Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Stirliz - radziecki Hans Kloss

48 435  
66   7  
... teraz w Joe Monsterze. Zebrałem z różnych stron, stąd różne podejścia do sławnego agenta, Bohatera Związku Radzieckiego, działającego w czasi II wojny światowej w Berlini, w niemieckiej stolicy faszystowskiego państwa... Piękne kawałki i jakże oddające bolszewicki duch Stirliza (tow. Isajewa) granego przez aktora Tichonowa. Film miał tytuł "17 mgnień wiosny".
--
Stirlitz jesteście Żydem! - stwierdził nagle Muller, gdy standartenfurer opuszczał jego gabinet.
- Nieprawda, jestem uczciwym Rosjaninem - dumnie odparł Stirlitz.

- Stirlitz jakiego koloru mam majtki? - spytał Muller.
- Czerwone w białe grochy.
- Wpadliście Stirlitz, o tym wiedziala tylko rosyjska pianistka!
- Proszę zapiąć rozporek, szefie, inaczej będą o tym wiedzieć wszyscy.

- Wpadliście Stirlitz - rzekł Muller - Pański paszport śmierdzi rosyjska wódką.
- Nie wiem dlaczego... Może jak Kaltenbrunner stawiał pieczątkę, zbyt głęboko oddychał?

- Stirlitz co jest lepsze radio czy gazeta? - zapytał podejrzliwie Muller.
- Gazeta, w radio nie zawiniesz śledzia - odparł spokojnie Stirlitz

- W kancelarii Rzeszy pojawił sie sowiecki szpieg - stwierdził Himmler głęboko wpatrując się w oczy Mullera.
- Wiem, to Stirlitz - odpowiedział Muller z zimna krwią.
- Dlaczego go wiec nie aresztujesz???
- Nie ma sensu. I tak się wykręci.

Podczas ważnej narady w gabinecie Hitlera nagle otworzyły sie drzwi. Wbiegł przez nie mężczyzną z bukietem kwiatową, które położył na stole. Następnie sprawnie otworzył sejf, sfotografował wszystkie dokumenty, odłożył na miejsce i wyszedl.
- Kto to był? - spytal zaskoczony Hitler.
- Sowiecki szpieg Isajew - odpowiedział Bormann.
- Dlaczego go wiec nie aresztujesz???
- I tak udowodni, ze kwiaty przyniósł...

"Gratulujemy urodzenia syna" - przeczytał Stirlitz zaszyfrowana depesze.
Rozczulił się.
Przecież już dwanaście lat mija, jak opuścił ojczyznę...

Muller sprężystym krokiem wkroczył do gabinetu Stirlitza. Od razu rzucił mu sie w oczy ogrom pustych butelek po mocnych alkoholach. Na lozu w towarzystwie trzech śpiących kobiet, leżał pijany Stirlitz. Muller podszedł
do stołu. Tam w kałużach rozlanej wódki zmieszanej z popiołem od papierosów, leżała depesza w języku rosyjskim: "Zadanie wykonane! Spocznij!" Spóźniłem się - pomyślał Muller.

Stirlitz z trudem otworzył oczy i pomyślał:
- Jeżeli jestem u nich to sie nazywam Standartenfurer Stirlitz, a jezeli u nas to pułkownik Isajew...
Rozmyślania przerwał mu pochodzący jakby z niebytu glos:
- Ale się wczoraj napiliście towarzyszu Tichonow*
(*Aktor grajacy Stirlitza)

Wróciwszy do swego gabinetu Muller zauważył, jak Stirlitz w podejrzany sposób kreci sie w poblizu sejfu.
- Co tu robicie Stirlitz? - srogo zapytał.
- Czekam na tramwaj - odpowiedział Stirlitz.
- W porządku! - rzucił Muller wychodząc.
Na korytarzu pomyślał:
- Jakiż u diabla może być tramwaj w moim gabinecie...
Zawrócił. Ostrożnie zajrzał do gabinetu. Stirlitza nie było.
- Pewnie już odjechał - pomyślał Muller.

Stirlitz zobaczył jak banda wyrostków pompuje kota benzyna. Kot wyrwał się, przebiegł kilka metrów i upadł.
- Benzyna się skończyła - pomyslal Stirlitz.

Stirlitz siedział w swoim gabinecie, gdy rozległo się pukanie.
- Bormann - pomyślał Stirlitz.
- Ja - pomyślał Bormann.

Stirlitz ukradkiem karmił niemieckie dzieci. Od ukradła dzieci puchły i umieraly.

Naprzeciw Stirlitza szły trzy umalowane kobiety.
- Prostytutki - pomyślał Stirlitz.
- Pułkownik Isajew - pomyślały prostytutki.



W kawiarni "Elefant" Stirlitz miał się spotkać z łącznikiem. Nie ustalono niestety żadnego znaku rozpoznawczego.
Na szczęście łącznikowi zwisały spod marynarki szelki spadochronu.



Gdy Stirlitz szedł korytarzem, oczom jego ukazało się ogłoszenie o czynie
społecznym.
- Wpadłem - pomyślał.
Skierował sie w kierunku gabinetu Mullera.
- Gratuluje poczucia humoru - powiedział - Tak, jestem agentem sowieckim!
- Dobra, dobra Stirlitz ... Odmaszerować!
Po chwili Muller wykręcił numer Kaltenbrunerra.
- Czego to nie wymyśli nasz poczciwy Stirlitz - rzekł ze śmiechem - żeby sie
wykręcić od roboty...

Dom Stirlitza okrążyli gestpowcy.
- Otwieraj! - krzyknął Muller
- Stirlitza nie ma w domu! - powiedział Stirlitz.
Odjechali. W ten oto sprytny sposób Stirlitz już piąty raz przechytrzył gestapo.

Stirlitz spacerował po dachu Kancelarii Rzeszy. Nagle poślizgnął się, upadł i tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości.
Następnego dnia cud posiniał i obrzękł.

Stirlitz przechodzac korytarzem, jakby od niechcenia pchnął drzwi gabinetu Bormanna. Drzwi ani drgnęły. Stirlitz zatrzymał się, rozejrzał i pchnął mocniej.
Bez skutku.
- Pewnie zamknięte - pomyślał Stirlitz.

Podczas uroczystej akademii w dniu urodzin Hitlera dostarczono Stirlitzowi na sale depesze.
"Stirlitz jesteście zwykła dupa!" - mogły odczytać zbyt ciekawe oczy.
Ale tylko Stirlitz wiedział, ze właśnie tego dnia otrzymał tytuł Bohatera Związku Sowieckiego.

W stołówce berlińskiego bunkra ustawiła się długą kolejka po kiełbasę. Nagle sprężystym krokiem wszedł Stirlitz, ominął wszystkich i kupił od razu trzy kilogramy.
- Ale z niego cham! - syknął Bormann do Mullera.
Oni jednak nie wiedzieli, ze Bohaterów Związku Sowieckiego kolejka nie obowiązuje.

Stirlitz wolnym krokiem zbliżył sie do lokalu kontaktowego. Zapukał umówione 127 razy. Nikt nie otworzył. Po namyśle wyszedł na ulice i spojrzał w okno.
Tak, nie mylił sie. Na parapecie stały 63 żelazka - znak wpadki.

Stirlitz szedł ulica, kiedy z tylu rozległy się strzały i tupot podkutych butow.
- To koniec - pomyślał Stirlitz wkładając rękę do prawej kieszeni spodni.
Tak, to był koniec. Pistolet nosił w lewej.

Stirlitz wszedł do gabinetu Mullera i zauważył ze nikogo nie ma. Podszedł do sejfu i pociągnął za uchwyt, żeby się tylko przekonać ze się nie otworzy. Po upewnieniu się, ze jest sam wyciągnął broń i wystrzelił; sejf nie znów się nie otworzył. Następnie położył granat ręczny pod sejfem i usunął zawleczkę. Gdy dym opadl, Stirlitz jeszcze raz spróbował otworzyć sejf. I znów bez powodzenia.
"Hmmmm ...", doświadczony oficer wywiadu wreszcie wywnioskował: "Musi być zamknięty".

Stirlitz siedział w swoim biurze w Reichstagu, gdy radio doniosło:
"Stirlitz to ostatnia dupa!".
Nikt nic nie zrozumiał, tylko Sowieckiemu szpiegowi szczeka opadła. Było to słowo kodowe, jak zrozumiał, oznaczające, ze został w ten sposób odznaczony tytułem Bohatera Związku Radzieckiego.

Stirlitz szedł przez Reichstag pijany w trzy dupy i w rozchełstanym mundurze. Dzis, 23 lutego, w dniu Armii Radzieckiej, chciał wyglądać jak prawdziwy radziecki oficer.

Stirlitz wszedł do gabinetu Mullera i rzekł:
- Herr Muller, czy chciałby pan pracować jako agent radzieckiego wywiadu? Dobrze placa.
Muller zszokowany, podrywa się ze złością, potem przypatruje się podejrzliwie Stirlitzowi. Stirlitz zaczyna wychodzić, ale zatrzymuje się i pyta:
- Gruppenfuhrer, czy ma pan aspirynę?
Stirlitz wiedział, ze ludzie zawsze pamiętają tylko koniec konwersacji.

Stirlitz i Kathe spacerują po parku. Nagle padają strzały. Kathe pada. Krew tryska.
Stirlitz, polegając na swym instynkcie, momentalnie zaczyna cos podejrzewać.

Doniczka spadla z okna tajnego lokalu i rozbiła się prosto na głowie Stirlitza.
To byl znak, ze jego zona wlasnie powila mu syna. Stirlitz otarł łzę. Nie było go przecież w domu już od siedmiu lat.

W dniu Święta Majowego Stirlitz założył czapke czerwonoarmisty, chwycił czerwony sztandar i przemaszerował się po korytarzach Biura Bezpieczeństwa Rzeszy śpiewając międzynarodówkę i inne rewolucyjne pieśni.
Jeszcze nigdy nie był tak blisko wpadki.

Do gabinetu Bormanna wchodzi nieznajomy. Patrząc prosto w oczy Bormanna, mówi:
- Słonie idą na północ.
Bormann spojzal na niego z niesmakiem:
- Słonie idą do diabła, - odpowiada - a gabinet Stirlitz'a jest piętro wyżej.

Stirlitz chodził przez cały dzień z rozpiętym rozporkiem, z którego wystawały czerwone gacie.
W ten oto sposób Stirlitz obchodził święto 1 Maja.

Telegram: Stirlitz, jeśli nie zapłacicie za energie elektryczna, wyłączymy wam radio.

Stirlitz na popijawie u Mullera mocno przecholowal. Nastepnego dnia, żeby rozwiac watpliwosci, wchodzi do gabinetu Mullera i pyta:
- Sluchajcie, czy domysliliscie sie po wczorajszym, ze jestem sowieckim agentem?
- Nie - przyznal Muller.
Stirlitz odetchnal z ulga.

Hitler dzwoni do Stalina:
- Czy wasi ludzie nie brali z mojego sejfu tajnych dokumentów?
- Zaraz wyjaśnię.
Stalin dzwoni do Stirlitza:
- Isajew, braliście z sejfu Hitlera tajne dokumenty?
- Tak jest, towarzyszu Stalin.
- Odłóżcie je natychmiast! Ludzie się denerwują!

Stirlitz od dwóch dni nie pojawiał sie w pracy. Gestapowcy, wysłani na poszukiwania, odnaleźli go w jego willi, nieprzytomnego, leżącego na podłodze pośród pustych butelek po wódce. Na stoliku obok lampy leżał szyfrogram: "Zadanie wykonane, możecie się zrelaksować".

Strilitz usłyszał pukanie do drzwi. Otworzył je. Za drzwiami stal mały piesek.
- Co słychać, głuptasku? - czule powiedział Stirlitz.
- Sam jesteś głupi! Właśnie przyjechałem z Centrali - odrzekł pies.

Stirlitz kopnieciem otworzyl drzwi i na palcach, cichutko zblizyl sie do czytajacego gazete Mullera.

Muller wiedzial, ze Rosjanie, zamieszawszy cukier, zostawiaja lyzke w szklance z herbata. Chcac sprawdzic Stirlitza, zaprosil go do siebie na herbate. Stirlitz wsypal cukier do szklanki, zamieszal go, wyjal lyzeczke,
polozyl ja na spodeczku, po czym pokazal Mullerowi jezyk.

Odcinek 333. Stirlitz myśli.

Stirlitz, spacerujac zima nad brzegiem jeziora, ujrzal na nim ludzi.
"Łyżwiarze" - pomyślał Stirlitz.
"Stirlitz" - pomyśleli wędkarze.

Stirlitz, spacerując latem nad rzeka, zauważył nad brzegu człowieka z wędką.
- Jak biora? - zagadnal.
- Dobrze - odpowiedział człowiek.
"Wędkarz" - pomyślał Stirlitz.

Muller, wglądając przez okno, ujrzał podążającego gdzieś Strilitza.
"Dokąd on idzie?" - pomyślał Muller.
"Nie twój zasrany interes" - pomyślał Stirlitz.

Stirlitz zobaczył ludzi w sowieckich mundurach, umazanych błotem twarzach, z pepeszami w rękach.
"Zwiadowcy" - pomyślał.

Na korytarzu Stirlitz zobaczyl Kathe, a za nia dwóch żołnierzy z karabinami i plecakami.
"Na wczasy" - pomyślał Stirlitz.

Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył.
Uciekł przez wejście.

Stirlitz migiem uciekł przez okno. Mig skrył się w chmurach.

- Jak wy sie naprawdę nazywacie?
- Tichonow. - odpowiedział Stirlitz - A wy?
- Broniewoj.
- No, Muller, wkopaliście sie!

Wróciwszy do swego gabinetu Muller zauważył, jak Stirlitz w podejrzany sposób kreci sie w pobliżu sejfu.
- Co tu robicie Stirlitz? - srogo zapytał.
- Czekam na tramwaj - odpowiedział Stirlitz.
- W porządku! - rzucił Muller wychodząc.
Na korytarzu pomyślał: Jakiz u diabla może być tramwaj w moim gabinecie...Zawrocil. Ostrożnie zajrzał do gabinetu. Stirlitza nie bylo. Pewnie już odjechał - pomyslal Muller.

- Gdzie pan sie tak dobrze nauczył prowadzić samochód, Stirlitz? – spytał Muller.
- Na kursach NKWD - odpowiedział Stirlitz.
Chyba nie powiedziałem nic tajnego - pomyślał.

Gdy Stirlitz szedł korytarzem, oczom jego ukazało się ogłoszenie o czynie
społecznym.
Wpadłem - pomyslal. Skierował sie w kierunku gabinetu Mullera.
- Gratuluje poczucia humoru - powiedział. - Tak, jestem agentem sowieckim!
- Dobra, dobra Stirlitz... Odmaszerować!
Po chwili Muller wykrecil numer Kaltenbrunnera.
- Czego to nie wymyśli nasz poczciwy Stirlitz - rzekł ze śmiechem – żeby tylko sie od roboty wykręcić...

- Stirlitz to sowiecki agent - rzekł Muller do Schellenberga - Musimy go zdemaskowac. Niech pan stanie Jak wejdzie, proszę go uderzyć polanem w glowe. Jesli jest Rosjaninem zaraz sie wygada.
Po chwili wszystko przebiegło według zaplanowanego scenariusza.
- Ach, j... twoju mat'! - zaklął Stirlitz.
- Ubit'! - rozkazał Muller.
- Ciszej, towarzysze - syknął Shellenberg, - Niemcy dokoła!


- W kancelarii Rzeszy pojawil sie sowiecki szpieg - stwierdzil Himmler
patrzac w gleboko osadzone oczy Mullera.
- Wiem, Stirlitz - odpowiedzial Muller z zimna krwia.
- Dlaczego wiec nie aresztujecie?
- Nie ma sensu. I tak sie wykreci!

Stirlitz, przechodząc korytarzem, jakby od niechcenia pchnął drzwi gabinetu
Bormanna. Drzwi ani drgnęły. Stirlitz zatrzymał się, rozejrzał i pchnął
mocniej. Bez skutku.
Pewnie zamknięte - pomyślał.

Stirlitz codziennie po powrocie do domu mial zwyczaj, upewniwszy sie, ze
jest sam, otwierac drzwiczki ukrytego za obrazem sejfu, z ktorego wyciagal
harmonie i butelke wodki. Nalewal szklanke, wypijal i piec minut gral na
harmonii. Potem odkladal wszystko na miejsce i zamykal sejf. Tego wieczora
jednak sejf byl pusty. Po chwili wahania Stirlitz wykrecil numer Mullera.
- To wy Stirlitz? - raczej dla formalnosci spytal Muller. - Pewnie
telefonujecie w sprawie harmonii i wodki?
- Tak.
- Nic z tego! Nie tylko wy tesknicie za ojczyzna...

- Heil Hitler! - pozdrowil Stirlitz Bormanna.
- Nie przesadzajcie, Isajew! - warknal Bormann.

Podczas uroczystej akademii w dniu urodzin Hitlera dostarczono Stirlitzowi
na sale depesze.
Stirlitz - jestescie zwykla du##! Mogly odczytac zbyt ciekawe oczy. Ale
tylko Stirlitz wiedzial, ze wlasnie tego dnia otrzymal tytul Bohatera
Zwiazku Radzieckiego.


Stirlitz usłyszał pukanie do drzwi. Otworzył je. Za drzwiami stał kotek.
- Chcesz mleczka, głuptasku? - spytał czule Stirlitz.
- Sam jesteś głupi! Właśnie przyjechałem z Centrali - odrzekł kotek.

- Stirlitz, co jest lepsze: radio czy gazeta? - zapytał podejrzliwie
Mueller.
- Gazeta, w radio nie zawiniesz śledzia - odparł spokojnie Stirlitz.

Stołówka Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Mueller, Himmler i Bormann cierpliwie
stoją w kolejce. Stirlitz wchodzi i od ręki dostaje obiad. Mueller, Himmler
i Bormann patrzą osłupiali. Nie wiedzą, że kobiety ciężarne i Bohaterowie
Związku Radzieckiego obsługiwani są poza kolejnością.

Mueller wiedział, że Rosjanie, zamieszawszy cukier, zostawiają łyżkę w
szklance z herbatą. Chcąc sprawdzić Stirlitza, zaprosił go na herbatę.
Stirlitz wsypał cukier do szklanki, zamieszał, wyjął łyżeczkę, położył ją na
spodeczku, po czym pokazał Muellerowi język.

Stirlitz jest już w Rosji, pije piwo pod kioskiem i krzywi się do sąsiada:
- Rozwodnione.
A sąsiad na to:
- Trzeba było gorzej szpiegować, pilibyśmy Heineckena.

Oglądany: 48435x | Komentarzy: 7 | Okejek: 66 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.01

21.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało