Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Radioaktywny film, który zabił Johna Wayne'a

51 337  
283   42  
John Wayne był archetypem twardziela w czasach, gdy prawdziwy mężczyzna nie używał perfum, bo połączenie potu, szkockiej i fajek było idealną kompozycją zapachową dla każdego posiadacza stalowej moszny. Słynny amerykański kowboj popełnił jednak wielki błąd przyjmując rolę, którą mu odradzano. Cóż – wielu artystów kończy karierę przez swoje nieprzemyślane wybory, jednak Wayne, wcielając się w postać Dżyngis-chana, podpisał kontrakt, którego ceną było jego własne życie.

Była połowa lat 50. ubiegłego wieku. John Wayne, wielka gwiazda Hollywood, potrzebował zagrać w jednym tylko filmie, aby wywiązać się z umowy, którą parę lat wcześniej podpisał z RKO Pictures. Gdy gwiazdor dowiedział się, że reżyser Dick Powell zbiera ekipę do produkcji o Dżyngis-chanie, od razu zobaczył siebie w roli słynnego, mogolskiego przywódcy.

Czym prędzej udał się na spotkanie z Powellem, aby oznajmić mu gotowość do podjęcia się tego zadania. Nie spodziewał się pewnie, że filmowiec zamiast piszczeć z radości, że oto sam John Wayne chce zagrać główne skrzypce w jego dziele, będzie mu usiłował wyperswadować ten pomysł z głowy, a nawet na jego oczach wyrzuci do śmieci cały scenariusz! Gwiazdor był jednak nieugięty. Wyciągnął z kosza pogniecione kartki i machając nimi przed nosem reżysera oznajmił, że odmowy nie przyjmuje. Powell spasował i westchnąwszy „Kimże jestem, aby odmawiać Johnowi Wayne’owi?” ostatecznie zgodził się dać słynnemu kowbojowi rolę, na której tak bardzo mu zależało. Zdjęcia do „Zdobywcy” miały być realizowane w bardzo malowniczym miejscu na terenie pustynnego krajobrazu Nevady. W bliskim sąsiedztwie miejsca, gdzie jeszcze parę lat wcześniej testowano bomby atomowe…



W 1927 roku amerykański uczony Hermann Joseph Muller zaobserwował i opisał skutki zbyt długiego wpływu promieniowania na ludzki organizm. O fatalnym wpływie promieniowania towarzyszącego przemianom jądrowym w latach 50. wiedzieli już wszyscy, dlatego też najlepszą lokacją do przeprowadzania doświadczeń z bronią atomową była pustynia oddalona o setki kilometrów od dużych aglomeracji miejskich. Na terenie „Nevada Test Site”, bo tak się zwało to miejsce, wielki, atomowy grzyb pojawił się na niebie przynajmniej sto razy. To tam też przeprowadzono Operację Upshot-Knothole, podczas której, w 1953 roku, wystrzelono jedenaście pocisków nuklearnych. Ich efektem było powstanie śmiertelnie niebezpiecznej radioaktywnej chmury, która z pomocą wiatru rozprzestrzeniła się w promieniu setek kilometrów. Jeden z takich testów możecie sobie zobaczyć na filmiku poniżej.


Eksplozjom przyglądali się gapie – całe rodziny, które przyjeżdżały z najdalszych zakątków Stanów Zjednoczonych, aby z „bezpiecznej” odległości podziwiać ten nuklearny spektakl. Później napromieniowani Amerykanie wracali do swoich domów, aby tam w spokoju czekać na pojawienie się pierwszych zmian nowotworowych…



I to właśnie w bliskiej odległości miejsca, gdzie jeszcze do niedawna ziemia trzęsła się od potężnych eksplozji, postanowiono kręcić „Zdobywcę”. To miała być wielka superprodukcja, a zdjęcia na imitującej azjatyckie stepy pustyni ciągnęły się długie miesiące. Setki filmowców, aktorów, choreografów, kaskaderów, techników oraz statystów przybyło tam, aby wziąć udział w tworzeniu tego pompatycznego dzieła. Zatrudniono też 300 lokalnych Indian, którzy to mieli wcielić się w role mongolskich wieśniaków. Tym ostatnim płacono dwa dolary dziennie za wielogodzinne przesiadywanie na rozgrzanym piachu, podczas gdy aktorzy i ekipa wypoczywali w klimatyzowanych przyczepach kempingowych. John Wayne, gwiazda tej produkcji, również miał powody do narzekania, bo przecież każdego dnia zmuszony był do długiego przesiadywania na charakteryzatorskim fotelu, aby z rasowego, amerykańskiego kowboja stać się mongolskim, skośnookim dowódcą...

Mimo że „Zdobywca” finansowo poradził sobie całkiem nieźle, to już krytycy obśmiewali się do rozpuku z drętwych, patetycznych dialogów i paradującego z doklejonym, typowym dla Fu Manchu wąsisku Johna Wayne’a, który to dwoił się i troił, aby jak najbardziej przypominać rodowitego Azjatę. Prawdziwe jaja miały jednak dopiero się zacząć…



Minęło parę lat, kiedy na nowotwór układu limfatycznego zapadł reżyser filmu. Siedem lat po premierze „Zdobywcy” Dick Powell był już martwy. W tym samym roku rak posłał też do piachu Pedra Armendáriza - meksykańskiego aktora grającego jedną z pierwszoplanowych ról w tej produkcji. Parę lat później nowotwór mózgu zabił też główną żeńską gwiazdę filmu - Susan Hayward. W kolejnych dekadach na choroby nowotworowe zapadały kolejne osoby związane ze „Zdobywcą”. I to nie tylko te, co spędziły miesiące na skażonym „stepie”, ale także i filmowcy, którzy nie wystawili nosa z hal produkcyjnych w Los Angeles! Musicie bowiem wiedzieć, że po zakończeniu głównych zdjęć na pustynię przyjechały ciężarówki i zabrały do Hollywood przeszło 60 ton radioaktywnego piachu, aby w studiach wytwórni dokończyć rejestrowanie niektórych scen.



Zanim raczysko dopadło Johna Wayne’a, kilkadziesiąt osób związanych ze „Zdobywcą” albo jeszcze walczyło z nowotworami, albo już wąchało kwiatki od spodu. Główna gwiazda produkcji zachorowała pod koniec lat 70. Trzeba jednak zaznaczyć, że Wayne był nałogowym palaczem, który wypalał w swym "najlepszym okresie" nawet i siedem paczek papierosów dziennie. Wprawdzie udało mu się wygrać z rakiem płuc, jednak wkrótce choroba zaatakowała jego żołądek. John zmarł w 1979 roku. Z nowotworami walczyli też odwiedzający swojego ojca na planie synowie gwiazdora. Na szczęście obaj wyszli z tej batalii obronną ręką.

Do 1980 roku z 220 członków ekipy filmowej i obsady 91 osób zachorowało, a 46 z nich przegrało walkę z rakiem. Jeszcze zanim ktoś pokusił się o tak dokładną kalkulację liczby ofiar „Zdobywcy”, Howard Hughes – główny producent tego przedsięwzięcia i człowiek, który osobiście wyraził zgodę na realizację przedsięwzięcia w skażonej radioaktywnymi odpadami strefie – poczuł silne wyrzuty sumienia i wydał 12 milionów dolarów na wykupienie większości istniejących kopii filmu.



Tak naprawdę los osób związanych ze „Zdobywcą” jest jedynie wisienką na torcie szkód, które Amerykanie sobie wyrządzili, a sam film – skromnym symbolem następstw prowadzonych w Nevadzie doświadczeń nad ładunkami atomowymi. Przeszło 100 tysięcy osób mieszkających w promieniu najbliższych setek kilometrów przez długie lata zmuszonych było wdychać radioaktywny kurz i jeść skażone nim posiłki. Na początku lat 60. pojawiły się setki doniesień o przypadkach nowotworów u dorosłych oraz o nagłym wzroście zachorowań na białaczkę wśród noworodków. Kiedy w latach 80. zaczęły się piętrzyć pozwy sądowe, a uczeni otwarcie mówili o powodach drastycznego wzrostu zachorowań na raka, amerykańskie władze podjęły decyzję o ustanowieniu stosownych rekompensat za spowodowane przez siebie szkody. Na projekt ten przeznaczono 2 miliardy dolarów!

Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 51337x | Komentarzy: 42 | Okejek: 283 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało