Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Dlaczego znów w skrzynce znalazłeś awizo? Byłem listonoszem i tak wyglądała moja praca

99 391  
502   224  
Jakiś czas temu przedłużający się okres bezczynności w mojej karierze zawodowej zmusił mnie do podjęcia tzw. jakiejkolwiek pracy. Tak się składa, że praca na poczcie jest jedną z niewielu, którą można podjąć od ręki. Podjąłem tę rękawicę...



...całe szczęście już ją zdjąłem. Miałem jednak okazję poznać dogłębnie niuanse tej pracy, toteż z chęcią podzielę się z Wami odpowiedziami na tytułowe pytanie. Ale najpierw o organizacji pracy.

Listonosz przychodzi do pracy około 7-8 i przede wszystkim zajmuje się posortowaniem swoich listów zwykłych na poszczególne ulice, budynki, klatki schodowe. Powinien również przygotować do przeskanowania przesyłki polecone przeznaczone do doręczenia w jego rejonie. I to jest największy problem w pracy każdego listonosza.

Najwięcej czasu zajmuje przygotowanie przesyłek poleconych
, trzeba przeskanować je wszystkie, wprowadzając do systemu. Setki listów na listonosza, kilkadziesiąt rejonów. To trwa. Przy złej organizacji pracy tzw. asystentów może to trwać do południa. 4 godziny przygotowań do wyjścia w teren! Oczywiście nie codziennie. Ale w poniedziałki to norma.
Obciążenie listonosza pracą jest bowiem zmienne. Największa ilość listów dociera bowiem po weekendzie. Nie daj Boże długim weekendzie. Wtedy listy liczy się w setkach albo i tysiącach. Piątki bywają zwykle najluźniejsze. Co nie znaczy, że luźne. Oprócz tego co 5 dni przychodzi czas wypłacania emerytur, a nieregularnie – akcje wrzucania ulotek.
Tak, tak – wrzucania ulotek. Jednym ze znienawidzonych przez Was ulotkarzy jest również listonosz. Poczta chętnie podpisuje jakieś nieopłacalne dla siebie umowy, a pokorny ludek musi to wszystko roznieść. ZA DARMO! Listonosz nie dostaje żadnego dodatkowego grosza za wrzuconą ulotkę.

Przeciętny listonosz jest bowiem tak przeciążony obowiązkami, że nie jest w stanie w ciągu jednego dnia obsłużyć prawidłowo i całkowicie swojego rejonu. Rejony są za duże, a ludzi za mało. Dlaczego? Kilka lat temu Poczta przegrała przetarg na doręczanie listów sądowych, stanowiących pokaźną część listów poleconych – odbieraliście je wtedy w kioskach, masarniach i innych placówkach InPostu. Zredukowano zatrudnienie i powiększono rejony. Po powrocie sądówek na pocztę zmniejszenia rejonów nie było.

Po zakończeniu obchodu listonosz musi jeszcze poświęcić co najmniej godzinę na rozliczenie swojej pracy. Wraca do placówki macierzystej, oddaje niedoręczone listy polecone (odbierzecie je później w okienku), najpierw je opracowując (data, podpis, wypełnienie tzw. zwrotki listu), rozlicza płatności. Chcąc się zmieścić w 8 godzinach, powinien pracować efektywnie 3 godziny – wliczając w to dojście, wrzucenie zwykłej poczty do skrzynek i wykonanie próby doręczeń kilkudziesięciu listów poleconych.


I tu przechodzimy do tytułowego pytania – skąd awiza?

#1. Przesyłki zwykłe ponadwymiarowe. Tzw. gabaryt A to wymiary 20x325x230 mm. To zwykłe listy mieszczące się do skrzynki. Każda inna przesyłka przekraczająca choć jeden z tych wymiarów to tzw. pakiet. Jest zostawiana na poczcie, a listonosz wrzuca przygotowane rano awizo. Tu nie ma dyskusji. Po przesłane w ten sposób buty czy grube albumy musisz się pofatygować do okienka.

#2. Duże przesyłki polecone. Zgodnie z ordynacją listonosz jest zobowiązany wykonać próbę doręczenia każdej przesyłki poleconej o wadze do 2 kg. Większość poleconych to zwykłe listy ważące 50-100 g. Ale są wyjątki.

Niektórzy odbiorcy się zorientowali, że koszt poleconego do 2 kg jest niższy niż paczki w tej samej wadze. Zaczęli więc zamawiać zakupy w sklepach korzystając z tej opcji. Sęk w tym, że limitem jest waga, a nie rozmiar. Tak więc „listem” poleconym może być np. poduszka, zestaw płyt styropianowych, byle nie przekroczył magicznych 2 kilogramów. Żaden normalny listonosz tego nie weźmie ze sobą, bo w wózku nie miałby miejsca na coś innego.

Większość adresatów przyjmuje ze zrozumieniem awizo, niemniej są pieniacze, którzy próbują wyegzekwować obowiązek doręczenia. Ci wędrują na tzw. czarną listę.

#3. Żaden z listonoszy się nie przyzna, że prowadzi tzw. czarną listę adresatów, którym za chińskiego boga nigdy już nie doręczy listu poleconego. To ci, którzy się listonoszowi narazili. Jest to np. adresat, który:
- każe listonoszowi wyjechać na 10. piętro, ogląda list kilka minut i oznajmia „tego nie odbiorę, proszę awizować”;
- otwiera drzwi, ględząc przez komórkę, mówiąc „za chwilę skończę” i gada parę minut, listonosz czeka;
- wyzywa listonosza, bo np. nie raczył mu powiedzieć pół kilometra wcześniej, czy są dla niego jakieś listy w torbie.

Ja dawałem takim milusińskim dwie szanse. Trzeciej próby doręczenia już nie było. Wieczne awizo.

4. Wieczni nieobecni. Po pewnym czasie listonosz się orientuje, kto w jego rejonie jest zawsze w pracy, kto wynajmuje mieszkanie i zakazał lokatorom odbierać polecone, które mieszkania stoją po prostu puste. Tych listów też się nie nosi, ale trzeba awizować.

5. Niedziałające dzwonki i domofony. Listonosz nie ma obowiązku wiedzieć, że Twój dzwonek nie działa, że odłączyłeś domofon, bo budzi dziecko, rozwściecza psa czy przeszkadza w seksie. Nie otwierasz, mimo że jesteś w domu? Twój problem.

#6. Przeciążenie przesyłkami. To sprawa najbardziej kontrowersyjna. Są dni (poniedziałki) i okresy w roku (luty - podatek gruntowy, zwroty ze skarbówki), kiedy spływają setki listów poleconych dziennie. Listonosz jest w stanie efektywnie doręczyć 40-50 poleconych dziennie (przy około 100 pobranych – success ratio poleconych wynosi w pracy listonosza ok. 45-50%). Jeśli tych listów przychodzi 200-300 dziennie, pozostaje alternatywa:
- wziąć 100 i zostawić 200 na jutro, pojutrze, popojutrze, a ich liczba będzie się kumulować;
- wziąć 100 i zaawizować 200.

Pozornie druga opcja jest niedogodna dla adresata. Niemniej te 200 osób będzie mogło odebrać z poczty swój list wieczorem tego samego dnia lub nazajutrz. W przypadku pierwszej opcji doręczenie może nastąpić za kilka dni, statystycznie w połowie tych przypadków i tak zostawi się awizo z powodu nieobecności. A list będzie do odbioru na poczcie kilka dni później niż w opcji 1. Adresat będzie pomstował, że list tak długo szedł.

Powyżej opisane działania dotyczą przeciętnego listonosza. Oczywiście są cwaniaki, którzy awizują 70-80 % poleconych. Są też maniacy, którzy roznoszą wszystkie listy, pracując po 12 godzin... ale ekstrema są wszędzie.

Jeszcze parę rad, jak NIE odzywać się do listonosza:

#1. „Nie spieszyło się panu do mnie”. Ten debilny tekst słyszy się niejednokrotnie, szczególnie na dolnych piętrach wysokich budynków. Listonoszowi się zawsze śpieszy. Z jakiegoś egocentrycznego powodu prawie każdy adresat jest natomiast przekonany, że dzwonimy i idziemy tylko do niego. Tymczasem w niektórych budynkach jest on dziesiątym-piętnastym do obsłużenia.

#2. „Czy ma pan do mnie jakiś list?”. Celują w tym starsze panie. Pytają listonosza napotkanego przypadkiem kilkaset metrów dalej od swego miejsca zamieszkania. Ludzie chyba myślą, że listonosz uczy się na pamięć adresów na wszystkich kilkuset listach, które ma w danym dniu doręczyć.

#3. „Czy pan już do mnie wrzucał?”. Mam 50 listów zwykłych w stumieszkaniowym bloku, jestem w połowie wrzutu. Jakiś facio wychodzący z windy myśli, że ja pamiętam gdzie wrzucałem przed chwilą? Listonosz musi mieć pamięć jętki jednodniówki w odniesieniu do listów zwykłych. Wrzucony = zapomniany.

Powtórzę jeszcze raz głośno i wyraźnie: LISTONOSZOWI SIĘ ZAWSZE ŚPIESZY. Na doręczenie poleconego ma statystycznie 10 sekund, w tym czasie adresat powinien się podpisać na karcie doręczeń (i na zwrotce, jeśli list jest z potwierdzeniem odbioru). Najbardziej lubiani adresaci to ci, którzy odbierają wszystko. Lub nic – lecz listonosz o tym wie. Najgorsze jest dywagowanie, zabierające cenny czas.

Niedopuszczalne są konsultacje. „Ja zadzwonię do szwagra, czy odbierać do niego ten list z sądu. Pan poczeka parę minut”. Otóż pan listonosz NIE poczeka. Wypisze awizo i wręczy w garść. Decyzja, czy list jest odbierany czy nie powinna zapaść szybko i zdecydowanie – przy domofonie lub furtce.

I na koniec – organizacja pracy. Jeśli sądzicie, że poczta działa według jakichkolwiek procedur – to się mylicie. Urząd działa na gębę, na ustne polecenia. Nikt nie ma pojęcia o organizacji pracy, elastycznym zarządzaniu. Od ISO poczta jest odległa o lata świetlne.

Pamiętajcie. Awizo w skrzynce to nie zawsze zła wola listonosza. Często konieczność, by nie zakończył pracy około północy.

Oglądany: 99391x | Komentarzy: 224 | Okejek: 502 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało