Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Kiedy poznajesz w internecie dziwnych ludzi, którzy zabierają cię w miejsca i robisz rzeczy, które trafiają potem na Wikipedię

62 374  
136   19  
"Kiedyś będę członkiem wyprawy speleologicznej" - to zdanie powtarzałem w życiu równie często, co: "kiedyś zostanę operatorem kamery", czyli dokładnie zero razy, a tego dnia i jedno i drugie stało się faktem. Było też coś więcej...


To kolejna część reportażu, z wyprawy z Kawiakiem Jonesem do Izraela. Poprzednia skończyła się naszym wpadnięciem w środek wojskowych manewrów. Następnego dnia kierowaliśmy się do podziemi..

---

Zejście

Skoro świt zebraliśmy ekipą i z Madżdal Szams ruszyliśmy do miejscowości Fassuta. Czekali tam na nas Moran i Tehila z Izraelskiej Grupy Jaskiniowej.

- Mam złe wiadomości - zaraz po przywitaniu zaczął Moran - wczoraj była powódź i pustynia jest zamknięta przez wojsko.
- Jak to, pustynia jest zamknięta? - zdziwiliśmy się.
- Wojsko blokuje drogi wjazdowe i nikogo nie wpuszczają. Nie będziemy mogli zobaczyć tamtych jaskiń, tak jak było w planie, ale... to nie będzie problem, pójdziemy w tym czasie gdzieś indziej, a teraz robimy kawę, przebieramy się i idziemy pod ziemię.


I tutaj wyjaśnię tę jedną, dość istotną rzecz - ja się nawet nie zastanawiałem na co ja się tak naprawdę piszę jadąc tam z Kawiakiem. Nigdy w życiu nie chodziłem jakoś konkretniej po jaskiniach i kojarzyły mi się one głównie z takimi prostymi przejściami, do których wchodzi się na stojąco i wychodzi na stojąco. Ot, taki podziemny tunel, korytarz. Odwiedziłem kilka takich w życiu i cóż, nie zastanawiałem się więcej nad tym.


W tym przypadku było naprawdę konkretnie, bo nie dość, że za moment mieliśmy uprawiać prawdziwą speleologię przez duże "S", to jeszcze żeby dostać się do jaskini, musieliśmy zjechać około 20-30 metrów na linie - czego też, motyla noga, nigdy w życiu nie robiłem!
"Wejście" w ten świat miałem więc z przytupem. Nie dość, że pierwsza poważna jaskinia, to jeszcze spuszczanie się bez żadnego podparcia z samego środka sklepienia jaskini o wysokości 10-piętrowego budynku. Wiedziałem, że wyjazd z Kawiakiem jest najbardziej nieoczekiwaną rzeczą jaką mogłem zrobić ze swoim życiem i przekonywałem się o tym co krok. Na całe szczęście ja uwielbiam robić w życiu takie "głupoty".


Widoczna na zdjęciu dziura pod kamieniem, na którym siedzi Kawiak, to wejście do jaskini.
Przed zejściem wysłuchałem dokładnie wszystkich instrukcji od Morana, sprawdziłem dwadzieścia razy uprząż, potem pięć razy poprosiłem o jej ponowne sprawdzenie, a także ogarnięcie sprzętu i całej reszty. Musiałem mieć świadomość, że wszystko jest na swoim miejscu, a jedyny błąd do jakiego może dojść, byłby moim własnym błędem.

- OK, Moran, tu jest jakieś zabezpieczenie? - nigdy wcześniej tego nie robiłem, więc pytałem o wszystko.
- No tak, jest druga lina.
- Nie jestem do niej podpięty.
- No bo to jak będziesz wychodził.
- Aha...
- It's not going to be a problem, masz, trzymaj tą ręką, a drugą powoli odpuszczaj linę.
- No dobra, a co się stanie jak puszczę?
- Nie no, nie puszczaj, bo spadniesz.
- Aha...
- It's not going to be a problem!
- OK.


Tyle czasu lina spadała wgłąb jaskini - sam leciałbym tyle samo, więc miałbym chwilę, żeby zastanowić się nad tym, co też właśnie odjebałem. Na szczęście nie musiałem - wszystko poszło gładko. Parę minut później byłem już na dole, w jednym z najciekawszych miejsc, w jakie do tej pory zdarzyło mi się dostać.

Operowanie obrazem

W tym miejscu objawiła się kolejna rzecz, o którą bym sam siebie nie podejrzewał jeszcze z tydzień wcześniej. Przez samą swoją obecność w ekipie wypadkowo zostałem operatorem kamery. Kojarzycie te filmy z Discovery, o kolesiach, którzy wchodzą w różne dziwne miejsca? Łażą gdzieś po górach, jakichś dżunglach, urwiskach, czy jaskiniach właśnie i zawsze człowiek myśli sobie "aha, a ciekawe jak ten kamerzysta za nim lazł, ten to miał dopiero przej...".


W tym punkcie to właśnie ja miałem tak przeje... bo na dodatek wszystkiego na dół zjeżdżałem z podpiętym pod tyłkiem plecakiem i statywem z kamerą, z którymi latałem potem za, obok i przed Kawiakiem, wciskając się w przeróżne miejsca, żeby tylko uchwycić jakiś ciekawy kadr, choć w tych warunkach przeważnie chodziło o wbicie się w kąt, żeby w ogóle udało się cokolwiek sfilmować. Bywało ciasno, ślisko i trzeba było mieć oczy wkoło dupy, czego żywym (na szczęście żywym) dowodem został nasz kolega, który porządnie się wygrzmocił, waląc głową w ścianę.

I to był właśnie mój pierwszy sukces jako operatora kamery - nagrałem to!



Kwestie bezpieczeństwa mogły schodzić w naszych głowach na drugi plan, bo to co widzieliśmy pod ziemią, naprawdę zapierało dech w piersiach. Nigdy, powtarzam, NIGDY nie spodziewałem się, że kiedykolwiek w życiu trafię w tak niesamowite miejsca.


Wspominałem już, że pierwsza komora tej jaskini jest tak duża, że można by w niej było zaparkować 10-piętrowym blokiem. Na samym jej środku rozbiliśmy obóz, po czym ruszyliśmy ze wspinaczką gdzieś tak "w okolice piątego piętra" po ścianie, która widzicie na załączonym obrazku.


Chciałbym w tym miejscu powiedzieć, że do tej pory takie miejsca widziałem tylko na filmach, ale nie, nie widziałem czegoś takiego nigdy w życiu. Można było stać tam jak dziecko w sklepie z cukierkami i rozglądać się wokół siebie, dostrzegając coraz to nowe i niesamowite rzeczy. Jak na przykład te milusińskie salamandry, które plątały się pod naszymi stopami od samego tylko zejścia na dół.

Salamandry


Łatwo pomylić ją ze znaną nam z Polski salamandrą plamistą, jednak jest to salamandra infraimmaculata zwana także bliskowschodnią salamandrą ognistą. Podstawową i rzucającą się już na pierwszy rzut oka różnicą jest to, że spotkane przez nas osobniki miały nawet po około 30 cm długości. Były więc naprawdę wielkimi kawałami podziemnych skurczybyków, które z wielką ciekawością do nas podchodziły - prawdopodobnie spotkanie z człowiekiem jest dla nich rzadkie jak dla nas gwiazdka, więc były żywo zainteresowane nami, naszym sprzętem i naszymi zapasami. Dorosłe osobniki mogły mieć nawet po 20 lat - warto w tym miejscu dodać, że pierwszy człowiek zszedł do tej jaskini ledwie 10 lat temu, więc dla jaskiniowej fauny ludzie wciąż byli nowością i dziwem, niczym "przybysze z kosmosu".


Dosłownie - kosmici schodzący na ziemię w strudze światła, bo wejście, przez które się tu dostaliśmy, od spodu wyglądało tak jak widzimy na zdjęciu wyżej.

To zdjęcie trafiło do Wikipedii!


Zdjęcie tej wyjątkowej salamandry, zrobiłem zaraz po zejściu pod ziemię. Później przesłałem plik do Wikimedia Commons i udało mi się je opublikować w dwóch artykułach Wikipedii na temat tych zwierząt - w wersji angielskiej i polskiej. Już po kilku kwadransach moje zmiany zostały sprawdzone i zatwierdzone - cieszyłem się jak dziecko!

Nie dość, że bardzo się ucieszyłem, to poczułem, że naprawdę nie szliśmy tam na darmo, a po naszych wyprawach, zostanie jakiś ślad "w kronikach". Dodanie tam zdjęcia, to naprawdę wyjątkowo drobna rzecz, ale sprawiła mi ogromną wewnętrzną radość. Tym bardziej, że to moja pierwsza publikacja na Wiki i już czuję, że na pewno nie ostatnia.

Tutaj możesz podejrzeć co dzieje się teraz ze zdjęciem w Wiki.

Film z jaskini

W tym wpisie pokazałem tylko kawałek kulis, ale głównym efektem naszej wyprawy są filmy Kawiaka. Dziś ukazuje się właśnie druga część filmu z opisanej jaskini. Trzeba to zobaczyć, bo słowa tego nie opiszą - gorąco zapraszam!




Oglądany: 62374x | Komentarzy: 19 | Okejek: 136 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.09

17.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało