Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Spotkanie na basenie, koszmar w toalecie i inne anonimowe opowieści

81 881  
240   50  
Dziś przeczytacie także o pewnym locie, przedsiębiorczym ojcu i dziewczynie ze Śląska.


Sytuacja jak z jakiegoś filmu, ale jak najbardziej prawdziwa. Parę lat temu leciałem samolotem do Szwecji. Kiedy wystartowaliśmy z Warszawy, po kilku minutach lotu z głośników usłyszeliśmy pilota - grzecznie przedstawił się, przywitał pasażerów, życzliwie podał temperaturę na zewnątrz oraz godzinę, o której będziemy na miejscu. Zapomniał jednak wyłączyć mikrofon i przez chwilę słychać było jakieś trzaski, a potem bardzo wyraźnie rozbrzmiał głos:
- Dobra, to teraz kawusia, szybki lodzik i dwie godziny relaksu!
Jeszcze nie skończył zdania, gdy z siedzenia przy wejściu zerwała się stewardessa i w panice pognała do kabiny, aby uprzedzić pilota o jego paskudnej wpadce.
Wśród podróżnych znalazł się jednak jakiś śmieszek, który ryknął za czerwoną jak burak kobietą:

- Proszę pani, proszę pani! Do cholery! Zapomniała pani kawusi!!!


Reszta lotu minęła wszystkim na bezlitosnym szydzeniu z pilota i biednej stewardessy.

***

Od tak dawna nie uprawiałem seksu, że zaczynałem już chodzić po ścianach. Kształtne piersi i seksowne tyłeczki pojawiały się wszędzie – na ulicy, w telewizji, w lodówce, na patelni podczas smażenia boczku, na śniegu, wszędzie. Zdałem sobie sprawę, że jeśli w jakikolwiek sposób nie pozbędę się nagromadzonego ciśnienia, to szlag mnie trafi i mózg mi się usmaży albo pójdę do seminarium i zostanę jakimś opasłym księdzem na wiejskiej parafii częstującym snickersami ministrantów.

Pewnie, że mogłem poradzić sobie manualnie, ale ja miałem większe ambicje. No, dobra – wcale takie duże nie były. Po prostu polazłem do pierwszej lepszej dyskoteki w mieście z zamiarem poderwania pierwszej lepszej pijanej laski słaniającej się na parkiecie.

Minęły cztery miesiące. Od kilku dni dziewczyna, którą poznałem na tamtej imprezie, jest moją oficjalną narzeczoną. Znam jej rodziców, ona zna moich, chodzimy na długie spacery, przytulamy się, rozmawiamy do późnej nocy, jest cudownie! Mamy ze sobą tyle wspólnego!

Jest tylko jeden problem – mój doskonały plan udał się, ale nie do końca tak, jakbym sobie tego życzył. Wiecie czemu? Ano temu, że moja wybranka pochodzi z bardzo konserwatywnej, religijnej rodziny. Zostałem poinformowany, że seks dopiero po ślubie…

***

Przez całe dzieciństwo mieszkałam na Śląsku, a na czas studiów przeprowadziłam się do miasta w centralnej Polsce. Od razu spodobał mi się chłopak, który jak się wkrótce okazało – był ze mną na tym samym roku. Przez kilka miesięcy starałam się zwrócić jego uwagę na siebie. Zakumplowaliśmy się nawet, chodziliśmy razem na imprezy, a nawet spotykaliśmy się sam na sam, aby przygotować się do sesji. To już była prawdziwa przyjaźń i wyraźnie coś iskrzyło. Te jego pożądliwe spojrzenia ukradkiem, dwuznaczne teksty, te esemesy wysyłane po nocach…
Stało się. Pewnego dnia mój telefon zapiszczał oznajmiając mi, że dostałam wiadomość, na którą tak długo czekałam – obiekt moich westchnień zebrał się wreszcie na szczerość i napisał:
„Jesteś najpiękniejszą dziewczyną pod słońcem. Jesteś zabawna, inteligentna, pełna seksapilu i czaru, którym mogłabyś obdarzyć połowę dziewczyn, jakie w moim życiu poznałem. Jesteś bystra, urocza i ślicznie się rumienisz, gdy się zawstydzisz. Wspaniale gotujesz i masz wybitny, muzyczny gust. Byłabyś dla mnie ideałem, gdyby nie twój obrzydliwy akcent, który sprawia, że brzmisz niczym połączenie pijanego Bercika z umorusanym górnikiem pracującym na szychcie”.

Jeszcze nigdy nie czułam się tak bardzo upokorzona...

***

Jakiś temu miałem ochotę obejrzeć film porno. W odruchu patriotyzmu postanowiłem uraczyć me oczy seansem kina polskiego. Po dłuższych poszukiwaniach natrafiłem na nagranie, które mocno mnie zaintrygowało już od momentu zobaczenia przeze mnie miniaturki z jednym tylko kadrem filmu. Nie wiedziałem jeszcze tylko czemu ten konkretny klip od razu wydał mi się tak interesujący i z jakiegoś powodu dziwnie bliski.
Pewnie myślicie, że wystąpił w nim ktoś, kogo znam. Może nawet jakiś członek rodziny? Otóż nie. Kiedy włączyłem film, wszystko do mnie dotarło. Historia jakich w tym przemyśle tysiące – dwie seksowne lesbijki postanawiają zabić nudę za pomocą wielkiego, czarnego wibratora. W trakcie zabawy pojawia się hydraulik, sąsiad, któremu skończył się cukier oraz grupa zabłąkanych, napompowanych metanadolem strażaków. W rezultacie z niewinnej, erotycznej sceny z paniami uprawiającymi homoerotyczną miłość robi się dziki gang-bang z ambicjami w kierunku wyrafinowanego bukkake.

W czym więc problem? Ano w tym, że cała ta radosna produkcja nakręcona została w moim rodzinnym domu, w którym mieszkam od urodzenia! Ujęcie gościa sodomizującego jakąś białogłowę wykonano na blacie kuchennym, gdzie co rano kroję sobie serek na kanapki, a finałowa scena, w której tłum facetów dokonuje grupowego aktu ejakulacji na ciała dwóch powabnych pań, zrealizowana została w moim pokoju, na moim łóżku!
Okazało się, że rok wcześniej, w wakacje, gdy ja pojechałem nad morze, a moja mama ze swoimi koleżankami wybrała się na dwutygodniową wycieczkę do Grecji, tata przypadkiem spotkał znanego producenta polskich pornoli. Facet szukał jednorodzinnego domu do nagrania nowego materiału. Zaoferował ładną, czterocyfrową sumę za dwa dni roboty. Ojczulek zgodził się, bo akurat potrzebował parę groszy na naprawę skrzyni biegów w swojej Hondzie.
Póki co mama nie wie. Tatko, w zamian za trzymanie języka za zębami, odpalił mi połowę zarobionej kwoty i kupił nowy materac na moje łóżko...

***

Z moim bratem długo się w ostatnim czasie nie widziałem. Ja byłem zajęty ciągnięciem dwóch kierunków na studiach, a on akurat kończył jakiś superważny projekt w swojej pracy. Mimo że mieszkamy w tym samym mieście, nie udało nam się spotkać przez bite pół roku. Parę dni temu zaprosił mnie na basen. Akurat miałem wolny dzień, więc bez namysłu zgodziłem się.
Zanim daliśmy nura do wody, brat kupił nam po coli i rozsiedliśmy się na ławeczce.

Wtedy zauważyłem ją.

Na krawędzi basenu siedziała przepiękna dziewczyna i bez większego skrępowania patrzyła się na mnie pożądliwym wzrokiem. Aż mi się gorąco zrobiło, kiedy świdrowała mnie swoimi zielonymi oczami. Jestem trochę nieśmiały, więc pewnie spaliłem też pokaźnego buraka.
Mój brat szybko zorientował się co jest grane i klepnąwszy mnie w ramie rzekł: „Stary, ta laska dziś trafi do twojego łóżka, jeśli to dobrze rozegrasz. Musisz do niej podejść, zagadać… Spójrz na nią. Na bank świetnie pucuje marchew. Zrób to tak prosto z mostu, bez ściemniania. Kawa, na ławę, brat!”.

Kurczę, seksu dawno nie uprawiałem, a możliwość spędzenia nocy z taką laską sprawiała, że aż mi ciarki po plecach przeszły. Teraz, albo nigdy! - pomyślałem, podniósłszy się z ławki i wciągając brzuch, nonszalancko, niespiesznym krokiem ruszyłem w stronę pięknej nieznajomej. Krocząc z piersią wypiętą niczym kulturysta na zawodach, zgniotłem uściskiem żelaznej dłoni puszkę. Brzdęęęk! Nie trafiłem do śmietnika, pucha odbiła się od krawędzi i potoczyła pod jakieś krzesełko. Przypał straszliwy. Troszkę to wybiło mnie z rytmu, ale trudno – kontynuowałem moją krucjatę.
Zbliżyłem się do dziewczęcia i zapytałem niskim, zmysłowym głosem:
- Cześć, mała. Chyba wpadłem ci w oko, co? Gapisz się na mnie tak, jakbym był jakimś bogiem seksu, który rano przyniesie ci śniadanie do wyrka...

Ta rzuciła mi mdłe, zupełnie obojętne spojrzenie, a następnie rzekła:

- Na ciebie? Ależ skąd! Patrzę na mojego narzeczonego. O, tam siedzi! – i wskazała palcem na… pokładającego się ze śmiechu mojego brata.
Przyznajcie – to chyba najbardziej żenujący sposób na poznanie przyszłej szwagierki.

***

Pięć długich, pieprzonych, ciągnących się w nieskończoność lat. Tyle czasu spotykałem się z nią. Była wspaniała. Miła, mądra, oczytana i… kurewsko religijna. Pewnie już wiecie, co to oznacza dla młodego, pełnego wigoru chłopaka? Tak jest! Zero seksu. Nic. Nawet loda czy ręcznych robótek. Dopiero po ślubie. Po pierwszych tygodniach spotykania się jasno dała mi to do zrozumienia, więc nie ukrywam – miałem poważną zagwozdkę. Czy warto czekać? A może dać sobie z nią spokój i oddać się rozpuście u boku jakichś przypadkowych wywłok? Ale nie, ja uznałem, że to jest ta jedyna, idealna, piękna kobieta, z którą pragnę spędzić życie.

Nie było więc seksu. Przez pięć lat. Laska była tak szurnięta na punkcie kościelnych pierdół, że zabraniała mi nawet potajemnie walić konia czy oglądać pornoli. Podsyłała mi jakieś artykuły o szkodliwości masturbacji i o tym, że pornografia jest uzależniająca, a pod jej wpływem młodzi ludzie zamieniają się w gwałcicieli. „A ty przecież nie jesteś taki, prawda? Nie oglądasz porno, nieprawdaż?”.
Nie oglądałem więc porno, nie skrobałem marchewki. Jeśli zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda życie bez możliwości osiągnięcia satysfakcji seksualnej, to powiem wam szczerze – to pieprzony koszmar. Jaja puchną, każda mijająca cię na ulicy laska powoduje u ciebie wzwód, w pewnym momencie ilość nasienia w twoim ciele jest już tak duża, że zaczynasz się pocić spermą. Takie w każdym razie odniosłem wrażenie…
Niedawno stuknęła piąta rocznica naszego związku i postanowiłem poprosić ją o rękę. Najwyższy czas – pomyślałem. W końcu straciłem tyle młodości na trwaniu w celibacie dla niej – tej jedynej, mojej najukochańszej wybranki.
Nie zdążyłem. Ona mnie uprzedziła. Kiedy ostatni raz się spotkaliśmy, powiedziała mi, że usłyszała „wołanie Pana”. Początkowo nie wiedziałem o co jej chodziło. Teraz już wiem. Dziewczyna, przez którą pięć długich, pieprzonych lat nie zamoczyłem nawet koniuszka kija, właśnie poszła do zakonu...

***

Dziś, kiedy siedziałem sobie na kibelku załatwiając grubszą potrzebę, zauważyłem małą karteczkę leżącą na kafelkach przede mną. Podniosłem ją i ze zgrozą przeczytałem: „Mam tego dość. Dość tego podłego, śmierdzącego życia, dość tej obrzydliwej pracy, dość braku szacunku z każdej strony! Postanowiłem się zabić. Wybaczcie”. Zbladłem i pociemniało mi przed oczami. To było pismo mojego brata. On przecież zawsze był takim wesołym człowiekiem… A jednak coś w sobie skrywał. Jakiś ból, gorycz, smutek. Gdzie popełniłem błąd? Czemu mu dokuczałem, gdy był mały? Czemu nie zauważyłem, że potrzebuje pomocy?

Spojrzałem jeszcze raz na karteczkę i dopiero teraz moją uwagę przykuł mały napis w dolnym, prawym rogu. To był podpis: „Srajtaśma”. Zaraz, co to ma być? List pożegnalny papieru toaletowego. Podniosłem wzrok i z przerażeniem zobaczyłem, że nie ma rolki na uchwycie!

Uwalony keczupem papier z wbitym w środek nożem kuchennym leżał w umywalce.
Podtarłem się skarpetką i obiecałem sobie, że przy najbliższej okazji osobiście zatłukę mojego brata. On ma 24 lata!

Oglądany: 81881x | Komentarzy: 50 | Okejek: 240 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało