Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Pedantki, wzorowe żony, wyniosłe suki i nimfomanki - czyli parę słów o wizerunku kobiet w reklamach

89 442  
192   55  
Daleko mi do feministycznego bóldupingu, ale czasem, gdy zdarzy mi się nieprzyjemność obcowania z telewizyjnymi reklamami dochodzę do wniosku, że prezentowana w nich wizja kobiet jest równie debilna co twierdzenie, że każdy Murzyn ma wielkiego kut@sa i umie rapować. Według reklamowych spotów płeć piękna dzieli się na kilka podgatunków, które to rozpoznać można z daleka, po wierzchnim upierzeniu.


Nie, no – ja wiem, że trudno przedstawić złożoność świata w reklamie, która trwa niecałe pół minuty, ale doprawdy, ich twórcy mogliby trochę rzadziej sięgać po te przetarte już w opór stereotypy.

Gospodyni

Pani domowego ogniska, matka dzieciom i wierna żona. Nawet gdyby chciała czasem wykonać skok w bok i przespać się z ogorzałym dozorcą, to przecież nie ma czasu, bo większość dnia spędza w kuchni, gdzie z perliście białym uśmiechem nurkuje w garach, posypuje mielone Knorrem, liczy kultury bakterii w Danonkach i odbywa kwasowe tripy z przebojowymi warzywami. W wolnych chwilach robi zakupy i odbiera dzieci z przedszkola.


Aby nadać swemu szaremu życiu nieco kolorytu, jara się puszystością serka Almette bardziej niż licealista podwójnym analem z PornHuba. Następnie ciągle z tym samym promiennym uśmiechem, bez absolutnie nawet najmniejszej oznaki zmęczenia, karmi starego i gówniarzerię żarciem, nad którym pracowała przez ostatnie osiem godzin, a wieczorem, zmywszy z twarzy nienaganny makijaż razem z grymasem nieszczerego uśmiechu, zasypia skulona gdzieś między kuchennym kaloryferem a chłodziarko-zamrażarką (tego już w reklamach nie pokazują).

Pedantka

Ten typ spędza całe dnie na sprzątaniu i zachwycaniu się, że za pomocą jednego, rewolucyjnego preparatu można umyć trzy talerze więcej niż w przypadku produktu od konkurencji. Z uporem maniaka szoruje kafelki w kuchni na glanc i namaszcza specjalnym mleczkiem meblościankę w salonie, przy okazji odkrywa, że wyprane gacie swym niebiańskim aromatem przywołują na myśl świeżo skoszoną trawę z alpejskich łąk. To pewnie zasługa płynu z najnowszą technologią C.I.U.L-500+MEGAPROACTIVE i opracowanym przez wybitnych uczonych cząsteczek, które spotkawszy na swej drodze brud, rozpierdalają go skuteczniej niż „Little Boy” Hiroszimę.


Podobnie jak w przypadku domatorki, także i ten typ kobiety wypruwa sobie żyły, nie tracąc nawet na moment euforycznego uśmiechu z twarzy, a każda smuga, która zniknie podczas pucowania okna, jest dla niej doznaniem wielokrotnie lepszym niż najlepszy z orgazmów w jej marnym życiu.

Glamour

Kobiecy terminator, zimna sucz, która zjada mężczyzn na śniadanie. Wyniosła i opanowana, prawie nigdy się nie uśmiecha. Uwodzi jednym, krótkim spojrzeniem. Zazwyczaj reklamuje drogie kosmetyki i ciuchy, na które nigdy żadnej typowej kury domowej nie będzie stać. Tak ubrana i pachnąca jest niczym femme fatale z „Lalki” - wykorzysta cię, przeżuje, a na koniec, wymiętego i bez życia, wypluje niczym pozbawioną smaku gumę „Turbo”.


Kobieta pracująca

To wyzwolona spod jarzma patriarchatu, spełniona zawodowo, młoda, atrakcyjna i niezależna bizneswoman. Jednym słowem mokry sen feministek. Ta kobieta postawiła wszystko na jedna kartę – na robienie kariery. Żyje szybko – spotkania, podróże biznesowe, analizowanie skomplikowanych wykresów, dowodzenie armią podległych jej przydupasów. Jest elegancka, nosi się z klasą, a swoją nienaganną figurę podkreśla idealnie skrojoną kiecą.


Często nosi też okulary, no bo przecież nie od dziś wiadomo, że osoba w pinglach wygląda na mądrzejszą, a jakoś trzeba tu podkreślić, że pani, z którą mamy do czynienia, góruje inteligencją nie tylko nad stadem otaczających ją facetów, ale i nad zamkniętymi w swych betonowych więzieniach babami, co to tracą życie na pichceniu gulaszu z papierka i zalewaniu kibla Domestosem. W efekcie ten wizerunek samicy pracującej niewiele różni się od wyglądu stereotypowego MILF-a z produkowanych masowo ślizgaczy.
Taka kobieta biznesu zazwyczaj reklamuje kosmetyki, ale także np. usługi bankowe czy emerytalne fundusze.

Nimfomanka

Występuje zazwyczaj w reklamach produktów skierowanych do mężczyzn. To typ dziewczyny, która konsumując wafelek w czekoladzie od razu przywołuje skojarzenia z profesjonalnym blowjobem zakończonym połykiem. Jest zazwyczaj dodatkiem do jakiegoś produktu. „Jeśli go kupisz, to takie właśnie laski będą ci się rzucać do rozporka. Zaufaj nam, ten dezodorant działa lepiej niż pigułka gwałtu!” - zapewniają twórcy reklamy. - „Na dowód prawdziwości naszych słów pokażemy ci jedzącą banana, spoconą modelkę z dużym cyckiem. Teraz nam wierzysz?”.


Laska może być ubrana skąpo i eksponować posiadane przez siebie seksualne atuty, albo swoim zachowaniem odwoływać się do jednoznacznych skojarzeń. Wystarczy czasem odpowiednia gra słów czy z pozoru niewinny gest, aby trafić we wrażliwy punkt. Problem w tym, że według ostatnich badań ilość seksualnych bodźców w reklamach jest tak duża, że na większości z nas takie zabiegi w ogóle nie robią już wrażenia.

Ofiara losu

Ta kobieta to chodzące nieszczęście. Nic jej nie wychodzi. Potrafi dostać załamania nerwowego po nieudanej próbie sprania plamy po barszczu z kupionej w lumpeksie koszuli, albo wpaść w histerię po przypaleniu krokietów z kapustą i grzybami. Oprócz tego cierpi na migrenę, ma hemoroidy, boryka się z wahaniami humorów towarzyszących menopauzie, wypadają jej włosy i miewa paskudne wzdęcia. Oczywiście jedynym dla niej ratunkiem jest zakup odpowiedniego produktu, który nagle sprawi, że dręczący ją problem zniknie i będzie mogła awansować na reklamową „domatorkę” lub „pedantkę”.


Idiotka

Ten dość niechlubny etap w historii reklamy jest już na szczęście przeszłością, ale warto o nim wspomnieć w kontekście pokazania społecznych zmian, które miały miejsce w ciągu ostatnich dekad. W latach 60. reklamy zdominowane były przez treści mocno seksistowskie, gdzie kobieta prezentowana była jako dmuchana lalka o móżdżku wielkości niedożywionej ameby. Sporą robotę w walce z tym stereotypem odegrały feministyczne ruchy tzw. drugiej fali i trzeba tu przyznać, że gniew pań zaangażowanych w protesty przeciw utrwalaniu negatywnego wizerunku kobiet był tu całkiem uzasadniony. Biorąc pod lupę anonse reklamowe sprzed pół wieku, w oczy rzuca się pewna ciekawa tendencja do nadawania niewiastom pewnego bardzo specyficznego, głupawego grymasu twarzy. To tzw. „Oooo face”, czyli coś pomiędzy zdziwieniem a niedowierzaniem. Taką minę zrobiłby pewnie niezbyt ogarnięty neandertalczyk, gdyby mu pokazać jojo.








Oglądany: 89442x | Komentarzy: 55 | Okejek: 192 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

12.12

11.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało