Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Sposób na przeziębienie, awarie prądu i inne anonimowe opowieści

51 403  
158   46  
Dziś przeczytacie także o urokach jazdy konnej, uczeniu babci obsługi komputera, szkolnej bójce oraz o zmowie z kasjerką.



Byłam u mojego kolegi na wsi, gdzie prowadzi on wioskę agroturystyczną, której atrakcją są m.in. lamy oraz możliwość nauki jazdy na koniu. Mnie bardziej od lam interesowały właśnie konne przejażdżki, ale że pastwisko lam oddzielone jest od wybiegu dla koni jedynie „elektrycznym pastuchem”, to mogłam sobie też popodziwiać także i te piękne stworzenia.

Po dwóch godzinach jazdy, kiedy usiłowałam zejść z wierzchowca, noga mi się jakoś tak dziwnie wykrzywiła i runęłam twarzą prosto w błoto. Wstając wymacałam nogę konia, a drugą chwyciłam się ogrodzenia. Jak już wspomniałam, był to tzw. „elektryczny pastuch”, czyli siatka pod niewielkim, acz odczuwalnym napięciem. Prąd trzasnął mnie, a że trzymałam rękę na końskiej dupie, to także i on został porażony. Zwierzak wystraszył się, wierzgnął kopytem i trafił mnie prosto w usmarowaną błotem twarz.

Jutro mam wizytę u dentystki. Będzie mi wstawiała obie wybite, górne jedynki...

* * * * *

Dziś rano zatrzasnęłam samochód, zostawiając w środku klucze do niego. Bez paniki! Mam zapasowe! - przypomniałam sobie.
Niby tak, ale zapasowe klucze do samochodu są w moim mieszkaniu, natomiast klucze do mojego mieszkania są… w samochodzie.

* * * * *

Ostatnio wybrałam się do sklepu, żeby kupić jakieś rzeczy na obiad. Poszłam do zwykłego spożywczaka. Przeszłam obok półki z podpaskami i zobaczyłam taką oto sytuację: mała dziewczynka, maks. 10 lat stała przed półką i wybierała podpaski. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że odszukała najtańsze z nich i zaczęła liczyć pieniądze, odliczając na chleb, który trzymała w ręce. Od razu było widać, że drobnych nie starczy na obie rzeczy (monety po 5 i 10 groszy), ale dziewczynka zawzięcie je liczyła. Dopiero wtedy zwróciłam uwagę na to, że była ona ubrana w jakieś zniszczone ubrania (pewnie po starszym rodzeństwie).

Wyjęłam banknot stuzłotowy i podeszłam do pani przy kasie. Wręczyłam jej te pieniądze i poprosiłam, żeby zapakowała je dziewczynce do siatki, kiedy ta będzie płacić za swoje zakupy (gdybym podeszła do dziewczynki i dała jej pieniądze, mogłaby się poczuć jak żebraczka, a ja nie chciałam jej urazić). Sprzedawczyni się zgodziła.

Podeszłam do jakiegoś regału i udawałam, że coś na nim oglądam, czekając aż dziewczynka podejdzie do kasy. Zobaczyłam ją na końcu kolejki, po jakimś czasie doszła do kasy.

Widziałam, jak sprzedawczyni wrzuciła jej do siatki 100 złotych, dziewczynka tego nie zauważyła. Kiedy wychodziła ze sklepu, zajrzała do siatki. Zrobiła wielkie oczy. Później na jej twarzy pojawił się wyraz wahania i... zawróciła do kasy. Nie mogłam w to uwierzyć, niejeden dorosły poszedłby dalej bogatszy o 100 złotych. A ona, biedna dziewczynka, poszła je oddać.

Oczywiście pani przy kasie powiedziała jej, że nie wie jak te pieniądze się tam znalazły, że dziękuje za uczciwość, ale skoro nie znają właściciela, to dziewczynka może je sobie wziąć.
Takiej radości na czyjejś twarzy jeszcze nigdy nie widziałam.

* * * * *

Wczoraj wieczorem moja babcia poprosiła mnie, abym nauczyła ją obsługi Skype’a, bo jej koleżanki ostatnio bardzo to zachwalały. Wpadłam więc do niej do domu z szybką wizytą. Ściągnęłam program na jej komórkę, zalogowałam się na moje konto, powiedziałam co i jak, a na końcu, aby pokazać, jak to działa, zadzwoniłam do mojego narzeczonego, który od dwóch tygodni jest na delegacji w Rzymie.

Biedny, myślał, że skoro jest wieczór, to „będziemy sami”. Nie spodziewał się tego, że przed kamerą siedzi moja starowinka - babcia. Gdyby to wiedział, to pewnie nie odebrałby tego połączenia będąc całkiem nagi, z abażurem na głowie i skarpetką zgrabnie naciągniętą na swój sprzęt. Chciał być po prostu zabawny, a skończyło się moim głębokim zażenowaniem i tym, że moja babulka prawie na serce padła.

* * * * *

Przeziębienie - leczone trwa tydzień, nieleczone 7 dni. Problem zaczął się wtedy, gdy piąty tydzień nie ustępował mi kaszel. Lekarz robi osłuch; nic tu nie ma. Prześwietlenie, morfologia - czysto. Alergia, brak. Tydzień L4, ustępuje i nawraca. Leki, inhalacje, nebulizacje, syropy, nic.

Przeziębienie zawsze trwa u mnie tak samo: dzień rozbicia, dzień bólu gardła, dzień kataru i 3 dni kaszlu. Ten schemat jest identyczny od wielu lat, jednak tym razem zawiesiłem się w fazie kaszlu, "program" nie odpowiada.

Co zrobiłem - wykorzystałem nieśmiertelną radę ludzi z IT - wyłącz i włącz. Celowo się przeziębiłem ponownie i przeszedłem całą drogę od bólu gardła po kaszel.

Przeszło...

* * * * *

Mieszkam w czteropiętrowym bloku. Od jakiegoś czasu co parę dni mamy awarię prądu. Polega ona na tym, że nagle zasilanie pada na kilka sekund. Gasną światła, telewizory, wyłączają się komputery, lodówki… Potem „cyk!” - prąd wraca, ale dosłownie na dwie minuty, bo po chwili znowu wszystko gaśnie. I tak kilka razy. Przez te niespodziewane awarie zasilania straciłem trzy rozdziały pracy magisterskiej, a mój tata rozciął sobie pół twarzy podczas golenia.

Trwało to dość długo. Sprawę zgłaszaliśmy do administracji. Co chwilę wpadał tu elektryk. Ba, nawet zmieniono część instalacji. Problem jednak się powtarzał i ani my, ani sąsiedzi nie byli w stanie dojść, co jest jego powodem. Aż do dnia, kiedy zupełnie przypadkiem, wstawiając rower do piwnicy, złapałem nastolatka z ostatniego piętra, który gapiąc się w ekran swojego telefonu gmerał przy skrzynce rozdzielczej. Dopadłem go dokładnie w chwili, kiedy wyłączał prąd w całym pionie. Gnojek zarobił solidnego liścia w potylicę i zmuszony został do składania zeznań.

Okazało się, że szczyl podkradał nam sygnał wi-fi i czasem nie mógł się podłączyć, więc trzeba było zresetować router. Niekiedy kilkukrotnie. Nie wiedział, w którym mieszkaniu znajduje się źródło cennego Internetu, więc pstrykał sobie radośnie guzikiem od ogólnego zasilania.
Strzeliłem mu jeszcze jednego plaskacza w łeb i na kopach wyrzuciłem z piwnicy. Nikomu nie powiedziałem o moim odkryciu, bo chłopak pewnie by został zlinczowany na najbliższej gałęzi.
Na wszelki wypadek jednak założyłem sobie hasło w routerze...

* * * * *

Kilkanaście lat temu, kiedy jeszcze chodziłem do podstawówki, miałem w klasie przyjaciela. Obaj byliśmy z biednych rodzin i obaj dużej postury. Naszymi przeciwieństwami byli dwaj szczypiorki z naszej klasy. Byli również z "lepszych" rodzin, więc szybko chcieli obrać sobie mnie i przyjaciela za swoje ofiary. Tyle tylko, że nie zawsze im to wychodziło.

Któregoś razu dostałem swoje pierwsze pieniążki do szkoły (od starszej siostry). Przyjaciel od razu o tym wiedział, bo już w drodze do szkoły wymyślaliśmy co upolować w szkolnym sklepiku. Zanim jednak do tego doszło, nasze plany stały się zagrożone! Pomiędzy naszą dwójką a dwójką cwaniaczków kolejny raz doszło do szarpaniny, w której to moje pieniążki rozsypały się na pół korytarza... Oni od razu zaczęli wszystko chwytać, a raczej próbowali, dopóki mój przyjaciel tego nie zauważył. Z pełnym bojowego nastawienia wrzaskiem rozdał się słowami "zostawcie to, to pieniądze A.!!!" i tak zaczął nimi rzucać, że sam byłem w szoku. Fizycznie nikt nie ucierpiał (chyba), więc zaczęliśmy zbierać moje pieniądze.

Wkładając je skąd wyleciały, poczułem, że... moja kasa ciągle była w mojej kieszeni! Od razu stwierdziłem, że musieliśmy zebrać pieniądze któregoś cwaniaczka, ale zachowałem to dla siebie. I te wszystkie słodkości, na które na co dzień nie mogłem sobie pozwolić, smakowały jeszcze lepiej z wiedzą, że to nasi nieudolni oprawcy stawiali.

<<< W poprzednim odcinku m.in. niezapomniany sylwester i panienka z dyskoteki


Oglądany: 51403x | Komentarzy: 46 | Okejek: 158 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

13.12

12.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało