Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

"Wojna klonów" - Lego ma spory problem z zalewem chińskich podróbek!

60 395  
238   102  
W tym roku nad polskim morzem mamy dwie plagi - sinice i wszędobylskie podróbki. Na każdym kramiku z zabawkami absolutnym hitem są pudełka z zestawami LGEO, LƎGO i innymi bezczelnymi klonami produktów słynnych klocków. Wygląda na to, że słynna duńska firma przegrywa walkę z chińskimi producentami tanich klonów.


Dawno temu znalazłem pod choinką wymarzony prezent – pudełko z garstką klocków i kilkoma ludzikami. To był malutki zestaw, z którego zbudować można było ruiny jakiejś pirackiej bazy. Moi rodzice wydali na tę niespodziankę prawdziwą fortunę. Dziś gabarytowo podobne klockowe pakiety można kupić na straganie za równowartość ekonomicznego obiadu w smażalni ryb. Co sprawiło, że jak grzyby po deszczu powstają firmy produkujące bezczelne kopie klocków Lego – firmy znanej z niezwykłej zaciekłości w tępieniu konkurentów, których klocki choćby odrobinę przypominają oryginalne produkty Duńczyków? Cała sprawa dotyczy patentów i prawnych nieścisłości.




Cofnijmy się do 1949 roku, kiedy to duński cieśla Ole Kirk Christiansen, założyciel firmy „Lego”, która dotąd zajmowała się produkcją zabawek z drewna, skontaktował się z dostawcą formy do wytwarzania plastikowych odlewów. Tych samych, z których korzystała brytyjska firma Kiddicraft. Duńczyk zaintrygowany był klockami z systemem łatwego łączenia się.



Zaopatrzenie klocków w charakterystyczne wypustki było tak dobrym pomysłem, że Kiddicraft zastrzegło swój wzór patentem w 1939 roku. Na szczęście dla Ole i innych zagranicznych biznesmenów z branży zabawkarskiej – patent dotyczył tylko Wielkiej Brytanii, więc już pod koniec lat 40. wiele firm rozpoczęło produkcję klocków bezczelnie zgapionych od brytyjskiego producenta. Sam właściciel Kiddicraft aż do swojej śmierci nie zdawał sobie nawet sprawy, że Christiansen podbił prawie cały europejski rynek swym bezpardonowo zerżniętym produktem.



Ole nie był w ciemię bity i wiedząc, że "karma może do niego wrócić", szybko zaprzągł do roboty prawników, którzy zajęli się opatentowaniem wszystkich rozwiązań. Niestety, patenty nie są wydawane na wieczność i już w 1978 roku, po 20 latach od wydania, wygasł ten dotyczący rozmiarów i kształtu klocków. Co to oznaczało? Ano to, że odtąd każdy mógł produkować klocki kompatybilne z Lego! Już niedługo na rynku pojawiła się firma Tyco ze swoimi „zamiennikami” oraz reklamą, która wprost odwoływała się do szlagierowego artykułu duńskiego potentata:



Prawnicy Lego wyciągnęli działa i ruszyli na sądowe wojny z Tyco oraz innymi producentami legopodobnych klonów. Niestety, Duńczycy rzadko kiedy mieli szansę na wygraną.
Najważniejszym z patentów był ten dotyczący wewnętrznych tub, które dodano do każdego z klocków. Takie usprawnienie sprawiło, że małe elementy jeszcze lepiej się siebie trzymały. Aby uchronić się przed konkurencją, Lego postanowiło zastrzec też kilka innych rozwiązań. Poniżej możecie zobaczyć prototypowe klocki, których wzór został opatentowany.



Czy to jednak oznacza, że inne firmy machnęły ręką i zajęły się chociażby sadzeniem marchwi? Oczywiście, że nie! Tak na przykład poradził sobie inny producent klonów Lego – Tente.



Przy okazji prowadzonych przez Lego batalii duńska firma mocno straciła na swej autentyczności, gdy na jaw wyszło, że ich rewolucyjny produkt jest niczym innym, jak kopią klocków Kiddicraft. Firma produkująca podróbki zabawek innej firmy miała pretensje do firm podrabiających ich produkty. Jednym słowem – absurd.



Jakby spodziewając się skutków wygaśnięcia patentu, w 1975 roku włodarze firmy postanowili wprowadzić coś świeżego, co mogłoby stać się nowym znakiem charakterystycznym, odróżniającym zestawy Lego od klocków konkurencji. Tym czymś okazała się mala figurka - człowieczek kompatybilny z klockową wypustką. Prekursor znanych dziś ludzików wyglądał tak:



Dopiero trzy lata później na rynku pojawiły się figurki, które wszyscy znamy. To posunięcie duńskiej firmy okazało się strzałem w dziesiątkę. Wszyscy pokochali te małe, pokraczne postacie z ruchomymi kończynami. Do 2006 roku Lego sprzedało 4 miliardy tych ludzików!
Tymczasem w 2011 roku, po 50 latach, wygasł ostatni z najważniejszych patentów Lego – ten dotyczący wewnętrznych tub. Teraz już nic nie stało na przeszkodzie, aby rynek zalały identyczne wręcz kopie duńskich klocków. W tej sytuacji firma musiała podjąć jakieś kroki, aby nie zaginąć gdzieś w gąszczu własnych klonów.

Nadszedł czas na wprowadzenie nowej polityki. Lego postawiło na kupowanie licencji do wykorzystywania znaków towarowych i postaci filmowych. Już w 1999 roku firma nabyła prawa do produkcji zabawek opartych na „Gwiezdnych Wojnach” oraz „Kubusiu Puchatku”. Współpraca z Disneyem i Lucasfilm odniosła sukces, więc już w 2006 roku prawnicy duńskiego potentata doszli do porozumienia z Warner Bros. Pojawiły się zestawy z Batmanem, Harrym Potterem, Indianą Jonesem, a nawet i postaciami ze stajni Marvela i DC.



Mało tego! Lego stworzyło też własną, telewizyjną markę, czyli cieszący się niezwykłą popularnością serial „Ninjago”. Pomysł ten okazał się strzałem w dziesiątkę – produkty związane z tą franczyzą do dziś sprzedają się jak ciepłe bułeczki.



Ten sukces nie oznacza jednak, że konkurencja poddała się. W tym momencie chińscy producenci podróbek Lego stali się jeszcze bezczelniejsi niż wcześniej i nie tylko kopiują sam kształt i budowę klocków (do czego mają prawo), ale i tworzą identyczne z oryginałami klony charakterystycznych, żółtogłowych ludzików.

Trzy lata temu Duńczycy wygrali długą batalię o prawa autorskie do nich. Sąd uznał wówczas, że figurki to nie klocki. Pełnią one jedynie funkcję estetyczną, co oznacza, że mogą być chronione prawami autorskimi! I tak na przykład produktów polskiej firmy Cobi, w której ludziki różnią się budową od figurek Lego, nie należy traktować jako nielegalne podróbki. Co innego natomiast można powiedzieć o chińskiej firmie Lepin, która posunęła się nie tylko do chamskiego klonowania klocków i ludzików Lego, ale także i do tworzenia całych nielicencjonowanych zestawów, które na pierwszy rzut oka (na drugi też – jakość jest tu naprawdę dobra!) niczym nie różnią się od oryginałów! Z tą ostatnią firmą duński potentat prowadzi właśnie krwawą, sądową batalię.


Mimo że sprawa jest przesądzona i Lepin podzieli los innego producenta podrabianych zestawów, czyli firmy Bela (te kopie były tak dobre, że problem z odróżnieniem ich od oryginału miał nawet dyrektor chińskiego oddziału Lego!), to póki co na nadmorskich straganach za grosze kupić można fałszywki produkowane przez dziesiątki innych, chińskich koncernów. Oto jakie "skarby znalazłem podczas krótkiego spaceru po deptaku w Dębkach.


Pekomon Go - Musizs złapća je wszystkei!


Ninja's go prawie jak Ninjago!;)


To akurat całkiem niezła kopia Bizarro - ludzika, który oficjalnie dostępny był tylko na Comic Con w 2012 roku. Można by rzec - rarytas!


Na koniec prawdziwa perełka - automat, którego twórcy zaklinają się, że mamy do czynienia z oryginalnymi produktami Lego. A co mi tam - wrzuciłem piątaka... Oto co znalazłem w środku:


Fuck yeah! Upośledzony, przezroczysty Superman z fryzurą "na grzybka" i odłupanym szkiełkiem od pingli!:D

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15

Oglądany: 60395x | Komentarzy: 102 | Okejek: 238 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.10

22.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało