Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jak 6-miesięczna Żydówka stała się "najładniejszą Aryjką w III Rzeszy"?

51 627  
274   29  
III Rzesza. Rok 1934. Naziści ogłaszają konkurs, który wyłoni najpiękniejszego aryjskiego niemowlaka. Wkrótce zdjęcie zwycięskiego bobasa prezentowane jest dosłownie w każdym zakątku Berlina. Naziści pękają z dumy – tak śliczny brzdąc mógł urodzić się tylko w czystej rasowo, aryjskiej rodzinie!
Kto mógł nawet przypuszczać, że najpopularniejszy w kraju niemowlak jest w rzeczywistości malutkim Żydem?


Najgorszym miejscem na emigrację dla młodej, żydowskiej rodziny były Niemcy – kraj, w którym do polityki garną się ludzie darzący Żydów największa pogardą. Pochodzący z Litwy państwo Levinsonsowie marzyli jednak o wspólnej karierze muzycznej. Oboje byli śpiewakami, a mieszkanie w stolicy Niemiec dawało im spore możliwości rozwoju kariery. Szczególnie cieszył się Jacob, który niedługo po przeprowadzce dostał posadę w lokalnej operze, gdzie szybko podbił serca za sprawą swego nieskazitelnego barytonu. Bojąc się, że rozwijający się w Niemczech antysemityzm może pokrzyżować mu artystyczne plany, Jacob występował pod pseudonimem - Yasha Lennsen.



Kiedy w 1934 roku do władzy doszli naziści i zaczęły się prześladowania żydowskiej mniejszości, na jaw wyszło pochodzenie śpiewaka z berlińskiej opery. Jego kontrakt momentalnie został anulowany. I to w najgorszym momencie, bo właśnie okazało się, że pani Pauline Levinsons jest w ciąży…
Mieszkająca w malutkim mieszkaniu para doczekała się narodzin córki - Hessy. Sześć miesięcy po jej przyjściu na świat mama zaniosła swoją pociechę do Hansa Ballina, najlepszego fotografa w Berlinie, który zrobił maluchowi piękny portret. Państwo Levinsonsowie oprawili zdjęcie w ramkę i postawili je na pianinie, które Jacob niedawno podarował swej żonie.



Parę dni później w mieszkaniu młodej rodziny pojawiła się znajoma. Zaklinała się ona, że dosłownie kilka chwil wcześniej widziała dokładnie tę samą fotografię na okładce jakiegoś niemieckiego magazynu.
Wkrótce państwo Levinsonsowie patrzyli na oblicze małej Hessy zerkającej na nich z poczytnego czasopisma. Rzucający się w oczy napis na okładce mówił: „Słońce w swoim domu”. Kolejne strony zaś wypełnione były obrazkami blondwłosych, młodych Niemców w mundurach ze swastykami, kawałek dalej – jakiś bezczelny materiał propagandowy, a na następnych stronach fotografie Hitlera podziwiającego paradę żołnierzy. Gdzieś w tym pseudoinformacyjnym bagnie znalazła się wzmianka, że dziewczynka z okładki jest zwyciężczynią konkursu, który miał wyłonić „najładniejsze aryjskie dziecko w Niemczech”.



Mama Hessy od razu pobiegła do zakładu fotograficznego, z hukiem wpadła do lokalu i wymachując właścicielowi przed nosem prohitlerowskim magazynem, głośno domagała się wytłumaczenia całej tej sytuacji.
Hans Ballin kazał jej się uciszyć i rzekł: „Zostałem przez nazistów poproszony o wybranie dziesięciu najładniejszych zdjęć na organizowany przez nich konkurs. Innych dziesięciu fotografów poproszono o to samo. Przyznaję – wśród moich dzieł znalazła się podobizna państwa córki”.
Pani Pauline wcale nie czuła się udobruchana. „Ale pan wie, że moja córka jest Żydówką?” - krzyknęła.
„Tak” - odparł uśmiechnięty od ucha do ucha fotograf. - „Widzi pani, to był konkurs mający wyłonić idealny przykład małoletniego przedstawiciela aryjskiej rasy na cele propagandy nazistowskiej filozofii. Nie mogłem odmówić sobie tego żartu. I jak sama pani widzi – miałem rację. Ze wszystkich tych dzieci, oni wybrali właśnie to jako wizerunek perfekcyjnego, aryjskiego niemowlaka!”.



Okazuje się, że osobą, która dokonała ostatecznego wyboru zwycięskiej fotografii był sam Joseph Goebbels – niemiecki minister propagandy.
Parę tygodni potem zdjęcie małej Hessy było już wszędzie – Niemcy oszaleli na punkcie brzdąca symbolizującego czystość krwi ich narodu. Tysiące plakatów z wizerunkiem dziewczynki zawisło na berlińskich murach, a pocztówki z pociesznym, „aryjskim” bobasem sprzedawały się na pocztach niczym świeże bułeczki. Pucułowaty dzieciak spoglądał na Niemców z okładek magazynów, z ramek na witrynach sklepowych i z banerów reklamowych.



Wyborny żart niemieckiego fotografa, który chciał w ten pomysłowy sposób zakpić sobie z nazistowskiej filozofii, mógł skończyć się dla państwa Levinsonsów bardzo źle. Na szczęście rodzina uciekła z Europy i znalazła schronienie na Kubie, skąd pod koniec lat 40. przeniosła się do USA. Po latach Hessy wzięła tam ślub i przyjęła nazwisko Taft. Do 2014 roku była wykładowczynią na Uniwersytecie Św. Jana w Nowym Jorku.



Naziści wierzyli, że Żydzi to rasa podludzi o wielkich, krzywych nosach. Usiłowali nawet znaleźć naukowe dowody na potwierdzenie swych teorii – mierzyli im czaszki, doszukując się różnic w ich budowie, które to świadczyć miały o ich inności. Ci sami ludzie wybrali jednak żydowskiego niemowlaka jako przykład aryjskiego ideału. „Gdy to wspominam, mam takie satysfakcjonujące poczucie spełnionej zemsty” - wspomina dobiegająca dziś dziewięćdziesiątki Hessy Taft.



Źródła: 1, 2, 3

Oglądany: 51627x | Komentarzy: 29 | Okejek: 274 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.08

19.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało