Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Powrót taksówką, romantyczny chłopak i inne anonimowe opowieści

63 096  
180   38  
Dziś przeczytacie także o pewnym napadzie, uprzywilejowanych matkach, uważnej studentce i randce z Tindera.



Dziś zostałam napadnięta. Lało jak z cebra. Wracałam sobie z pracy osłaniając się przed deszczem moją różową parasolką z wizerunkiem Sailor Moon. Szłam szybkim krokiem chcąc zdążyć na autobus i nie usłyszałam, że ktoś za mną idzie.

Zorientowałam się dopiero kiedy chwycił mnie mocno za ramię i wciągnął do jednej z bram w mijanej przeze mnie kamienicy. Odwróciłam się i zobaczyłam wielkiego, pozbawionego szyi gościa w bluzie z dużym „pe” z kotwicą i dresowych spodniach z kilkoma paskami. Najbardziej zaskakujące było to, że facet miał na głowie plastikową maskę… kota. Bandyta nie ukradł mi portmonetki, naszyjnika czy telefonu. Nie. On mi zabrał parasolkę i trzymając ją nad swoją łysą głową, wielce ukontentowany oddalił się rzucając na odchodne: „Kotecki nie lubią deszczu”.

* * * * *

Niektórzy to potrafią sobie w życiu radzić. Dziś do tramwaju, w którym jechałem, weszła kobieta z wózkiem. Od razu wszyscy zerwali się z miejsc, żeby pani mogła sobie usiąść. Jako że ja akurat byłem najbliżej, wybrała moje siedzenie.
Młoda mama przycupnęła sobie i zaczęła bujać wózkiem do przodu i do tyłu, aby uśpić leżące w środku dziecko. Co jakiś czas nachylała się tez nad nim, coś tam mówiła szeptem i uśmiechała się. Raz nawet wyjęła z kieszeni grzechotkę i zatrzęsła nią nad maleństwem.

Lubię niemowlaki i chciałem rzucić okiem cóż to za istota kryje się w wózku. Dyskretnie schyliłem się i zobaczyłem… wielki, owinięty siatką baleron. Tak, kobieta podróżowała z potężnym kawałkiem wędzonej wędliny tylko po to, aby mieć specjalne przywileje.
Spojrzałem na lekko tylko zażenowaną „mięsną matkę”. „Nawet nie chcę wiedzieć, jak u pani wygląda pora karmienia” - mruknąłem...

* * * * *

Na początku roku akademickiego zdałam sobie sprawę, że nasz wykładowca od ekonomii ma dziwny zwyczaj częstego kończenia zdania pytaniem „tak?”. Nudziło mi się i postanowiłam zrobić małą kalkulację. Za każdym razem, gdy padał ten wyraz, ja zaznaczałam to w tabelce, którą specjalnie na tę okazję przygotowałam.

Dziś na trwającym 50 minut wykładzie padło dokładnie 72 „tak?”, co nam daje 1,44 „tak?”/min. To lepszy wynik niż ten z poprzedniego tygodnia, gdzie „tak?” wypowiedziane zostało zaledwie 67 razy. Od początku roku rekord ustanowiony został w styczniu, kiedy „tak?” usłyszeliśmy 118 razy! Najsłabiej było w połowie kwietnia. Wówczas „tak?” zabrzmiało 39 razy. Póki co w skali roku średnia to 1,53 „tak?”/min.
Do jasnej cholery! I niech ktoś mi powie, że studenci nie uważają na zajęciach!

* * * * *

- Jesteś najpiękniejszą dziewczyną, jaką w życiu spotkałem - powiedział przystojny brunet, który zaprosił mnie do drogiej restauracji na wyszukany obiad.
Poznałam go na Tinderze. Tak, wiem – ta apka nie służy do umawiania się na gastronomiczne eksperymenty. Tak, wiem, tu chodzi tylko o seks bez zobowiązań i zbędnego wydawania hajsu, ale… ja jestem romantyczką i zanim z kimś pójdę do łóżka to, wiecie, chciałabym, aby mnie mężczyzna oczarował swym wdziękiem, pomysłowością, gestem. I on to zrobił! Zaprosił mnie do najdroższej restauracji, zamówił najbardziej hipsterskie żarło, jakie można sobie to było wyobrazić. Nie dość, że nie wiedziałam, co jem, to jeszcze za ludowe Chiny nie potrafiłam prawidłowo wymówić nazwy tego dania. Mniejsza z tym – było pyszne, a ja płonęłam z zachwytu.

Uroczy kelner przyniósł rachunek na srebrnej, wypucowanej tacy. Mój rycerz i znawca kulinarnych sposobów na rozpalenie kobiety zerknął na karteczkę, nieco zbladł i zaczął nerwowo pukać się po kieszeniach.
- Najdroższa... - patrząc mi w oczy, rzekł głosem głębokim, jak romantyczny zaśpiew Barry’ego White’a - Czy raczyłabyś poczekać na mnie trzy minutki? Chciałbym zostawić kelnerowi napiwek, więc skoczę do bankomatu na rogu po gotówkę.

Jak mogłabym odmówić?

Nigdy nie wrócił. Siedziałam w restauracji sama z własnym wstydem i rachunkiem na prawie 400 złotych. Mój tinderowy romantyk zeżarł jakiegoś cholernego omelette du fromage, napił się drogiego wina i dał dyla.
Z opresji uratował mnie tata. Przyjechał po godzinie, pomógł mi wytłumaczyć się przed wkurzonymi kelnerami, zapłacił rachunek i bezceremonialnie wyprowadził mnie z lokalu. Nie krył wkurzenia.
- Tinder-srinder... – mruczał pod wąsem, odwożąc mnie do domu swoim zdezelowanym golfem. – Idiotce romantyzmu się zachciało. Zakała rodziny...

* * * * *

Faceci to jednak prostackie świniaki, które nie przywiązują wagi do spraw sentymentalnych. Do tego nie potrafią też czytać między wierszami i łapać wyraźnych aluzji.

Wczoraj była rocznica naszego związku. Wysprzątałam całe mieszkanie, schłodziłam wino, przygotowałam pyszną kolację i postanowiłam zrobić mojemu facetowi niespodziankę. Umyłam się, wypachniłam i rozebrana do naga położyłam się na łóżku w naszym pokoiku. Wiedziałam, że wybranek mojego serca wróci z pracy o 16:30, więc oczekiwałam, że jak tylko zobaczy mnie w sypialni, to sam zrzuci ciuchy i oddamy się romantycznej kopulacji niczym dwa zabujane w sobie na amen króliki. Trochę źle wszystko skalkulowałam i zanim usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, odrobinę zmarzłam.

Mój ukochany wszedł do sypialni i zobaczył mnie. Ponętną, ładnie wydepilowaną, perwersyjnie uśmiechającą się i nieco tylko telepiącą się z zimna.
Spojrzał na mnie z tym drapieżnym błyskiem w oku, który zawsze tak mnie kręcił i rzekł:
- Chcesz, kobieto, abym cię rozgrzał?
- Taaaaak… - jęknęłam możliwie najbardziej lubieżnie, jak tylko umiałam.

Sukinsyn rzucił mi stary koc z wersalki i poszedł grać na Playstation.

* * * * *

Przez dwa lata spotykałam się z pewnym chłopakiem. Robert był bardzo sympatycznym, wrażliwym gościem, ale szybko wygasła między nami namiętność i związek się rozpadł. Miałam sporo żalu, bo cholernie się starałam, żeby w nasze pożycie nigdy nie wdała się nuda. Kupowałam seksowną bieliznę, filmy erotyczne, ba – zaopatrzyłam się nawet w kilka książek o doskonaleniu technik seksualnych. A mimo to czułam się, że Robert traktuje mnie jak kumpla – osobę do pożalenia się i poprzytulania.

Byłam wściekła i niedługo po zerwaniu w przypływie emocji założyłam mu konto na portalu dla homoseksualistów. Wiem, to głupie, szczeniackie zachowanie i nic tego nie tłumaczy, ale wtedy naprawdę czułam się sfrustrowana i głęboko rozżalona.
Mój brat zobaczył to ogłoszenie i stwierdził, że zabawnie by było zadzwonić do mojego eks i podać się za osobę zainteresowaną ogłoszeniem. Za moją zgodą tak zrobił. Robert był bardzo zdziwiony, bo przecież nigdy nie zamieszczał w sieci tego ogłoszenia. Kiedy już mieliśmy zakończyć rozmowę głośnym śmiechem w stylu „Mamy cię!”, mój były facet rzekł:
- Wiesz, zazwyczaj nie spotykam się z chłopcami poznanymi w sieci, ale tym razem zrobię wyjątek, bo brzmisz jak fajne ciacho. Spotkajmy się na szybki numerek.

I wtedy dotarło do mnie czemu, pomimo moich długich starań, Robert nie chciał ze mną uprawiać seksu...

* * * * *

Wczoraj wracałam z imprezy do domu. Zamówiłam taksówkę i będąc już w samochodzie zorientowałam się, że zostawiłam portmonetkę w torbie mojej koleżanki (zawsze tak robię – straszna ze mnie gapa, więc najcenniejsze rzeczy oddaję na przechowanie bardziej ogarniętym jednostkom). Powiedziałam więc taksówkarzowi, żeby zaparkował przed moim blokiem. Zostawiłam mu komórkę „w zastaw” i pobiegłam na górę po gotówkę. Poszło jak z płatka i pewnie bym o tej sprawie zapomniała, gdyby nie dzisiejszy poranek…

Chciałam sobie obejrzeć zdjęcia z wczorajszej zabawy. Weszłam więc do galerii, a tam… zdjęcie czyjegoś penisa w pełnym wzwodzie! Tak, pan taksówkarz postanowił pochwalić się swoim dzwonkiem i wykorzystał ku temu najlepszą sposobność.

Panowie, zauważyłam, że jakiś dziwny kult fiuta zaczyna się u was już w młodym wieku – rysujecie pstrokate kutasy na kartkach zeszytów do religii, później ci co odważniejsi, ubarwiają prąciami fasady budynków, a z czasem niektórzy z was wysyłają zdjęcia swoich Jasiów do przypadkowych kobiet, albo biegają w nocy po parku i demonstrują przyrodzenia przypadkowym przechodniom. Czy wy, faceci, macie jakąś obsesję na punkcie swoich pindoli? Serio pytam.

<<< W poprzednim odcinku m.in. niemiecki areszt i mamusine porządki


Oglądany: 63096x | Komentarzy: 38 | Okejek: 180 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.10

22.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało