Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

7 zabawnych sytuacji, w których los okazał się naprawdę złośliwy

75 881  
289   21  
Kiedy przypadek przeradza się w wypadek… i inne takie sytuacje, w których ewidentnie palce maczała złośliwość losu.

#1. Biliarder z przypadku


Właściciel nieszczególnie dużej firmy PR-owej, a po godzinach internetowy sprzedawca części samochodowych – na obu tych przedsięwzięciach można zarobić przyzwoite pieniądze. Ale właśnie – rzecz w tym, że jedynie przyzwoite. Do nieprzyzwoitego bogactwa jeszcze daleko, a w takiego właśnie posiadanie, co prawda na krótko, wszedł Chris Reynolds z Pensylwanii. Sprawdzając swoje konto na PayPalu któregoś pięknego dnia zorientował się, że przybyło mu… ponad 90 biliardów dolarów. Sprawa szybko okazała się błędem systemu, niemniej zabawny przypadek zwrócił uwagę mediów. Dziennikarze zapytali Reynoldsa, co zrobiłby z takimi pieniędzmi. „Nie wiem”, odpowiedział, „prawdopodobnie spłaciłbym dług publiczny”.

#2. Druga szansa… tak jakby

1729198d13978e82.jpg

Wyrok 98 lat odsiadki za napad z bronią w ręku (czy za jakiekolwiek inne przestępstwo, co za różnica) raczej nie pozostawia wielu perspektyw. A jednak można otrzymać drugą szanse i wyrok skrócony o dobre 90 lat. Niestety tylko przez przypadek. W czasie swojej niespodziewanie odzyskanej wolności Rene Lima-Marin zdążył założyć rodzinę, zdobyć pracę, zostać trenerem młodzieżowej drużyny piłki nożnej i zasłużyć się dla lokalnego kościoła. Cóż, przeznaczenie upomniało się o swoje po sześciu latach. Gdy tylko władze zorientowały się w swojej pomyłce, Lima-Marin natychmiast wrócił do celi. Odwołania zostały odrzucone – nieprzyznanie się do niesłusznego uwolnienia okazało się argumentem silniejszym niż nowe lepsze życie oskarżonego.

#3. Najbardziej przes*ana rozmowa kwalifikacyjna


Starając się o pracę w telewizji – nawet w roli technika – trzeba być przygotowanym na najbardziej nieprawdopodobne okoliczności. Łatwo mówić… o czym przekonał się niejaki Guy Goma, który został zaproszony do BBC na rozmowę kwalifikacyjną. Zresztą do ostatniej chwili przekonany był, że właśnie na nią się wybiera. Tyle że zamiast oko w oko z rekruterem, zasiadł przed prowadzącą program na żywo. W pokoju, w którym oczekiwał na wezwanie, pomylono go z innym Guyem – specjalistą od IT, który miał wystąpić jako ekspert. Goma, znalazłszy się w sytuacji bez dobrego wyjścia, po prostu odpowiedział na pytania prowadzącej najlepiej jak umiał (a na pewno poszło mu lepiej niż współczesnym „artystom” co to bez cienia zażenowania wypowiadają się publicznie na każdy temat).

Dwadzieścia minut po wyemitowanym w krajowej telewizji wywiadzie Guy Goma trafił na właściwą rozmowę. Pracy nie dostał… ale zdobył niemałą popularność, która prawdopodobnie zrekompensowała mu niepowodzenie.

#4. Łokciem w Picassa

1729199cddfee354.jpg

Jak podnieść wartość i tak już kosztującego krocie dzieła? Przełożyć przez nie łokieć. Metoda dość kontrowersyjna, niemniej przynajmniej raz okazała się skuteczna. Steve Wynn to znany kolekcjoner dzieł sztuki, miliarder, a zarazem osoba mająca problem z widzeniem peryferyjnym. Problem zwykle nieprzeszkadzający zanadto w życiu, chyba że akurat niechcący wepchnie się łokieć w obraz Picassa, którego cenę dzień wcześniej ustaliło się na 139 milionów dolarów, a kupiec był gotowy natychmiast zrobić przelew.

Sprzedaż zniszczonego dzieła anulowano, wychodząc jednak z założenia, że co się odwlecze, to nie uciecze. Kilka lat później do transakcji doszło – z tym samym zdecydowanym nabywcą. Zmieniła się jednak cena. Wbrew temu, czego można by się spodziewać, uszkodzenie i jego naprawa (za 90 tys.) nie zmniejszyły wartości obrazu, a ją zwiększyły. Tym samym z początkowych 139 milionów zrobiło się 155 – rzekomo przez jedyną w swoim rodzaju historię.

#5. Niepokonany U-1206

1729200a3273dd75.jpg

Ile potrzeba, by posłać na dno okręt podwodny U-1206, arcydzieło niemieckiej myśli technologicznej z czasów II wojny światowej? Wystarczyła jedna kapitańska… kupa. Żarty żartami, ale takie są fakty – zaawansowana technologia dopiero debiutująca na tego typu okrętach dotknęła również łazienek, z których obsługi prowadzono specjalne szkolenia. Ci, którzy takiego szkolenia nie przeszli, mogli korzystać z wygód jedynie pod opieką specjalisty. Jak zwykle w tego rodzaju przypadkach, znalazł się ktoś, kto stwierdził, że „przecież nie może być nic skomplikowanego w obsłudze cholernego kibla!”.

Trafiło na kapitana Karla-Adolfa Sch(l)itta, który – zrobiwszy co trzeba – pomylił zawór do „spuszczania wody”. System zadziałał w drugą stronę i zawartość toalety zamiast znikać w dobrze odseparowanych czeluściach, zaczęła wzbierać w kabinie… znajdującej się zresztą nad pomieszczeniem z akumulatorami. W tej sytuacji nie było innego wyjścia – zarządzono natychmiastowe wynurzenie i ewakuację. Okręt zatopiono, by nie dostał się w ręce nieprzyjaciela, a marynarze na tratwach starali się dotrzeć do wybrzeży Szkocji. Nie wszystkim się udało. Kapitańska kupa uśmierciła trzy osoby.

#6. Kot, który został fizykiem

17292013f30c3d16.png

Są lżejsze i cięższe gałęzie nauki. Do której zaliczyć fizykę? Zdania są podzielone. Niech więc argumentem w dyskusji będzie to, że najwyraźniej fizyki jest w stanie nauczyć się nawet kot. I to na wysokim poziomie! A było to tak… W 1975 roku – w czasach, co ważne, maszyn do pisania, nie komputerów – Jack Hetherington, profesor z Uniwersytetu Stanowego Michigan – zorientował się, że w całej pracy, która miała za moment trafić do publikacji, zwyczajowo używał zaimka „my” zamiast ja.

Było to sprzeczne z regułami czasopisma, które miało wydrukować artykuł. Pojawił się więc problem – przepisywać ręcznie całą pracę od początku? Hetherington doszedł do wniosku, że łatwiej i szybciej będzie po prostu… dopisać drugiego autora, uzasadniającego stosowanie liczby mnogiej. Tak powstał F.D.C. Willard – kot Hetheringtona, który został fizykiem. Sprawa wydała się dość szybko, kiedy chciano skontaktować się z drugim autorem bardzo dobrze przyjętego dzieła.

#7. Mistrz Mohammed Anas

172920284b2c77d7.jpg

Zostać zawodnikiem meczu to nie byle jakie osiągnięcie. Sęk w tym, że oprócz nagrody za zasługi wiąże się z nim jeszcze pewien przykry obowiązek – konieczność udzielenia wywiadu telewizyjnego „na żywo”. I właśnie w takiej sytuacji znalazł się Mohammed Anas z Ghany, który – zaaferowany nagrodą – nieco zbyt późno zorientował się, że publiczne podziękowanie żonie i dziewczynie w jednym zdaniu to nieco przesadna otwartość. Po chwili oczywiście próbował poprawić się, kierując podziękowanie wyłącznie do małżonki, ale prawdopodobnie uzyskał jedynie to, że teraz obie panie były na niego wściekłe. A wszystkiemu – jak zwykle zresztą – winna była zwykła ludzka uprzejmość…

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Oglądany: 75881x | Komentarzy: 21 | Okejek: 289 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało