Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Oto aktorzy, którzy prędzej zrobią sobie krzywdę, niż skorzystają z pomocy kaskadera

64 072  
212   25  
Aktorów, o których zaraz przeczytacie, można lubić lub nie, ale wielki szacunek należy im się za poświęcenie dla granych przez siebie ról. Trzeba naprawdę mieć cojones ze stali, aby zrezygnować z usług dublerów i najbardziej niebezpieczne popisy kaskaderskie wykonywać samemu.

Buster Keaton i walący się dom

Buster Keaton był szalenie popularnym komikiem kina niemego, który o miano króla komedii walczył z samym Charliem Chaplinem. W przeciwieństwie do swego rywala, Keaton stawiał duży nacisk na slapstikowe sceny kaskaderskie, które sam wykonywał.


W jednej z produkcji, w której występował, aktor ten zdecydował się na odegranie gagu będącym swoistym „skokiem wiary”. Mowa o „Steamboat Bill Jr” i scenie, w której bohater wałęsa się po zdewastowanym przez cyklon miasteczku. W pewnej chwili Buster zatrzymuje się, a cała ściana domu wywraca się wprost na na niego. Przed śmiercią ratuje go… malutkie okienko na strychu. Wystarczyło, aby aktor stanął paręnaście centymetrów dalej, a popis skończyłby się dla niego dość marnie. Niby wszystko było tu doskonale wykalkulowane, ale w dalszym ciągu cojones trza mieć...


Harrison Ford i wielka kula

W trakcie realizacji pierwszej części przygód awanturniczego archeologa, Ford unikał angażowania kaskadera do większości scen, gdzie pomoc takiego specjalisty mogłaby się przydać. W rezultacie aktor odciążył swego dublera, wykonując ok. 75% jego popisów. Jednym z nich był słynny fragment filmu, w którym Indiana Jones, eksplorując amazońskie ruiny, przypadkiem włącza mechanizm uwalniający wielką, kamienną kulę, która tocząc się, spokojnie mogłaby zrobić z niego naleśnik. Harrison i tym razem zrezygnował z kaskadera.


Mierząca przeszło 3,5 metra kula w rzeczywistości wykonana została z włókna szklanego i drewna. W dalszym jednak ciągu cholerstwo to ważyło 362 kilogramy! Po latach Steven Spielberg wyznał, że zachował się jak nieodpowiedzialny idiota, pozwalając Fordowi zagrać tę scenę. Tym bardziej, że to był dopiero drugi tydzień zdjęć…

Keanu Reeves i niebezpieczna szybkość

W tym wypadku tytuł filmu bardzo ładnie opisuje także scenę kaskaderską, którą Keanu Reeves uparł się wykonać przed kamerą. Reżyser kultowego akcyjniaka pt. „Speed” - Jan de Bont - stanowczo zabronił aktorowi robienia jakichkolwiek głupot, jednak ten uznał, że skok z rozpędzonego Jaguara prosto w otwarte drzwi jadącego równie szybko autobusu to wyzwanie w sam raz dla niego.


Reeves w tajemnicy przed Bontem ćwiczył ten popis i w dniu kręcenia niebezpiecznej sceny zmusił go do dania mu zielonego światła. Gwiazdor wykonał swoje zadanie znakomicie, a najbliżej śmierci był ponoć sam reżyser, który o mało nie dostał zawału.


Jason Statham i pojedynek w locie

W bardzo wdzięcznej produkcji pt. „Crank” Jason Statham wciela się w postać zakapiora, który po otrzymaniu zastrzyku z tajemniczej trucizny musi robić wszystko, aby pompować adrenalinę do swego serca. Bohater wdaje się więc w bójki, ćpa i uprawia seks pośrodku zapełnionego deptaka w chińskiej dzielnicy.


W ostatniej scenie filmu dochodzi do pojedynku pomiędzy protagonistą a jego znienawidzonym wrogiem. Żeby było oryginalniej – panowie walczą ze sobą na płozach lecącego na wysokości ponad 600 metrów nad ziemią helikoptera. Scena ta nie została nakręcona na zielonym ekranie w studiu. Aktorzy naprawdę wykonali cały swój choreograficzny układ trzymając się elementów lecącego helikoptera. Jedynym zabezpieczeniem była tu cienka linka przypięta do pasa Stathama.


Tom Criuse i rozpędzony Airbus

Cruise to typ gościa, który w ogóle się nie starzeje, a jego fizyczna forma zamiast spadać wydaje się wznosić coraz wyżej i wyżej. Aktor znany jest z tego, że rzadko kiedy korzysta z pomocy dublerów i nawet najbardziej niebezpieczne numery wykonuje samodzielnie.


Mając na karku 53 lata uparł się, że nie widzi żadnych przeszkód, aby na planie kolejnej odsłony „Mission: Impossible” kurczowo trzymać się potężnego, lecącego wysoko nad ziemią, Airbusa. Reżyser tego filmu Christopher McQuarrie pragnął, aby Tom wykonał popis, przy którym wszystkie wcześniejsze ewolucje, które miał okazję robić, wypadły blado. Cruise był zabezpieczony niewielką uprzężą i pomimo pewnych obaw, podjął się tego zadania. Ku radości najbliższych oraz firmy, w której gwiazdor się ubezpiecza, włos mu z głowy nie spadł. Tu możecie zobaczyć kulisy kręcenia tej szalonej sceny:


Daniel Craig i parkour na wysokości

Kiedy Craig otrzymał możliwość wcielenia się w słynnego brytyjskiego agenta, uznał, że musi już od pierwszych scen filmu pokazać się z jak najlepszej strony, aby zdobyć zaufanie surowych fanów 007. W otwierającej „Casino Royale” sekwencji widzimy głównego bohatera goniącego jednego ze swych przeciwników po potężnym żurawiu, a następnie skaczącego z jednej metalowej beli na drugą. A wszystko to na wysokości grubo ponad 60 metrów nad ziemią!



Całą długą scenę Craig wziął na klatę, za co należą mu się oklaski na stojąco. Zresztą to nie jedyny jego kaskaderski popis. Parę lat później, grając w „Quantum of Solace”, gwiazdor wyskoczył z trzeciego piętra budynku wprost na jadący poniżej autobus...



Tony Jaa i kropka!

Ten tajski aktor zaczynał swoją karierę jako kaskader, a pierwszym jego wielkim „debiutem” było dublowanie postaci Liu Kanga w legendarnie wręcz nędznym „Mortal Kombat: Unicestwienie”. Wcześniej, aby osiągnąć absolutne mistrzostwo w sztukach walk, pochodzący z ubogiej rodziny Jaa całymi latami ćwiczył układy choreograficzne na polu ryżu należącym do swego ojca. Nie mając własnego mentora, młodzieniec kopiował podpatrzone w filmach ruchy swych idoli – Jakiego Chana, Bruce’a Lee czy Jeta Li. Dopiero jako dziesięciolatek trafił na nauki do lokalnej świątyni, gdzie opanował tajski boks. Później ćwiczył się też w kung-fu, taekwondo oraz capoeirze.


Przez pierwszy etap swojej filmowej kariery Tony był dublerem aktorów i grał za nich kaskaderskie sceny. Paręnaście lat temu Jaa poznał mistrza starożytnej odmiany Muay Thai, który przez rok ćwiczył go w tym stylu walki. Wyniki tej długiej nauki panowie zarejestrował na taśmie, którą to podrzucili filmowym producentom. Ci, będąc pod ogromnym wrażeniem talentu młodego kaskadera, napisali specjalnie dla niego scenariusz produkcji, która w 2003 roku podbiła serca maniaków kina kopanego na całym świecie. Mowa o „Ong Bak”. Ewolucje, które aktor wykonał przed kamerą w tej jednej tylko scenie, którą zobaczycie poniżej, są wręcz absurdalnie doskonałe!



Czekajcie, chwila moment… Kogoś tu zabrakło.


O mistrzu kaskaderskiego masochizmu powiedziano już bardzo dużo, więc lepiej po prostu obejrzeć, jak ten człowiek robi sobie bolesną krzywdę...



Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 64072x | Komentarzy: 25 | Okejek: 212 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało