Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Zaradna siostra, męski foch i inne anonimowe opowieści

50 476  
191   31  
Dziś przeczytacie także o zabawie balonami z wodą, rzucaniu palenia, skutkach słuchania internetowych rad i podrywie w parku.

Znalezione obrazy dla zapytania rozpuszczony dzieciak
Parę miesięcy temu, gdy było jeszcze ciepło, Marcin - mój chłopak - rzucił we mnie balonem z wodą. Wkurzyłam się niemiłosiernie, bo zamoczył się mój telefon i musiałam czym prędzej lecieć z nim do serwisu. Marcin przez resztę dnia chodził za mną i przymilał się przepraszając i mówiąc miłe słówka. Wieczorem w końcu uległam i powiedziałam, że mu wybaczam ten dziecięcy wybryk. Zaproponował seks na zgodę. Po bardzo intensywnej grze wstępnej zorientował się, że zużył ostatnią prezerwatywę na zrobienie tego cholernego balonu z wodą…

* * * * *

Kawa, fajka - i cyk dwójeczka. Tak zaczynał się każdy dzień, kiedy jeszcze paliłam papierosy. Decyzję o rzuceniu odkładałam bardzo długo - głównie przez to, że bez papierosa ciężko mi było się załatwić.
W końcu nastał ten dzień. Obiecałam sobie, że wytrzymam. Choćby miał mi brzuch pęknąć - nie zapalę. Nie wezmę środków na przeczyszczenie. Przetrzymam ten najgorszy okres.

Pierwszy dzień rzucania palenia był straszny. Myślałam tylko o papierosie. Niestety siedząc w pracy, nie miałam czym zająć myśli - pracę mam biurową, w pokoju siedzę sama. Praca monotonna, nikt nie wchodzi do pokoju (tylko czasem przychodził szef, ale to rzadkość).

Każdy kto rzucał palenie wie, jaki ma się wtedy apetyt. Pierwszego dnia musiałam tylko chrupać paluszki, ale kiedy zaczął mi wracać smak, jadłam jak opętana. Kebaby, pizze, hot dogi, czekolady, cukierki. Były też zachcianki jak u kobiet w ciąży - ziemniaki z musztardą i schabowy z chrzanem - cóż to było za połączenie!

Po tygodniu opychania się i zatwardzenia (aż dziwne, że po takim ostrym kebsie i pizzy z papryczkami nie dostałam sraczki), postanowiłam użyć domowych sposobów na oczyszczenie jelit.
Pierwszego dnia na stół wjechały suszone śliwki (jedzone na "sucho" i moczone przez noc w wodzie - nie pomogło.
Następnie siemię lniane - nic.
Kolejnego dnia kefir, ogórki i woda - nic, kompletnie nic.
Otręby, hektolitry wody, zielonej herbaty, nawet stary, dobry sposób + jabłko i kawa - nic nie było w stanie pobudzić jelit.

I tak sobie siedziałam w pokoju w pracy i pierdziałam w stołek. Na początku gazy były takie, że mogłam nad nimi zapanować i donieść do toalety, ale później po mieszance jedzenia, które wymieniłam wyżej, to bąki leciały co minutę (wyobraźcie sobie ten smród - dwutygodniowe zaparcie z taką mieszanką w jelitach).
Oczywiście w pokoju śmierdziało gorzej niż w szambie, a zerowa wentylacja przy zamkniętych drzwiach, choć otwartym oknie, nie była moim sprzymierzeńcem. Ale co tam! Przecież nikt i tak nie wejdzie, prawda?

Oczywiście, że nieprawda. Akurat jakoś w połowie zmiany do mojego smrodu przyszedł szef, w towarzystwie informatyka z innego miasta, który odwiedza nas raz na rok. Niestety, informatyk miał coś zrobić na moim komputerze, i tak sobie siedzieliśmy przez godzinę. Cicho i unikając kontaktu wzrokowego...

* * * * *

Musiałem pojechać z dzieckiem do szpitala, bo... uwaga... wypiło olejek do opalania, ponieważ zobaczyło na jutubie filmik, w którym jakiś koleś zapewniał, że po wypiciu olejek będzie się wypacał i równomiernie rozprowadzał po całym ciele. Rozumiecie to? To teraz uwaga. To moje dziecko ma 16 lat i na imię Konrad.

* * * * *

Tydzień temu moja dziewczyna, z którą jestem już od dobrych pięciu lat, oznajmiła mi, że jest w ciąży. Starałem się robić dobrą minę do złej gry. Mam zawodowy kryzys, szukam nowej pracy od dłuższego już czasu, wynajmujemy kawalerkę, na którą ledwo nas stać, bo większość pieniędzy, które zarabiam inwestuję w pomoc mojej ciężko chorej siostrze. To nie najlepszy moment na powiększanie rodziny. Zawsze starałem się rozsądnie podchodzić do tematu antykoncepcji, no ale najwyraźniej prawdą jest to, że nie ma metody skutecznej w 100%.
I kiedy takie myśli kotłowały mi się w głowie, moja ukochana najwyraźniej widząc, że jestem troszkę zafrasowany, położyła mi „po przyjacielsku” dłoń na ramieniu i rzekła: „Nie przejmuj się tak bardzo. Szczerze mówiąc istnieje zaledwie 50% szansy, że to dziecko jest twoje...”.
Mam więc teraz mam 50% pewności, że zostałem ojcem i absolutne 100% przekonania, że miłość mojego życia przyprawiła mi rogi. Marne to pocieszenie...

* * * * *

Gdy miałem kilkanaście lat, to spory problem stanowiło dla mnie zagadywanie do dziewczyn. Byłem bardzo nieśmiały i nigdy nie wiedziałem jak zacząć rozmowę. Zamiast z rówieśniczkami, większość mojego czasu spędzałem więc z moim najlepszym przyjacielem – kudłatym, nieco grubawym, psem Alcestem. Jak na okrągłego kundelka, psina miała sporo energii i wymagała codziennych spacerów w parku.

Mieliśmy takie jedno nasze ulubione miejsce, gdzie spuszczałem Alcesta ze smyczy, a on ganiał za wiewiórkami, tarzał się w liściach i latał z wywalonym ozorem. Podczas jednego z takich wyjść podeszła do mnie bardzo ładna dziewczyna. Powiedziała, że już któryś raz mnie tam widziała i ciekawa była kim jestem. Gadka zaczęła się kleić. Mimo to w środku powtarzałem sobie „Nie zrób niczego głupiego, nie zrób niczego głupiego...”. Gadaliśmy sobie jakieś dziesięć minut. To chyba najdłuższy czas rozmowy z przedstawicielką płci pięknej, jaki odbyłem od wielu lat…

I wtedy zjawił się Alcest wytarzany w gównie z kawałkiem papieru toaletowego przyklejonym do ogona. Przyjaźnie otarł się o nogę mojej uroczej rozmówczyni. Niezręczność tej sytuacji sparaliżowała mnie niczym czar petryfikacji rzucony przez potężnego maga. Zanim niewiasta zdążyła zareagować, Alcest uznał, że w sumie to dobry moment na amory i rzucił się do ordynarnego posuwania jej łydki.
Po chwili byłem już sam ze śmierdzącym, ale bardzo zadowolonym z siebie Alcestem. Dziewczyna momentalnie rozpłynęła się, a wraz nią moje szanse na podryw.

* * * * *

Tyle tutaj teraz o madkach, bezstresowym wychowaniu itd., więc postanowiłem dodać pewną historię, której byłem świadkiem.

Moja mama bardzo lubi dzieci, uwielbia wręcz, jak sąsiedzi lub rodzina poproszą, ona przypilnuje, zabawi itp.

Ostatnio przyszła do nas nowa sąsiadka, typowa madka i Karyna jakich mało. Na wejściu wygłosiła multum przepisów, że jej Brajankowi wszystko wolno i nie wolno na niego krzyczeć (moja mama jest strasznie wrażliwą kobietą, zawsze stara się tłumaczyć, spokojnie mówić, anioł nie człowiek). Kiedy madka zostawiła dziecko, piekło było nie z tej ziemi - dzieciak wszystko rozwalał, kopał, nasikał nawet na szafkę. Moja mama się rozpłakała, próbowała tłumaczyć, postawić do kąta. Nic, dzieciak jak ze stali. Próbowałem jej pomóc, zajmowałem go, ogarnąłem szafkę - dzieciak bił mnie i śmiał się prosto w twarz.

Kiedy byliśmy z mamą na skraju załamania nerwowego, moja 14-letnia siostra wróciła od koleżanki. Dzieciak podbiegł, kopnął ją, zaśmiał się jej prosto w twarz i chciał odbiec. Siora chwyciła go za ramię, odwróciła w swoją stronę i pyta: Jak ty się zachowujesz?! Starszych się nie bije - patrzyła przy tym małemu dziecku prosto w oczy takim wzrokiem, że diabeł wysiada.

Dzieciak napluł jej w twarz. Rozumiecie? Obce dziecko napluło człowiekowi prosto w twarz.

Nie odezwała się słowem, wytarła twarz rękawem wolnej ręki, bo drugą cały czas trzymała go za ramię, zaprowadziła go do salonu, przełożyła przez kolano i po prostu dała klapsa, nie mocnego, ale widać było, że dzieciak w szoku. Zabrała mu telefon, który przyniosła mu jego mamusia, kazała posprzątać wszystko co porozwalał... Wrzask był niemiłosierny. Siostra zabrała mu ulubiony samochodzik i ukarała jeszcze raz. Uciszył się, zaczął sprzątać, ale kiedy skończył siora powiedziała, że odda mu samochód, ale telefon odda tylko jego mamie. Znów wrzask, ryk i płacz. Na nią nie podziałało, podeszła do młodego i postawiła go do kąta. Dzieciak stał tam pół godziny, mama próbowała interweniować, ale siora kazała jej się nie wcinać "bo dzieciak nie będzie wami pomiatał". Kiedy odbył karę, kazała przeprosić mnie i mamę. Dzieciak cichy jak nigdy podszedł do mamy, przytulił się do jej nogi i powiedział "przepraszam, proszę pani". Ze mną tak samo. Resztę czasu grał w gry planszowe, rozmawiał - no istny aniołek. Kiedy przyszła po niego mamusia, siostra dała jej telefon i powiedziała, że nie był potrzebny, a dzieciak przed wyjściem przytulił się do jej nogi i przeprosił, jego madka stała w szoku, a siostra uśmiechnęła się i grzecznie ich pożegnała.

43-letnia kobieta i 18-letni facet nie dali rady z 6-latkiem, z którym w mig uporała się nastoletnia dziewczyna. Jestem kurwa dalej w szoku.

* * * * *

Jadąc do Biedry po zakupy, pokłóciłam się o coś z niemężem. Nie pamiętam co to było, ale przestał się do mnie odzywać (jakby ktoś myślał, że męski foch nie istnieje, tu dobry przykład). Ja wzięłam wózek i dziecko, a on poszedł w inną stronę.

Przed wyjściem mówił, że kaszka dla córki się skończyła, więc trzeba ja kupić.
Chodziliśmy sobie tak po sklepie, szukając produktów, i w pewnym momencie natknęłam się na niego. Kucał (tyłem do mnie) przy kaszkach dla dzieci, a spodnie zsunęły mu się tak, że miał połowę tyłka na wierzchu. Widząc to nadal wściekła wysyczałam przez zęby "Może byś schował tę dupę? Wszyscy ją widzą. Nie kompromituj się". Dumna z tego co powiedziałam czekam na reakcję. Człowiek się odwraca... a to nie Paweł. To jakiś obcy typ, czerwony na twarzy. Zaczął się tłumaczyć, że on przeprasza, ale on nie wie jaką kaszkę dla dziecka ma kupić i tak dalej. Byłam w takim szoku, że prócz "przepraszam" nic więcej nie powiedziałam.

Oglądany: 50476x | Komentarzy: 31 | Okejek: 191 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.01

20.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało