Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Skazani w Norymberdze naziści mieli wyjątkowego pecha - ich katem został wybitny wręcz partacz

123 587  
417   126  
Zaraz po zakończeniu II Wojny Światowej w Norymberdze zebrał się wojskowy trybunał złożony z przedstawicieli zwycięskich mocarstw. Trzeba było osądzić nazistowskich sukinsynów, których dotąd udało się pojmać. Kilku z największych zbrodniarzy, którzy za swoje czyny powinni smażyć się w piekle po wieki, zostało skazanych na śmierć. Kiedy jednak przyszło do wykonywania wyroku, okazało się, że ktoś zatrudnił do tej roboty kata, który był wybitnym wręcz partaczem...


Norymberga jako miejsce zgromadzenia się wspomnianego trybunału została wybrana nieprzypadkowo. Miasto to było bardzo ważnym dla III Rzeszy ośrodkiem ruchu nazistowskiego. Tam też spisano tzw. ustawy norymberskie, które stały się podstawą segregacji rasowej w hitlerowskich Niemczech.

Cały świat obserwował spektakl, w którym cztery mocarstwa – Wielka Brytania, Francja, Związek Radziecki i Stany Zjednoczone – miały zdecydować o losie ludzi odpowiedzialnych za jedną z największych zbrodni przeciw ludzkości. Ostatecznie zadecydowano, że na sznurku zawiśnie dwunastu nazistów. W tym minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim von Ribbentrop, twórca rasistowskiej ideologii zaimplementowanej w doktryny narodowego socjalizmu Alfred Rosenberg oraz jeden z najbliższych przydupasów Hitlera, a także twórca Gestapo - Hermann Göring.



Z tym ostatnim alianci mieli nie lada problem. Göring był czarującym, cholernie inteligentnym facetem, który miał talent do błyskawicznego zjednywania sobie ludzi. Był tak bardzo w tym dobry, że sympatią darzyli go nawet strażnicy pilnujący oskarżonych. Człowiek, który odpowiedzialny był za wywóz na przymusowe roboty do III Rzeszy milionów ludzi był wielce zdziwiony, że ktoś śmiał go traktować jak wojennego zbrodniarza.

Kiedy wydano wyrok skazujący Hermanna na śmierć, nakazano regularnie zmieniać jego strażników - na wypadek, gdyby któryś dał się nakłonić na dostarczenie naziście trucizny. A jednak ktoś mu ją dostarczył. Małą fiolkę z cyjankiem ukryto prawdopodobnie w fajce, którą przyniesiono do celi skazańca. Hermann odebrał sobie życie dosłownie parę godzin przed planowaną egzekucją.



Nazista miał naprawdę sporo szczęścia. Nie mógł przecież wiedzieć, że uśmiercaniem reszty oskarżonych zbrodniarzy zajmie się kat-amator i samouk bez talentu.
Po popełnieniu samobójstwa przez Göringa zadecydowano, że reszta skazanych na śmierć Niemców musi zostać zabita jak najszybciej. Rankiem 16 listopada 1946 roku do niewielkiej sali gimnastycznej więzienia, gdzie przetrzymywano skazańców, jednego za drugim, wprowadzano kolejnych zbrodniarzy. W pomieszczeniu czekał na nich stryczek oraz kat – sierżant John C. Woods, a także świadkowie egzekucji i dziennikarze. Ci ostatni szybko zorientowali się, że coś tu jest bardzo nie tak.

Na zapadni w podłodze stanął Julius Streicher – sadystyczny organizator żydowskich pogromów. Woods naciągnął mu na głowę worek, a na szyję – sznur. Kiedy drzwiczki w podłodze otworzyły się, nazista zdążył wrzasnąć „Heil Hitler!” i poleciał na spotkanie ze śmiercią. Ta jednak wcale nie spieszyła się na spotkanie ze zbrodniarzem. Sznur okazał się za krótki i szarpnięcie nie przerwało kręgów skazańca. Ten zawisnął na stryczku i wcale nie robił wrażenia martwego. Wierzgając się i charcząc usiłował złapać chociaż najmniejszy łyk powietrza. Woods niespiesznie zniknął z pola widzenia, aby „zbadać sytuację”. Po chwili zdegustowani świadkowie nie słyszeli już upiornych dźwięków wydawanych przez Streichera. Niemiec przestał się też ruszać.



Kat najprawdopodobniej złapał skazańca za nogi i ciężarem własnego ciała sprawił, że pętla na jego szyi zmiażdżyła mu tchawicę.

Kim był ten partacz?

Woods przyszedł na świat w 1911 roku. Był wychowywany przez swoich dziadków. Z nauką szło mu słabo, więc rzucił szkołę i wstąpił do armii. Szybko jednak przekonał się, że wojskowy rygor wcale mu nie odpowiada. Dał więc dyla. Za dezercję groziła surowa kara, ale Woods miał sporo szczęścia – lekarze stwierdzili, że facet ma trochę nierówno pod czerepem, co sprawiło, że puszczono go wolno. Kiedy jednak wybuchła II wojna światowa, John został ponownie powołany do armii. Mało tego – trafił do jednego z pierwszych oddziałów, które wylądowały w Normandii. Przeżył, mimo że to, czego tam doświadczył, mocno odbiło się na jego, i tak już słabej, kondycji psychicznej.

Woods szukał każdej okazji, aby tylko nigdy już więcej nie bać się tak bardzo o swoje życie. Kiedy więc dowiedział się, że wojsko poszukuje zawodowego kata, czym prędzej zgłosił się, chociaż nigdy nie miał doświadczenia w wieszaniu ludzi. Podczas rekrutacji skłamał mówiąc, że kiedyś był pomocnikiem kata w Oklahomie. Uwierzono mu na słowo – nie było czasu na weryfikowanie prawdziwości zapewnień Woodsa. Razem z nową fuchą, John dostał także i awans. Nie był już zwykłym szeregowym, ale sierżantem! Przeszedł też szybkie szkolenie, wieszając w ciągu jednego dnia tuzin amerykańskich żołnierzy skazanych przez sąd polowy.



W czasie wojny śmierć czekała na każdego członka armii, który dopuścił się morderstwa lub gwałtu. Z 96 żołnierzy skazanych na śmierć w Europie i USA, Woods zabił 30. Już wtedy oczywiste było, że wojskowy kat nie ma za grosz talentu i doświadczenia. 25% jego „klientów” umierało w męczarniach – najczęściej z powodu niedostosowania długości sznura do wagi ciała skazańca.

Ostatecznie jednak każdy ze skazańców prędzej czy później umierał, więc można by rzec, że z praktycznego punktu widzenia Woods mógł pochwalić się 100% skutecznością... Kiedy więc pojawiła się nowa fucha polegająca na wieszaniu nazistowskich zbrodniarzy, amerykański kat już zacierał ręce.

Z 12 skazanych, po samobójczej śmierci Göringa, stryczek miał czekać 11 nazistów. W praktyce jednak Woods powiesić musiał 10. Wszystko dlatego, że jeden z najważniejszych przywódców III Rzeszy, Martin Bormann, mimo że został osądzony podczas procesu norymberskiego, nigdy nie dostał się w ręce aliantów. Ostatni raz widziano go w nocy z 1 na 2 maja 1945 roku w bunkrze, w którym dobę wcześniej Adolf Hitler odebrał sobie życie. Wiele wskazuje, że były to też ostatnie chwile Bormanna, który prawdopodobnie zginął parę godzin później podczas bombardowania Berlina.

Mimo że na sznurku miało zawisnąć 10 osób, które w opinii większości powinni byli cierpieć niewyobrażalne katusze, skazani mieli umrzeć w szybki i humanitarny sposób. A ostatnią osobą, jaka mogła zapewnić błyskawiczne i komfortowe odejście był John C. Woods.



Tak jak to miewał w zwyczaju, partacki kat źle wyliczył długość sznurów, które miały posłużyć do wieszania skazańców. Ponadto zbudowana przez niego zapadnia posiadła zbyt mały otwór, przez co większość zbrodniarzy na ułamek sekundy przed zaciśnięciem się pętli na szyi z ogromnym impetem uderzała głowami o krawędź otworu.
Joachim von Ribbentrop zanim skonał, dusił się przez 14 minut. Kolejny nazista, odpowiedzialny za liczne zbrodnie wojenne Wilhelm Keitel, konał ponad dwukrotnie dłużej! W ciągu niecałych dwóch godzin każdy z 10 skazańców był już martwy.

Mimo że wszystkim dziś znana jest skłonność amerykańskiego kata do notorycznych fuszerek w sztuce, to wielu historyków sugerowało, że tym razem celowo źle on odmierzał długość sznurów, aby wydłużyć męczarnię zbrodniarzy. Woods pragnął ponoć, by to on, a nie wieszani Niemcy, był główną gwiazdą tego upiornego przedstawienia. Dziennikarze rozpisywali się później o tym, jak Woods złowieszczo uśmiechał się, gdy jego ofiary rozpaczliwie dyndały na sznurach, przez długie minuty wydając ze swych gardeł stłumiony bulgot.



Zapytany o swoje samopoczucie Woods z ukontentowaniem rzekł: ”Powiesiłem tych nazistów i jestem z tego dumny!”.

John C. Woods zmarł pięć lat po wojnie, w wyniku porażenia prądem. Legenda głosi, że śmierć dopadła go, gdy ten próbował skonstruować krzesło elektryczne. Prawda jest jednak taka, że biedak odwalił fuszerkę podczas prób zlikwidowania usterki oświetlenia w swoim domu. Norymberski kat postanowił zmienić żarówkę, stojąc w basenie wypełnionym wodą... Zmarł dużo szybciej niż większość osób, które przyszło mu wieszać.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6

Oglądany: 123587x | Komentarzy: 126 | Okejek: 417 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało