Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Ciekawostki o kasynie oczami osoby pracującej w tym biznesie

61 815  
857   68  
Sobol3d pisze: Po przeczytaniu na Joe Monster artykułu o kasynie pomyślałem, że przybliżę trochę ten świat, pozytywny feedback od Was pod pytaniem, czy jesteście zainteresowani takim tematem był na tyle duży, że zaowocował tym, co przeczytacie poniżej. Mam nadzieję, że uzyskacie w nim odpowiedzi na interesujące Was pytania i wątpliwości. UWAGA! Będzie dużo czytania!



Na wstępie zaznaczę również, że mimo tego, co jest pokazywane w filmach i serialach, kasyno wcale nie jest niebezpieczne, tak jak to się może na pierwszy rzut oka wydawać. Nie będę też opisywał szczegółowo zasad gier, bo nie jest to nic, czego nie można się dowiedzieć w ciągu 10 minut, podstawowe informacje na temat gier pojawią się tam, gdzie będzie to niezbędne do wyjaśnienia opisywanej sytuacji czy historii. To tyle tytułem wstępu, miłego czytania.

Jak się zostaje krupierem?

Ja zostałem krupierem trochę z przypadku, nie planowałem takiego zawodu, nie wiem, czy ktoś w dzieciństwie o tym marzył. W moim przypadku trafiłem na ogłoszenie w gazecie o treści mniej więcej (teraz już jej nie pamiętam) "Kasyno zatrudni krupiera, doświadczenie niewymagane”, do tego nr telefonu. To było jeszcze w tych czasach, gdzie ogłoszenia w Gazecie Praca miały 2 linijki i nikt nie pisał o tym, że „w młodym ambitnym zespole”, „fantastyczna atmosfera” itp.

Po dodzwonieniu się, pani, która odebrała, powiedziała, że zaprasza na rozmowę kwalifikacyjną i podała konkretny termin. Kiedy dotarłem na miejsce okazało się, że jest jeszcze kilkaset innych chętnych. Sama rozmowa odbywała się w kasynie, które miało być otwarte za 2-3 miesiące, brakowało wielu rzeczy, ale wykładziny, tapety, zasłony, oświetlenie itp. już zostały zainstalowane na swoich miejscach. To był mój pierwszy kontakt z „kasynem”, więc wrażenie było duże - przepych, to określenie wg mnie najlepiej oddaje pierwsze odczucia. Sama rozmowa kwalifikacyjna trwała dosłownie chwilę, podchodziło się do stolika (aby przyspieszyć ten etap było ich kilka), przy którym siedziały 3 osoby. Na początku trzeba się było przedstawić, zostawić CV, pokazać dłonie (krupier pracuje rękami) i na koniec jedna z osób zadała po angielsku jakieś głupie pytanie typu, „jak spędziłeś ostatnie wakacje?”. I na tym ten etap się zakończył.

Kilka dni później otrzymałem telefon, że zapraszają na szkolenie jutro od 7:55 do 11:55 lub od 12:00 do 16:00 (można było wybrać jak komu pasowało, ja wybrałem 7:55), również do kasyna, żadnych informacji więcej. Rano stawiło się nas ok. 70 osób. Punkt 8:00 pojawiło się 2 panów, jeden siwy, drugi czarny (pozostanę przy nazywaniu ich po kolorze włosów). „Siwy” się przedstawił i powiedział, że razem z „Czarnym” będą nas szkolić. „Czarny” też się przedstawił i na tym uprzejmości się zakończyły.
Utknęło mi jeszcze w pamięci, jak „Siwy” wskazał na „Czarnego” i powiedział, że prowadzi (czyli obsługuje grę) ruletę najlepiej w mieście.

Następnie przyszła pora na zasady szkolenia, po przedstawieniu których kto chciał mógł jeszcze zrezygnować.
Z najważniejszych to :
- nie można opuścić ani jednych zajęć
- szkolenie będzie trwało ok. 4-5 tygodni
- nigdy się nie spóźniać (o 7:56 zamykano drzwi do kasyna, w późniejszym etapie można było się wkupić czekoladą, po jednej na głowę dla szkolących za każde 10 minut, ale do max 30 minut). Swoją drogą, bardzo mnie to nauczyło punktualności i „szacunku do czasu”
- osoby, które się szkolą, nie mogły pracować nigdzie indziej
- w każdym momencie szkolący mogą podejść i podziękować kursantowi, wyjaśnień nie będzie (było coś wspomniane tylko, że osoby, którym podziękują się do tego nie nadają i nie będzie innych tłumaczeń)
- osoby, które przyjdą po zamknięciu drzwi mogą uznać, że odpadły
- osoby, które choć raz nie przyjdą również mogą nie fatygować się następnego dnia, bo szkoda ich czasu zmarnowanego na dojazd (tak jak wspomniałem wcześniej, po ok. 3 tygodniach pojawiły się pewne furtki, ale dotyczyło to już dużo mniejszej grupy, z którą wiązali jakieś nadzieje, więc nie opłacało im się ich odrzucać)
- słuchamy poleceń szkolących bez sprzeciwu i zadawania głupich pytań.

Dostaliśmy jeszcze trochę ogólnych informacji o kasynie i sposobie funkcjonowania (nie będę tego teraz przytaczał, te informację pojawią się w dalszej części artykułu) oraz, że mężczyźni pracują w czarnych spodniach od garnituru i białych koszulach, natomiast kobiety w białych bluzkach, czarnych spódniczkach, szpilkach i z pomalowanymi na czerwono paznokciami, ale bez tipsów (to były czasy, kiedy królowały tipsy). Te, które je miały, dostały czas do następnego dnia, żeby się tipsów pozbyć. Na szkolenie w tych strojach oczywiście nie chodziliśmy, wydaje mi się, że to było bardziej do dziewczyn skierowane, aby im uświadomić, że będą pracować w spódniczkach (bardziej mini niż przed kolano) i na szpilkach.

Cześć zapoznawczo-informacyjna się zakończyła i zostaliśmy zaroszeni do stołów do rulety. Stołów było chyba 6. Na początku „Siwy” rozrzucił na stole 100 chipów (żetonów), po czym w około 20 sekund je pozbierał i ustawił 5 stacków (takich słupków) po 20 w każdym. To, jak się okazało, było nasze zadanie na pierwsze 2 tygodnie szkolenia. Przez 10 dni po 4 godziny dziennie zbieraliśmy i rozrzucaliśmy te żetony, na stole było ich 1000 (5 kolorów po 200 w każdym kolorze). A my, stojąc po kilkanaście osób wokół stołu, uczyliśmy się je zbierać tak szybko jak to możliwe i ustawiać w stacki po 20 bez ich liczenia. Po 3 dniach w 70% przypadków czuło się w dłoni, kiedy chipsów jest 19, a kiedy 21. W 3 tygodniu ze 100% pewnością można było określić 20. Obejmując stack 4 palcami ciało zapamiętuję miejsce, w którym 20 żetonów dotyka wewnętrznej strony dłoni. Nie znalazłem lepszego ujęcia, które by pokazywało, co mam na myśli.



Na tym etapie nastąpił pierwszy odsiew, codziennie odpadały 2-4 osoby. Na dzień dobry wszystkie te, które (jak zakładam) nie pasowały naszym trenerom pod względem charakteru, 3 dnia wszyscy ci, którzy na koniec nie potrafili zebrać 100 żetonów w czasie krótszym niż 30 sekund. Po 10 dniach zostało nas może ok. 14-17 osób.

Godzinę przed końcem 10 dnia nastąpiło zakończenie zbierania i dostaliśmy zadanie domowe na weekend. Zadaniem była tabliczka mnożenia dla cyfr 6, 8, 11,17 i 35 (równowartość niektórych wypłat w rulecie) - w każdym przypadku trzeba było nauczyć się ich mnożenia od 1 do 15. Dostaliśmy również informację jakie są wygrane na stole do rulety w obrębie 1 numeru. Obrazek poniżej (obstawiając na liniach możemy obstawić 2, 3, 4 lub 6 numerów jednym żetonem, cyfra na żetonie to wygrana dla wartości 1 + żeton wygrany, który jeśli wygra zostaje na stole i można go sobie zabrać, ale 95% graczy go tam zostawia).



Dostaliśmy również zestaw, powiedzmy, „fiszek”, na których były rozmieszczone różne układy, a na drugiej stronie łączna wartość wygranej (od lewej to 60, 68, 69).



Było tego ok. 20 różnych kombinacji (te najczęściej używane przez graczy), tego wszystkiego mieliśmy się nauczyć na pamięć na poniedziałek.

W poniedziałek pierwsze zaskoczenie, grupa poranna i popołudniowa została połączona w jedną ok. 30-osobową, a szkolenie trwało już 8 godzin. Dzień rozpoczęliśmy standardowo od zbierania żetonów, po ok. 30 minutach „rozgrzewki” (od tej pory nasz każdy kolejny dzień na kursie tak się zaczynał) uczyliśmy się, w jaki sposób przesuwać stacki w zależności od tego, ile żetonów ma się przesunąć, oraz jak je dzielić w przypadku, kiedy musimy wypłacić klientowi ich np. 57 albo 46 (stacki są po 20, nikt ręcznie z góry odpowiedniej ilości nie zdejmuje, są na to różne techniki); te czynności po 2 tygodniach zbierania żetonów przychodziły bardzo łatwo i doskonalenie ich trwało ok. 3 dni.

Oczywiście na koniec poniedziałku było odpytywanie z tabliczki mnożenia i fiszek z układami. Z fiszkami trzeba się było uporać chyba w 30-35 sekund, z tabliczki pytali na wyrywki kilka numerów, po tym teście we wtorek na szkoleniu było nas o kolejne kilka osób mniej, ale codzienny odstrzał już nikogo nie dziwił. Na koniec 3 tygodnia umieliśmy już przesuwać żetony, puszczać kulkę w kole (co wbrew pozorom jest dosyć ciężkim zadaniem na początku) i liczyć w pamięci wielokrotności wygranych (tzn. wydawało nam się, że umiemy). I na tym etapie było nas już ok. 18 osób.

Na początku 4 tygodnia dostaliśmy fałszywe pieniądze, każdy po ok. 5000 PLN, i zaczęliśmy grać na 2 stołach. Każdy z nas przez ok. 30 minut był krupierem, a potem wcielał się w rolę gracza. Wtedy to jeszcze wyglądało w miarę OK, po czym do stołu dosiedli się „Siwy” z „Czarnym” i zaczęli pokazywać, jak mogą zachowywać się najgorsi gracze, z którymi się spotkamy: przekleństwa, krzyczenie na krupiera, chęć postawienia po wypadnięciu numeru i ciągłe pospieszanie. Na koniec dnia przez 15 minut ruletę pokazowo poprowadził „Czarny” i zobaczyliśmy, jak jesteśmy tragiczni w tym, co wydawało nam się, że umiemy. Gość działał jak komputer, obliczał i wypłacał żetony szybciej niż ja policzyłem, ile ich jest postawionych (watro zaznaczyć, że wtedy nie obstawialiśmy po 1 żetonie, tylko po kilkanaście lub więcej i numer wygrywający często wyglądał tak jak poniżej).



Ten grzybek to tzw. Dolly, którą oznacza się wygrany numer, żeby sprzątając stół nie zgarnąć wygranych zakładów, najpierw uprzątamy stół zostawiając wygrane zakłady, potem dopiero liczymy wygrane, pamiętając żeby najpierw wypłacić te obstawione pieniędzmi lub żetonami cashowymi.

Tu warto dodać, że w kasynach żetony dzielimy na „cashowe” i „kolorowe”. Cashowe to takie, które mają określoną na nich wartość. Kolorowe to takie, których wartość określa gracz. Przychodzi on do stołu, wybiera sobie kolor i anonsuje np. „żółty po 5 za 400”, krupier oznacza wtedy, że ten gracz będzie grał kolorem żółtym i że umownie jego wartość to 5 złotych, po czym wydaje mu 80 żetonów (400 złotych/ 5 złotych = 80 żetonów). Te żetony na każdym stole są w kilku kolorach, ale dla każdego stołu mają inny obrazek, aby nie było sytuacji, że ktoś weźmie 100 żetonów po 2,5 zł, potem pójdzie na drugim stole weźmie żółty po 50 zł za żeton i te po 2,5 zł przemyci do gry. Z tego też powodu liczy się je na koniec, aby nikt ich nie zabierał do domu. Oczywiście jednym kolorem może grać tylko jedna osoba.

Granie kolorami na niskich i średnich stawkach jest powszechne. Wygrane, które przewyższają liczbę żetonów w kolorze wypłaca się w żetonach cashowych i kolorowych. Np. ktoś postawi 10 żetonów na numer, to w przypadku wygranej powinien dostać 350 żetonów, w obiegu jest ich 200, w tym część u klienta, bo nimi gra.

W przypadku np. gdy jeden żeton ma wartość 2,5 zł, a wygrana klienta to 875 złotych, 75 daje się w żetonach kolorowych, 30 sztuk, a resztę w żetonach np. o nominale 100 zł. Z rzeczy istotnych - tylko żetony cashowe można w kasie wymienić na gotówkę.

W kolejnych dniach zostały dołożone zajęcia z tasowania kart i nasz dzień wyglądał tak, że zaczynaliśmy od 30 minut chipowania (zbieranie żetonów), a potem było przepytywanie z układów, godziny tasowania kart, przesuwania stacków, rzucania kulką. W międzyczasie co ok. 30 minut jeden z nas szedł do stołu, gdzie powadził grę z „Czarnym” lub „Siwym”. Zostały też nam przedstawione zasady blackjacka i pokera (w tamtym czasie królował 5-kartowy poker karaibski. Holdem, ruski itp. powchodziły do kasyn później).

Dwa lub trzy dni poświęciliśmy na doskonalenie technik prowadzenia gier karcianych i wróciliśmy do ruletki. Został nam przedstawiony "racetrack" i jego zasady. To jest ten owal z numerkami na stole do rulety europejskiej, zawiera on sekcje, które łączą grupy numerów obok siebie (nie będę tego dokładnie opisywał, jak ktoś gra w ruletę, to wie o co w tym chodzi, jeśli nie, to jest to wiedza w sumie zbędna). My musieliśmy się nauczyć jakie są numery dla jakiej sekcji, jak się je obstawia i ile jest potrzebne na to żetonów. Te zakłady są zawsze takie same i w 80% obstawia się splitami (czyli jednym żetonem na 2 numery). Jest jeszcze opcja tzw. sąsiadów (stawiając 50 zł na numer na racetracku obstawiasz po 10 zł 5 numerów - ten, na którym postawiłeś oraz po dwa sąsiednie numery po lewej i prawej stronie).

Poniżej racetrack z zakresami liczb dla zakładów. Środkowa sekcja „Orpheleny” to jedyny zakład, gdzie zakres nie jest połączony w ciąg. Polska nazwa to po prostu orfeleny, kiedyś używano jeszcze tłumaczenia „sieroty”, ale to nazewnictwo już raczej zanikło.



Od momentu wprowadzenia kart poza ruletą prowadziliśmy już też pokera oraz blackjacka. Przez ostatnie 3-4 dni poza rozgrzewką, odpytywaniem z racetracka, tabliczki mnożenia itp. cały czas na zmiany prowadziliśmy grę, pozostali byli graczami. Zmiany co ok. 45 minut. W tym czasie odpadło jeszcze kilka osób, do ostatniego dnia zostało nas coś ok. 11, max 14 osób. Podczas 2 ostatnich tygodni szkolenia Siwy i Czarny też zmienili swój stosunek do nas i już nie zachowywali się jak dyktatorzy, a starali się być bardziej wyrozumiali i pomocni. Pierwszego dnia pracy w kasynie zrozumiałem, że musieli być tak wymagający, aby przygotować nas na to, co spotkamy w pracy, ale o tym później.

Wreszcie po 5 tygodniach usłyszeliśmy, że szkolenie się skończyło, że wszyscy jesteśmy przyjęci oraz że zapraszają nas do kasyna na 22:00, aby zobaczyć jak to wygląda podczas pracy. Pojawiły się też takie obostrzenia, jak zakaz gry, picia alkoholu itp. Jednocześnie dowiedzieliśmy się, że do kasyna nie można przyprowadzać znajomych. Jedna z uczestniczek kursu przyprowadziła swojego chłopaka, tj. on wszedł jako gość, nie kursant, ale szkolący poznał go jako osobę, która przyjeżdżała po tę dziewczynę po szkoleniu. Następnego dnia przy podpisywaniu umowy o pracę już jej nie było. Znalazła od ręki pracę w innym kasynie (potem się dowiedziałem, że „Siwy uchodzi za jednego z lepszych trenerów i skończenie kursu u niego gwarantuje technikę użytkową i przygotowanie do prowadzenia gry na najwyższym poziomie, co nie zmienia faktu, że nasze umiejętności w skali od 1 do 10 w porównaniu do już pracujących to było 3, ale uczestnicy innych szkoleń byli na poziomie 1).

Następne kilka dni to załatwianie badań lekarskich (wszystkie opłaca kasyno), zaświadczenie o niekaralności, robienie zdjęć do identyfikatorów i czekanie do pierwszego, kiedy mamy zacząć pracę.

Kilka tygodni to czas, który jest potrzebny, aby zostać krupierem, nie potrzeba do tego specjalnych umiejętności. Uważam, że krupierem może zostać każdy, kto nie ma problemów z mnożeniem w pamięci, technikę i tak się wyćwiczy w praktyce.
Jeszcze jedna rzecz: po 3 miesiącach pracy i przejściu z okresu próbnego trzeba w ciągu kilku tygodni zdać egzamin w Ministerstwie Finansów z ustawy i oficjalnie zostaje się krupierem.

W tym miejscu, zanim przejdę do tego, jak się pracuje i z czym się w kasynie można spotkać, odpowiem na pytania, jakie dostałem w wiadomości i komentarzu, dotyczą one aspektów pracy krupiera, a mogę nie mieć jak do nich potem nawiązać.

Ile się zarabia?

Goła pensja to ok. 1700-2400 zł na rękę (w zależności od stażu pracy), do tego dochodzą napiwki.

Czy brałeś napiwki?

Napiwki są, ale bezpośrednio przy stole się ich nie bierze, przy każdym stole jest tzw „tip box” - zamknięte pudełko pod stołem, do którego wrzuca się wszystkie napiwki (krupierzy żetonami, które dostali jako napiwek stukają we wlot do tip boxu i dopiero potem je wrzucają, taki zwyczaj, wtedy w kasynie słychać, że ktoś dostał napiwek). Na stole jest też drugi pojemnik (drop box), do którego wrzuca się wszystkie pieniądze, które trafiły na stół.



Ten przezroczysty element to popychacz, którym się wrzuca banknoty (kładzie się je nad wlotem i wpycha do środka)

Na koniec dnia te pudełka się otwiera i liczy napiwki z każdego stołu, jak i te otrzymane od kelnerek (z ciekawostek: w liczeniu zawsze uczestniczy osoba z Ministerstwa Finansów, która ma w kasynie biuro na stałe, liczenie napiwków odbywa się po zamknięciu kasyna, w moim przypadku to była 6:00).

Napiwki z całego dnia liczy się w dziesiątkach tysięcy, nie wiem, jak jest w mniejszych kasynach, ja miałem to szczęście, że pracowałem w największym. Kilkanaście stołów do różnych gier, otwarte 22 godziny na dobę, ma to się kiedy zebrać. Jednorazowe napiwki zdarzają się bardzo różne, od 2,5 złotego (wartość najtańszego żetonu) do kilku tysięcy. Ja maksymalnie dostałem 5 tysięcy. Przy czym są gracze, którzy dają napiwki np. przy każdym wygranym rzucie, jak też tacy, którzy dają na koniec swojej gry.

Napiwki są wypłacane 2 razy w miesiącu. Każdy pracownik kasyna ma przypisane tzw. punkty tipowe (przez pierwsze 3 miesiące pracy ma się 2 takie punkty, potem 5, po roku jest już ich 11, max do czego można dojść to 19). Każdorazowo wartość napiwku ustala się dzieląc zebraną w ciągu 2 tygodni kwotę przez wszystkie punkty tipowe, które są w obiegu (do puli liczą się krupierzy, inspektorzy, kelnerki, barmani, obsługa kasy, ochrona, dziewczyny z recepcji, kierowca, który w nocy nas rozwoził po domach i parę innych).

Średnio jeden punkt tipowy wynosi (wynosił?, nie mam aktualnych informacji na ten temat) ok. 110 zł. Wcześniej, jak były dwa kasyna w sieci, to z jednego było to ok. 110 zł, a z drugiego (tego, w którym przed otwarciem mieliśmy szkolenie) ok. 50- 60 zł.

Te pieniądze dostaje się do ręki, w dniu wypłaty napiwków główny kasjer przychodzi z ochroną, wielkim zeszytem i kasetą z pieniędzmi do pokoju krupierów i wypłaca każdemu, kto jest w pracy (wypłaty trwają 3 dni przez ok. 4 godziny, aby każdy mógł się załapać i specjalnie nie fatygować do pracy). Po roku pracy miałem ok. 3600-4000 zł na rękę, z czego pensja wtedy to było ok. 1100 zł. Jak na lata 2002-2003 - nie narzekałem.

Trzeba wiedzieć, że rynek jest coraz płytszy, kasyna się zamykają, mniej jest chętnych do gry i napiwki są mniejsze. Spora część krupierów wyjeżdża do Europy, polscy krupierzy są cenieni za granicą i po 2-3 latach doświadczenia po uzyskaniu potrzebnych pozwoleń nie ma problemu, żeby znaleźć pracę w USA, na Karaibach (często na statkach) czy w Azji.

Podobno jak wystartowało pierwsze kasyno w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, to krupierzy po 2 latach pracy mogli sobie kupić mieszkanie. Biorąc pod uwagę, że napiwki dostawali w walucie, nie w złotówkach, a było to dobre 30 lat temu, jestem w stanie w to uwierzyć. Obecnie takich kokosów już nie ma.

Czy mogę pomóc znajomemu wygrać?

Jedna z zasad jest taka, że nie można prowadzić gier znajomym, pomóc właściwie nie ma jak, nie ma na to żadnych możliwości technicznych, ewentualnie przy rulecie można mocniej lub lżej rzucić kulką i to tyle (co też nie ma żadnego udowodnionego wpływu na sektor, w którym wpadnie kulka). Ten zakaz bierze się z tego, aby uniknąć jakichkolwiek podejrzeń - jak ktoś znajomy przyjdzie do kasyna i podejdzie do stolika, to trzeba poinformować osobę nadzorującą grę o takiej sytuacji i krupier wtedy przechodzi na inny stół lub na przerwę (gościa się nie wyprasza od stołu). Rodzina i znajomi wiedzą, że przychodząc utrudniają pracę i takie sytuacje zdarzają się sporadycznie, czasem przychodzi daleki znajomy, który nie widział cię dawno i nie wie, że pracujesz w kasynie (ty wtedy przeważnie nie wiesz, że on chodzi do kasyna). Podsumowując to pytanie: nie ma możliwości, aby komuś grę ułatwić i pomóc wygrać.

Godziny pracy

Praca jest zmianowa w systemie 8-godzinnym, w tym czasie ma się przerwę 10 minut co ok. 45-60 minut, choć przy dużym natłoku potrafi się stać przy stole i 1,5 do 2 godzin. Kasyno jest czynne od 8:00 do 6:00 przez 22 godziny (teraz już nawet przez całą dobę, zmiana z 00:00 pracuje do 08:00 i ma za zadanie też policzyć wszystkie pieniądze, policzyć żetony i karty (po to, żeby nikt sobie nie zabrał do domu i potem nie dołożył). Praca daje dużo adrenaliny, ale jest też męcząca i wymaga dużo samozaparcia. Taki rodzaj pracy bardzo utrudnia nawiązanie relacji z ludźmi pracującymi normalnie, dlatego sporo związków to są pary złożone z pracowników kasyn. Środowisko jest dosyć specyficzne, jedni asymilują się bardziej, inni mniej - jak wszędzie. Urlop przysługuje ustawowo, ciężko o niego w dni świąteczne z powodu ilości chętnych na taki urlop, trzeba się dogadywać - jedni w tym roku, inni w następnym. Kasyno jest zamknięte 2-3 dni w roku. Święta bożonarodzeniowe, majówki itp. to są dni pracujące.

O tym, jak zostać krupierem i czego można oczekiwać na początku to już chyba wszystko, pora zajrzeć do kasyna i zderzyć się z tym, co wydaje się tak niedostępne dla przeciętnego człowieka.

Praca w kasynie

Pierwszego dnia w pracy już teraz nie pamiętam, wiem tylko, że od samego początku prowadziliśmy gry na stołach z najmniejszymi limitami i miałem zmianę nocną, czyli dużo gości przy stole. Rano grę prowadziły dziewczyny.

Pierwsze dni były bardzo stresujące, w pierwszym tygodniu zwolniło się 5 osób z tych, które przeszły kurs. Gracze potrafią być bardzo niemili, a do tego inspektorki, które nadzorowały pracę dziewczyn, nie pomagały im wcale. Praca w kasynie to jest praca na czas, wszystko musi być zrobione maksymalnie szybko - po tym, jak wypadnie numer, masz kilka sekund, żeby obliczyć wygraną, przygotować żetony i wypłacić graczom. Przerwy między rzutami nie mogą być długie. Jest to praca pod bardzo dużym ciśnieniem, szczególnie prowadząc grę na stole z limitem 100 – 1000, gdzie na na jeden rzut potrafi być postawione po kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy.

Nowym krupierom często podpowiadali gracze, bo przez lata gry sami nabyli lepsze umiejętności niż niejeden krupier, ale inspektorzy od samego początku poganiali i strofowali (taka kasynowa fala, mają zostać najlepsi, a szkolenie nie zweryfikuje tak jak praktyka). Dostawało się jednak głównie dziewczynom - jeśli przełożona jest 50-letnią kobietą, a stoi przed nią śliczna 20-latka, do której uśmiechają się klienci, to zawiść może przybierać różne formy mobbingu. Mężczyźni mieli łatwiej, na nas tylko wyżywali się klienci i co bardziej debilni inspektorzy. Po ok. 6-8 miesiącach przechodzi się w tryb automatu i praca męczy bardziej fizycznie niż umysłowo, wypłat dokonanych 2 minuty wcześniej już się nie pamięta. Nas po 3 latach z całego kursu została czworo, o ile wiem chyba tylko jedna osoba została do dziś, 2-3 osoby wyjechały za granicę, jedna utrzymuje się z gry w pokera on-line, nie wiem, co z resztą. Samo prowadzenie gry poza dużo większym tempem (różnica w stosunku do kursu ogromna) i stresem nie różniło się od ostatnich dni szkolenia, tyle że byliśmy dużo wolniejsi od tych doświadczonych krupierów i robiliśmy jeszcze często błędy.

O tym, jak kasyno nie oszukuje graczy, o typach graczy czy śmiesznych sytuacjach przeczytasz tutaj.

Oglądany: 61815x | Komentarzy: 68 | Okejek: 857 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało