Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Kulawy kupuje samochód - czyli rzeczy, o których nawet nie pomyślisz kupując cztery kółka

85 080  
430   93  
Ale jak to? Osoba, która ma niewładne nogi może prowadzić samochód? Sama? Tak kierować nim bez niczyjej pomocy? Może! I pokażę Wam w tym artykule, jak wybieram samochód oraz jak go muszę dostosować, by móc się nim poruszać.



Jeszcze 40 lat temu wyboru wielkiego dla kulawców nie było. Albo jeździłeś tym...



...albo na nic innego stać Cię nie było.

Ale na szczęście czasy się zmieniły.

Czym się kieruję wybierając samochód?

Jest kilka czynników, które decydują o zakupie modelu. I wcale nie jest to jego kolor, choć wiadomo, że zielonego samochodu nie kupię choćby nawet nie wiem jak atrakcyjną cenę miał, bo nie lubię zielonych samochodów. I myślę, że temat jest ciekawy, bo ja zwracam uwagę na takie detale, które innych nie interesują.



Po pierwsze sam typ samochodu (rodzaj nadwozia). Ponieważ jestem osobą zaprotrezowaną i to dość specyficznie, to moje wsiadanie do auta wygląda inaczej niż innych osób niepełnosprawnych. Muszę wstać z wózka przy pomocy kuli i samego samochodu, a potem się złamać wpół, by wsiąść do auta. Tak więc by móc wstać samochód nie może być za niski (z tego powodu z bólem serca skreślam wszystkie Ferrari, Lamborghini, czy 911 i im podobne), oraz nie może być za wysoki (i tu bez żalu skreślam wszelkie SUV czy crossovery i z żalem vany oraz prawdziwe terenówki). Tak więc auto musi być normalne. Czyli takie zwyczajne, jakie jeszcze jeździły zanim zaczęło się udziwnianie. Na szczęście jeszcze są takie produkowane i jest w czym wybierać.

Rodzaj auta mamy załatwiony. Teraz przejdźmy do szczegółów. Zdjęcia pochodzą z mojego obecnego auta, bo nie przyszło mi do głowy, by sfocić te szczegóły w aucie poprzednim.



Po pierwsze rant na szybie. No musi być, bo muszę się czegoś złapać przy wchodzeniu. Im większy, tym lepiej. No i nie może być w nim schowanej wycieraczki. Nie wyobrażam sobie wchodzenia do auta jak te wycieraczki pracują. W Mercedesie do dziś wiedzą jak taki wygodny rant zrobić. No tam jest za co złapać. Ale tacy Japończycy, Francuzi, czy Włosi tego rantu nie robią, albo robią sporadycznie. I te samochody jak dla mnie odpadają w przedbiegach, a szkoda ogromna.



Sprawa druga - drzwi. No muszą się otwierać szeroko. Najlepiej pod kątem prostym lub do niego bardzo zbliżonym. I muszą w tej pozycji zostać. Bo często jest tak, że takie drzwi daje się otworzyć szeroko, ale co z tego, jak one odbijają i zostają w położeniu takim na 70 stopni otwarcia. Albo otwierają się max na 70 stopni. Mi niestety to nie wystarcza... No i same drzwi muszą mieć ramki, bo często się na nich wieszam na chwilę. Wiem, że tak nie wolno, ale czasami trzeba.



Skoro wsiadanie mamy opanowane, to dalej rzeczy, które ułatwiają życie. Trzecie kryterium to sterowanie foteli. Najlepiej w pełni elektryczne przesuwanie przód - tył. Reszta może być mechaniczna. Bo o ile zdrowy człowiek sobie nogami pomoże przy przesunięciu fotela o tyle osoba, która ma nogi bezużyteczne - no cóż ciężko jest jej się nogami zaprzeć. Choć nie mówię, że to niemożliwe, bo żona ma auto bez elektryki foteli i też daję radę. Ale jeżdżę tam jako pasażer i nie muszę fotela co do milimetra ustawiać, by czuć się komfortowo jak za kierownicą, gdzie ważna jest sylwetka kierowcy. Jak to robię u żony? Jak przyspiesza to zwalniam blokadę i fotel leci w tył. A jak hamuje - w przód. Taki sprytny jestem. W moim przypadku znaleźć komfortową pozycję za kierownicą to prawdziwa mordęga. A to protezy ugniatają, a to kręgosłup boli, a to za daleko kierownica, a to za blisko, a to proteza wpada pod hamulec, a to druga bezsensownie naciska gaz. No ale w końcu uda się znaleźć ideał. Gdzie pozycję mam prawidłową, a podparcie lędźwi czy kąt oparcia i siedziska są idealne. I ręce na kierownicy ułożone tak, jak trzeba.



I tu przydaje się pamięć ustawień (kryterium piąte). Bo jak żona wchodzi do auta i przestawia fotel, to wystarczy potem nacisnąć guziczek i fotel ustawia się jak potrzeba. Bez kilkugodzinnego kombinowania i dopasowania się.

Co do foteli. Tapicerka - tylko i wyłącznie skórzana jak dla mnie. By to dobrze zrozumieć - zobaczcie to zdjęcie poniżej.



Jest to proteza stosowana przy wyłuszczeniu stawu biodrowego. Więc jest to kosz do którego zamocowana jest proteza. I ja takie coś mam, tylko że jest to podwójne wyłuszczenie. Czyli kosz jest pełny, a ja mam do niego na stałe przymocowane obie protezy. Więc by wysiąść z auta muszę się odwrócić o 90 stopni. A najlepiej mi się odwraca na skórze, która jest śliska. I fotele najlepiej płaskie stołki. W żadnym wypadku kubełki (kryteria szóste i siódme).



Dlaczego zatem mam alcantarę i kubełki w aucie? Nie mam pojęcia. Może dlatego, że nie chcę mieć auta idealnego? Po to, bym ciągle ideału poszukiwał? A może zwyczajnie na alcantarze aż tak człowiek się w lato nie poci jak na skórze i dla wygody moich pasażerów jestem w stanie zrezygnować z tej odrobiny luksusu? Nie wiem. A kubełki - cóż do auta wsiadam i wysiadam z niego raz podczas podróży. A podróżuję kilka godzin. Na płaskich fotelach spadałem w zakrętach i to denerwowało ciągle. A na kubełkach denerwuje tylko podczas wysiadania. Wybrałem mniejsze zło.







Za to żony auto (zdjęcia powyżej) ma jedno genialne przetłoczenie w tapicerce. Producent zrobił je absolutnie nieświadomie i jest to niejako przedłużenie podłokietnika, ale ja z niego korzystam przy wysiadaniu łapiąc ręką za to przetłoczenie i obracając się w fotelu. Jak dla mnie to takie przetłoczenia na słupkach mogły by być wszędzie. No i ma fotele skórzane, więc łatwo się wsiada i wysiada pomimo kubełkowatego kształtu.



Progi auta - kryterium ósme. Nie powinny być za wysokie, bo moje protezy mają pewien zakres unoszenia. Z tego powodu odpadł Mercedes i BMW, które miały progi bardzo wysokie. Za to Jaguar XF ma progi bajecznie niskie, za to nie ma rantu przy szybie, drzwi nie otwierają się szeroko oraz ma za długie drzwi przednie, a ja podczas siadania na wózek muszę złapać się za słupek, by nie popsuć wózka przy siadaniu na niego. No i samo miejsce kierowcy nie może być za wąskie. Jego szerokość determinuje rozstaw protez, które są na stale związane z koszem.



Po dziewiąte - skrzynia biegów. Do tej pory myślałem, że manual jest niezastąpiony, dzięki niemu panuję nad autem i ogólnie nie ma alternatyw. Nawet doszkalałem się na aucie z manualem. Aż w końcu ktoś kiedyś mnie przewiózł autem z automatem. I w sumie spodobało mi się. Więc sobie powiedziałem - A czemu nie? I zacząłem rozglądać się za autem z automatyczna skrzynią biegów.



Bagażnik jest dziesiąty na liście. I tu narodziły się dylematy. Bo jak nie jadę sam, tylko z rodziną, to wózek żona pakuje do bagażnika. A ja osobiście kocham auta segmentu C, czyli popularne kompakty. No uwielbiam je i już. Są na tyle niewielkie, że w mieście nie ma z nimi problemów i na tyle duże, że na trasie nie męczą. No i jest wybór pomiędzy sylwetkami, silnikami, wyposażeniem. Słowem raj. Najpopularniejszy segment. Ale. No właśnie. Jak do takiego kompaktu wpakuje się wózek do bagażnika, to prócz dwulitrowej butelki z napojem nic więcej się tam nie włoży. Więc kompakt super, ale pod warunkiem jazdy na krótsze trasy, ewentualnie wyjazdy jednodniowe. Lub trzeba montować bagażnik dachowy, ale kto z nim jechał, ten wie jakie to głośne. Tak więc trzeba rozejrzeć się za czymś większym, gdzie do bagażnika zmieści się i wózek i bagaż i we w miarę komfortowych warunkach samochód przewiezie rodzinę, a z zapakowaniem wszystkiego problemów nie będzie. Więc kombi (i to kryterium dziesiąte). I jeszcze żeby było oszczędny, miał niezawodny silnik. I by każdy kowal we wsi go naprawił (kryteria 11, 12 i 13).



A co do samego prowadzenia. Ponieważ siedzę w koszu, to mam niewielki problem z odwracaniem się podczas cofania. No i jak się odwrócę, to hamować nie mogę, bo ręka hamulcowa jest na oparciu siedzenia. Dlatego cofam na lusterka. Jest to możliwe do nauczenia się, a po pewnym czasie robi się to naturalne. W obu moich autach przy cofaniu prawe lusterko opuszcza się, co było i jest niesamowitym udogodnieniem! Znakomitą pomocą są czujniki parkowania, a jeszcze lepszą była by kamera cofania, ale nie wymagajmy zbyt wiele. Czujniki wystarczą i są czternaste na liście. Według takich kryteriów wybierałem pierwsze auto, które kupiłem po wypadku.

Przeglądałem długo, przymierzałem się do wielu. A jak wygląda moje kupowanie samochodów - o tym piszę tutaj. Po roku szukania i przymierzania się wybór padł na Lagunę II kombi, a wygrała ze względu na stosunek ceny do tego co oferuje i przez to, że można było sobie z tyłu samą szybę otworzyć bez otwierania klapy. Ale po skontaktowaniu się z firmą montującą oprzyrządowanie dla niepełnosprawnych okazało się, że do Lagun tego nie dadzą rady zrobić. A że był to rok 2005 to zacząłem poszukiwania na nowo z listą aut, które dostosować mogą (w zasadzie od tego powinienem zacząć). Z listy od razu skreśliłem Sienę i Multiplę, przejrzałem kolejnych kilkanaście pozycji i wybór padł na... Passata. I to 1.9 TDI. Z tiptonikiem. B5 po lifcie w nadwoziu kombi... Miał ranty na szybie, szeroko otwierane drzwi, automatyczną skrzynię biegów, spory bagażnik, płaskie fotele i elektryczne sterowanie foteli z pamięcią.









Wtedy uważałem to za świetny wybór (wtedy jeszcze Passat nie miał statusu Januszowozu). Był pojemny, praktyczny i nie psuł się tak bardzo. Służył mi 10 lat i od razu wiedziałem, że z Dieslem się nie zwiążę na zawsze, bo odkąd pamiętam w rodzinie były auta z silnikami benzynowymi, a ja swoją karierę kierowcy zaczynałem od Malucha.

Podczas użytkowania samochodu zrobiłem w nim trochę modyfikacji, w tym dwie jak się okazało bardzo potrzebne.



Pierwszą modyfikacją było dodanie lampek czerwonych obrysowych w drzwi. Jako, że drzwi otwieram szeroko, to taka modyfikacja pozwalała mi czuć się bezpiecznie.



Natomiast modyfikacją drugą było dodanie lampek w klapie, które oświetlały przestrzeń z tyłu auta. Na te lampki nalegała żona, która prosiła, bym coś wymyślił, bo w nocy ciężko jej składać wózek wyjęty z bagażnika.



Moje obecne auto te bajery ma w standardzie i z żoną bardzo sobie je chwalimy. Niby nic wielkiego, a jak ułatwia życie.



I już od momentu zakupu Passata zaczęły się poszukiwania ideału. Auta następnego. Wiadomo było, że następny samochód nie będzie miał Diesla, bo życie jest za krótkie, by jeździć Dieslem. Wiedziałem też, że nie chcę mieć żadnych turbin, bo przecież nie ma zamiennika na pojemność silnika. I wiedziałem, że samochód musi mi się podobać jeśli idzie o brzmienie. I po 10 latach jest on. Praktyczne kombi, z napędem na 4 koła, czyli idealnym samochodem dla rodziny.



No ale ponieważ ja jestem motoryzacyjnym pasjonatem, to nie miało być prawa do końca wszystko nudne i przewidywalne. Dlatego motorownia jest taka, a nie inna...



Póki co spełnia moje kryteria, więc się cieszymy z obcowania z sobą. I dziwią mnie komentarze w stylu - po co w Polsce Ci V8. Niepraktyczny i dużo pali. Może i tak, ale za to jak brzmi... I dopóki mnie stać na utrzymanie tego auta dopóty będę nim jeździł.

Jak się tym samochodem jeździ?



Jak każdym innym. W ruchu nadążam za innymi, żadnych oznaczeń nie wożę na aucie, by sugerować, że kierowcą jest kulawiec. Jedyne co, to podczas parkowania wyjmuję kartę parkingową, która i tak na stałe siedzi w osłonie przeciwsłonecznej.

Po co Ci taka moc, jak sobie z nią radzisz?



Normalnie. To, że samochód ma 335 koni nie oznacza, że ze wszystkich korzystam co chwila. Delikatne ruszanie nie powoduje wykorzystania pełnej mocy. A waga auta (2 tony) i napęd na 4 koła sprawiają, że samochód prowadzi się wyśmienicie. No i co dziwne. Silnik nie prowokuje do gniecenia go do odcinki. Najpiękniej brzmi przy 90-100 km/h i właśnie z takimi prędkościami głównie jeżdżę poza terenem zabudowanym. Nawet na autostradach - nie spieszy mi się. Tylko prawy pas i leniwy cruising. Chyba do tego to auto stworzyli, tak mi się wydaje. Albo wyrosłem już z czasów, gdzie trzeba było wykorzystać to, co samochód potrafi. A moc przydaje się podczas wyprzedzania.

Czy na drogach widać, że kieruje autem osoba niepełnosprawna?

Jeśli auto nie jest oznaczone naklejką, to nie widać. Jedynie można się spostrzec po dodatkowym wyposażeniu. Droga to w zasadzie dla mnie jedyne miejsce, gdzie jestem równy z innymi kierowcami. Nikt nie widzi mnie na wózku, tylko mnie w samochodzie. Podobnie jak setki innych mijanych kierowców - jestem absolutnie taki sam jak inni. I za to kocham samochody. Pozwalają mi się czuć takim samym jak każdy.

Jak się prowadzi samochód z oprzyrządowaniem?



Wymaga to wyrobienia sobie nawyków i przestawienia się na ręce, ale... prowadzi sie takie auto zaskakująco wygodnie. Automat sam zmienia biegi, do Ciebie należy przyspieszanie, hamowanie włączanie kierunków i odpowiednich świateł. I tyle. Pierwsze samochody były sterowane w 100% za pomocą rąk i ludziom wtedy to nie przeszkadzało, więc czemu miało by przeszkadzać dziś? Nie ma w tym czarów i magii, ot zwyczajne prowadzenie samochodu. Obręczą dodaje się gazu, wajchą obok hamuje. Jest ona połączona mechanicznie z hamulcem. Opanowania wymaga dodawanie gazu na zakrętach, by auto nie szarpało jak operujemy kierownicą. Ale to wszystko przychodzi wraz z kilometrami. Podobnie jak nauka prowadzenia samochodu. Od razu się kierowcą nikt nie urodził. Ponadto te urządzenia mają ogromną zaletę. Musisz mieć ręce na kierownicy lub przy niej, by przyspieszać lub hamować, więc taki kierowca nie zajmuje się pierdołami typu czytanie i pisanie SMS, tylko skupia się na prowadzeniu samochodu. O prowadzeniu opowiem i pokażę je w poniższym filmie.

Dzięki Waldku za poświęcony czas i chęć nagrania materiału!

Jaki jest koszt przystosowania samochodu?

A to różnie. Wszystko zależy od typu urządzeń, czy stopnia ich skomplikowania. Widziałem cudeńka z kierownicą przeniesioną na drzwi. Więc można powiedzieć, że koszt zaczyna się od tysiąca złotych, poprzez urządzenia takie jakie ja mam, gdzie ich koszt to około 10 000 złotych aż po urządzenia, których koszt może się równać kosztowi zakupu samochodu. Bowiem można wyposażyć samochód w windy, przesuwne drzwi, podajniki wózków, cuda, cudeńka. Więc koszt takiego oprzyrządowania może sięgnąć nawet i 100 000 złotych.

Czy tak dostosowany samochód może prowadzić osoba w pełni sprawna używając normalnych pedałów gazu i hamulca?

Tak.

Czy jak osoba sprawna naciśnie pedał gazu i przez przypadek przy hamowaniu albo niechcący na zakręcie wciśnie także obręcz gazu na kierownicy to co się stanie?

Nic się nie stanie. Albo działa gaz w kierownicy, albo w podłodze. Jak aktywujemy ten w kierownicy to będzie on aktywny aż do wyłączenia zapłonu. Ten w podłodze nie będzie działał. Identycznie z gazem w podłodze. Po jego aktywacji dezaktywujemy ten w kierownicy. I wszystko działa po CAN tak, jak producent samochodu przewidział. Cały czas dla samochodu widoczny jest tylko jeden gaz o co dba komputer sterujący urządzeniami.

I na zakończenie kilka słów o kopertach dla osób niepełnosprawnych. Wiem, że to temat drażliwy, ale będę go poruszał przy nadarzających się okazjach, a artykuł o samochodzie dla niepełnosprawnych taką okazją jest.


Koperty są jak malowane, karty nie ma, ale co mi tam. Przynajmniej blisko wejścia miejsce mam, śmignę szybko i obkupię co trzeba. Kulawy niech zasuwa z końca parkingu... Pan z Opla to okaz zdrowia wyszedł ze sklepu obładowany siatami. Jego żona też. Wsiedli i odjechali bez poczucia wstydu.

Dlaczego kopert dla niepełnosprawnych jest tak dużo?

Przepisy mówią ile ich powinno być i tak:
1 stanowisko – jeżeli liczba stanowisk wynosi 6–15;
2 stanowiska – jeżeli liczba stanowisk wynosi 16–40;
3 stanowiska – jeżeli liczba stanowisk wynosi 41–100;
4% ogólnej liczby stanowisk jeżeli ogólna liczba stanowisk wynosi więcej niż 100.
Czyli na każde 100 miejsc parkingowych są 4 miejsca dla niepełnosprawnych. To dużo, czy mało? Na to pytanie niech każdy odpowie sam. Ja tylko proszę - uszanujcie te miejsca. A nie że zdrowy byk z kartą na dziadka tam parkuje. A potem zdziwienie, ze płaci 500 zł za nieuprawnione parkowanie i 300 zł za nieuprawnione posługiwanie się kartą parkingową. A takie właśnie są kary. Szkoda, że praktycznie wcale nie są egzekwowane. A już szczyt bezczelności to takie postawienie samochodu, że zajmuje dwa miejsca dla niepełnosprawnych, a i takie ameby umysłowe widziałem. Pamiętaj - jesteś osobą sprawną - przejdź troszkę po parkingu. Tobie to kłopotów nie sprawi, a osobie z niepełnosprawnością ruchową i owszem. Choć wiem, że ten apel i tak nie dotrze do ludzi, którzy swoje samochody parkują praktycznie w drzwiach marketu...

A dlaczego te miejsca są takie szerokie?

Przecież na dwóch miejscach można by trzy samochody zmieścić, co za marnotrawstwo przestrzeni - usłyszałem nie raz i nie dwa. Otóż - te miejsca są takie szerokie nie bez powodu. Osoba poruszająca się na wózku musi podjechać do samochodu, otworzyć drzwi najszerzej jak się da i wejść do auta. Osoba sprawna wystarczy, że drzwi uchyli i wejdzie. W przypadku wózków nie ma takiej opcji. Albo jest na tyle szeroko, ze dojedziesz wózkiem do samochodu i go otworzysz, albo czekasz aż ktoś, kto nie uszanował miejsca dla niepełnosprawnych i Cię przyparkował odjedzie. Poniżej film gdzie Waldek pomaga mi wsiąść do samochodu (nie wzięliśmy kul i nie mogłem sam zająć miejsca w samochodzie). I film ten pokazuje ile miejsca trzeba, by taka osoba wsiadła. Zarówno jako kierowca, jak i pasażer. Pamiętajmy o tym.


A w następnej części kilka słów o moim życiu codziennym, moich pasjach i dziwactwach (a za takie uważam zabawę kolejkami elektrycznymi).

Oglądany: 85080x | Komentarzy: 93 | Okejek: 430 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.09

18.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało