Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

„Who Is America?” – czy nowe wcielenie Borata potrafi rozśmieszyć?

32 524  
111   7  
„Kim jest Ameryka?” – retorycznie pyta Sacha Baron Cohen w tytule swojego najnowszego programu. Komik, który stworzył takie postacie jak Ali G, Borat Sagdiyev czy Brüno Gehard tym razem poszedł o krok dalej – wcielił się aż w sześć osób, skrajnie różniących się od siebie – zarówno wyglądem, jak i poglądami.



Pierwszym, co rzuca się w oczy jest charakteryzacja Cohena, która stoi bardzo na wysokim poziomie – rzeczywiście, na pierwszy rzut oka można nie domyślić się, że to właśnie on. Fani Borata jednak nie daliby się tak łatwo wkręcić – w końcu głos aktora, pomimo zabawy akcentami i zmian tembru, momentami zaciągał bardzo... boratowo.

Baron Cohen postanowił nabrać dosłownie całą Amerykę – na cel obrał sobie przedstawicieli różnych grup społecznych i profesji. Kreowany przez niego izraelski antyterrorysta – Erran Morad swoim autorytetem, solidną posturą i nie znoszącym sprzeciwu głosem namawiał ludzi do robienia naprawdę dziwnych i nie mających wiele wspólnego z antyterroryzmem rzeczy. A co jeszcze dziwniejsze, niejednokrotnie były to postaci pojawiające się w mediach, najczęściej też aktywne politycznie – jak chociażby stanowy prawodawca, Republikanin Jason Spencer, wykrzykujący z opuszczonymi spodniami, oczywiście w ramach samoobrony, słowo „nigger” (nabrany delikwent zrezygnował po emisji odcinka ze swojej funkcji) czy zakochany w broni aktywista Daniel Roberts, ratujący się przed potencjalną dekapitacją zdecydowanym ugryzieniem w penisa i pewnym trzymaniem go w ustach. „Chcieli mnie poniżyć” – przyznał później główny bohater tej scenki. No shit!


Żenujące jest to, że niektórzy zachowujący się niczym bezmyślne barany bohaterowie „Who Is America” płaczą teraz, jacy to są biedni i wykorzystani przez krwiożercze media. Serial kręcony był przecież w 2017 roku i najprostszy internetowy research wystarczyłby, żeby zorientować się, że ten rzekomy „autorytet” nie istnieje. Zresztą, wyglądający jak nakoksowany bliźniak Freddiego Mercury'ego Morad nikogo nie trzymał na muszce, a ślepo wierzący mu Amerykanie chętnie wykonywali jego polecenia. Można nawet zastanawiać się, czy aby dla niektórych z „polityków” takie wkręcenie nie jest dobrym sposobem na zaistnienie w świadomości rodaków karmiących się ksenofobicznymi hasłami, chodzących na NASCAR i emocjonujących się wrestlingiem. Choć pokazanie się przed całym światem ze sztuczną kuśką w ustach to chyba raczej kiepski pomysł na zjednanie sobie zwolenników.

„Cringe” – to dość modne ostatnio słowo idealnie wpasowuję się w wydźwięk większości reakcji prowokowanych przez Cohena. „Kinderguardians”, czyli pomysł szkolenia przedszkolaków z obsługi broni wydał się całkiem sensowny dla Philipa Van Cleave'a – kolejnego wąsacza rozmiłowanego w amunicji – który w ramach promowania spluw wśród czterolatków nawet zaśpiewał wesołą piosenkę zachęcającą ich do zaprzyjaźnienia się z pistoletami. Pomimo ponad 17 lat od zamachów na World Trade Center, słowo „terroryzm” nadal w Amerykanach budzi przerażenie i na tych instynktach nadal można ugrać wiele. Także pod „szczytnymi” hasłami walki z meksykańskimi imigrantami Sacha był w stanie przekonać niemłodego, zapatrzonego w Donalda Trumpa, gościa do przebrania się w damskie ciuszki. Biedny John uwierzył, że uczestniczy w prowokacji mającej na celu schwytanie najeźdźców zza południowej granicy.

Kolejna stworzona przez Sachę postać opierająca się na argumencie siły to były więzień, sepleniący Rick Sherman, wyglądający i zachowujący się jak komediowa kalka brutalnych skazańców. Jego wkręty to w głównej mierze wyśmianie „sztuki” współczesnej – rozmawiająca z nim pracownica galerii artystycznej zachwycona była jego obrazem spontanicznie stworzonym z wydzielin i chętnie podarowała mu pukiel swoich świeżo obciętych... włosów łonowych (Rick rzekomo zbierał takie artefakty). Christy Cones, bo tak nazywała się ta pani, przyznała, że nieco bała się kreowanej przez Cohena postaci, jednak starała się nawet w tym odnaleźć „światło w ciemności”.

Ale pół biedy z gównianym obrazem i łoniakowym pędzlem – jeszcze dalej poszedł mało znany krytyk kucharski konsumujący wiktuały przygotowane przez Shermana: niejaki Bill Jilla zachwycał się wołowiną noszoną w odbycie i mięsem z martwego Chińczyka, konsumowanego rzekomo za zgodą jego rodziny. Entuzjastycznie nastawiony do byłego skazańca był też promotor muzyki elektronicznej, który z zachwytem odnosił się do „produkcji” Shermana zawierających sample dźwięków nagranych w trakcie popełniania zabójstwa. Słuchacze, początkowo dość skonsternowani, szybko jednak oddali się melanżowi i bawili się świetnie przy wtórze wbijania noża w ciało.


Sacha lubi łączyć skrajności – postaci ekstremalnie zlewaczałego doktora o niezbyt wiarygodnym nazwisku Nira Cain-N'Degeocello (naprawdę ktoś może potraktować poważnie gościa deklarującego, że jego żona uprawiała seks z delfinem i przyznającego, że słowo „czarny” jest obraźliwe? No dobra, z tym ostatnim przykładem to chyba przeholowałem) oraz jeżdżącego na wózku dla grubasów, zafascynowanego Trumpem weterana wojennego Billy'ego Wayne'a Ruddicka Juniora (chyba nie dało się wymyślić bardziej amerykańskiego nazwiska; w jednym z wkrętów Ruddick przekonywał, że skorzystał z zużytej strzykawki bezdomnego będącego nosicielem wirusa HIV w celu udowodnienia, jakoby AIDS miałoby być mitem) są tak ekstremalnie przerysowane, że wydawałoby się, że nikt nie jest w stanie uwierzyć w ich autentyczność – jest jednak zupełnie inaczej. Podobny brak wyobraźni zaobserwować można w starciu z ogromnym, ostentacyjnym bogactwem – bo jak inaczej wytłumaczyć reakcję na postać bezczelnego włoskiego milionera Gio Monaldo, który w trakcie rozmowy pozwala swojej młodej kochance robić sobie dobrze ustami pod kocem?

Obecność kamer sprawia, że ludzie zachowują się irracjonalnie, a telewizja legitymizuje idiotyczne zachowania. No bo przecież skoro ktoś powiedział, że wywiad z nami przeprowadzi ekspert wojskowy/ekscentryczny bogacz/aktywista na rzecz gender/prawicowy bojownik (niepotrzebne skreślić), to jest to świetna okazja do zaprezentowania swoich fobii, skrótów myślowych i uprzedzeń. Standardowo to prowokacja i konsekwentne trollowanie jest najmocniejszą bronią Barona Cohena – propozycja budowania ogromnego, kosztującego 385 milionów dolarów meczetu w Arizonie spotkała się ze spodziewaną reakcją mieszkańców, którzy święcie oburzeni (oczywiście padły hasła o „pierdoleni terroryści” i „nie chcemy ich w swoim mieście”) potwierdzili tylko tezy komika.


Uśmiać można się też, gdy pewny siebie Roy Moore nie przeszedł testu „detektorem pedofilów” – było to nawiązanie do oskarżeń o dawne seksualne kontakty polityka z Alabamy (kolejny ekstremalnie tolerancyjny stan) z nieletnimi. Sprawa skończyła się w sądzie, a Moore (który w trakcie kampanii został oskarżony przez 9 kobiet o molestowanie seksualne) żąda od komika aż 95 milionów dolarów – to się nazywa odwracanie kota ogonem. Mistrzem wkręcania jest także skrajnie przegięty fiński youtuber OMGWhizzBoyOMG!, skłaniający byłego szeryfa Arizony (a to niespodzianka...) do deklaracji, że ten zgodziłby się na „amazing blowjob” od Donalda Trumpa. Nabrany Joe Arpaio bezwstydnie przyznał jednak później, że show pokazał tylko, jak bardzo popiera ukochanego prezydenta.


„Who is America”, jak sama nazwa wskazuje, w głównej mierze dotyka realiów Amerykańskich i, podobnie jak ostatnie sezony South Parku, poza Stanami może zostać odebrane w nieco mniej zgodny z oczekiwaniami twórców sposób. Znanych postaci, przynajmniej z perspektywy Polski, nie było aż tak wiele: wymienić można takie osoby jak Dick Cheney (były wiceprezydent Stanów Zjednoczonych) czy O.J. Simpson (główną osią „żartów” było morderstwo byłej żony gwiazdora baseballu znanego z „Nagiej Broni”, które miał popełnić sam bohater rozmowy). Spora część Amerykanów czekała na występ Sary Palin, jednak pomimo wcześniejszych zapowiedzi, scenka z udziałem kontrowersyjnej działaczki Partii Republikańskiej nie została wyemitowana.

Jak to zwykle dzieje się z pomysłami twórcy Borata, także i odbiór tego programu był umiarkowany. Dziennikarze pisali nawet o „największym rozczarowaniu roku”, jednak widzowie byli nieco bardziej przychylni – na portalu IMDb średnia ocen to aż 8,5. Showtime nie będzie jednak już produkować kolejnego sezonu – skończyło się na siedmiu odcinkach. I chyba dobrze, momentami „Who Is America” wydawało się zbyt naciągane. To naprawdę dobry pomysł, niezła realizacja, jednak spora część gagów nie była na tyle zabawna, żeby wracać do nich więcej niż raz.

Prawda jednak jest taka, że Baron Cohen pokazał dość uniwersalne mechanizmy głupoty – z pewnością podobny program można byłoby nakręcić w Polsce. Niezależnie, czy na transparentach widnieje pomarańczowa twarz Trumpa, tęczowa rewolucja, niezgoda na projekcję „Kleru” czy jeszcze inne (najczęściej w ogóle nie zwracające uwagi na argumenty drugiej strony) postulaty, Sacha po raz kolejny udowadnia, że brak krytycyzmu i ślepa wiara w „najmojszą rację” dowodzą wąskich horyzontów myślowych i w głównej mierze sprawiają, że radykałowie robią z siebie debili.

Oglądany: 32524x | Komentarzy: 7 | Okejek: 111 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało