Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Wrażenia jak z horroru – koszmar na jawie, z którego nie da się wybudzić

43 276  
146   68  
Drugi odcinek z serii o snach (poprzedni znajdziecie tutaj), tym razem skupiający się na porażeniu przysennym.

Leżę w łóżku. Jest noc. Cicho i ciemno. Jedynie z lewej strony jarzy się światło lamp z okien.

Kątem oka zauważam, że ktoś stoi w pokoju.


Nie wiem czemu, bo nawet nie widzę rys przybysza, a tylko ciemny kształt na tle bladego światła, ale postać przypomina mi panią Bukiet. Być może dlatego kolejne wydarzenia są dla mnie takie szokujące. Nie spodziewam się takich rzeczy po mistrzyni dobrego wychowania.

Postać w milczeniu zbliża się do łóżka i niespodziewanie przygniata mnie niczym świeżo ścięte drzewo. Waży z tonę, jakby nie była ludzkim ciałem, a blokiem ołowiu. Ciężko mi, nie potrafię zrzucić z siebie takiego ciężaru. Słyszę od niej mechaniczne dźwięki, jakby wirujące koła zębate w silniczku zdalnie sterowanego samochodziku. Dlatego jest taka ciężka, to robot!

To ewidentnie musi być sen – zaczynam myśleć. A skoro to sen, to powinnam umieć uwolnić się z tego niemiłego doświadczenia. Miewałam już świadome sny, w których wesoło sobie latałam i robiłam co tam chciałam. Tyle że to, co się ze mną działo, nie działało według znanych mi zasad fizyki snu świadomego. Nie potrafiłam nawet wstać z łóżka, o lataniu zapomnij. Komenda „To sen, chcę się obudzić” również nie działała...

Dobry Boże… ja nie śpię. Ja naprawdę leżę w sypialni i ktoś mnie miażdży. I z bliska widzę, że to nie pani Bukiet, a jakaś młoda dziewczyna. Wygląda jak porcelanowa lalka. Widzę dokładnie jej bladą twarz w ciemnym pokoju. Ba, nie tylko widzę, ale i czuję pod palcami twardą, ceramiczną skórę. Ma oczy puste jak laleczka Chucky i wymalowane czerwoną szminką usta. Szczerzy zęby w zastygłym uśmiechu, sprawiając wrażenie jakiejś Jokerowej wersji dziewczynki z japońskiego horroru. Obrazki chyba najlepiej oddadzą to przeżycie. Poniżej wizualizacja (OSTRZEŻENIE DLA WRAŻLIWYCH). Na mojej piersi, tuż przed twarzą, leży „coś” między tym:

17322336953d6892a.png

A tym:

17322156b7de36ecreepy_jap.jpg

To nie może się dziać naprawdę – oczywiście dobrze o tym wiem. Ale mając taką kreaturę przed oczami, i to nie jako jakieś niewyraźne widmo, lecz jako postać z krwi i ołowianych kości, jestem przerażona. Boję się także dlatego, bo nie rozumiem co się dzieje i nie mam nad tym kontroli. Wszystkiego jest tak dużo i jest to takie żywe i bolesne. Mroczny pokój. Nieludzka twarz dziewczyny i kosmiczny ciężar jej ciała. Mechaniczne dźwięki, przywodzące na myśl już nie zdalnie sterowane samochodziki, ale gabinet dentysty. Uczucie szybko zaciskanych szczęk na palcach lewej ręki – gdy tylko próbuję tę babę z siebie zrzucić, ona mnie gryzie! Przesiąka mnie strach i obrzydzenie. Chcę od tego uciec, ale nie potrafię.

Pomocy. Potrzebuję pomocy.

Po prawej musi leżeć mój luby. Próbuję wyciągnąć do niego prawą rękę, lecz nie daję rady. Nie mogę uwolnić się spod lalkowej terminator. Chcę go zawołać, ale nie potrafię wydać z siebie żadnego dźwięku. Nie umiem mówić. Wydaję z siebie jakiś dziwny przeciągły jęk, tylko na to mnie stać.

Pomóż mi! – myślę. – Przerwij to!

Jednak nic się nie dzieje. Koszmar trwa dalej.

Wybudzam się z tego stanu długo później i jestem wykończona, tak jakbym zdążyła po drodze jeszcze zemdleć, zdrzemnąć się i lunatykując przebiec z dziesięć kilometrów.

Jest cicha, spokojna noc. Nikogo obcego nie ma w pokoju. Na tle okien rozświetlonych lampami widać stojak z suszącym się praniem. Mam obolałe mięśnie, więc bardzo ostrożnie obracam się w prawo. Tam leży mój najmilszy, nieprzytomny, z rozdziawioną gębą i jak gdyby nigdy nic sobie chrapie.


Gdy nagle tracisz kontrolę nad ciałem…

Dzisiaj opowiem o dość ciekawym zjawisku, jakie można przeżyć przy spaniu. Jak powszechnie wiadomo, w trakcie fazy REM (rapid eye movement – szybki ruch gałek ocznych) doświadczamy snów. I to snów dość wyrazistych. Wyśniona rzeczywistość potrafi być dla nas na tyle wiarygodna, że gdyby nie pewne zabezpieczenie organizmu, to przy pierwszym lepszym śnie byśmy się pozabijali o własne łóżka. Otóż aby zapobiec mimowolnym ruchom odzwierciadlającym to, co robimy we śnie, mózg na ten czas paraliżuje ciało (a dokładniej tłumi napięcie mięśni szkieletowych poprzez neurotransmitery GABA i glicynę). Jednakże bywa, że proces ten nie zadziała jak powinien i w trakcie pobudki (chociaż może się to zdarzyć także przy zasypianiu) śpiący wyjdzie z fazy REM umysłem, ale ciałem już nie. Jego mięśnie pozostaną sparaliżowane. Mamy wtedy do czynienia z paraliżem sennym (zwanym także porażeniem przysennym). Jedyne co możemy w takiej sytuacji świadomie kontrolować, to ruch gałek ocznych i oddech. Ewentualnie może nam się też udać wydać z siebie jakieś nieartykułowane dźwięki. Stan taki trwa przeciętnie około minuty, ale może kilka.

A co czujesz?

Taka nagła pobudka jako półtrup potrafi nieźle wystraszyć, dlatego typowo przerażenie (i tym samym przyspieszony rytm serca i oddech) towarzyszy paraliżowi sennemu. Poza tym obserwuje się inne nieprzyjemne doznania psychiczne, takie jak wrażenie duszenia, przygniecenia klatki piersiowej, wykręcania ciała i ogarniającej niemocy. Podczas paraliżu często doświadcza się także przeróżnych halucynacji, w trakcie których możemy widzieć, słyszeć, a także czuć coś, czego tak naprawdę nie ma, jak chociażby wydającą z siebie dziwne dźwięki laskę terminator o dzikim uśmiechu, leżącą na piersi. Wśród wyimaginowanych dźwięków obserwuje się odgłosy syczenia, mruczenia, bzyczenia i świszczenia, a także głosy, szepty, a nawet krzyki. Wrażenie czyjejś obecności jest dość częstym zjawiskiem towarzyszącym paraliżowi sennemu. Tajemniczy przybysz potrafi leżeć obok nas tak, że go nie widzimy albo po prostu stać koło łóżka, ale raczej na tym nie poprzestaje i dodatkowo pozwala sobie na przygniecenie nas czy poszczucie elektrowstrząsami. Niektórzy podają, że tonęli, byli wyciągani z łóżka albo nawet z niego odlatywali…

1732217964a1cb6freddie_cruger.gif

Do halucynacji jeszcze wrócę, na razie zacznijmy od tego...

Co może wpływać na pojawianie się porażenia przysennego?

Zawsze się cieszę, kiedy naukowcy, zamiast wtrącać swoje kolejne trzy grosze do międzynarodowego zalewu naukowego bełkotu, próbują jakoś uporządkować ten kram. Oczywiście nowe odkrycia i obserwacje są konieczne, ale czasem, gdy materiału nagromadzi się wystarczająco dużo, to krokiem naprzód jest cofnięcie się i spojrzenie na wszystko raz jeszcze. Chwała grupie badaczy z Harvardu i Uniwersytetu Londyńskiego za przewertowanie literatury wzdłuż i wszerz i usystematyzowanie dotychczasowych obserwacji dotyczących przyczyn porażenia przysennego. Przyznaję, że pozwolili mi zaoszczędzić czas przy przygotowywaniu tego artykułu. Ale skoro chwalę ich, to nie mogę też pominąć pana Balanda Jalala, który w ostatnich latach bardzo przyczynił się do lepszego zrozumienia zjawiska paraliżu sennego i skrobnął kilka interesujących publikacji, z których również korzystałam. Trochę dziwny to może moment na podziękowania dla źródeł, jeszcze nie kończymy, wręcz przeciwnie, właśnie się rozkręcamy... Ale za wszystkimi informacjami stoją jednak konkretni ludzie, o czym niektórzy zdają się zapominać. Dobrze zorientować się kto to jest, zanim się to poda dalej. W każdym razie linki do Wiki i wartościowych prac są na dole, jak zwykle.

Wracając do właściwego tekstu...

Masz większe prawdopodobieństwo doświadczenia porażenia przysennego, jeśli:
  • mieszkasz na wsi
  • pracujesz na różne zmiany
  • jesteś Afroamerykaninem lub Azjatą
  • omijasz śniadania
  • palisz co najmniej papierosa dziennie
  • pijesz co najmniej drinka dziennie (uwaga, działa tylko na Azjatów)
Co ciekawe, jeśli chodzi o używki, to picie kawy nie ma wpływu na występowanie porażenia przysennego. Co do reszty czynników, to trzeba wziąć pod uwagę, że mówimy tutaj o zwiększeniu prawdopodobieństwa o zaledwie kilka procent. Większy wpływ zapewnia słabe zdrowie, a konkretniej szeroko rozumiane problemy ortopedyczne oraz chroniczne bóle – narzekała na nie około połowa z tych, co przeżyli paraliż przysenny. Drugim i równie ważnym czynnikiem jest powszechny cichy winowajca wszystkich przypadłości dzisiejszych czasów – stres. Czterdzieści procent osób, które doświadczyły porażenia przysennego, uważało się za życiowo zestresowane. A jakaś życiowa trauma właściwie gwarantuje paraliżujące nocne doznania – paraliż przysenny zaobserwowano u nawet 80% ludzi z traumatycznymi przeżyciami, w tym między innymi wśród osób wykorzystywanych seksualnie w dzieciństwie (30% częściej niż osoby z nieskalanym dzieciństwem).

l_17322203f152eeastress.jpg

Łatwo można się domyślić, dlaczego organizm wariuje i sam siebie torturuje. Stres, traumy i problemy zdrowotne niewątpliwie wpływają na jakość snu. Kilkukrotne budzenie się w nocy przez ból albo próby zasypiania trwające godziny z powodu umartwiania się, rozregulowują cały system spania. Aktywność mózgu w czasie snu potrafi być jak sinusoida, a zwiększenie częstotliwości nerwowych impulsów doprowadza do wybudzenia. Gdy organizm jest zmęczony i rozstrojony nerwami, łatwo o szybkie wpadanie i wypadanie z głębokiego snu, a tym samym łatwo o błąd i niecałkowite wyjście z fazy REM.

Nie można oczywiście zapomnieć, że paraliż senny często pojawia się u osób cierpiących na jakieś choroby natury psychicznej, takie jak schizofrenia, a także wśród chorych na narkolepsję (niekontrolowane zasypianie w ciągu dnia).

Ciężko jest stwierdzić, ile dokładnie osób doświadcza porażenia sennego, wiele zależy od tego, jakie grupy ludzi naukowcy wzięli do badań i jakie zadali im pytania. Podaje się od 1,7 do 40 czy nawet 60% populacji, choć większość źródeł sugeruje, że wartość ta oscyluje w okolicach 8%. Co ciekawe, niektóre z prac odnotowują, że, pomijając pacjentów oddziałów psychiatrycznych, największą grupą ofiar paraliżu sennego wśród ogólnej populacji są... studenci!*

*a najbardziej japońscy studenci

Porażenie przysenne – zły trip?

I znów doświadczenia senne, podobnie jak w przypadku świadomych snów, i tutaj łączą się z efektem narkotycznym. Halucynacje przeżywane w trakcie porażenia przysennego bardzo przypominają te doświadczane po zażyciu LSD czy psylocybiny.

Podobieństwa:
  • wrażenie, że rzeczywistość jest jakby snem
  • wyraziste obrazy, dźwięki i doświadczenia zmysłowe przy jednoczesnej świadomości, że to halucynacje (w większości przypadków)
  • przeżywanie rzeczy/szczegółów, na które w normalnym stanie nie zwracamy uwagi - częste uczucie strachu i panikowanie
  • wrażenie odłączenia od ciała

W przypadku wspomnianych narkotyków za powyższe objawy (zwłaszcza za wywoływanie halucynacji i przerażenia) odpowiada aktywacja jednego z receptorów serotoniny (dla zainteresowanych receptor serotoniny 2A zwany 5-HT2A). Leki, które zwalczają halucynacje w schizofrenii czy chorobie Parkinsona opierają się właśnie na zmniejszeniu aktywacji tego receptora. Sama serotonina jest neurotransmiterem produkowanym przez organizm i jako taka nie ma właściwości halucynogennych czy usypiających, wręcz przeciwnie, jest ważnym związkiem biorącym udział w utrzymywaniu stanu czuwania i zatrzymywania fazy REM (serotoninowe neurony pobudzają się przy pobudce). Jednakże już metabolity serotoniny silnie łączą się z receptorem serotoniny 2A i mogą wywoływać halucynacje. Stąd hipoteza, że za typowe doznania w paraliżu przysennym odpowiada nadprodukcja serotoniny w trakcie wychodzenia z fazy REM, co powoduje (poprzez metabolity), tak jak w przypadku LSD i psylocybiny, nadaktywację receptorów serotoniny 2A.

A od czego zależy intensywność halucynogennych doznań?

Wykazano, że na to wpływa całe spektrum czynników uznawanych zarówno za pozytywne, neutralne, jak i negatywne, w tym między innymi:
  • wiara w paranormalne wydarzenia
  • tendencja do chodzenie z głową w chmurach i dobra wyobraźnia książkowa
  • schizofrenia
  • przemoc w domu
  • przeżywanie świadomych snów*
* Od razu zastrzegę, że nie zauważono zależności między ilością doświadczanych świadomych snów a paraliżów sennych, jedynie wpływ na intensywność halucynacji w paraliżu sennym.

Zatem gdy możemy zauważyć w naszym życiu którekolwiek (lub kilka) z powyższych, to jest duże prawdopodobieństwo, że jeśli zdarzy nam się przeżyć paraliż senny, to będzie to dość ostra jazda w kwestii halucynacji, prawdziwy zły trip z nawiedzającymi nas zmorami, demonami czy kosmitami. Współcześnie uważa się, że to właśnie stąd bierze się wiele z opowieści o nawiedzających duchach czy uprowadzeniach przez kosmitów.

l_173222657479c89x_files.jpg
I część spraw rozwiązana...

A jak to było kiedyś?

Paraliż senny na przestrzeni dziejów

Paraliż senny był obserwowany od wieków w przeróżnych kulturach i w każdej z nich próbowano jakoś wytłumaczyć to zjawisko. Antropolodzy uważają, że paraliż senny może odpowiadać w wierzeniach ludowych za pojawiający się motyw demona nocnego.


Obraz Henry’ego Fuseli „Koszmar nocny” z 1781 roku

Themison z Laodicei, żyjący w I wieku p.n.e. grecki założyciel szkoły medycznej, opisywał paraliż senny jako koszmar, w którym odwiedza nas nadprzyrodzona istota zwana inkubem. W demonologii inkuby/sukkuby to demony przybierający postać uwodzicielskich mężczyzn/kobiet, które nawiedzają ludzi we śnie i kuszą współżyciem seksualnym.

l_1732228422f82c7nightmareta9.jpg
Wielu sobie to wyobrażało właśnie jakoś podobnie

Inny grecki medyk, Galen, był znacznie bliżej ziemi w swoich rozważaniach i podejrzewał, że paraliż przysenny jest spowodowany problemami gastrycznymi. Lekarze epoki renesansu postulowali coś podobnego, dokładniej, że paraliż senny wynika z unoszących się oparów z żołądka do mózgu. Natomiast ichni teolodzy uważali, że to wszystko to po prostu złe moce. Ogólnie przed wiekami postrzegano paraliż senny za wizytę jakiejś złej istoty o nadprzyrodzonych zdolnościach, np. demona, wiedźmy czy ducha. W Egipcie była to kreatura zwana Jinn, która potrafiła nawet zabić śpiącego. We Włoszech była to wiedźma Pandefeche, która siadała na klatce piersiowej. W Indii paraliżem sennym nazywano trans, gdzie duch przelatywał przez ciało (kokma).

Czy paraliż senny może nie być koszmarem?

Większość badanych relacjonowała koszmarną wersję paraliżu przysennego, ale pojawili się też tacy, którzy uznali swój paraliż senny za przyjemny (i nie byli to masochiści). Miało to miejsce przy doświadczaniu tzw. motorycznych halucynacji, kiedy to jakby odłączamy się od ciała, np. mamy wrażenie, że pływamy albo latamy albo przesuwamy/poruszamy się w jakikolwiek inny sposób, w przeciwieństwie do naszego sparaliżowanego ciała, które grzecznie sobie leży w łóżku. Takie przygody też można przeżyć w paraliżu przysennym, ale zbliżamy się wtedy coraz bardziej do zjawiska opuszczania własnego ciała (out-of-body experience, OBE), a to już zupełnie inna opowieść…

1732229d6a59e9aout_of_body_exp.jpg

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5

Oglądany: 43276x | Komentarzy: 68 | Okejek: 146 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.01

18.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało