postanowiła więc zacząć bez nich. Młody nie miał nic do gadania, był naprawdę spokojnym facetem. Kiedy panna młoda szła do ołtarza, wchodzili ludzie i musieli przechodzić nawą główną, żeby zająć swoje miejsca. Obrażała każdego członka jego rodziny już od wejścia.

Podczas przysięgi chłopak był tak przerażony, że dosłownie nie mógł patrzeć jej w twarz. Zamiast tego przysiągł jej miłość aż po grób, patrząc na księdza. Chwyciła go za głowę, obróciła w swoją stronę i powiedziała: "Powtórz to... TERAZ!". Najbardziej ciarkogenny moment w całej mojej karierze. Goście próbowali się śmiać, żeby rozładować atmosferę, ale wszyscy mu współczuliśmy.

Wisienka na torcie nastąpiła jednak podczas toastu. Zaczęła mówić o jego matce... Obrażając w pasywno-agresywny sposób... Potem zupełnie obraziła gości... Potem swojego męża (tak, była trzeźwa). Po kolacji 75% gości wstało i wyszło.

...Kilka tygodni później się rozwiedli.

#5.

Na kolacji próbnej mama młodego zalała się łzami, bo "on wygląda tak nieszczęśliwie". Miała rację, wszyscy to wiedzieliśmy. Przysięgi napisali sami. On zaczął swoją słowami: "Wiem, że potrafię być okropną osobą i nie wiem dlaczego ze mną jesteś, ale od dziś się to zmieni!".

Po roku się rozstali.

#6.

Wykrzywiła się, kiedy próbował ją pocałować. Małżeństwo nie przetrwało nawet pół roku.

#7.

Kochanka pana młodego dowiedziała się o ślubie. Zjawiła się w środku przysięgi i walnęła go w ryj.


#8.

Młody tak urżnął się na przyjęciu, że padł jak długi w apartamencie nowożeńców. Wcześniej jednak zaryglował drzwi od środka tak, że nie dało się ich otworzyć od zewnątrz. Widok panny młodej kopiącej w drzwi i drącej się wniebogłosy o 3 nad ranem nie był rewelacyjny.

Małżeństwo trwało jakieś 2 lata.

#9.

Kiedy byłam na ostatnim roku studiów prawniczych, dorabiałam wieczorami, dostarczając pisma procesowe. Wręczałam wezwania, woziłam ludziom papiery rozwodowe itd.

Zwykle nie miałam czasu na czytanie skarg, ale miałam problem ze znalezieniem mężczyzny, któremu miałam dostarczyć dokumentację rozwodową. Zdezerterował z marynarki wojennej, miałam nadzieję, że w papierach znajdę jakieś wskazówki gdzie mógłby być.

W wyjaśnieniu przeczytałam: "Opuścił przyjęcie weselne z druhną. W tym momencie żona zrozumiała, że to koniec małżeństwa".

Wygląda na to, że miał duże doświadczenie w dezercji.

#10.

Byłam na weselu pewnej pary. Przed ślubem, w mojej obecności, przyszła panna młoda powtórzyła jakieś 10 tysięcy razy swojemu wybrankowi, że nie życzy sobie, by tort wylądował na jej twarzy. I jeśli to zrobi, będzie miał problem.

Rozwalił jej tort na twarzy.

Anulowała małżeństwo.


#11.

Kiedy ksiądz zapytał "czy bierzesz sobie tego mężczyznę za...", zaczęła zanosić się niekontrolowanym śmiechem. Nie mogła przestać. Przez pierwsze 10 sekund to było słodkie, ale potem zaczęło się robić niezręcznie. Przetrwali razem rok z groszami.

#12.

Panna młoda, której nawet nie znałam, wyznaczyła mnie do zadania dekoracji sali przed weselem, co też uczyniłam. Na miejscu była jej matka. Pośpiesznym, przerażonym tonem głosu powiedziała, żebym lepiej czegoś nie skaszaniła, bo młoda będzie WŚCIEKŁA. Wszystko musiało być zrobione w określony sposób, a jeśli coś będzie nie tak, miałam tego pożałować.

Zrzuciłam to na karb stresu przed ślubem, a podczas imprezy próbowałam do niej zagadać. Przewróciła tylko oczami. Poza tym nie zauważyłam, by chociaż raz spojrzała na swojego świeżo upieczonego męża ani podczas ceremonii, ani podczas przyjęcia.

Niespełna rok później rozeszli się. Po jakimś czasie ów pan młody zwierzył się mnie i mojemu mężowi, że tego ranka był przytłaczająco przerażony. Przez kilka godzin siedział na trawniku, czując, że nie powinien tego robić. Ale było już zapłacone, czekali goście, rodzina (łącznie z nami) przyjechała z drugiego końca kraju i czuł, że musi przez to przejść. Okazało się, że jego była luba miała dość długą historię bycia okropną i despotyczną. Nie mam pojęcia co go skłoniło do oświadczenia się jej.

#13.

Wiedzieliśmy, że ta para ma kłopoty, kiedy boczyli się przez większość ceremonii, a potem nie wybrali się na miesiąc miodowy, bo nie mogli zgodzić się co do kierunku podróży. Nie brakowało im pieniędzy - po prostu nigdy nie byli zdolni do kompromisów.


#14.

Panna młoda wybrała zdjęcia do romantycznego pokazu slajdów. Było tam pełno jej fotek. Ani jednego zdjęcia pana młodego.

#15.

Mój kuzyn (pan młody), kiedy chodził od stołu do stołu dziękując gościom, powiedział nam, że nie sądzi, że to przetrwa. Osłupieliśmy. Małżeństwo trwało jakiś rok...

#16.

Kazali księdzu powiedzieć: "Dopóki śmierć lub rozwód nas nie rozłączy".


#17.

Jej przysięga. Byli moimi znajomymi, spotykali się od dwóch lat. Kochał ją bardziej niż ona jego. Dla wszystkich znajomych było to dość oczywiste i podejrzewaliśmy, że dość niechętnie powiedziała "tak", gdy jej się oświadczył.

Sami napisali swoje przysięgi. On zaczął, rozpływając się nad tym, jak będzie ją kochał do końca życia. Przyszła kolej na nią. Zaczęła od: "438 dni... Tak długo cię już kocham". Zakończyła natomiast zdaniem: "I obiecuję ci, że będę kochać cię co najmniej przez kolejne 438". Wszyscy uznali, że to nic takiego, a niektórzy znajomi nazwali mnie kutasem, bo uważałem, że w ten sposób dała mu znać, że nie potrwa to długo.

Odeszła od niego dokładnie po upływie tylu dni. Zostawiła mu kartkę, w której napisała: "Dotrzymałam mojej przysięgi i kochałam Cię przez kolejne 438 dni, ale nie mogę ani dnia dłużej".

A nie mówiłem?

Oglądany: 167595x | Komentarzy: 85 | Okejek: 419 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało