Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Sekrety charakteryzacji klasycznych filmowych potworów

38 183  
155   5  
Gdy dziś patrzymy na leciwe horrory, to mamy wrażenie, że dawniej publiczność musiała być znacznie mniej wymagająca, skoro reagowała przerażeniem na widok takiego np. monstrum Frankensteina. Nie zmienia to faktu, że wysiłek, który włożono w wykreowanie klasycznych filmowych monstrów zasługuje na wiekuisty szacunek.

„Upiór w operze”

Zacznijmy od postaci, która straszyła kinomanów w 1925 roku, czyli tytułowej kreatury z niemej produkcji pt. „Upiór w operze”. Lon Chaney, aktor wcielający się w tę rolę, sam odpowiedzialny był za tworzenie swej charakteryzacji.



Niektóre elementy jego wizerunku osiągnięto za pomocą bawełnianych nakładek, natomiast np. wydatne kości policzkowe to optyczna iluzja stworzona za pomocą kolodium, czyli roztworu stosowanego głównie w fotografii, ale także w kinie, gdzie za jego pomocą imitowano np. zmarszczki czy blizny. Tymczasem charakterystyczny, zadarty nos swej postaci Chaney osiągnął eksperymentując z kawałkiem drutu oraz… rybią skórą. Podobno normą było to, że widzowie na widok filmowego upiora mdleli z przerażenia i musieli być wynoszeni z kina, aby pod okiem sanitariuszy dochodzić do siebie.



„Frankenstein”

Jack Pierce był prawdziwą legendą make-upu wczesnego horroru. To on odpowiedzialny był za stworzenie wizerunku wielu kultowym postaciom wczesnego kina grozy. Jednym z potworów, które powstały według zamysłu Pierce’a było monstrum doktora Frankensteina. Boris Karloff musiał nosić na głowie specjalny czepek wykonany z gumy i bawełny. Zakładał też specjalne protezy… powiek. Oprócz tego twarz aktora oraz jego dłonie malowane były farbą.



Aby górować nad resztą postaci, Karloff paradował w masywnych butach na koturnie. Każdy z nich ważył ok. 6 kilogramów. Efekt potęgował fakt, że w wielu scenach monstrum filmowane było od dołu. Aktor podobno często kładł się spać w pełnej charakteryzacji, aby uniknąć żmudnego procesu nakładania jej od nowa.



„Mumia”

Rok po premierze „Frankensteina” Karloff i Pierce znów się spotkali. Męki, które aktor przechodził, aby przeobrazić się w płaskogłowego olbrzyma były niczym w porównaniu z tym, co kazano mu wytrzymywać na planie „Mumii”. Artysta zawijany był w bandaże, następnie zaklejany taśmą klejącą, aby pierwsza warstwa „stroju” się nie rozpadła.



Później nakładano kolejne, tym razem osmolone bandaże, a na koniec przystępowano do oblepiania całości gliną. Karloff musiał też nosić protezę nosa i uszu. Cały proces transformacji w mumię trwał około ośmiu godzin, natomiast zdejmowanie charakteryzacji zajmowało półtorej godziny. Gwiazdor wspominał czas realizacji „Mumii” jako „najcięższą próbę, jaką kiedykolwiek zniósł”.



„Godzilla”

W 1954 roku załoga pewnej japońskiej łodzi rybackiej wystawiona została na silne promieniowanie, gdy przypadkiem znalazła się w pobliżu miejsca testu bomby wodorowej, który to Amerykanie w tajemnicy przeprowadzili na atolu Bikini. Media w Kraju Kwitnącej Wiśni zareagowały przerażeniem. Głośno też zaczęto mówić o następstwach takich eksperymentów. W tym samym roku z oceanu wprost do azjatyckich kin wylazła Godzilla – fikcyjna kreatura zrodzona w wyniku postatomowych mutacji. Potwora tego stworzył Eiji Tsuburaya – znany specjalista od efektów specjalnych. Kombinezon wykonano z lateksu i bambusa. Całość ważyła ok. 100 kilogramów. Ciężko było się w takim kostiumie ruszać, a jeszcze ciężej… oddychać. Dlatego też zamontowano specjalną tubę podłączoną do butli z tlenem.



„Obcy”

Obcy z filmu Ridleya Scotta nigdy nie byłby tak cholernie intrygującą postacią, gdyby nie szwajcarski malarz H.R.Giger, który to monstrum zaprojektował. Na plan „Ósmego pasażera Nostromo” artysta trafił dzięki Danowi O’Bannonowi – scenarzyście, z którym ten współpracował na planie filmu pt. „Diuna”. Nie, nie tego, który nakręcił David Lynch, tylko nigdy nie zrealizowanego projektu samego Alejandro Jodorowskiego! Do stworzenia wizerunku obcego Giger użył m.in. prawdziwą ludzką czaszkę, którą umieścił w przedniej części oblicza kosmity. Dość ważną rolę w tworzeniu wizerunku tej kreatury odegrały… prezerwatywy. To z tego szlachetnego produktu wykonano bowiem „usta” naszego ulubionego bohatera.



Kostium założono na mierzącego 218 centymetrów Nigeryjczyka - Bolaji Badejo. Specjalnie dla niego skonstruowano też specjalne siedzenie, aby w przerwie pomiędzy ujęciami chłopak mógł sobie przycupnąć bez obawy, że uszkodzi się część ogonowa kombinezonu.



„Koszmar z ulicy Wiązów”


Podobno tworząc postać Freddy’ego Kruegera Wes Craven wzorował się na wałęsającym się koło jego rodzinnego domu pijaku o paskudnie zdeformowanej twarzy. Menel ten miał zwyczaj paradować w powyciąganym, świątecznym swetrze. Po latach Craven dał rolę mordercy ze snów Robertowi Englunowi, który trafił na krzesło znakomitego charakteryzatora – Howarda Bergera. Ten nie zdawał sobie sprawy, jakim wielkim gadułą jest aktor, z którym przyszło mu pracować.



Wielogodzinne nakładanie lateksowych elementów składających się na twarz Freddy’ego ciągnęło się w nieskończoność, bo Englund cały czas się ruszał. Dochodziło nawet do tego, że część makijażystów musiała trzymać głowę aktora, aby Berger mógł w spokoju zakończyć swe dzieło.



Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 38183x | Komentarzy: 5 | Okejek: 155 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

10.12

09.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało