Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Waginalne piwo z Polski podbija świat - rozmawiamy z jego twórcą i producentem

55 525  
89   89  
Piwa miodowe, piwa pszeniczne, piwa kawowe, a nawet (o, zgrozo!) piwa bezalkoholowe. I kiedy już człowiek myślał, że w temacie browarków nic go nie zaskoczy, pojawia się on - młody gracz na tym rynku, który po inspirację sięgnął wprost do cipki. Dosłownie i w przenośni. Oto Wojtek Mann (zbieżność imienia i nazwiska z tym Wojciechem zupełnie przypadkowa) - pierwszy na świecie twórca piwa z waginy!



Kto normalny robi waginalne trunki? Skąd w ogóle ten pomysł?

Kto powiedział, że stoi za tym ktoś normalny? Z drugiej strony, czym jest normalność, jaka jest jej definicja, szczególnie w dzisiejszych czasach? Normalność i jej przeciwieństwo to temat rzeka. Skąd pomysł? To był jakiś wieczór, może w 2011, może w 2012. Piłem kwaśne belgijskie, zastanawiałem się nad źródłem wytrawności. Odpaliłem Wikipedię, by dowiedzieć się, że odpowiadają za to bakterie kwasu mlekowego. Kolejny klik i czytam, że występują między innymi w waginie. Eureka! Od razu poczułem tę niemalże świętą więź między piwem a kobietą, w której są bakterie.

Jaki więc konkretny wpływ mają bakterie kwasu mlekowego na smak trunku?

Bakterie kwasu mlekowego podkwaszają nasze piwo, czyniąc je wytrawnym, i muszę się pochwalić, że w parze z francuskimi drożdżami szampańskimi wyszło to naprawdę przepysznie. Stąd nazwa naszego stylu, Vaginal Imperial Sour Biere de Champagne. Wielu znawców polskiego kraftu (i nie tylko) zarzuciło nam, że te bakterie kwasu mlekowego działają tak samo, produkując ten sam kwas mlekowy, co te w innych piwach, o kefirach czy jogurtach nie wspominając. Jestem przekonany, że gdy za kilkadziesiąt lat na półkach marketów wyląduje woda sprowadzana np. z Europy, księżyca Jowisza, przez Elona Muska albo kogoś tego pokroju, oni pierwsi nagrają filmik tłumacząc „Hej, hola hola, przecież to dokładnie ta sama woda co w waszych kranach, to samo H2O, ten sam wodór i tlen, napijcie się kranówy i wyjdzie na jedno!”. No, właśnie nie wyjdzie na jedno. To będzie kompletnie inna woda, a my mamy kompletnie inne piwo z kompletnie innymi bakteriami kwasu mlekowego. Na początku tej historii była piękna kobieta, uśmiechnięta, powabna, która teraz może się przebiera, może bierze prysznic, może coś czyta, gdzieś tam jest, a pijąc nasze piwo, czujesz wyjątkową i unikalną więź z nią…

Rzadko kiedy szalone pomysły, które wykluły się podczas picia browaru, zostają zrealizowane, a Ty pomysłu nie porzuciłeś. Trzeba było wytypować "dawczynię" tych bakterii. W jaki sposób znalazłeś odpowiednią kandydatkę do tej roli?

Decyzję o piwie podjąłem gdzieś w 2015 roku. Znalezienie odpowiedniej kandydatki to zagmatwana historia. Obecne modelki to wspaniałe kobiety pasujące do tej roli, ale nim odnaleźliśmy się, przeszedłem długą drogę. Pierwszy inwestor poza finansowaniem miał zapewnić właśnie modelki. Okazało się, że Grzesiek załatwił zaprzyjaźnione panie z Roksy. Nie mam mu tego za złe, to jeden z tych, na których gniewać się nie da, ale nasze drogi musiały się rozejść…

Piwo sygnowane waginą wymiętoszonej prostytutki z Internetu? No, nie wiem, czy chciałbym to pić.

Przy ogromnym szacunku i sympatii do pań z Roksy, zrodziłoby to tysiące problemów, marketingowych i nie tylko. Postanowiłem więc znaleźć odpowiednią dziewczynę samodzielnie. Pierwsze kroki to portal Maxmodels, gdzie po dwóch godzinach zamknęli mi konto. Potem czeski odpowiednik tego portalu, gdzie znalazłem Jitkę - modelkę, z którą ruszyliśmy na Indiegogo.
Wbrew pozorom Indiegogo nie było taką porażką, na którą wygląda osobie niewtajemniczonej w szczegóły, lecz niezbędnym etapem i otwarciem wielu furtek. Dzięki tej akcji udało się na przykład pozyskać kilku sensownych dystrybutorów, do których teraz lecą próbki naszego piwa.
Pierwszy transport piwa do Francji, skromne dwie palety potrzebne na pewien event, musieliśmy zawieźć osobiście, bo taki był deadline. Czułem się niczym El Chapo szmuglujący pierwszą tonę koksu do USA.

Wracając do Jitki – była ona odważną kobietą i doświadczoną modelką. Jakiś czas temu nasze drogi rozeszły się. Dziewczyna zakochała się, ma dziecko, wzięła ślub, to nie etap życia na bycie w takim projekcie jak nasze piwo. W końcu Monika i Paulina, przebojowe dziewczyny, które poznaliśmy dzięki współpracy ze świetnym fotografem i prywatnie złotym człowiekiem, Łukaszem Jungto. Dziewczyny są urocze, piękne, mają w sobie to coś. Uzupełniają się, jedna jest słodka i delikatna, druga ostra i zadziorna. Jednocześnie kochają to piwo, rozumieją je, są pionierkami. To piwo jest sakramentem czci i szacunku względem kobiecości i one są dumne z tego, że biorą w tym udział.

Oj, ojojoj! To brzmi jak piwny pomnik ku chwale feminizmu! No i ta nazwa – przecież yoni to indyjskie określenie waginy, ale też symbol bogini Dewi, którą utożsamia się ze źródłem życia, początkiem wszystkiego. Sporo natchnionej filozofii zamknęliście w piwnych butelkach...

Ha, ha, coś w tym jest, dziś na przykład dostaliśmy zapytanie od feministki-lesbijki z Miami, która zakochała się w naszym produkcie i widzi go w swoim barze dedykowanym lesbijkom.
To prawda, Yoni jest mistycznym symbolem z Indii. Nasze modelki są boginiami, muzami, a piwo jest sakramentem czci wobec kobiecości. Kontynuujemy kult Wielkiej Bogini, Bogini Matki, obecny praktycznie w każdej kulturze. Wielkiej Bogini różnie nazywanej, Isztar, Gaja, Izyda, Mokosz. Wreszcie Paulina i Monika. W naszych modelkach widzimy uosobienie tej boskości, piwo jest formą kontaktu z boskością.
Dodam jeszcze, że na to piwo wyrwałem narzeczoną, wspaniałą Karolinę, prywatnie feministkę. Pomogła mi z tym piwem, wkładając w to dużo serca i pracy. Gdyby nie ona, jej upór i pomysłowość, nie bylibyśmy z tym projektem w obecnym stadium.

Ej, no halo! A co z facetami i piwem na ich bazie? Gdzie tu równość?

Ha, ha! We Francji pytali nas o piwa z mężczyzn, dla kobiet i gejów! Serio, mocną zagwozdkę z tym mamy. Może kiedyś ruszymy ten temat, ale jeśli już, to pod osobną marką. Musiałbym pogadać z pracownikami naszego laboratorium, bo na drodze do realizacji takiego przedsięwzięcia od razu musielibyśmy zmierzyć się z jednym, dość znaczącym problemem…

Jakim mianowicie?

Facet nie ma cipki...

O, kurczę. Faktycznie. No dobra - jest pomysł, są dziewczyny. Co dalej? Jak wygląda "produkcja" waginalnego piwa?

Na samym początku udaliśmy się z dziewczynami do ginekologa, doktora nauk medycznych, który profesjonalnie pobiera wymaz. Wymazy zaś wysyłaliśmy do laboratorium, które nasze bakterie wyizolowało, oczyściło, zidentyfikowało i wreszcie namnożyło tak, byśmy mogli je bezpiecznie i łatwo zastosować w procesie produkcji.
W browarze takie bakterie podkwaszają brzeczkę przed fermentacją, trochę tak, jakbyśmy robili kefir. Nasze piwo jest subtelnie podkwaszone, ponieważ większości osób – szczególnie importerom, z którymi jesteśmy w kontakcie – wysoka kwaskowatość nie odpowiada. Dopiero po podkwaszeniu dodajemy drożdże, w naszym przypadku francuskie szampańskie, które odpowiadają za fermentację alkoholową. Piwo w naszym stylu potrzebuje aż trzech miesięcy od momentu zakwaszania i warzenia, by dojrzeć i być gotowym do rozlewu.



Chcesz mi powiedzieć, że w naszym skażonym konserwą kraju dało się taki projekt przeprowadzić bez większych perturbacji?

Chyba żartujesz! Panie z różnych laboratoriów rzucały słuchawkami, ginekolodzy i prawnicy nie ogarniali czemu, po co, a na co to komu, komu to potrzebne. Na etapie badań jedni nas brali za producentów porno, inni za handlarzy narządami działających pod specyficzną przykrywką. A kiedy już udało nam się z naszym produktem ruszyć, pojawiły się media, które za wszelką cenę chciały wepchnąć nas do wora kraftu.

Ginekolodzy, laboratoria, media… A co z odpowiednim browarem?

Oj, też nie było łatwo! Większość bała się tego tematu jak ognia. W końcu udało nam się znaleźć jednego, który zdecydował się wejść w ten projekt. Kiedy już cieszyliśmy się, że etap poszukiwań mamy za sobą, zadzwonił właściciel i zrezygnował tłumacząc, że "jeśli w to wejdę, to żona nie zostawi z mojego browaru kamienia na kamieniu”.

Ciekaw jestem jaka jest reakcja osoby, która dostawszy do rąk kufel zimnego piwa, po kilku łykach dowiaduje się, że to "Cipkowe mocne". Pierwsze skojarzenie to pewnie coś w stylu "Zdradzam oralnie moją żonę!". Zrobiliście już jakieś próby na klientach?

Ha, ha, mówiąc szczerze, każda pijąca osoba znała sekret tego piwa. Prawie każda. W Białej Małpie w Katowicach znalazła się grupka dziewczyn, które zamówiły to piwo nieświadomie, nie znając owego sekretu. Gdy dowiedziały się o co chodzi, nic wielkiego się nie stało. Smakowało im, więc wypiły do końca. Co do zdrady, były takie pytania ze strony konsumentów, ale zawsze w żartobliwym tonie. Podobnie z pytaniem o to, czy należy się z tego spowiadać. Naszym zdaniem nie jest to zdrada. Ba, pisze do nas wiele żon chcących kupić to piwo mężowi na święta czy urodziny, ot – taki tam rodzinny prezent pod choinkę. A propos prezentów - Yoni poza odświętnym określeniem na waginę jest żydowskim skrótem od imienia Jonathan, wczoraj – pamiętając o tym, że jedna z naszych modelek ma na imię Monika – napisała do nas żydówka, córka Yoniego i Moniki, chcąca zamówić piwo z Yoni Moniki ojcu na urodziny.



Widzę tu wiele możliwości w tworzeniu niewielkich serii na zamówienie. Ciekawe, czy znalazłyby się panie chcące obdarować najbliższych piwem, w którego produkcji wykorzystano bakterie kwasu mlekowego pobranego z ich własnych wagin. Albo na przykład – seria piw na bazie głównego narzędzia pracy czołowych gwiazd porno!

Jasne, chcemy oferować piwo na zamówienie, np. dla par, małżeństw. Świetny, choć bardzo drogi prezent np. na rocznicę czy ślub dla wesołych par. Wspomniana przez Ciebie dzika seria z gwiazdami porno również nam ostatnio zaświeciła w głowach, choćby dlatego, że osoby z tej branży same powoli zaczynają się z nami kontaktować, otwierając ogromne możliwości w tym temacie. Jest pewien pomysł, szalony, taki, że niejedna osoba z krzesła spadnie; jeśli się na niego zdecydujemy, pierwszy będziesz o tym wiedzieć.

Wspominałeś mi kiedyś, że waginowym trunkiem interesują się mieszkańcy dość odległych krajów...

Dokładnie tak, najwięcej zapytań pochodzi z Brazylii i Meksyku. W tamtych krajach szczególnie nas lubią. Dalej reszta Ameryki Łacińskiej - dla przykładu, teraz rozmawiamy z fajnym importerem z Ekwadoru, który poza swoim krajem chce wprowadzić nas do Peru i Kolumbii. Dalej Frankofonia, głównie Francja i Quebec. Ciągle dostajemy wiadomości po francusku, odezwał się do nas również duży importer z Montrealu i kilku dystrybutorów z Francji. Mogę powiedzieć, że w browarze właśnie warzymy całą warkę zakontraktowaną przez Francję.
W Europie oczywiście Hiszpania i Włochy, gorące południe z pasującym do nas temperamentem, ale i Czechy czy Szwajcaria. Zaskakuje nas naprawdę duże zainteresowanie z państw skandynawskich. Wspomnieć warto również o Indiach, gdzie wielu Hindusów chwali nas za sięganie do ich kultury i mamy nadzieję jeszcze w tym roku wysłać tam kontener naszego piwa. Kolejne państwa azjatyckie to Emiraty Arabskie, skąd odezwał się do nas dystrybutor dóbr luksusowych. Był też Tajwan, gdzie kilka dni temu staliśmy się viralem, za czym idzie mnóstwo zapytań i próśb o ofertę. Prędzej czy później opleciemy cały świat, nawet na Antarktydzie będziecie mogli nas spróbować!

A u nas? Jesteśmy mimo wszystko dość konserwatywnym narodem. Myślisz, że nasi piwosze kupią całą tę historię z hołdem dla Pachamamy?

Czy Polacy kupią tę historię? Obawiam się, że dopiero po naszym sukcesie poza krajem. Wychodzimy z Polski za granicę i paradoksalnie z zagranicy z impetem planujemy wejść do Polski. Wierzę, że ten moment nadejdzie.

Oglądany: 55525x | Komentarzy: 89 | Okejek: 89 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.10

18.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało