Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Pojechaliśmy do Izraela na Wzgórza Golan oglądać wraki czołgów, trafiliśmy na wojskowe manewry

39 769  
196   14  
W poprzednim odcinku dowiedzieliśmy się kilku rzeczy o wierzeniach i wspomnieniach mieszkańców tego regionu. Teraz zobaczymy, jak wygląda miejsce nękane wojnami.


Ten wpis jest kontynuacją tego reportażu.

Po śniadaniu u Hadiego ruszyliśmy na Wzgórza. Chcieliśmy obejrzeć czołgi. Czołgi, które są pozostałością po wojnach, które miały tutaj miejsce w ciągu ostatnich lat. Region jest punktem spornym, więc każda wojna pomiędzy Syrią a Izraelem przetaczała się właśnie tędy. Wraki czołgów i wiele z pozostałości nigdy nie usunięto, więc nie mogliśmy stracić okazji, by je zobaczyć.

izrael kawiak iskier joe monster

Wsiedliśmy w samochód z Hadim i jego kolegą Basirem i ruszyliśmy przed siebie. Tutaj warto wspomnieć o kolejnej, bardzo charakterystycznej dla ludzi z Bliskiego Wschodu rzeczy: większość z tych, jakich spotkaliśmy, od razu po wejściu do samochodu otwiera wszystkie okna i włącza muzykę na maksa. Co jeszcze ciekawsze, nie przeszkadza im to w rozmowie, a akurat tego dnia nie przeszkadzała im nawet okrutna pogoda, ledwie 10 stopni, bardzo silny wiatr i... deszcz. Deszcz, którego w ogóle się nie spodziewaliśmy w jednym z suchszych krajów na świecie.


10 stopni, deszcz, wiatr, muzyka na maksa, pootwierane okna, dwóch Druzów krzyczących do siebie coś po arabsku, no i my. Wymieniliśmy z Kawiakiem spojrzenia - słowa nie były potrzebne, a zresztą i tak nie byłoby ich słychać.

- W sumie to jest takie uczucie, nie? - zacząłem korzystając z przerwy w muzyce.
- Takie, że siedzimy w samochodzie z Arabami, nie wiemy tak naprawdę, gdzie nas wiozą, krzyczą coś do siebie po arabsku i nie mamy nawet pomysłu o czym mówią? - odpowiedział Kawiak.
- Dokładnie. Jaki jest twój stan nerek?
- Mam dwie.
- Ja jeszcze też... - próbowaliśmy zbić tę atmosferę dowcipem, ale nie siadło.

Po chwili skręciliśmy w boczną, zniszczoną drogę. Niecały kilometr dalej na środku drogi stanął przed nami wojskowy patrol. Atmosfera zrobiła się nieco nerwowa. Wojskowy zaczął krzyczeć na kierowcę, nasz kierowca zaczął krzyczeć na wojskowego - nie mieliśmy pojęcia, czy naprawdę są zdenerwowani, czy po prostu w tak żywy sposób rozmawiają.

- Nie pojedziemy - odezwał się do nas zrezygnowany Hadi.
- Dlaczego?
- Mówią, że coś tam robią i nie mogą nas puścić.
- Jasne, trudno, to pojedźmy gdzieś indziej.
- Hmmm... ale chyba znam drogę bokiem!

Długo nie myśląc zawrócił i pojechaliśmy polną drogą, po dziurach i wertepach. Droga okazała się właściwa. Po kilkunastu minutach dojechaliśmy na miejsce.

Izraelskie czołgi


Pierwszy czołg na jaki trafiliśmy to Centurion, a właściwie to izraelska przeróbka Centuriona, czyli Sho't, a jeszcze bardziej uściślając, to dokładnie pół Sho'ta.

izrael kawiak iskier joe monster

Ciężko było nam ocenić, co się stało z drugą połową czołgu, ale możemy przypuszczać, że nawet to, co z niego zostało, mogło mieć znaczenie bojowe, więc pomimo braku mobilności mógł służyć w tym miejscu za stacjonarne działo, a zajmował naprawdę dobrą pozycję.

izrael kawiak iskier joe monster

Na zdjęciu widać, że ten Sho't stoi za wałem ziemnym, a przed sobą ma rozległą dolinę. Nisko opuszczająca się lufa pozwala prowadzić skuteczny ostrzał terenów, które znajdują się poniżej pozycji czołgu. Kawiak pisał o tym w artykule dotyczącym wojny Jom Kippur.

Pierwszy raz mieliśmy okazję zobaczyć coś takiego w "naturze", więc spędziliśmy w tym miejscu sporo czasu, pomimo wzbierającej wichury. Okazało się, że do czołgu można wejść, a wiele z mechanizmów jest nadal w doskonałym stanie. Kawiak nie mógł odmówić sobie tej przyjemności, wskoczył do czołgu i kiedy my siedzieliśmy w samochodzie, skryci przed deszczem, ten pomachał do nas... lufą.

Pogoda niestety nie odpuszczała, więc zrobiliśmy sobie jeszcze szybką fotkę i pojechaliśmy dalej.

[UWAGA NA USZY] - na nagraniu hulający wiatr.


- Hadi, ta pogoda to u was normalna?
- Nie, jak żyję czegoś takiego nie widziałem.
- Normalnie nie pada?
- Nie, o tej porze roku powinno być ciepło i nigdy nie pada i tak nie wieje, to coś naprawdę dziwnego.

Nie mieliśmy tyle czasu, żeby się nad tym zastanawiać, więc po prostu korzystaliśmy z okazji, że tu jesteśmy, druga taka może się prędko nie powtórzyć, a może się nie powtórzyć nigdy. W tym miejscu, jak widać, dochodziło już do konfliktów, a kolejny przez cały czas wisi na włosku. Mało mówić, że kilka dni później w tym regionie doszło do wymiany ognia rakietowego. Tym razem mieliśmy niemałego farta.

Syryjski fort

izrael kawiak iskier joe monster

Po jakimś czasie dojechaliśmy do kolejnego obiektu. Tym razem był to niewielki fort na szczycie wzgórza. W czasach swojej świetności był elementem umocnień wybudowanych przez Syryjczyków w trakcie wojny z Izraelem - dziś przestał mieć już znaczenie i pozostał opuszczony. Ten teren jest jednak nadal terenem wojskowym, ale nie mieliśmy większego problemu, żeby się tam dostać. Wjechaliśmy przez otwartą bramę. Był tylko jeden, mały problem.

izrael kawiak iskier joe monster

- Idźcie dokładnie za mną i uważajcie - mówi Hadi wchodząc na pagórek.
- Jakieś węże są w tej trawie?
- Nie, miny przeciwpiechotne.
- ...
Izrael zaskakiwał, to trzeba mu przyznać. Dziwnym trafem akurat bieganie po zaminowanych polach było ostatnią rzeczą o jakiej pomyślałem, jadąc w tamte strony. Cóż, nie było już odwrotu.

izrael kawiak iskier joe monster

Z największą ostrożnością weszliśmy na niepewny grunt wokół fortu. Jeszcze nigdy nie byłem tak ostrożny przy stawianiu kolejnych kroków, a każdy betonowy element, na którym dało się stanąć, wydawał się wybawieniem. Wyglądało to trochę jak zabawa z dzieciństwa, w której podłoga to lawa.

Wejście, które znaleźliśmy, okazało się całkowicie niezabezpieczone, więc wystarczyło zagłębić się w trzewia tego małego potworka. Kawiak stwierdził, że wróci po drugą kamerę i wahał się pomiędzy skokiem z kilku metrów, żeby mieć na skróty, a ponownym przejściem po tych cholernych potencjalnych minach. Nie wiem, jak zdecydował - ja zszedłem do środka, żeby poszukać ciekawych ujęć.

izrael kawiak iskier joe monster

Jedną z pierwszych rzeczy, jaką znalazłem, była kolejna rzecz, której bym się za cholerę, kuźwa, nie spodziewał w tym miejscu. Były to kolce jeżozwierza. Rozrzucone po podłodze. Nie miałem najmniejszego pomysłu na temat tego, jaki gatunek jeżozwierzy tu występuje, a trzeba wiedzieć, że co najmniej niektóre z nich w swoich kolcach mają truciznę, która może człowieka nie zabije, ale na pewno nie jest niczym, co chciałoby się mieć pod skórą.
Jeżozwierz w chwili zagrożenia może wystrzelić ze swojego tyłka całą chmurę takich kolców, celując w przeciwnika. Czyli potencjalnie w nas.

W tym momencie w mojej głowie wybrzmiały słowa piosenki, którą Hadi co chwilę włączał w samochodzie.



Zebrałem więc dupę w troki i ruszyłem w kierunku wyjścia, żeby ostrzec resztę przed zwierzem. Po drodze zobaczyłem jeszcze parę wylinek węży i sporo porozrzucanych kości jakichś większych zwierząt. To była chyba pierwsza sytuacja, w której - jeszcze nie bezpośrednio - spotkaliśmy się z izraelską fauną z rodzaju "dziękuję, postoję".

izrael kawiak iskier joe monster

Mimo wszystko spięliśmy się w sobie i po chwili przeszliśmy już z kamerą wszystkie korytarze i pomieszczenia podziemnej budowli. Zwierząt na szczęście nie spotkaliśmy, zobaczyliśmy za to pozostawione w całkiem niezłym stanie pomieszczenia tego "bunkra". Tak naprawdę wystarczyłoby tam posprzątać, spiąć parę trytytek i wszystko w ciągu kilku godzin mogłoby stać się w pełni użytecznym obiektem wojskowym.

Ruszyliśmy dalej, bo naszym głównym celem było opuszczone miasteczko w samym sercu Wzgórz. Po drodze natknęliśmy się jeszcze na kilka Centurionów.

izrael kawiak iskier joe monster

izrael kawiak iskier joe monster

Kiedy zbliżaliśmy się do opuszczonego miasteczka, Hadi zatrzymał samochód, wskazał na zbocze po naszej lewej stronie...

izrael kawiak iskier joe monster

- Spójrzcie tutaj!
- Aha...
- Widzicie?
- Co?
- Zniszczone miasto!
- Yyyy... nie?
- A wiecie dlaczego go nie widać?
- Nie...
- Bo jest zniszczone! - Hadi zaczął się śmiać i ruszył dalej.
- ...
- Dobra, żartowałem, miasto jest tutaj.

izrael kawiak iskier joe monster

Rzeczywiście. Nie wiem, czego się spodziewaliśmy, ale raczej nie tego. Okazało się, że to nie jest miasto opuszczone podczas jednej z ostatnich wojen, tylko starożytna wioska, która popadła w ruinę setki, jeśli nie z tysiąc lat temu. Dopiero nieco dalej udało nam się znaleźć kilka nowszych zabudowań, które nosiły ślady niedawnych wojen.

Samochód zostawiliśmy przy wodopoju i ruszyliśmy na piechotę w górę drogi. Z 200 metrów dalej za krzakami pojawiła się kolejna rzecz, której wcale się tutaj nie spodziewaliśmy, bo raczej nie codziennie można spodziewać się, że zza krzaka wyskoczy kilku kolesi z karabinami.

izrael kawiak iskier joe monster

Oczywiście najlepszym rozwiązaniem tej sytuacji byłby odwrót taktyczny i szybka ucieczka z pełnymi gaciami, ale takich rzeczy nie wypada robić, bo mogą się źle skończyć.
Postanowiliśmy podejść i pogadać. Żołnierz nie chciał rozmawiać po angielsku, więc całą rozmowę prowadził Hadi.

izrael kawiak iskier joe monster

- I co powiedział? - pytamy.
- Mają tutaj jakieś manewry i będą tu jeszcze parę godzin.
- Ale możemy tutaj być?
- Tak, to znaczy nie, to znaczy on powiedział, że on nie wie, co ma z nami zrobić i ogólnie to mu wszystko jedno.
- A możemy robić im zdjęcia?
- Powiedział, że też nie wie, ale dopóki im nie przeszkadzamy, to wszystko jest w porządku.
Staraliśmy się więc wzajemnie ignorować i każdy zabrał się do swojej roboty. Weszliśmy więc do budynku, przy którym stali, choć ciężko tak to nazywać, bo z samej budowli niewiele zostało.

izrael kawiak iskier joe monster

Widok rozerwanych pociskami ścian nie napawał optymizmem. To miejsce było żywym dowodem na to, że los ludzi, którzy tu mieszkali, nigdy nie był usłany różami. Tych budynków nie zniszczył kataklizm, nie rozpadły się też ze starości, zniszczyli je ludzie w trakcie wojen, które miały tu miejsce.

izrael kawiak iskier joe monster

Ruszyliśmy dalej i tu znów niespodzianka...


Do Izraela pojechaliśmy tak naprawdę połazić po jaskiniach, więc moja głowa była daleka od myśli, że jedziemy "na wojnę". Co roku miliony ludzi jeździ tam na wakacje, poleżeć na plaży w słońcu, zwiedzić Jerozolimę itd. Wszystko wydaje się zupełnie "normalne" i całkowicie europejskie, jednak w tym momencie rzeczywistość sadzała nas na dupie i kazała patrzeć na to, co tak naprawdę się tutaj dzieje.

izrael kawiak iskier joe monster

Wiedzieliśmy, że te manewry są przeprowadzone w czasie pokoju i domyślaliśmy się, że są to najprawdopodobniej uczniowie ze szkółki, którzy są tutaj, żeby pochodzić trochę w terenie i poćwiczyć słuchanie dowódcy, jednak bliskość syryjskiej granicy i to co widzieliśmy tego dnia na Wzgórzach Golan plus kilka detali geopolitycznych i historycznych sprowadzało na ziemię i otwierało oczy. Oto siedzimy w lesie w górach przy samej granicy z Syrią pośrodku wojskowych manewrów, a pomimo względnego pokoju drobna wymiana ognia (jak ostrzelanie rakietami jakiejś wioski) trwa tutaj bez przerwy od lat i przez długie lata się nie skończy. Ta świadomość trochę studziła, ale nie po to tu przyjechaliśmy, żeby tak łatwo rezygnować.

izrael kawiak iskier joe monster

Żołnierze idealnie nas ignorowali. Mogliśmy iść z nimi, za nimi, mogliśmy zadawać im pytania - nie reagowali na nic, jakby nas tam wcale nie było. Musiało minąć kilka dłuższych chwil, zanim oswoiliśmy się z tym faktem.

izrael kawiak iskier joe monster

W gruncie rzeczy wcale nam nie przeszkadzali i mogliśmy spokojnie pochodzić sobie po opuszczonej wiosce. Nie mieliśmy jednak zbyt wiele czasu, bo nadchodziła kolejna niespodzianka tego dnia.
- Widzisz te chmury? - spytałem Kawiaka.
- Widzę. Burza idzie.
- A widziałeś kiedyś taką burzę?
- No nie widziałem.
- Ja już kiedyś widziałem...

izrael kawiak iskier joe monster

Ciemne punkciki w środku kadru to kolejny oddział, który przemieszczał się w wysokiej trawie. Zdjęcie wygląda, jakby było zrobione przez słoneczne okulary, ale to nie filtr. Dokładnie tak wygląda świat, kiedy na horyzoncie pojawia się burza piaskowa.

Z burzami piaskowymi jest tak, że przeważnie są lekkie i można je porównać do lipcowego dnia na plaży w Juracie - po prostu z wiatrem wszędzie włazi nam piasek, ale czasem w trakcie takich burz zdarzają się naprawdę srogie warunki i nie ma wtedy mowy ani o jeździe samochodem, ani o przebywaniu na zewnątrz, dlatego nie mogliśmy sobie pozwolić na to, by takie okoliczności złapały nas pośrodku niczego.

Skierowaliśmy się do Majdal Shams i odwiedziliśmy jeszcze jeden mały obiekt podziemny, który powinien pojawić się w jednym z kolejnych filmów Kawiaka. Te cały czas są w montażu, ale już dziś możecie zobaczyć to, co robiliśmy kolejnego dnia. Dokładnie to, po co tam przyjechaliśmy...


Więcej izraelskich opowieści i artykułów tutaj: KLIK.

Oglądany: 39769x | Komentarzy: 14 | Okejek: 196 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało