Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

"Polska ssie" - powiedział kiedyś wokalista Bloodhound Gang. Przypomnijmy sobie, czym jeszcze potrafił zaszokować

61 441  
153   15  
Robienie laski samemu sobie, seks z dziewczyną bez nóg, onanizowanie się do zdjęć zaginionych dzieci, pierdzenie z walkmanem na uszach czy papież zestawiony w jednym wersie z Führerem to tylko niektóre z tematów poruszanych w piosenkach Bloodhound Gang – zespołu, który pod koniec lat dziewięćdziesiątych zrobił błyskawiczną karierę.



Dziś Bloodhound Gang to kapela już mocno przykurzona – w końcu w obecnym tysiącleciu wydali tylko dwa albumy (przeciętne „Hefty Fine” z 2005 roku i słabiutkie „Hard-Off” sprzed dwóch lat – oba albumy wyróżniały się przede wszystkim niezbyt zachęcającymi rozbieranymi okładkami), w dodatku jakiś czas temu ich aktywności zostały zawieszone – jak deklarują sami muzycy, dopóki prezydentem Stanów Zjednoczonych jest Donald Trump, nie wrócą ani do koncertów, ani do nagrywania.

Od samego początku działalności – czyli plus minus od 1990 roku – twarzą i mózgiem zespołu jest bystry, umiejętnie wbijający szpilki i nieuznający świętości James Franks (znany szerzej jako Jimmy Pop Ali) – gość, który nie brzydzi się niczego i nie przepuszcza żadnej okazji do wywołania kontrowersji.

Mocno zdystansowany do świata frontman przyznawał, że dzięki swojemu specyficznemu poczuciu humoru atakowany był zarówno za bycie homofobem (nawet na najnowszym albumie w utworze „My Dad Says That's For Pussies” pojawił się wers Papier toaletowy jest dla pedałów), jak i homoseksualistą (Pop pisał artykuły do magazynu „Homosex”, nazywając go bardziej prawdziwym niż Penthouse czy Playboy, na koncertach rozochocona publiczność skandowała natomiast Jimmy Pop is homosexual), wielokrotnie oskarżano go też o mizoginizm, choć przecież na scenie wielokrotnie entuzjastycznie całował się z młodymi fankami.


Przyklejenie etykietki komediowego rocka w mocny sposób spozycjonowało autorów „Foxtrot Uniform Charlie Kilo” (co to za słowo w alfabecie lotniczym? :)) – i wydaje się, że niezbyt im to kiedykolwiek przeszkadzało. Byłoby jednak niesprawiedliwością odbieranie ich wyłącznie jako niezbyt uzdolnionych śmieszków bazujących w głównej mierze na prowokacjach. Muza BHG to crossover w pewnym tego słowa znaczenia – w końcu łączenie motywów znanych z piosenek Vengaboys, Blur, 'N Sync czy Wu-Tang Clanu (a to tylko wierzchołek góry lodowej) wymagać musi nie lada odwagi (albo głupoty).

Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę z tego, że kojarzeni bardziej z prostym punk rockiem czy dyskoteką stylizowaną na niemieckie technoprodukcje Bloodhound Gang wywodzą się z klasycznego rapu. Ich pierwsza, wydana w 1995 roku płyta „Use Your Fingers” to mocna inspiracja pewnym nowojorskim tercetem (Jimmy Pop w utworze „Mama Say” z samplem z Michaela Jacksona prowokował: Nie, nie jestem gościem z Beastie Boys). Trzeba jednak zauważyć, że za sporą część klimatu debiutanckiego albumu odpowiadał Daddy Long Legs – drugi wokalista, który niedługo później odszedł z BHG zakładając projekt Wolfpac.


Wymiana praktycznie całego składu miała miejsce przed wydaniem najbardziej rockowego w całej ich dyskografii „One Fierce Beer Coaster” i stała się przyczynkiem do coraz odważniejszych zachowań na scenie i poza nią. Bo o skandalach wywoływanych przez ekipę z Filadelfii można napisać solidną rozprawę.

Występy Bloodhound Gang zdecydowanie nie przyciągały wrażliwców – w trakcie koncertów basista Evil Jared Hasselhoff (który tylko chciałby być nieślubnym synem serialowego ratownika) wymiotował i sikał na wokalistę, który wydawał się w tej sytuacji świetnie bawić – podczas publicznego golden showera śpiewał „Enjoy The Silence” Depeche Mode.


Fascynacja moczem Jareda potrafiła sprowadzić na zespół kłopoty. W wyniku nasikania przez niego na ukraińską flagę w trakcie koncertu w Kijowie w 2013 roku, znowu stało się głośno o Bloodhound Gang. Kilka dni później w Odessie miała miejsce podobna sytuacja – Jared tym razem skorzystał z rosyjskiej flagi, bezceremonialnie się nią podcierając. Oczywiście zaowocowało to banem na występy w kraju Putina. Wizy dla całego zespołu zostały cofnięte i nie pomógł tu nawet fakt, że rozochocony basista sprofanował również amerykańską chorągiew, a następnie przeprosił wszystkich urażonych.

Frontman kapeli też starał się sumiennie pracować na etykietkę skandalisty: szokował gasząc papierosy na języku, w trakcie wywiadu zdarzyło mu się bez patrzenia na potencjalne ofiary rzucić ciężkim kuflem piwa na deptak, deklarował też uwielbienie do oralnego seksu z powodu swoich kiepskich osiągów czasowych w łóżku. A o tym, jak można przesunąć granicę dobrego smaku (i dobrej zabawy), najlepiej dowiedzieć się z dokumentu „One Fierce Beer Run”.


Spanky G, młodziutki perkusista (w momencie premiery drugiej płyty miał zaledwie 17 lat) boleśnie przekonał się, co znaczy być ofiarą niewybrednych żartów wewnątrz zespołu. Dręczenie słabszego szczególnie upodobał sobie wielki, prawie dwumetrowy Hasselhoff, który torturował bębniarza tak bardzo (popisowym numerem było wsadzanie mu palców w odbyt), że ten w końcu odszedł z kapeli i w ogóle wycofał się z życia publicznego.

Basista zresztą był głównym prowodyrem i bohaterem chyba największej ilości kontrowersji towarzyszących Gangowi – wypijając Jägera na scenie naraz czy przeciągając skrzynię przywiązaną łańcuchem do genitaliów skutecznie odwracał uwagę od samej muzyki. Nie da się ukryć, że Evil bardzo polubił wszelkiej przejawy ekshibicjonizmu – w niemieckiej telewizji podczas wywiadu rozebrał się do samych skarpetek.


Melodia „The Bad Touch” zagnieżdża się i zostaje w głowie nawet jeśli tego nie chcemy. A teledysk, w którym przebrani za małpy muzycy biegają po ulicach Paryża, swojego czasu latał w VIVIE z niezwykłą regularnością. Nie wszyscy jednak wiedzą, że była to jego ocenzurowana wersja – w oryginale zespół na koniec klipu smarował się odchodami (które tak naprawdę były chyba jednak czekoladą). Tak czy owak, lepiej dla bezpieczeństwa nie oglądać tego przy obiedzie. Równie smaczne było wideo do „Uhn Tiss Uhn Tiss Uhn Tiss”, w którym Jimmy zabawiał się z psem znajdującym się po drugiej stronie glory hole.


Prowokacje religijne? To oczywiście kolejny z istotnych motywów tekstów Popa. Utwór „Hell Yeah” dotyczył Jezusa, który okazał się być... Meksykaninem o imieniu Jesus kradnącym kołpaki. Niezwykle obrazowy był też fragment pochodzącego również z albumu „Hooray For Boobies” numeru „A Lap Dance Is So Much Better When The Stripper Is Crying”. To żartobliwy, ordynarnie prostacki numer ze zdecydowanie mniejszym potencjałem hitowym, dlatego te mogące zjeżyć włosy na głowie konserwatywnej Ameryki wersy przeszły bez większego echa. Mocno spaczony bohater piosenki opisywał jedną ze swoich fantazji, gdzie Jezus Chrystus posuwa Myszkę Miki w kakaową dziurkę rzutką do darta, podczas gdy Garth Brooks rodzi coś przypominającego ser cheddar z migdałami na brzusio Świętego Mikołaja.
Smacznego.

Należy jednak docenić przekorę Jimmy'ego, który tworzenie obrazowych metafor opanował do perfekcji: Byłem bardziej samotny niż Kunta Kinte na koncercie Merle Haggarda. Dość powiedzieć, że Kunta Kinte to czarnoskóry niewolnik, główny bohater książki „Korzenie”, natomiast Merle Haggard był ewidentnie białym wykonawcą country, którego fani dość mocno utożsamiają się właśnie z rasą kaukaską.


Oskarżenia o rasizm spowodowały, że wytwórnia Geffen Records powiedziała stanowcze nie numerowi „Yellow Fever”. Kawałek złożony w ogromnej większości z azjatyckich stereotypów zniknął z reedycji albumu „One Fierce Beer Coaster”. Pop tłumaczył jednak, że nie należy dosłownie traktować tego tekstu, który w założeniu miał być zwykłym żartem.

Z naszym krajem Jimmy'emu też nie było po drodze – w rozmowie z niemieckim dziennikarzem wokalista mówił: Polska ssie, po czym wymieniając nazwy Katowic i Krakowa wydał ustami przypominający bąka dźwięk i pokazał kciuka w dół. Trzeba jednak przyznać, że w jego krytyce fatalnego stanu dróg w Polsce było sporo racji.

Oczywiście panowie skorzystali również z możliwości dopieprzenia (wydawałoby się nietykalnym) muzycznym ikonom traktowanym często niczym święte krowy. Parafraza z „Another Brick In The Wall” (w wersji BHG podmieniono słowa na „Another Dick With No Balls”) w numerze „Right Turn Klyde” zdecydowanie nie spodobały się prawnikom panów z Pink Floyd, przez co premiera „Hooray For Boobies” opóźniła się. Na szczęście większym poczuciem humoru wykazał się sam Roger Waters – autor oryginału, który pozwolił na wypuszczenie piosenki.

Także karkołomna selekcja sampli sprawiła, że o Gangu stało się głośno. Umieszczenie obok siebie „For Whom The Bell Tolls” Metalliki i brzmiącego niczym melodia z Błękitnej Ostrygi „Relax (Don't Do It)” Frankie Goes To Hollywood – choć dla wielu brzmi to jak herezja, dla filadelfijskich prowokatorów było dziecinnie proste.

Kawałek „Mope” to kolaż złożony z obrazów Ameryki końca dwudziestego wieku. Głos Homera Simpsona, ćpający crack Pacman, 2Pac i Notorious B.I.G., National Geographic, Tori Spelling, Jonny Quest czy fryzura na muletę – z tego niezbyt spójnego miszmaszu udało się stworzyć naprawdę ciekawą historyjkę. A wszystko po to, żeby w niewybredny sposób opowiedzieć o... nudzie. Którą najlepiej zabijać przecież masturbacją.


Trzeba jednak zauważyć, że wszechobecny seks (w różnych konfiguracjach) nie był wcale jedynym motorem napędowym twórczości ekipy Jimmy'ego Popa. Pomimo wielu powodujących odruch wymiotny zachowań trudno zestawiać Bloodhound Gang chociażby z zakrwawionym GG Allinem (poświęciliśmy mu artykuł), który bardziej niż w piosenki angażował się w sceniczną defekację i bójki z fanami.

Humor toaletowy często zupełnie nie przeszkadzał BHG w przekazaniu sensownych, zdroworozsądkowych tekstów naszpikowanych inteligentnymi porównaniami i, przede wszystkim, odniesieniami do współczesnej kultury masowej. Nie wszystkie utwory Gangu były totalną zwałą – „Take The Long Way Home” to podana pół żartem, pół serio afirmacja bezcelowego życia. Jimmy Pop w tekście odwoływał się między innymi do „Kandyda” Voltaire'a, Franka Sinatry i Benny'ego Hilla, po raz kolejny robiąc to w żartobliwy i niewymuszony sposób.


W jednym z wywiadów nazwano Jimmy'ego ambasadorem kultury śmieciowej. Szkoda, że dziś jego aktywność jest już minimalna – bo z pewnością miałby co komentować. Jak nietrudno zauważyć, większość wyskoków Bloodhound Gang przynoszących im sławę – jakkolwiek wartościując to pojęcie – miała miejsce w szeroko pojętych okolicach przełomu mileniów. Ich oficjalny profil na Facebooku jest martwy od dwóch lat, a część (nomen omen) członków klasycznego składu dziś prowadzi całkiem normalne życie – jak chociażby gitarzysta Lüpüs Thünder, który został agentem nieruchomości.

I nawet jeśli, z dużą dozą prawdopodobieństwa, należy przyjąć, że historia tych wesołych skandalistów jest już tylko... historią właśnie, to mimo wszystko fajnie odgrzebać ich stare, mocno zjechane kasety, i przypomnieć sobie małoletni dreszczyk emocji towarzyszący czytaniu ich tekstów czy oglądaniu coraz bardziej odjechanych prowokacji.

Oglądany: 61441x | Komentarzy: 15 | Okejek: 153 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało