Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas

I nagle stała się jasność, czyli o samodzielnej regeneracji lamp słów kilka

59 739  
348   94  
Posiadacze plastikowych lamp w kilkuletnich samochodach znają ten ból. Reflektory stają się coraz mniej przejrzyste, aż w końcu praktycznie przestają świecić. A że zbliża się zima i noce coraz dłuższe, to koniecznie trzeba z takimi lampami coś zrobić.


Mamy kilka opcji do wyboru:

1. Nowe oryginalne lampy (najlepsza i najdroższa opcja).
2. Zamiana na lepsze używki (opcja ryzykowna, bo nie wiadomo w jakim stanie jest lampa jako całość. Ładny klosz to nie wszystko, o czym później).
3. Tanie i nie do końca dobre zamienniki.
4. Regeneracja.

Wybrałem czwartą opcję i zregenerowałem lampy. Ale zrobiłem to bardzo gruntownie. Nie tylko polerka kloszy i cześć. Zrobiłem znacznie więcej! A co - o tym w artykule. Stan lamp widać na pierwszym zdjęciu. Zbyt bogato nie jest. A świecą tak:


Jak widać, jakaś jasna plama przed samochodem, która nie wiadomo gdzie się kończy. Brak wyraźnej linii światła i cienia, świeci coś tuż przed samochodem.


Rzut na ścianę ukazuje koszmar tych lamp. Nie widać tu absolutnie żadnej granicy światła i cienia. Tylko przypadkowa plama pośrodku. Takie lampy nie dość, że nie oświetlają nic przed autem, to jeszcze oślepiają kierowców. Ja zawsze przed wykręceniem lamp zaznaczałem na ścianie granicę światła i cienia wzorując się na starych lampach. Tu nie było się na czym wzorować. Wyznaczyłem zatem środki świateł mijania na ścianie i to był mój punkt odniesienia. Wiadomo bowiem, że na środku takiego światła linia pozioma przechodzi w linię wznoszącą. Na lampach jest jedna istotna informacja. Za symbolem wiązki widnieje zapis 1.2%. Oznacza to, że na każdy metr wiązka światła opada o 1,2 cm. To istotne, bo wiedząc w jakiej odległości jest lampa od ściany i wiedząc, gdzie jest jej środek, mogę ze 100% pewnością wyznaczyć jak wysoko powinna świecić nowa lampa. Ważne jest tylko, aby na czas regeneracji nie ruszać samochodu z miejsca. Zatem wykręciłem lampy i pobieżnie umyłem klosze. Już wyglądały lepiej, choć do ideału droga daleka:


Przed dalszymi krokami zdejmuję zaślepki, klipsy, wyjmuję żarówki oraz demontuję silniczki:


Następnie uruchamiam piekarnik i nastawiam go na 80 stopni:


Wkładam lampę i zapiekam ją przez 5 minut. Niech Was nie zwiedzie czysty klosz, w ramach eksperymentu wyczyściłem go pastą do zębów i pokryłem woskiem i już wiem, jak oszukują handlarze. Efekt był dość krótkotrwały, benzyna ekstrakcyjna obnażyła bolesną prawdę.


Gdy lampa się ogrzeje - płaski wkrętak w dłoń i rozdzieliłem lampę na dwoje.


Pamiętaj o użyciu rękawiczek - lampa jest mocno ciepła.


I po operacji rozdzielenia:


I to jest właśnie powód, dla którego rozłożyłem lampę. Odbłyśnik. Co mi po ładnym kloszu, skoro odbłyśnik jest w takim stanie?


Dlatego też go wyjąłem:


I lampa rozłożona na elementy. Na zdjęciu widać klosz, z którego zmyłem wosk i pastę benzyną ekstrakcyjną. Właśnie tak zaczął wyglądać. Znów był brzydki.


Odbłyśniki wysłałem do pana Huberta Cugiera i tam przeszły przemianę. Czemu tam? Bo robiłem tam kilka odbłyśników i nigdy mnie nie zawiedli.

Tak więc odbłyśniki doszły:



Następnie zostały rozbrojone ze wszelakich uchwytów, zaślepek i sprężynek:


Po czym zostały wyczyszczone z farby i odbłyśnika (dziwnie wyglądają na tym etapie, co?):


Potem kilkuetapowe malowanie specjalną farbą:



I do czarodziejskiej maszyny, gdzie dzieje się magia:





Następnie odbłyśniki zostają uzbrojone i trafiają do mnie. Ja tymczasem biorę się za mycie obudów lamp oraz przeglądam instalację w lampach. Okazało się, że w jednej lampie instalacja była kiepska. Ponieważ miałem akurat taką lampę, ale od anglika (nabytą za bezcen), to wykorzystałem jej instalację. Szybka fotka poglądowa, by wiedzieć jak ułożone są kable:


Zwolnienie blokady i kable mam w dłoni:


Oto przyczyna podjęcia decyzji o wymianie wiązki, czyli brak plastiku na żarówkę oraz popękana i brakująca izolacja:


Po zamianie wiązki wszystko jest w porządku.


I przyszła pora na klosze. Zatem papier wodny w dłoń. Gradacje 800, 1500, 2000 i 2500 poszły w ruch.


Po szlifowaniu i przygotowaniu do malowania klosz wyglądał tak:


Lampę myłem od środka, psikając na nią płyn do mycia szyb i obficie płucząc go wodą demineralizowaną. Identycznie wymyłem ozdobne listwy. Woda demineralizowana jest ważna, bo nie pozostawia smug. Klosza nie wolno myć od środka dotykając go, bo się porysuje. Tylko psikamy i przelewamy płyn. A wodę dozujemy z prostego rozpylacza z pompką (do nabycia za grosze w marketach budowlanych). Potem lampę od spodu zabezpieczyłem folią aluminiową i okleiłem taśmą malarską.

I czas na malowanie. Ja użyłem zestawu do regeneracji lamp. Ale tak samo dobrze sprawdzi się dowolny bezbarwny lakier dwuskładnikowy. Wystarczy udać się do mieszalni farb i poprosić o 200 ml lakieru z utwardzaczem w sprayu. I taki zrobią. Ważne jest, by zacząć malować tego samego dnia, w którym lakier przygotują. Można też poprosić o przezroczysty podkład do plastików, wtedy lakier lepiej zwiąże.


I udałem się na 2 godziny do garażu, który wcześniej posprzątałem, a na podłogę rozłożyłem folię malarską. Natomiast w garażu rozpyliłem mgiełkę wodną, usuwając latające paprochy. Klosze na miejsca:



I maluję. Po lakierze podkładowym trzeba odczekać 10 - 15 minut:


I nakładam kolejne warstwy bezbarwnego. Ja zdecydowałem się na 3 warstwy. Każdą nakładam z dwuminutowym odstępem. Po pierwszej warstwie wygląda to tak:


Po dwóch warstwach tak:


I po warstwie ostatniej tak:


Jak widać, klosz zaszedł białą mgłą. Ale to reakcja chemiczna. Nie ma się co przejmować, tylko pozostawić klosze w spokoju. Po 24 godzinach lakier powinien być twardy. Ja zostawiłem klosze na 3 dni i czekałem na odbłyśniki. W czasie jak klosze schły, zacząłem wydłubywać starą uszczelkę z lampy.


A po 3 dniach schnięcia efekt mojej pracy był taki:


W końcu przyszły zregenerowane odbłyśniki. No cudeńko normalnie.



Tak więc skoro wszystko gotowe, zacząłem uzbrajać lampy. Najpierw przykręciłem plastik, który łączy odbłyśnik z silnikiem opuszczanie świateł:


A następnie założyłem rękawice nitrylowe bezpudrowe i z nimi nie rozstawałem się do końca montażu. Do klosza przykręciłem ozdobną listewkę:


Obudowa lampy z założonymi zaślepkami i silniczkiem, który został potem wyjęty na czas wkładania odbłyśnika:


Najpierw zamontowałem uszczelkę bitumiczną, jednak nie zdejmowałem papieru ochronnego.


Potem przyszła kolej na odbłyśnik i silnik regulacji. Rękawice pomogły mi uniknąć odcisków na odbłyśniku.


Zdjęcie folii ochronnej, a następnie podgrzanie uszczelki suszarką.


I założenie klosza oraz efekt końcowy.


Nie mogłem sobie odmówić przyjemności zakupu porządnych żarówek i zamontowania ich w lampach. Oto komplet:


I nadszedł czas założenia lamp na samochód. Przy okazji zdecydowałem się na nowe kierunki, ale tu już weszły zamienniki, bo to akurat ma wyglądać.


Przyszła pora na uruchomienie lamp i... to jest to. Granica światła i cienia jak należy! Pojawiło się też pożądane światło rozproszone, które oświetla znaki. No cud miód. Prawie, bo okazało się, że żarówki zostały krzywo założone i nie mam zdjęcia widma na ścianie po poprawkach.


Musiałem przyciemnić zdjęcie, by pokazać linię, która nas interesuje. Ponieważ zdjęcie jest robione z kąta i samochód stoi blisko ściany, to wydaje się, że linia z lewej strony idzie ku górze. Ale nic z tych rzeczy, to złudzenie. Wszystko jest jak się należy:


I porównanie świecenia przed i po regeneracji. W obu przypadkach zdjęcia robione w trybie manualnym przy identycznej przesłonie, identycznym czasie naświetlania i balansie bieli oraz takim samym ISO.

Przed regeneracją:


Po regeneracji:


Przed regeneracją:



Po regeneracji. Widać linię światła i cienia i widać o ile jaśniejsze są lampy. Światła ustawione są niżej, właściciel samochodu pojechał na drugi dzień na profesjonalną regulację ustawienia świateł i jest bardzo zadowolony z osiągniętego efektu. (Tu poprawione żarówki i widać prawidłową linie odcięcia)



Czy warto regenerować światła? Według mnie tak. Bo masz oryginalne lampy, które świecą jak nowe za ułamek ceny lamp nowych. I nie bawisz się w zamienniki niewiadomego pochodzenia, tudzież w używane lampy, które są często tylko podpicowane do sprzedaży. Ile mnie to kosztowało? Wliczając farbę, uszczelkę i koszta przesyłki oraz regeneracji - niecałe 200 złotych. Kierunkowskazów i żarówek nie liczę, bo na to zdecydował się właściciel auta. Zatem po regeneracji zaczynasz widzieć, a i inni widzą, bo ich nie oślepiasz. Jeździsz bezpieczniej po zmroku. A o to właśnie chodzi! No i masz satysfakcję, że coś zrobiłeś sam. A jak ci się nie chce - demontujesz lampy i wysyłasz je do kompletnej renowacji. W zakładzie, gdzie regenerowałem odbłyśniki, istnieje taka możliwość kompletnej renowacji lamp wraz z lakierowaniem kloszy.

A jak kształtują się ceny alternatyw do tego modelu?
Podłej jakości zamienniki, które źle świecą jak są nowe - 220 - 250 złotych za komplet.
Zamienniki lepszej jakości, ale nadal wiązka światła pozostawia wiele do życzenia - 450- 500 złotych za komplet.

Z zamiennikami jest też ten kłopot, ze bardzo szybko ich klosze robią się matowe. Te tańsze po roku wyglądają jak oryginały po 10 latach. Jakość odbłyśników też nie jest najlepsza.

Lampa używana oryginalna, stan niewiadomy - 50 złotych w górę za sztukę.
Lampa używana oryginalna stan lepszy, ale prawdopodobnie nadal do regeneracji - od 100 złotych w górę za sztukę.

Lampa nowa oryginalna - od 600 złotych w górę za sztukę (zależy od rodzaju lampy czy H7, H1 jak tu, czy H7, H4, czy z palnikami D2S).

Oglądany: 59739x | Komentarzy: 94 | Okejek: 348 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało