Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Vermin Supreme, facet który udowadnia, że tylko lekko rąbnięci mogą w polityce pozostać ludźmi

39 970  
101   15  
Lepiej złapcie się krzeseł, bo to będzie naprawdę wysoki lot w okolice granic absurdu i abstrakcji.

„Politycy to mężowie stanu” - ten utarty przedwyborczy slogan co kilka lat słyszymy wszyscy. Potem jednak najczęściej prawda wychodzi na jaw i okazuje się, że skandalizujące historie kojarzone najczęściej z biografiami muzyków rockowych można śmiało przenieść w świat eleganckich garniturów i wysokich stanowisk. Politycy są ponoć odbiciem społeczeństwa - trudno zatem spodziewać się po nich wierności, uczciwości i zrozumienia dla innych.

Wielu polityków nic sobie nie robi z poczucia wstydu i wyznaje zasadę, że nieważne jak mówią - byleby mówili. Zdecydowanie łatwiej jest przecież stać się sławnym przez głośny skandal niż solidną, mozolną, ale bardzo mało efektowną pracę, dlatego z pewnością w najbliższym czasie możemy spodziewać się wielu innych doniesień o aferach z udziałem „praworządnych” reprezentantów narodu.


Codziennie słyszymy fałszywe zapewnienia wypływające z fałszywych ust reprezentantów narodu. Tymczasem niejaki Vermin Love Supreme (jak nietrudno się domyślić, nie jest to prawdziwe nazwisko - jego autentyczne personalia są dobrze strzeżonym sekretem) poszedł w zupełnie inną, nieco pythonowsko-absurdalną, stronę. Urodzony (mniej więcej, oficjalne źródła również nie podają dokładnej daty) w 1961 roku amerykański polityczny aktywista-performer od lat udowadnia, że piosenkę „Uderz w politykę” zespołu Dezerter można interpretować na różne sposoby (wiec jeśli masz już dosyć bycia trybem w tej maszynie, uderz w politykę myślą, mową i uczynkiem) - w przypadku Supreme'a najlepszym pomysłem na walkę z systemem było wejście w ten świat i regularne pokazywanie bezsensu przepychanki o stołki, kasę i władzę. Vermin dość dosłownie i bez większych ogródek, w sposób zdecydowanie nietypowy dla walki o koryto, odniósł się do swoich potencjalnych wyborców:
Pierdolić to. Nie widzę powodu, żeby ktoś miał mnie popierać. Nie widzę żadnego pierdolonego powodu. Albo mnie lubią, albo nie. Nie obchodzi mnie to.
W innej wypowiedzi także nie owijał w bawełnę, prezentując ogromny dystans do swoich politycznych perspektyw:
Głos oddany na mnie to głos kompletnie zmarnowany. Patrzcie i uczcie się, „elito z Wiejskiej".


Wybory parlamentarne odbędą się już w przyszłym roku, dlatego niedługo można spodziewać się odgrzanej porcji kiełbasy serwowanej szarej masie. Po raz kolejny będziemy słuchać zapewnień o spadku bezrobocia, kolejnym rozdawnictwie publicznych pieniędzy czy planowanym obniżeniu podatków. Tymczasem w temacie zapowiedzi polscy politycy powinni udać się na lekcje do tego siwego brodacza, wyglądającego niczym młodszy brat Gandalfa. Supreme doskonale opanował składanie obietnic - i to takich, które rzeczywiście mogą trafić do statystycznego obywatela, mającego dość gwarancji bez pokrycia. Jako pierwszy punkt programu:
Darmowy kucyk dla każdego Amerykanina. Kto nie chciałby stać się szczęśliwym właścicielem takiego słodko wyglądającego, małego konika?
Jak dla mnie - pomysł petarda.


Istotne są także inne postulaty Supreme'a, które z pewnością rzadko pojawiają się na banalnie przewidywalnych plakatach i w spotach wyborczych. Na świecie dzieje się naprawdę źle, dlatego trzeba być przygotowanym na różne ewentualności - jedną z nich jest z pewnością apokalipsa zombie. Kto widział film z Bradem Pittem z pewnością wie, czym może skończyć się opanowanie ziemi przez żywe trupy. Supreme jednak przekonuje, żeby nie zabijać zombiaków, których można wykorzystać jako... potencjalne źródło energii. Jest też jedynym kandydatem, w którego programie istotnym podpunktem ma być zainwestowanie pieniędzy w prace nad podróżowaniem w czasie. Innym z atrybutów Vermina jest wielka szczoteczka do zębów, którą często ma przy sobie. To jednak nie tylko kolejny gadżet, a element jego programu politycznego „Silne zęby dla silnej Ameryki” - oryginalny kandydat po objęciu władzy miałby wprowadzić prawo zobowiązujące obywateli do regularnego czyszczenia jamy ustnej. I kto odważy się powiedzieć, że te pomysły są głupie?


W błędzie byłby jednak każdy, kto myślałby, że Vermin nie traktuje poważnie swoich postulatów. W 2017 roku, podczas gdy Hilary Clinton miała w 40-tysięcznym Concord w stanie New Hampshire promować swoją książkę „Co się stało”, polityk-performer zaplanował równoległą akcję protestacyjną. Rzecz jasna, głównym punktem happeningu miało być pojawienie na miejscu się kucyka. I jak nietrudno się domyślić, miasto - przy głośnym wtórze lokalnej policji - nie zgodziło się na taką „demoralizację”. Supreme jednak tak łatwo nie dał za wygraną - sprawa trafiła do sądu, który poparł prawo do wolności zgromadzeń i zgodził się na „pony protest” - około tysiąca osób uczestniczyło w tym niecodziennym wydarzeniu.


Publiczna działalność Vermina rozpoczęła się jeszcze w latach osiemdziesiątych, kiedy to ten nieszablonowy jegomość zaczął angażować się w ruchy postulujące rozbrojenie jądrowe. Jako aktywista pojawiał się zresztą jeszcze przy wielu późniejszych okazjach - jak chociażby w 2011 roku podczas protestu w Bostonie przeciwko ekonomicznej nierówności (było to wydarzenie połączone z głośnym ruchem Occupy Wall Street). Sam nazywa siebie realistą oraz pragmatykiem, jednak konsekwentnie startuje w prezydenckich wyborach (choć, żeby być bardziej precyzyjnym, należałoby mówić o prawyborach) - od 2004 roku nie opuścił ani jednej kampanii. Z pewnością należy go za ten upór pochwalić, jednak osiągane przez niego wyniki od lat utrzymują się na poziomie błędu statystycznego - podczas pierwszej próby objęcia najważniejszego urzędu w państwie uzyskał zaledwie 141 głosów (tutaj powinien pojawić się Zbigniew Stonoga mówiący o garstce Amerykanów). W kolejnych latach było nieco lepiej: prawybory prezydenckie Partii Demokratycznej (bo w stronę tej opcji już wtedy skierował się nasz bohater) w New Hampshire w 2012 roku pokazały, że racjonalny program Vermina trafia do coraz większej ilości wyborców - kaloszogłowemu politykowi, który zajął wysokie - szóste - miejsce, naliczono 833 głosy (zwyciężający wówczas Barack Obama zdobył ich nieco ponad 49 tysięcy).


Trzeba napomknąć też o żartobliwie „terrorystycznej” działalności Vermina. W 2011 obsypał Randalla Terry'ego, homofobicznego, antyaborcyjnego działacza, złotym brokatem. Całą sytuację tłumaczył tym, że to... sam Jezus kazał mu zmienić w geja tego konserwatywnego aktywistę. Supreme w jednym z wywiadów przyznał nawet, że zaproponował swojemu politycznemu oponentowi „homoseksualny gejowski seks”, a pierwotnie planował strzelić do niego z pistoletu na wodę w kształcie penisa. Choć plan zmiany orientacji seksualnej Terry'ego nie wypalił, to ofiara żartu do sytuacji podeszła jednak ze sporym dystansem - jak widać, nawet największa konserwa może czasami pozwolić sobie na odrobinę poczucia humoru. Zresztą, wyobraźcie sobie podobną sytuację w polskim sejmie - zamiast słuchać o „zdradzieckich mordach” czy „ćpunach genderowego terroru”, posłowie rzucaliby w siebie chipsami, przyklejali do pleców karteczki „kopnij mnie” albo podkładali sobie pierdzące poduszki. Po prostu lepszy świat!


Wszyscy pamiętają chyba słynne przemówienie Krzysztofa Kononowicza z 2006 roku, w którym kandydat komitetu Podlasie XXI wieku z przejętą miną zapowiadał, że za jego rządów „nie będzie niczego”. Vermin, choć dawniej utożsamiany był z partią republikańską, również postulował podobne kwestie. Przedstawiona przez niego anarchizująca wizja państwa obywatelskiego, w której świadomi ludzie nie potrzebują „opieki” rządu, to całkiem sensowny komentarz dotyczący powolnego zniewalania jednostki, które w Ameryce (podobnie jak i na reszcie globu) ma się dobrze od lat. Zdaniem aktywisty z gustownym butem na głowie, proces odmóżdżania zaczyna się już w szkole, gdzie dzieci wychowywane są na pokornych szowinistów.

Supreme, o którego życiu prywatnym nie wiadomo zbyt wiele (jest żonaty, bezdzietny, a w 2006 roku uratował swoją matkę oddając jej jedną z nerek), ma też na koncie mały romans z branżą filmową - w 2009 roku zagrał marzącego o karierze prawicowca w filmie „Vote Jesus: The Chronicles of Ken Stevenson”, którego zresztą był współautorem. Oprócz tego polityczny troll pojawił się w kilku dokumentach, jak chociażby „Winning New Hampshire” (opowiadającym o stanie, w którym odbywają się pierwsze amerykańskie prawybory) czy w całości poświęconej mu produkcji „Who Is Vermin Supreme? An Outsider Odyssey” z 2014 roku.


Także i w naszym kraju taka polityczna komedia to nic nietypowego - w końcu Waldemar „Major” Fydrych w latach osiemdziesiątych stworzył Pomarańczową Alternatywę. Był to ruch, który wyśmiewał komunistyczny system i poprzez malowanie krasnali na murach czy abstrakcyjne happeningi z wywieszaniem papieru toaletowego wprowadzał nieco koloru w codzienną szarzyznę tamtej epoki. Już w XXI wieku spadkobiercą Alternatywy był Komitet Gamonie i Krasnoludki, rozdający wyborcom słomę i chwalący się poparciem portalu Nonsensopedia. Sam „Major” dziś jednak orbituje wokół środowisk Prawa i Sprawiedliwości, co wypominają mu wszyscy sentymentalnie traktujący jego działalność z czasów PRL-u.


A czy w dzisiejszej Polsce postać taka jak Vermin miałaby okazję do rozwinięcia skrzydeł absurdu? Trudno powiedzieć - w końcu rzeczywistość naszego kraju często wygląda jak mało zabawny performance, a wielu polityków uprawia mniej lub bardziej nieświadomy kabaret. „Przyjacielski faszysta”, „najbardziej bezpośredni kandydat” i „tyran, któremu możesz zaufać”, bo tak sam o sobie mówi Supreme, to z pewnością ożywcza siła w nudnym jak flaki z olejem świecie polityki. I choć sam niestrudzony happener momentami uderza w poważne tony, mówiąc o wolności słowa i przyznając, że nie ma szans na wymarzony urząd, to z pewnością niejeden Amerykanin wolałby widzieć go w Białym Domu zamiast Donalda Trumpa.


Oglądany: 39970x | Komentarzy: 15 | Okejek: 101 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało