Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Włażą w miejsca, które normalni ludzi omijają z daleka - oto ekipa Urbex History

35 171  
125   22  
Od kilku lat urbex (urban exploring, czyli miejska eksploracja opuszczonych miejsc) zdobywa coraz szersze grono zwolenników. Zwiedzanie tajemniczych lokalizacji łączy w sobie dreszczyk emocji i możliwość kontaktu z nieco już zapomnianą przeszłością na własnej skórze.


O tym, jak nie dostać mandatu podczas chodzenia po zapomnianych miejscach, o jakich zasadach pamiętać w trakcie eksploracji i co zrobić, żeby bezpiecznie przeżyć takie przygody, opowiedział nam Konrad Niedziułka z kanału Urbex History (w skład ekipy wchodzą jeszcze Łukasz Dąbrowski i Kuba Stankowski) – jednych z prekursorów takiej aktywności w polskiej sieci.

Jak najłatwiej opisać ideę urbexu?

Każda grupa eksplorująca pewnie będzie nazywać to nieco inaczej, ale w gruncie rzeczy chodzi o zobaczenie opuszczonych miejsc – takich, które dla większości są nieznane lub niedostępne. My, z racji że w nazwie mamy człon „History”, skupiamy się również na przeszłości odwiedzanych przez nas lokalizacji i staramy się w ciekawy sposób przybliżyć ją widzom, którzy z różnych przyczyn nigdy tam nie pojadą. A może nawet wśród internautów znajdzie się ktoś, kto chciałby zająć się odnową takich budynków? Przecież nie chodzi o to, żeby te wyjątkowe miejsca niszczały...


Jakich zasad należy zawsze przestrzegać podczas eksploracji opuszczonych budynków?

Najważniejsza zasada – nie wchodzić na siłę. My zawsze staramy się skontaktować się z właścicielem i bez problemów, legalnie, zwiedzić takie miejscówki. Bardzo ważna jest też kwestia bezpieczeństwa – opuszczone budynki są często w złym stanie i trzeba uważać na aspekty techniczne.

Które sprzęty i gadżety podczas eksploracji zawsze warto mieć przy sobie?

Przede wszystkim nie zapomnijmy o latarkach – niezależnie od tego, czy chodzimy po opuszczonych miejscach w dzień, czy w nocy. W naszym przypadku bez odpowiedniego oświetlenia nie moglibyśmy też nagrywać filmów. Warto również mieć przy sobie apteczkę – dawniej zostawialiśmy ją w samochodzie, ale postanowiliśmy mieć na wszelki wypadek zabezpieczenie – w trakcie urbexu wielokrotnie wbijaliśmy sobie gwoździe w nogi, przytrafiały się nam także rozcięcia czy ukłucia. Przydają się też maski z filtrem węglowym czy kominy zakładane na szyję i twarz. Chodzimy po opuszczonych fabrykach chemikaliów czy miejscach napromieniowanych, a już samo wciąganie kurzu jest dość niebezpieczne dla płuc.

A warto mieć w razie zagrożenia coś, czym możemy się bronić?

My jesteśmy bardzo pacyfistycznie nastawieni. Wchodzimy nie do siebie i staramy się robić to dopiero po uzyskaniu zgody. Czasami jednak, gdy nie ma możliwości dotarcia do właściciela obiektu, nie wiemy, co – i kogo – zastaniemy na miejscu. Mogą to być bezdomni – najczęściej przestraszeni naszą obecnością i nastawieni pozytywnie – czy jacyś imprezowicze. Nam na szczęście nigdy nie zdarzyły się nieprzyjemne sytuacje, ale rozważamy dla bezpieczeństwa kupno gazu. A gdy jakiś ochroniarz nie chce z nami współpracować, po prostu odchodzimy i próbujemy następnym razem.


Jakie ewentualne konsekwencje prawne mogą wiązać się z eksploracją? Co zrobić, kiedy zauważy nas ochrona – uciekać czy raczej liczyć na negocjacje?

Nie ma jednej właściwej recepty. Staramy się przede wszystkim być w porządku i normalnie podchodzić do tematu. Gdybyśmy nie pracowali legalnie, wiele razy moglibyśmy zostać pogryzieni przez psy czy nawet dostać kilka stów mandatu za wtargnięcie na teren prywatny. My jednak ani razu nie zostaliśmy ukarani, ponieważ dogadanie się jest najprostszym sposobem na udaną eksplorację – często też zdarza się, że właściciele dają nam klucze do zamkniętych pomieszczeń, przez co możemy zobaczyć miejsca niedostępne przy nielegalnym urbexie. Zdarzały się jednak sytuacje, gdy nie mogliśmy zlokalizować właściciela – to bywa bardzo trudne – a ochroniarz nas zauważył. Nigdy w takich momentach nie uciekaliśmy, tylko staraliśmy się dogadać. W związku z tym nie zdarzyło się, żeby pilnujący obiektu chciał nas zagazować czy robił jakieś problemy.

A bywało tak, że właściciele byli niechętni do współpracy?

Bywa i tak, że wskutek różnych problemów trzeba usunąć film. Raz zdarzyło się, że do obiektu weszliśmy legalnie dzięki miastu, jednak jakiś życzliwy internauta zgłosił to na policję. Urząd poprosił nas o usunięcie materiału ze względu na toczące się postępowanie. Ostatecznie obyło się bez konsekwencji, ale wideo, z którego byliśmy bardzo zadowoleni musiało zniknąć i nie wiadomo, czy kiedykolwiek jeszcze się pojawi. To był wielki, świetnie wyposażony schron z czasów zimnej wojny z własnym dostępem do wody, powietrza i możliwością komunikacji, a przeciwatomowe włazy robiły ogromne wrażenie. Z oczywistych względów nie chcę mówić o lokalizacji, ale mam nadzieję, że kiedyś powstanie tam muzeum – bo ponoć są takie plany – i ludzie będą mogli na własne oczy przekonać się o rozmachu tego miejsca, które przecież niszczeje.

Często powtarza się, że podczas eksploracji należy zostawić po sobie tylko ślady stóp. A czy znaleźliście w trakcie eksploracji coś wartościowego?

Dobry przykładem jest opuszczony szpital w Legnicy – to perełka urbexu, w której niestety niewiele już zostało. Ten imponujący budynek przetrwał Niemców, Rosjan, ale to dzisiaj jest najbardziej zrujnowany i rozkradziony obiekt – w piwnicy zamiast fiolek po lekarstwach najłatwiej natknąć się na odór moczu. Takich rzeczy nie powinniśmy też brać dla własnego bezpieczeństwa, nie mówiąc już o oczywistościach – to kradzież, a ludzie, którzy po nas trafią w opuszczone miejsce też chcieliby poczuć wyjątkowy klimat, w czym niewątpliwie pomagają pozostawione tam artefakty.


A co w przypadku znalezienia niebezpiecznych lub nielegalnych przedmiotów?

W ogóle najlepiej nie dotykać takich rzeczy – niezależnie od tego, czy to przedmiot mogący trafić do muzeum czy chociażby broń. W takiej sytuacji powinniśmy skontaktować się z właścicielem obiektu, a jeśli to niemożliwe, zadzwonić na policję.

W niektórych odcinkach nie podajecie lokalizacji odwiedzanych obiektów? Często spotykacie się z wandalizmem w takich miejscówkach?

Niestety, trzeba to zauważyć – czasami, gdy wracamy po latach do którejś z lokalizacji, widzimy, że ludzie zupełnie nie przestrzegają podstawowych zasad urbexu. Powszechne jest zarówno rozkradanie wartościowych rzeczy, jak i zostawianie śmieci po libacjach alkoholowych. Miejsca doskonale znane znacznie szybciej padają ofiarą samolubnych „eksploratorów”, dlatego w przypadku wartościowych obiektów wcielamy w życie dyskrecję: „Akcja lokalizacja” zakłada, że nie mówimy, gdzie one się znajdują. Staramy się też monitorować i usuwać demaskujące komentarze. Na szczęście powstaje też coraz więcej grup urbexowych, które starają się sprzątać po wandalach i chuliganach.

Jak wyszukiwać takie miejscówki? To bardziej poczta pantoflowa czy internetowy research?

Kiedyś korzystaliśmy głównie ze strony Forgotten.com. Dziś grono naszych fanów jest na tyle duże, że codziennie dostajemy mnóstwo informacji o miejscach wartych odwiedzenia – zarówno w Polsce, jak i na świecie. Trzeba dość dokładnie przesiać takie wiadomości – często jesteśmy zapraszani do miejsc, które nie mają zbyt dużej wartości historycznej. Największym wyzwaniem jest nie tyle znalezienie nowego obiektu, co właśnie historii, która zaciekawi zarówno nas, jak i widzów.

Spotykacie się czasami z krytyką tego co robicie?

Na samym początku był to głównie pozytywny odzew. Teraz mamy coraz większe zasięgi, więc i hejterzy się pojawiają. Konstruktywna krytyka jest w porządku, ale czasami trzeba odsiać ją od tekstów w stylu „niech wam cegła na łeb spadnie”, które też się pojawiają. Ale w twarz nikt nigdy nam tego nie powiedział.

Czy w trakcie wypraw często mieliście wrażenie, że w pewnych miejscach można nabawić się klaustrofobii?

Z pewnością niektóre ciasne korytarze nie są dla wszystkich – nigdy nie warto ryzykować i trzeba racjonalnie oceniać swoje siły oraz umiejętności. Ja osobiście nie boję się specjalnie klaustrofobicznych miejsc – no, chyba że widzę niepewne cegły, które mogą spaść mi na głowę. W Poznaniu, gdzie czołgałem się w Forcie Ia, było tak mało miejsca, że oprócz mnie i kamery kompletnie nic więcej by się nie zmieściło, ale wiedziałem, że w razie czego jest za mną ktoś, kto w razie wypadku może mi pomóc. Żaden z chłopaków jednak nie zdecydował się na taką klaustrofobiczną eksplorację – zdrowie jest najważniejsze. Mamy to szczęście, że nas jest trzech – każdy ma inne obawy i dzięki temu możemy się uzupełniać; Kuba niekomfortowo czuje się na dużych wysokościach, Łukasz nie przepada za wodnymi przygodami, natomiast ja niechętnie odwiedzam nawiedzone miejsca.


Jak ważne dla urbexu są zatem warunki fizyczne? Łatwiej jest eksplorować niskim i szczupłym poszukiwaczom?

Zdaję sobie sprawę, że jesteśmy coraz więksi. Ale walczymy z tym! (śmiech) A tak serio, to nie trzeba być tak wysportowanym, jak chociażby świetnie przygotowany fizycznie BNT, żeby móc eksplorować. Każdy z naszej ekipy jest w stanie podciągnąć się czy bezpiecznie zeskoczyć, więc nie mamy większych problemów nawet z dodatkowymi kilogramami. W tym kontekście bardziej istotna jest psychika. Jako przykład siły umysłu mogę podać wejście na ogromną niemiecką koparkę – zardzewiałe sześćdziesięciometrowe monstrum, gdzie wszystko się chybotało.

Czy macie lokalizacje, do których jeszcze nie dotarliście, a bardzo byście chcieli?

Takich miejsc jest mnóstwo, zwłaszcza jeśli chodzi o zagranicę. Naszym marzeniem jest zwiedzenie Fukushimy w Japonii. Chcielibyśmy też, najlepiej już w przyszłym roku, nakręcić materiał w Lesie Samobójców. Świetnym miejscem jest też Buran w Kazachstanie, gdzie można zobaczyć opuszczone wahadłowce kosmiczne. Mogę wymienić też opuszczoną radziecką kopalnię Pyramiden położoną na znajdującej się daleko na północ wyspie Spitsbergen. Tam jest już dość niebezpiecznie – chociażby ze względu na niedźwiedzie. Z rzeczy najbardziej mnie dotykających muszę powiedzieć też o nawiedzonej Wyspie Lalek w Meksyku, obok której – całkowicie nieświadomie – przepływałem. Szkoda, że dowiedziałem się o tym po fakcie. W każdym razie, nie boimy się, że zabraknie nam pomysłów na odcinki.

Które miejsca robiły największe wrażenie swoich rozmachem?

Każde miejsce jest na swój sposób wyjątkowe, ale muszę wyróżnić bazę wojskową i lotnisko w Chorwacji, wybudowane jeszcze w czasach Jugosławii za niewyobrażalne pieniądze. Mieliśmy problemy z poruszaniem się, ponieważ ten teren nadal na niektórych obszarach jest zaminowany. Parę lat temu jeden z grzybiarzy zginął podczas chodzenia po tym terenie, dlatego tym bardziej nabraliśmy szacunku do rozmachu tego miejsca i niebezpieczeństw z nim związanych. W Polsce duże wrażenie robiło Pstrąże – opuszczone miasto wojskowe. Puste osiedle zbudowane jeszcze z cegły z czasów niemieckich, budynki z płyty z epoki rosyjskiej – to wszystko w połączeniu z wysadzonymi przez Niemców mostami na rzece Bóbr i trudną podróżą przez las naprawdę potrafi zrobić wrażenie. Na wzmiankę zasługują też więzienie prezydenta Rumunii Nicolae Ceaușescu czy elektrownia atomowa w Żarnowcu, która nigdy nie powstała ze względu na katastrofę w Czarnobylu.

A które miejsca miały największą wartość historyczną?

Oprócz miejsc doświadczonych przez II wojnę światową, od razu do głowy przychodzi mi Grand Hotel znajdujący się w chorwackiej zatoce umarłych hoteli. W trakcie wojny Jugosławii z Chorwacją w 1920 roku budynek został ostrzelany i wszyscy stamtąd uciekli. Poznański Fort, o którym wcześniej wspominałem, pochodzi jeszcze z XIX wieku. Byliśmy też w najstarszym kościele na Mazowszu zbudowanym w XVI wieku, ale dokładnej lokalizacji tego miejsca z oczywistych względów nie podajemy.


To pozostając nieco w temacie – jakich najbardziej ekstremalnych aktywności wymagała od was eksploracja?

Dość ekstremalne było wejście w Czarnobylu na Oko Moskwy – gdy byliśmy w połowie drogi na szczyt, spojrzałem w dół i trochę się zawahałem. Stwierdziłem jednak, że jeśli mam spaść, to tych kilkadziesiąt metrów nie zrobi różnicy. Walczyłem ze sobą oraz z wiatrem ruszającym drabinkami i bardzo się cieszę, że udało mi się dotrzeć na samą górę. W kanałach warszawskich, których część do dziś jest używana, najbardziej ekstremalnym czynnikiem był natomiast fetor. Zbyt długo przebywając tam można się zatruć – trudno opisać panujące tam warunki. I chociaż nie było to spektakularnie niebezpieczne, to jednak zostaje w pamięci.

Jak przygotować się do „wodnej” eksploracji – czy wcześniej uczęszczaliście na jakieś kursy nurkowania?

Kuba licencję nurka ma już od kilku lat i w związku z tym chciał nakręcić wodny odcinek. Udało mu się to w Forcie Zbarż, jednak po tym materiale, całkiem słusznie, zostaliśmy skrytykowani – nie powinno się przebywać tam samemu. Żeby móc robić podobne eksploracje, poszedłem do szkoły nurkowej, którą zakończyłem egzaminem, jednak w kwestii podwodnego kręcenia filmów ciągle uważam się za laika. Z mojej perspektywy bardzo trudne jest nurkowanie wewnątrz statków, gdzie dookoła jest tylko ciemność – to też może przyprawić o klaustrofobię; jest się dwadzieścia metrów pod powierzchnią wody zupełnie nie w swoim naturalnym środowisku. Wymagająca była także tajna hitlerowska torpedownia na Bałtyku – otaczały nas tam siedmiometrowe fale i łatwo było nadziać się na ostre krawędzie, haczyki czy kamienie.


Przejdźmy zatem do tematu, który lubisz najbardziej. Kilka razy kręciliście odcinki dotyczące kwestii paranormalnych. Czuliście kiedyś taką aktywność albo byliście zmieszani w potencjalnie nawiedzonych miejscach? Które z miejsc wydawało się najbardziej „creepy”?

(śmiech) Często czuję jakieś obawy i nie robię tego, żeby podkręcać dramaturgię filmów. Łukasz jest osobą, która kompletnie się tego nie boi i jeśli mamy jakieś obiekcje, to on idzie na pierwszy ogień. Jeśli chodzi o miejsca, to najbardziej przerażający był podwarszawski nawiedzony dwór Czarnego Pana, który odwiedziliśmy nocą. Podobno ten dwór się spalił, a w pobliskim stawie utopiło się kilka osób – krąży legenda, że gdy ktoś zatrzymał się tam z dzieckiem, maluch pobiegł na pole mówiąc, że idzie za Czarnym Panem, pokazując w stronę wody. Pojechaliśmy to sprawdzić. Nie powiem, że to miejsce jest nawiedzone, ale czułem się tam źle. Padał deszcz, dookoła było mnóstwo krzaków sięgających głowy i działy się dziwne rzeczy – wyładowało się GoPro, kamera z nowymi bateriami nagle przestała działać, w jednym momencie zgasły nam wszystkie latarki, a na sam koniec leżący stabilnie na dachu samochodu sprzęt spadł w kałużę znajdującą się metr dalej. Jasne, to wszystko można wytłumaczyć racjonalnie, ale jakoś już nie chcemy tam wracać.


Czy wśród społeczności zajmującej się urbexem na YouTube jest jakaś konkurencja?

Cały czas mamy kontakt z innymi autorami filmów o eksploracji – piszemy do siebie, a nawet tworzymy wspólne filmiki. To bardzo cenne, ponieważ ludzie mieszkający w innych częściach Polski są w stanie polecić nam ciekawe miejscówki, mało znane z perspektywy Warszawy. Nie jest to wyścig o wyświetlenia i suby, tylko wspieranie siebie i idei urbexu. Tych kanałów jest coraz więcej i, co zrozumiałe, każdy chciałby mieć najlepszy content, ale cały czas odbieram te relacje w kategoriach przyjacielskiej pomocy. Mam nadzieję, że zostanie tak jak najdłużej.

Czasami kręcicie też filmy, na których testujecie różne sprzęty. Jak wygląda kwestia doboru tych gadżetów?

W urbexowych poradnikach pokazujemy rzeczy, z których korzystamy. Nasz ekwipunek ciągle się zmienia – mamy coraz lepsze sprzęty i je testujemy. Najczęściej są to marki, do których trudno się o coś przyczepić, ale zdarzały się też nieco gorsze rzeczy. Kiedyś dostaliśmy bardzo wytrzymałe latarki, które sporo kosztowały i miały mnóstwo lumenów, ale po trzech minutach można było gotować na nich jajka. Odesłaliśmy je do producenta – nie chcemy być nie fair wobec swoich widzów ani robić testów gadżetów, co do których nie jesteśmy przekonani. Zależy nam na wiarygodności.

Ile w trzyosobowej grupie eksploratorów demokracji? Decyzje o wyprawach podejmujecie razem, czy częściej są to pomysły wychodzące od jednej osoby?

Sprzeczki są zawsze, ale gramy do jednej bramki i cel jest dla nas najważniejszy. Oprócz tego jesteśmy przyjaciółmi i mamy o wiele więcej wspólnych tematów niż tylko urbex. Największym motorem napędowym naszej grupy jest Kuba i to on robi najwięcej poza filmami, ale każdy z nas dodaje coś od siebie. Oprócz tworzenia materiałów mamy całkiem sporo roboty z ogarnianiem wypraw, więc nawet gdy ktoś wychodzi z jakimś pomysłem, to reszta i tak jest w niego zaangażowana. Kuba nie przepada za lataniem, więc najczęściej to właśnie jego trzeba przekonywać do dalekich wypraw (śmiech).

Sądzisz, że kiedyś będzie można utrzymać się z urbexu?

Chciałbym, żeby tak było. Póki co jednak nie możemy liczyć na stałą, comiesięczną wypłatę – każdy z nas ma swoją pracę. Aktualnie z urbexu mógłbym opłacić mieszkanie – nic więcej. Jest nas trzech, więc zarobioną na YouTube kasę trzeba podzielić na nas wszystkich. Nie należy też zapominać, że tworzenie filmów wiąże się z wyjazdami, noclegami, nakładem czasu i kosztów. Pieniądze, które mamy z urbexu wydajemy na urbex – zazwyczaj zwracają nam się koszty, choć i tak czasami dopłacamy z własnej kieszeni. Może w przyszłości będzie lepiej, ale przecież nie robimy tego dla forsy.

Oglądany: 35171x | Komentarzy: 22 | Okejek: 125 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

12.12

11.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało