Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Rzeczy, które prawie (!) zabiły Keitha Richardsa

52 170  
206   39  
Podobno kiedy to brzydkie dziecko przyszło na świat, akty narodzin spisywano jeszcze na papirusie. Było ono upiornie pomarszczone, o niezdrowym kolorze skóry i z papierosem w dziąsłach. Szczyl szybko chwycił za wiosło i stał się jednym z głównych filarów zespołu, który zrewolucjonizował rock’n’rolla.

Rzeczy, które prawie zabiły Keitha Richardsa

W sieci Keith Richards to już postać niemalże memiczna. Odkąd ten padół rozpaczy opuścił Lemmy Kilmister, to właśnie przypominający zapyziałą mumię gitarzysta The Rolling Stones uchodzi za prawdziwy, niezniszczalny artefakt zasilany wódą, dragami i dymem mocnych fajek. Coś w tym jest – większość rockowych dinozaurów wiodących szaleńczy tryb życia wyginęła gdzieś pod koniec lat 60. Tymczasem Richarda nie zabiły ani używki, ani choroby weneryczne, ani nawet niezliczona ilość sytuacji, w których pan Śmierć wisiał naszemu bohaterowi nad głową.

1944: Bombardowanie Londynu

Kiedy Keith miał niespełna roczek, na Londyn spadł grad niemieckich bomb. Dla mieszkańców tego miasta był to najbardziej dramatyczny epizod wojny od czasów tzw. Bitwy o Anglię. Tej nocy eksplozje były wyjątkowo donośne, więc mama Richardsa czym prędzej zabrała go z domu i skorzystała z pierwszej okazji, aby uciec poza granice Londynu. Następnego dnia, kiedy bombardowania ustały, a ludzie mogli już wyjść z kryjówek, pani Richards wróciła do rodzinnego lokum. Okazało się, że bomba V-1 trafiła w budynek. W pył obrócone zostało m.in. łóżeczko małego Richardsa.

Rzeczy, które prawie zabiły Keitha Richardsa

Skoro nawet Adolf Hitler nie potrafił poradzić sobie z uśmierceniem Keitha, to każde inne niebezpieczeństwo, które w przyszłości prawie pozbawiło muzyka życia, wydaje się być pesteczką.

1965: Porażenie prądem na scenie

Zaledwie parę lat po założeniu zespołu Richards miał kolejną okazję do opuszczenia świata żywych. Podczas koncertu w Sacramento muzyk bardzo pechowo zahaczył strunami swojej gitary o mikrofon, do którego miał śpiewać „chórki”. Keith rażony prądem padł jak długi. Zazwyczaj ofiary takich wypadków szybko odzyskują przytomność lub szybko trafiają do mogiły. Lekarze wskrzeszali Richardsa przez godzinę. Okazało się, że swoje życie zawdzięcza on gumowym podeszwom butów. Nieco gorzej z tego wypadku wyszły struny gitary – podobno całkowicie się one stopiły.

Rzeczy, które prawie zabiły Keitha Richardsa

1971: Pożar domu

Keith i jego ówczesna dziewczyna Anita Pallenberg* prawie skończyli jako pieczyste w 1971 roku. Para spotkała się podczas nagrywania przez zespół materiału na album „Exile on Main St.”. W tym czasie Richards wynajmował pewną willę we Francji. Zarówno artysta, jak i Anita byli wówczas pogrążeni w głębokim, heroinowym ciągu. Pewnego wieczora, po zaaplikowaniu sobie potężnej dawki szprycy, Keith stracił przytomność. W jego ramieniu tkwiła ciągle igła, a w dłoni – tlący się pet. W płomieniach stanęło łóżko, na którym spoczywała sobie parka. Ocknęli się w ostatniej chwili tylko po to, aby uciec z pożaru i stojąc przed domem patrzeć, jak ten zamienia się w kupkę dymiących zgliszczy.

Rzeczy, które prawie zabiły Keitha Richardsa

*Swoją drogą Anita poznała większość członków członków zespołu. Początkowo bzykała się z założycielem The Rolling Stones Brianem Jonesem, później wdała się w zakrapiany kokainą, heroiną i speedballem romans z Richardsem, podczas którego zdradzała go z Mickiem Jaggerem...

1973: Kolejny pożar domu

Zaledwie dwa lata po tamtym incydencie Richards kolejny raz obudził się w płonącym budynku. Tym razem Keith i Anita Pallenberg zamieszkali w Kalifornii. Wielu biografów twierdzi, że za pożar tego domu odpowiada muzyk, który po przykrym doświadczeniu z Francji wcale nie zrezygnował z nawyku palenia fajek w łóżku. Sam zainteresowany natomiast twierdzi, że tym razem winę za tę katastrofę ponosi mysz, która przegryzła kabel od gniazdka. Na szczęście ogień szybko przeniósł się na dach, więc Richards, Anita oraz ich dzieci bezpiecznie uciekli przed żywiołem. Do historii przeszło zdjęcie artysty na tle dogasającego domu.

Rzeczy, które prawie zabiły Keitha Richardsa

Gdzieś w latach 70.: Zastrzyk ze strychniny

Kiedy heroina jest słabej jakości, niektórzy producenci, aby ją wzmocnić, dodają do niej nieco strychniny – bardzo toksycznej substancji, która wykorzystywana jest jako trutka na szczury. Podczas pobytu w Szwajcarii Richards zaaplikował sobie potężną działkę tego narkotyku, nie zdając sobie sprawy, że został on wzbogacony strychniną. Artysta zapadł w coś, co jak sam potem mówił było „świadomą śpiączką”. Keith leżał na ziemi nie dając oznak życia, wszyscy nad nim skakali i próbowali go reanimować, a jedyne co mógł zrobić sam zainteresowany był krzyk w myślach: „Nie umarłem! Nie umarłem!”.

Rzeczy, które prawie zabiły Keitha Richardsa

1976: Wypadek samochodowy

W 1976 roku artysta wracał ze swoim siedmioletnim synem Marlonem z koncertu Stonesów w Knebworth. Zmęczony imprezą Keith uciął sobie małą drzemkę za kółkiem, co skończyło się bliskim spotkaniem jego Bentleya z drzewem rosnącym na poboczu drogi. Ani Richardsowi, ani dziecku nie stała się żadna krzywda. Policjanci natomiast aresztowali muzyka, bo przypadkiem znaleźli porcję kwasu w jego marynarce...

Rzeczy, które prawie zabiły Keitha Richardsa

1998: Lawina książek

Dwie dekady ostrego ćpania i imprezowania później Keith ciągle był całkiem żywy. Tymczasem po raz kolejny otarł się o śmierć z całkiem innego powodu niż dragi. W jego domu znajdowała się pokaźne biblioteka. Pewnego dnia muzyk chciał sięgnąć z którejś z górnych półek książkę zawierającą studium ludzkiej anatomii autorstwa samego Leonarda Da Vinci. Gitarzysta wlazł więc na krzesło i po chwili runął z niego przygnieciony dziesiątkami opasłych ksiąg. Trafił do szpitala z trzema złamanymi żebrami i świadomością tego, że przez ten wypadek trzeba będzie przesunąć zbliżającą się trasę koncertową…

Rzeczy, które prawie zabiły Keitha Richardsa

2006: Upadek z palmy

Richards spędzał wakacje na Fidżi. Towarzyszyła mu rodzina oraz kolega z zespołu - Ronnie Wood z najbliższymi. Po kąpieli gitarzysta postanowił wspiąć się na palmę. Mający w dalszym ciągu mokre ręce muzyk, będąc już prawie na czubku, ześlizgnął się i runął na ziemię. Mimo że wyrżnął głową o twardą glebę, Keith pozbierał się do kupy. Dwa dni później, kiedy ból głowy nie ustawał, Richards zgłosił się do szpitala. Miał pękniętą czaszkę i poważne uszkodzenia jej zawartości. Musiał przejść operację mózgu oraz… kolejny raz przesunąć termin rozpoczęcia trasy koncertowej.

Rzeczy, które prawie zabiły Keitha Richardsa

Keith, który w latach swojej młodości zwykł mieć podczas koncertów przygotowane kreski kokainy oraz papierosy z domieszką heroiny (tzw. dirty fags) ukryte za wzmacniaczami, ostatecznie rozstał się z twardymi narkotykami dopiero po tym incydencie.

Prawdę mówiąc, to chciałem sobie trochę zażartować pisząc, że długości scenicznej kariery Richardsa dorównać może chyba tylko Maryla Rodowicz. Szybka weryfikacja źródeł przekonała mnie jednak, że to wcale nie byłby żart. Wykonawczyni „Kolorowych jarmarków” rozpoczęła swoją drogę do sławy dokładnie w tym samym roku (1962), co The Rolling Stones! Kto wie? Być może nasza blondwłosa, ponadpokoleniowa gwiazda zyskała nieśmiertelność dzięki transfuzji krwi pobranej z żył Richardsa?



Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 52170x | Komentarzy: 39 | Okejek: 206 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

14.12

13.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało