Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Raz jak pojechałem w Tatry na ryby...

43 759  
117   32  
Bojownik Cannibalus opowiada o wydarzeniach, które nie przytrafiły się mu w ostatnim tygodniu. Nie znamy tego Bojownika, na oczy go nie widzieliśmy i w ogóle wszystko co o nas napisał to nieprawda. Jak bum cyk, cyk!



Tatrzańska pasta wędkarska

UWAGA: Wszystkie wydarzenia, ludzie i okoliczności zostały absolutnie zmyślone a zbieżność nazw i nazwisk jest zupełnie przypadkowa !!!

O tak… planowałem to od stycznia. Noclegi opłacone, miejsce wybrane, będzie fajnie, k…a musi być fajnie, przecież KOCHAM GÓRY! Pół roku później korzystając z urlopu zamelinowaliśmy się z rodziną w Monsterzycy. W planach Zakrapiane, Kebab na Krupniokówkach, zdjęcie z misiem, polizany serek góralski z krowy… ups przepraszam z kozy… kolejka do kolejki na Kacperowy Pik, fasiągi nad Wolskie Koko, słowem to co Janusza w górach interesuje najbardziej… No i RZEKA… dużo rzeki, łowienie ryb na muche, jeszcze wincyj rzeki, skakanie po rzece niczym Geralt z Wiedzmina na jednym ze scenariuszy tylko trochę bardziej realistycznie i z wędką miast miecza…

W sumie to i tak wiedziałem że wiele nie połowię z taka ilością planowanych atrakcji turystyczno - gastronomicznych no ale TA RZEKA wiadomo - Królowa Tatr jak "szczupak jes krul wód" Kurłaaa, mówię Wam, naprawdę czekałem na ten wyjazd kilka miesięcy jarając się z urlopu jak Reksio z kawałka podsuszonej już Podwawelskiej. Że oprócz wypoczynku z rodziną, chociaż parę dni pomoczę z rana lub wieczora kija w ulubionej górskiej wodzie, że zobaczę te gromady chruścików wylatujące z wody, chmury jętki, a może nawet widelnice gdzieś na kamieniu (takie wielkie owady brzydkie)…

Pierwszy rekonesans po przyjeździe zrobiłem zaraz na drugi dzień. Jakieś 300m od miejsca zrzutu rodziny widzę na mapie Google przepiękny fragment RZEKI. Połowiłem chwile w tym przelewie, złapał się pstrąg i choć wracając do domu zauważyłem puste pudło po karbidzie (je**e kłusole jak ja ich k... szczerze nienawidze!!! ) to i tak bajka, RZEKA zapowiada się super.



Woda kryształ, piękna turkusowa, bystra, szybka, kochana… nosz pięknie! Na drugi dzień opłaciłem tygodniówkę (takie pozwolenie na wędkowanie – opłata dla tych złodziei ze związku wędkarskiego co to nigdy niezarybjajo ile trzeba k...a!!)


z zamiarem połowienia jeszcze tego dnia wieczorem w okolicach mostu, który już wcześniej sobie na mapkach upatrzyłem...

O tutaj:


Niestety plany pokrzyżowała pogoda, bowiem popadało trochę a ONA momentalnie się brudzi i podnosi. Z wieczornego łowienia poniżej Monsterzycy więc wyszły nici, które zastąpiłem Żubrem w ilości sztuk 3. Na drugi dzień w piątek umówiłem się z kolegą Januszem, który zabrał mnie na RZEKĘ w inne miejsca, które spowodowały opad mojej nizinnej szczęki. Płańki, wlewy, bystrza, rynny, dziury, flisz karpacki, mnóstwo potoczków, dopływów, rozgałęzień, przelewów, jeszcze większe dziury, chruściki, kiełże, widelnice, jętki… no istny wędkarski dupopląs . Byliśmy tam o 6 rano więc klimat potęgowała mgła, pustka, przyjemny kacyk pulsujący w głowie, śpiew ptaków i czyszcząca się w oczach woda, która jak dla mnie była już bardzo czysta (dla Janusza „trącona” , jednak dopiero po 2h zobaczyłem że kryształ może być faktycznie jeszcze bardziej kryształowy. No Halynaaa.... z kranu mie taka nie leci…

Tutaj "trącona" woda, przejrzystość i tak jakieś 2-3 m.


P
ołowiliśmy, pochodziliśmy, pogadaliśmy a ja nacieszyłem oczy tym widokiem i klimatem. Ryby choć niewielkie brały i co jakiś czas był jakiś kontakt na „nimfe” (to taka sztuczna imitacja jakiegoś robala z rzeki zmontowana samodzielnie na haczyku - im bardziej podobny do żywego tym lepiej). Prąd bardzo silny więc brodzenie w zimnej i tak wodzie ograniczałem maksymalnie do okolic poddupia, coby i kaczora nie drażnić i to tylko przy spokojniejszej wodzie. No klimat jak z Montany choć nigdy tam przecież nie byłem jeno pamiętam z filmu "Rzeka Życia" czy tam inne Burkbeck Mountain…

Kilka screenów z "Wiedzmina":








Około 11 spakowaliśmy się do domu z nadzieją, że jeszcze wspólnie z Januszem połowimy. Wymieniliśmy się uściskiem dłoni, bamboszkami Kubota i wędkarskim pozdrowieniem „no i ch*j no i cześć!”. Wracałem z rogalem na ryju już kombinując gdzie by tutaj w niedziele rano uderzyć w te piękne okoliczności przyrody (choć niezbyt rybne) zanim rodzina się dobudzi. Piszę w niedzielę, bo weekend zapowiadał się owocny. Otóż dostałem cynk że w okolicy ma się odbyć jakiś zlot fanów pralin i zimnioczków więc liczyłem na wkręt na krzywy ryj i przebidowanie tam bynajmniej nie o suchym pysku od piątku wieczór (ognisko) aż do sobotniej nocy.

Piątkowe ognisko naturalnie okupiłem lekkim zgonem, żona grzecznie przetransportowała moje leciwe choć jeszcze lekko koordynowalne przez ośrodkowy układ nerwowy ciało do pensjonatu, nie mając nawet specjalnie o to żalu. Zapamiętałem z tego wieczoru tylko to, że wszyscy szukali jakiegoś Mariusza, no i typa co gadał o węglu, ale ten przynajmniej polewał, dziwne ale dostosowałem się, w końcu mam ojca żżż...górnika przecież. Na drugi dzień czekała nas ponoć główna atrakcja czyli przemarsz „szczepionkowców” (głupie co nie? ) na górę Lasiorówkę na której zainstalowano długą na 70m zjeżdżalnie wodną…

Nie wiem co mnie podkusiło (no dobra… browar) ale stwierdziłem, że jeden mały nieupokarzający godności zjazd nie zaszkodzi, wiec wgramoliłem się na górę i sruuuu... pojechałem. Przy hamowaniu wjechałem w grupkę ludzi ( w sumie to nie wiem do końca bo był tam niedźwiedź brunatny i jednorożec (WTF?) ) i czuję w kolanie chhhhrrruuuppp…. Myśle KUR****…. NO NIE!!!i to w dodatku kolano, na które miałem lata temu zabieg… :( - jakoś wylazłem z wody ledwo stojąc, opatrzyła mnie PRAKTYCZNIE w mig nie powiem bardzo - ładna pielęgniareczka w stroju kąpielowym , kolano boli, kompletnie nie nadając się do chodzenia. Znalazłem jedną trzeźwą osobę (a było południe ) więc jakoś zwieźli mnie do pensjonatu (dziękuje Ci Święta Joanno von der Joe) …

Jakoś przebidowałem do wieczora, kolano boli ale wkręciłem się jakoś na pożegnalny grill… czego tam na tym grillu nie było (oprócz zimnioczków, sera i dronów ) np zajebisty pokaz tańca z ogniem przewspaniałych MAORI tuż nad ONĄ RZEKĄ ukochaną mą zresztą jak zauważyć zdążyliście!


Na drugi dzień rano kolano spuchnięte i nic nie lepiej więc szybka decyzja – szpital w Zaiskrzu , pojechałem jeszcze sam bo nie chciałem narażać rodziny na wielogodzinne czekanie w rzeczywistościach czasoprzestrzennych NFZ a i noga jeszcze nadawała się do wciskania sprzęgła.


Była niedziela rano wiec nawet w miarę spokój… szybka konsultacja – lekarz pyta zaciągając lekko góralską gwarą:

- No słucham jak Pan żeś se to zrobił, hę?
- Mam być szczery?
- Mów Pan.. - z lekka znudzony lekarz zachęcił do opowieści

Mina lekarza jak mu powiedziałem, że zjeżdżałem z Lasiorówki na dmuchanym różowym jednorożcu… bezcenna. Tym bardziej, że chłop w swoim życiu na dyżurach pewnikiem widział wiele. Niemniej wyraz jego twarzy wyraźnie mówił, że tego pacjenta musi jakoś szczególnie zapamiętać…

Dokładnie na takim... (zdjęcie poglądowe z nonsensopedii)


Pokuśtykałem na RTG na drugi koniec budynku i po konsultacji mam do wyboru gips od ręki albo orteza po którą muszę jechać aż do… Zakrapianego bo tu nie majo. Myśle sobie jak mnie wpier**li w gips to już naprawdę epicki koniec i nawet będąc Geraltem to z Zaiskrza nie mam jak wrócić więc wybrałem bramkę nr. 2. Asystent zadzwonił do Zakropca, pogadał trochę z kolegą zaciągając po góralsku i mówi – jest tam jedna orteza, proszę jechać. Dostałem jeszcze receptę na heparynę w brzuch (ciekawostka - koszt przy refundacji prawie jak Źubr na stacji - tylko 3.20 zł) ,wypis, płytke z RTG i do widzenia (i tutaj szacun bo tylko 25 minut trwało wszystko).

Odchodząc czułem jak lekarz odprowadza mnie jeszcze wzrokiem zapamiętując ten szczególny przypadek z jednorożcem. W sumie nie próbowałem się specjalnie nawet tłumaczyć, odwróciłem się na odchodne... rozumieliśmy się bez słów. Ja przyjąłem okoliczności kontuzji z godnością a on z należytym profesjonalizmem owianym tajemnica lekarską i tak rozstaliśmy się...

W Zakrapianem za to istny Mordor… przyleciał właśnie śmigłowiec z połamańcami z gór i wypadkiem drogowym… krew, płacz, Sławomir i zgrzytanie zębów... w końcu gdzieś w gipsowni w odmętach szału rodem z Ostrego Dyżuru (tego z Clooneyem) odnajduję Gościa od ortezy. Noga już naprawdę boli, Gość przynosi orteze, patrzę na to i zastanawiam się jak ja kur*a w tym wrócę samochodem z manualna skrzynią biegów? No ale pocieszył mnie zaciągając po góralsku, że mogę ją w razie „W” zdejmować wiec jakoś poszło… Jeszcze tylko heparyna w brzuch i zaległem na pensjonatowej kanapie a na drugi dzień decyzja o powrocie do domu bo i tak pożytek ze mnie żaden. Z wymarzonych wakacyjnych atrakcji udał się jedynie Kebab na Krupniokówkach i wątpliwy biedazlot bo zjazdu z Lasiorówki do udanych nie zaliczę

Koniec końców po powrocie wylądowałem u ortopedy (BTW - w Zaiskrzu badał mnie laryngolog ) zrobił USG, obejrzał rentgen, pomacał, ponaciągał (dobrze ze mnie nie zakuli w gips) i okazało się ze więzadła całe to jakoś się powinienem wylizać... uff trochę ulżyło.

Szkoda bo plany były grube… Jako piłkarski ignorant zamierzałem w dzień meczu Polaków z Senegalem z premedytacją strollować narodową powinność hejtowania przegranej i jechać na Dunajec ciesząc się z wędkowania w postapokaliptycznej samotności spowodowanej zainteresowaniem meczem tudzież rzutem telewizorem w dal wiedząc, że rzeka będzie tylko dla mnie i nawet flisacy już nie będą tratwami płynąć... cóż. Poczekam do EURO, oby nasi się tylko zakwalifikowali!

Teraz zamiast łowić na chruściki i wspominać biedazlot a nawet zjeżdżalnię na Lasiorówce siedzę na balkonie, słucham ostatniej Katatonii... I mówię Wam - za prawdę przez te głodowe halucynacje po zlocie WSZYSTKO ZMYŚLIŁEM...chyba...


No nic pozdrawiam i dedykuję tekst wszystkim... no samiwiecie... i jak to mawiają na rybach... no i ch*j no i cześć!

Oglądany: 43759x | Komentarzy: 32 | Okejek: 117 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.09

22.09

21.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało