Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Poszedłem do kina na nowego "Predatora", a obejrzałem tego z 1987 roku. Nie żałuję.

62 293  
221   24  
Poszedłem do kina na nowego „Predatora”. W połowie seansu zachciało mi się lać. Wymacałem jakieś drzwi. Te nie tylko wyprowadziły mnie na podejrzany korytarz, ale i zatrzasnęły się za mną. Po 30 minutach latania jak kot z pęcherzem (dosłownie) po jakichś pustych halach, magazynach i labiryntach zakurzonych pomieszczeń, wyszedłem z kina i odlawszy się pod krzakiem udałem się do domu obejrzeć sobie pierwszą część „Predka”. I muszę wam powiedzieć, że to w dalszym ciągu kawał mięsnego akcyjniaka!

Zaczęło się od żartu

W momencie kiedy scenarzyści „Predatora” zaczęli tworzyć historię o kosmicznym myśliwym polującym na oddział amerykańskich zakapiorów Arnold Schwarzenegger właśnie podbijał kina jako „Commando”. Pewnego dnia producent tego filmu, Joel Silver znalazł wepchnięty przez szparę pod drzwiami swojego gabinetu scenariusz zatytułowany „Hunter”. Jego twórcy – bracia Jim i John Thomas postanowili napisać historię w oparciu o krążący po Hollywood dowcip. Otóż po premierze czwartej części „Rocky'ego”, która również miała miejsce w 1985 roku, wszyscy śmieszkowali sobie, że skoro grany przez Stallone’a zabijaka poradził już sobie z napompowanym sterydami dwumetrowym Rosjaninem, to w następnej części, aby podnieść poprzeczkę, będzie musiał zmierzyć się z kosmitą.



Wprawdzie w finalnej wersji scenariusza to nie słynny bokser staje do pojedynku z predatorem, ale sama koncepcja przeciwstawienia najbardziej twardego faceta na Ziemi z kosmicznym zabójcą miała potencjał, który zauważył Silver. Skrzyknął więc ekipę, która pracowała przy „Commando” i zabrał się do roboty.

Predator-ninja?

Zgodnie z pierwszą wizją twórców predator miał być bezszelestnie poruszającym się wojownikiem. Takim leśnym ninją. W tej roli miał sprawdzić się pewien młody Belg – Jean Claude Van Damme.



Aktor trafił razem z pozostałym członkami obsady do Meksyku. Na tle napompowanych do nieprzytomności kulturystów, belgijski gwiazdor wyglądał dość mizernie. Sprawy nie polepszał też jego kostium, który mówiąc delikatnie, był wyjątkowo badziewny. Van Damme został więc zwolniony, a studio 20th Century Fox zaczęło szukać zastępcy zarówno dla aktora, jak i twórców odpowiedniego wizerunku myśliwego z kosmosu.
Rolę predatora dostał mierzący prawie 220 cm Kevin Peter Hall, natomiast zadanie stworzenia projektu kosmity powierzono ekipie Stana Winstona.



Małpa nie chciała być predatorem

Aby stworzyć efekt niewidzialności w momentach, gdy kosmita korzysta ze swojej zdolności do kamuflażu, aktor go grający nosił specjalny, czerwony strój, na który to w czasie postprodukcji nakładano odpowiednie „maskowanie”. Początkowo chciano, aby w tych ujęciach predatora grała małpa. Kiedy jednak założono na nią wspomniany strój, ta obraziła się, wlazła na najwyższą gałąź i zdecydowanie odmówiła pląsania między drzewami.

Ścieżki „Obcego” i „Predatora” przecięły się dużo wcześniej

W pamiętnym finale drugiej części „Predatora” przez chwilę widzimy czaszkę znanego z serii o „Obcym” ksenomorfa. Mało kto jednak wie, że obaj kosmici „spotkali się” już wcześniej. Wspomniany Stan Winston pracował z Jamesem Cameronem przy drugiej części „Obcego”. Obaj panowie ponownie spotkali się podczas wspólnego lotu do Japonii. W samolocie Stan robił szkice, z których później powstać miał predator. Cameron z wielkim zainteresowaniem oglądał prace swojego przyjaciela i podzielił się z nim wyznaniem, że zawsze chciał nakręcić film o potworze, który by posiadał szczęki kraba. Winston uznał to za fajny pomysł i przemycił do wyglądu swojego bohatera sporo cech skorupiaka.



Przerwa w kręceniu filmu przyniosła bardzo pozytywny skutek

Kiedy Van Damme został wypisany z tego przedsięwzięcia, a prace nad filmem wstrzymano na czas prac nad wizerunkiem kosmity, montażyści poskładali zarejestrowane ujęcia do kupy. Sześćdziesiąt minut materiału pokazano dyrektorom studio 20th Century Fox. Ci nie kryli entuzjazmu i z miejsca kupili klimatyczną opowieść o komandosach uganiających się za kosmitą po gęstwinie tropikalnej puszczy. Uznali też, że należy wspomóc budżet kilkoma milionami dolców, aby można było stworzyć bardziej efektowne sceny akcji. Zasilona nowym predatorem i pokaźną sumką, produkcja ponownie ruszyła z kopyta.



Gwiazda porno na planie

Reżyser John McTiernan wraz z producentami zadbał o to, by główne skrzypce w tej produkcji odegrały najbardziej napompowane testosteronem gwiazdy tamtej epoki. Udało się ściągnąć Schwarzeneggera, a także słynnego rywala Rocky’ego - Carla Weathersa. W filmie zgodził się też zagrać Jessie Ventura – legendarny zapaśnik i były komandos.



Do obsady dołączył również niejaki Sonny Landham – czystej krwi Indianin, który dotąd częściej grywał w hardcore’owych filmach porno niż w poważnych, kinowych produkcjach.
Z Landhamem był jeszcze jeden problem. Gość ten słynął z wybuchowego temperamentu i wszczynania awantur, które kończyły się mordobiciem i rozwalaniem rekwizytów filmowych. Firma ubezpieczająca plan zatrudniła więc ochroniarza, który nie odstępował Sonny’ego na krok i dbał o to, aby ten, w nagłym przypływie złości, nie zrobił komuś krzywdy.

Tylko ten jeden facet jakoś tak nie pasował do reszty

W ekipie napakowanych sterydami zabijaków postać, granego przez Shane’a Blacka, Hawkinsa wygląda dość mizernie. Jego obecność przed kamerą ma jednak sens. Otóż Black był bardzo utalentowanym… scenarzystą. Producent Joel Silver lubił z nim pracować. Obaj jeszcze niedawno dopieszczali scenariusz „Huntera” i razem z reżyserem Johnem McTiernanem bardzo dobrze się ze sobą dogadywali. Doszli więc do wniosku, że warto zabrać do Meksyku Shane’a, aby ten był „na wyciągnięcie ręki”, gdyby trzeba było nanieść do scenariusza jakieś poprawki.

W ten sposób Black został nieco zabiedzonym komandosem, który brak mięśni nadrabiał przemądrzaniem się. Trzy dekady później Shane stanął tym razem ZA kamerą filmu o predatorze, który właśnie możemy zobaczyć w kinach.



I na koniec taki mały bonus związany z predatorem. Aktor Bill Paxton pojawił się w drugiej części filmu o kosmicznym myśliwym (swoją drogą – „Predator 2” to również warte uwagi kino!). Niestety jego bohater skończył dość marnie. Podobnie zresztą jak w dwóch innych, kultowych filmach sci-fi. Paxton to jedyny aktor, który zagrał pechowców stłuczonych na kwaśne jabłko zarówno przez predatora, jak i obcego oraz… terminatora.


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7