Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jeden dzień z życia ratownika medycznego. Wysiadam z karetki...

37 054  
489   84  
Zanim historia właściwa, muszę się przypieprzyć do jednego artykułu.


Nie można być wyżartym w tej robocie po dwóch miesiącach stażu. Nie można, z takim doświadczeniem, pełnić funkcji kierownika zespołu. Nie można podważać decyzji dyspozytora. Nie można obnosić się z peleryną superbohatera. Po dwóch miesiącach nie widziałeś nic. Nie jesteś nawet specjalistą od leczenia nocnego nadciśnienia.

Tak - tłamszę Cię, gaszę Twój zapęd. Wzbudzam w Tobie pokorę do zawodu. Pracuj jak pracujesz, ucz się, rozwijaj, zrób tysiąc wyjazdów, dwa tysiące i wyciągnij wnioski. Będziesz dobrym ratownikiem. A dziś jesteś świeżakiem, w odprasowanym, nowiutkim uniformie. Śmiem podejrzewać, że jeszcze nie zarzyganym…

* * * * *

Muszę się przyznać - znów skłamałem... Wróciłem do swoich artykułów z samego początku i dojrzałem, że skłamałem już w drugiej części, w pierwszym akapicie:

...nie ma takiej siły, która by mnie z tej karetki wyciągnęła.

Po prawie ośmiu latach znalazła się taka siła. I, jak się okazało, chodzi raczej o siłę argumentu, a nie argument siły. A tym argumentem stało się dziesięć złotych na godzinę więcej. W firmie, gdzie na głowę nie pada, mróz nie ścina, smród nie zabija, petenci nie biją, karetka się nie psuje, a dyrekcja szanuje, a pani w kadrach odpowiada na "dzień dobry" szczerym uśmiechem i proponuje kawę.

Kiedy przychodzi zamknięcie roku, siadam przed lustrem, biorę szklankę ulubionej whisky (ulubiona to ta, która akurat znajduje się w witrynce) i robię sobie mały rachunek sumienia. I zdałem sobie sprawę, że system Ratownictwa Medycznego mnie zeżarł, wypluł, znowu zeżarł, wyrzygał, to na koniec jeszcze obejszczał. Czas wysiąść z karetki.

A znalazła się ku temu sposobność - z końcem roku wygasa mój kontrakt. Kolejny, półroczny twór podbity n-tym aneksem do umowy. Taka stabilizacja zatrudnienia - co kilka miesięcy, kilka kartek papieru do podpisu, w ramach cyrografu z dysponentem.
Tym razem - tydzień na złożenie dokumentów do pełnego konkursu - na szaleńczy czasookres: trzy miesiące.

Nie byłem z tym sam - razem ze mną w jednym szeregu do rzucenia kwitami stanęło ponad sto osób. Mniej więcej tyle, ile podań znajdowało się kilka lat temu na biurku kadrowej, gdy z uśmiechem na ustach mówiła: "Tyle podań czeka na pana miejsce". Analogiczna sytuacja, tylko na odwrót. Do pracy chętnych nie ma, a do zwolnienia dziesiątki. A największym argumentem do zmian życiowych okazała się mamona.

Była niedziela, z samego rana, coś koło dziewiątej. Na pewno przed kościołem. Mój ZRM został zadysponowany do postaci tragicznej. Tragicznej w swym alkoholowym położeniu. Ale mniejsza o niego - bo czym są dwie setki i trzy piwa z samego rana w niedzielę. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nigdy w niedzielę przed kościołem nie chodził najebany. Obok postaci tragicznej stał drugi człowiek, który na mój widok uśmiechnął się ironicznie i powitał słowami:

- Witam lokalnego celebrytę - wzdrygnąłem się na to słowo, bo tylko raz ktoś tak do mnie powiedział i w mało przyjemnych okolicznościach. A przylgnęło to do mnie po kilku wystąpieniach w TV, kilku artykułach w gazetach i serii na JM.
- Witam - przywitałem się kurtuazyjnie. Znam człowieka. Widzieliśmy się kilkukrotnie, gdy wzywał karetkę do swojej żony.
- A wiesz, że po ostatniej twojej wizycie moja żona zmarła? - zagadnął, a w jego oczach zobaczyłem taki błysk. Błysk z jakby chęcią wypłacenia mi taktycznego-plaskacza-w-ryj.
- Pamiętam, jak byłem u was w domu. Co się stało?
- Jakbyś ją zabrał, to może by żyła.
- Ale co? Zmarła zaraz po moim odjeździe z waszego domu?
- No nie. Po tobie, kilka godzin później przyjechał transport i zabrał do szpitala. Z tego szpitala trafiła do drugiego szpitala, ale tam już nie chcieli jej operować, więc cofnęli ją do tego pierwszego szpitala i po dwóch dniach zmarła.

Przypomniałem sobie pacjentkę. Młoda - fakt. Trochę po czterdziestce. Po dwóch zatrzymaniach krążenia, z całkowitą niewydolnością krążeniowo-oddechową, z rozpoznaniem nowotworowym, po chemioterapii, z kardiomiopatią rozstrzeniową.

Już dwukrotnie wyrywałem ją z objęć śmierci - w masywnym obrzęku płuc. W sytuacji, gdy ona była spocona na pokładzie mojej karetki, ja pociłem się dwukrotnie bardziej. Nikt nie chce dopisać do swojego cmentarzyka 40-letniej kobiety. Po pierwsze - żal każdego młodego istnienia. Po drugie - zaburza i zaniża średnią wieku zaliczonych zgonów. Fakt - człowieka dopadła tragedia. W tym samym tygodniu stracił też matkę oraz siostrę bliźniaczkę żony. Przypadek tragiczny. Problem nie mój.

Popatrzyłem na człowieka ze współczuciem straty małżonki, ale patrząc w oczy popukałem się w czoło i powiedziałem dyplomatycznie, żeby się odjebał. Nie wezmę na swoje sumienie śmierci jego ciężko chorej dotąd żony.

Już prawie półtora roku pracuję jako dyspozytor medyczny. Charakterystyka mojego znaku zodiaku warunkuje chęć dowodzenia i obejmowanie stanowisk kierowniczych. No i jestem - zasiadam na kilkanaście dyżurów w miesiącu za kilkoma monitorami komputerów, ze słuchawką przy uchu, telefonem komórkowym, stacjonarnym i radiotelefonem. Moim zadaniem jest rozpoznać przez telefon zagrożenie, bądź nie. Przyjąć lub odmówić wysłania karetki i zapanować nad tym, żeby zespół dotarł do pacjenta na czas. Na poważnie traktuję ten życiowy eksperyment. Nie wyślę karetki do skręconej kostki, mając z tyłu głowy, że za chwilę może jej zabraknąć do zatrzymania krążenia. Nie zliczę, ile razy Bomiś próbował mnie zwolnić, ile razy tenże Bomiś groził mi prokuraturą, dyrekcją, telewizją, gazetą, a nawet prezydentem Dudą.

Myślałby kto, że nie ma prostszej roboty niż odbierz telefon, zbierz adres, rozpoznaj zagrożenie, wyślij karetkę. Okazuje się, że nawet zgłoszenia wpadające przez telefon potrafią się drogą douszną wryć z mózg i z niego nie wyjść.

* * * * *

Telefon.
- Ratownictwo Medyczne, 1500-100-900, dyspozytor 2018, w czym mogę pomóc? - standardowa formatka wypowiadana przez dyspozytora blisko 140 razy dziennie rozpoczyna kolejną rozmowę.

W słuchawce słyszę ryk rozpaczy. Nie płacz, nie krzyk. Ryk. Skowyt. Rozdzierające i przeszywające wycie. Krótka próba uspokojenia dzwoniącego, przejęcie inicjatywy skutkuje zebraniem wywiadu:

Do wzywającej dziewczyny (szesnastolatki, jak ustalono), zadzwonił z videorozmową kochający tatuś, który podczas tejże rozmowy postanowił na oczach córki zakończyć swoje życie przez powieszenie się.

Na miejsce zadysponowano ZRM, policję, straż pożarną - zastano człowieka już nieżyjącego, zadzierzgniętego. Po czasie dotarła też rodzina ze wspomnianą, zrozpaczoną córką. Finałem historii było, poza stwierdzeniem zgonu, udzielenie wsparcia psychologicznego i przewiezienie nieletniej do oddziału psychiatrii dziecięcej, gdzie dochodzi do siebie.

* * * * *

- Ratownictwo Medyczne, 1500-100-900…
- Proszę pana, bo tutaj jest taka sąsiadka koło czterdziestki. Ona jest pijana. I ona prawdopodobnie jest w wysokiej ciąży. Ale ona zaprzecza, że jest w ciąży. I ona tu chodziła po klatce schodowej i jej coś z tego krocza wypadło. I to coś porwał pies - taki wilczur - i uciekł.

* * * * *

- Ratownictwo medyczne, 1500-100-900...
- Proszę pana, ja bym chciała tylko zapytać... Jaki mamy dzisiaj dzień?

* * * * *

- Ratownictwo medyczne, słucham.
- A jaki jest numer do szpitala?

* * * * *

- Ratownictwo medyczne, słucham.
- Proszę pana, bo ja dzwoniłam do lekarza w przychodni, bo tatuś kaszle od trzech dni, ale lekarz powiedział, że może przyjść dopiero za sześć godzin, więc ja chcę karetkę, żeby było szybciej.

* * * * *

- Ratownictwo medyczne, słucham.
- Ja bardzo przepraszam, ale gdzie ja mogę pójść poprosić o pomoc? Pół godziny temu tak mnie nagle ścisnęło w klatce piersiowej, że aż nie mogę oddychać. Ja nie chcę wzywać karetki, ale... - tu nastąpiła cisza.

W słuchawce usłyszałem tylko ciężkie, pojedyncze oddechy. Próba wywołania człowieka nie przyniosła efektu. Doświadczenie podpowiadało mi, że stracił przytomność, że zatrzymał się krążeniowo, że jeśli w ciągu 4 minut nikt nie podejmie resuscytacji, to stracimy go bezpowrotnie.

PLI CBD podpowiada prawdopodobieństwo lokalizacji na 80%. Z dokładnością 1,5 kilometra. Numer zarejestrowany jest mniej więcej w polu prawdopodobnego zasięgu. Prawdopodobnie jest sam w domu. Być może ma zamknięte drzwi. Już bardziej na czuja wysyłam ZRM pod adres, który widnieje w danych abonenta. Wysyłam też Straż Pożarną, która (na moją odpowiedzialność) wyważa człowiekowi drzwi do domu. W środku znajdują mężczyznę w wieku koło sześćdziesiątki. Z telefonem w dłoni. Bez oznak życia. Pomimo braku szans powodzenia, ZRM podejmuje resuscytację, od której po godzinie odstępuje, stwierdzając czas zgonu.

Oglądany: 37054x | Komentarzy: 84 | Okejek: 489 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.01

18.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało