Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Zaskakujące ciekawostki na temat uniwersum Marvela

105 536  
332   54  
Przyznaję – jestem mało wymagającym widzem, który jara się efekciarskim kinem o superbohaterach i cycatych babeczkach w lateksowych kombinezonach. Może to dlatego, że jako szczyl zaczytywałem się w wydawanych przez TM-Semic komiksach Marvela.

Jeśli pamiętacie te rozpadające się zeszyty wydawane na papierze o jakości srajtaśmy, to pozwólcie, że podzielę się z wami kilkoma ciekawostkami na temat słynnego komiksowego uniwersum.

Wielki Stan

Wydawnictwo Marvel powstało w 1939 roku, a jeszcze przed jego założeniem z twórcami późniejszego komiksowego imperium współpracował młody Stanley Lieber – chłopak, który marzył o karierze wielkiego pisarza. Póki co jednak zarabiał jakieś grosze, zajmując się redagowaniem nekrologów. Początkowo dzieciak ten był pomocnikiem w redakcji, jednak szybko okazało się, że ma talent do wymyślania ciekawych historii i już w 1941 roku światło dzienne ujrzał komiks z napisanymi przez niego dialogami – był to trzeci zeszyt z przygodami „propagandowego”, wojennego super-żołnierza, czyli Kapitana Ameryki. Lieber zaczął się wtedy posługiwać pseudonimem – Stan Lee. To właśnie ten gość dał światu Fantastyczną Czwórkę, Doktora Strange’a, Hulka, Iron Mana, Thora, X-menów, Daredevila, no i oczywiście Spider-Mana.


Hulk miał być szary

Agresywne alter ego skażonego promieniami gamma profesora Bannera w oryginalnych, pierwszych wydaniach komiksu (czyli na początku lat 60.) było szare. Hulk o takich barwach był znacznie bardziej posępny i budzący grozę niż jego późniejsza, zielona wersja. Co sprawiło, że twórcy krótko po przedstawieniu czytelnikom tej postaci, nagle postanowili „przemalować” ją na zupełnie inny kolor? Ano, winę tu ponosi technologia. Otóż kolor szary był dość niestabilny w druku i w różnych egzemplarzach tego samego komiksu miał on zupełnie inny odcień.


Aby na przyszłość uniknąć takich gaf, Stan Lee i rysownik Jack Kirby zmienili kolor skóry Hulka i dodali do scenariusza kolejnego komiksu dość wymuszoną historyjkę wyjaśniającą tę nieoczekiwaną rewolucję w image’u bohatera.

Zmutowany rosomak?


Tak wygląda rosomak. Ładne to zwierzątko, prawda? Niewiele brakowało, żeby ten poddany mutacji gatunek ssaka lądowego został jednym z najbardziej lubianych dziś zabijaków z komiksów o X-Menach.

Podczas prac nad scenariuszem i wyglądem bohaterów, ekipa zatrudniona do tej roli chciała, aby Wolverine, jako jedyny z superbohaterskiej watahy, nie był człowiekiem, a istotą, która wyewoluowała z rosomaka. Pomysł ten został na szczęście odrzucony przez Stana Lee. Jedyną znaczącą różnicą pomiędzy Wolverine'em a resztą X-menów jest jego wiek. Logan na tle grupy Profesora-X wygląda znacznie dojrzalej niż jego gładkolicy towarzysze.

Przez ponad 20 lat Marvel miał wyłączne prawa do wykorzystywania wyrazu „zombie”

Kiedy w 1973 roku na rynku pojawił się cykl Marvelowskich komiksów pt. „Tales of the Zombie”, wydawnictwo usiłowało zabezpieczyć sobie prawa do wyrazu „zombie”. Udało się to zrobić dopiero dwa lata później, dokładnie w chwili, gdy seria chyliła się już ku końcowi. Tak czy inaczej – przez ponad dwie dekady „zombie” było słowem, do którego prawa na komiksowym poletku miał tylko i wyłącznie Marvel.


A skoro mowa o żywych trupach…

Na początku lat 80. wydawnictwo zwerbowało do współpracy samego George’a Romero – twórcę kultowego horroru „Noc żywych trupów”. Reżyser ten zawsze bardzo interesował się komiksami, a w 1982 roku napisał nawet scenariusz do opartego na komiksie z lat 50. filmu pt. „Creepshow” (które to dziełko wyreżyserowane zostało przez samego… Stephena Kinga).

Założeniem wydawnictwa Marvel było stworzenie przez Romero nowego superbohatera, który równocześnie zagościłby na łamach komiksu oraz na ekranach kin. Tak powstał Copperhead – cyborg o miedzianej czaszce.


Sprawa jednak mocno się skomplikowała, kiedy trzeci film o pożerających ludzkie mózgi zombiakach, za którego realizację zabrał się Romero, okazał się wielką, finansową klapą. Nakręcony w 1985 „Dzień żywych trupów” został przez krytyków zmieszany z błotem i nie zarobił za dużo hajsu. Dopiero jego późniejsza premiera na VHS zaowocowała niespodziewanym sukcesem.

Grube ryby z Marvela szybko wycofały się ze współpracy z reżyserem, a dziesiątki storyboardów z Copperheadem od ponad trzydziestu lat zarastają kurzem gdzieś w magazynach wydawnictwa.

Michael Jackson planował kupić wydawnictwo tylko po to, aby wcielić się w rolę Spider-Mana

Pod koniec lat 90. Król Popu kilkukrotnie spotkał się ze Stanem Lee, aby omówić sprawę ewentualnego zakupu przez Jacksona wydawnictwa Marvel. Michael był wielkim fanem komiksów. W swojej rezydencji posiadał naturalnej wielkości figury przedstawiające m.in. Supermana i Spider-Mana. Jednym z elementów tej kolekcji był też gumowy strój Batmana nałożony na statuę samego Jacksona…

Muzyk uznał, że tylko kupienie wydawnictwa pozwoli mu zrealizować marzenie zagrania głównej roli w filmie o Człowieku-Pająku. Ostatecznie artyście nigdy nie udało się ubić targu. Za to zaprzyjaźnił się ze Stanem Lee, który w wywiadach, dyplomatycznie mówił, że „Jako Spider-Man byłby bardzo dobry, ale muszę przyznać, że Tobey Maguire był w tej roli kapitalny”.


Marvel i podatki od zabawek

Jak wiadomo, komiksy są jedynie jednym z kilku odłamów działalności firmy. Inna rzeczą przynoszącą wielkie zyski jest obrót gadżetami. Tu prym wiodą figurki przedstawiające znanych z komiksowych kartek herosów. Zabawki te produkowane są za granicą, a następnie trafiają na amerykański rynek. Okazuje się, że prawo w Stanach Zjednoczonych nakazuje nałożenie podatku o wysokości 12% na „lalki przedstawiające istoty ludzkie lub ich części”. O połowę mniej zapłacą natomiast importerzy i producenci zabawek reprezentujących „zwierzęta lub inne istoty, które nie są ludźmi (w tym potwory i roboty)”. Cóż, X-Meni może i wyglądają jak ludzie, ale przecież nimi nie są. W ten sposób Marvel elegancko ominął prawo i zaoszczędził sporo hajsu na sprzedaży figurek związanych z tą serią.


Seks się sprzedaje

W latach 50. pewien amerykański psycholog, Fredric Wertham, rozpoczął medialną batalię z wydawcami komiksów, zarzucając im epatowanie seksem, przemocą i podprogowym przekazem, który prowadzi do zepsucia wrażliwych dusz młodych czytelników. Pół wieku później pracujący przy 118 wydaniu zeszytów z serii „New X-men” rysownik Ethan Van Sciver umieścił na każdej niemalże stronie komiksu ukryty gdzieś napis „SEX”.


Autor tego żartu początkowo bronił się przed oskarżeniami oburzonych rodziców małoletnich fanów swej twórczości, twierdząc, że doszukiwanie się sprośnego przekazu w niewinnych obrazkach zakrawa o paranoję. Z czasem jednak przyznał się do winy – w tamtym czasie Ethan miał trochę na pieńku z Marvelem i postanowił wyzłośliwić się dodając od siebie nieco dobrze zakamuflowanego seksu…

Pierwszy super-Murzyn

W 1972 roku na fali bardzo wówczas popularnego murzyńskiego gatunku kina zwanego „blaxploitation”, Marvel zdecydował się na dość ryzykowne posunięcie wydania pierwszego komiksu, którego głównym bohaterem będzie czarny superbohater. Tak powstała postać Luke’a Cage’a – wychowanego wśród ulicznych gangów Nowego Jorku zabijaki o nadludzkiej sile i skórze twardej jak stal.


Pierwsza super-Żaba

Marvel wydał serię komiksów o przygodach tzw. „Pet-Avengers”. To grupa złożona ze zwierzaków obdarzonych supermocami, wśród których spotkać możemy przerośniętego kundla, który umie się teleportować, superkota oraz m.in. psa, którego właścicielką jest ciocia Petera Parkera. Wisienkę na torcie stanowi jednak niejaki Throg. Bohater ten to nic innego jak żaba, która posiadła te same moce, którymi dysponuje Thor!



Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
6

Oglądany: 105536x | Komentarzy: 54 | Okejek: 332 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.12

30.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało