Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Szarża lekkiej brygady - historia legendarnego już ataku brytyjskiej kawalerii

27 611  
207   40  
Szarża lekkiej brygady to wciąż żywa legenda brytyjskiej historii. Jest dla Wyspiarzy mniej więcej tym, czym dla nas Monte Cassino albo odsiecz wiedeńska. I mocno przy tym zabarwiona błędem przez duże B - jest wręcz symbolem wojskowej niekompetencji bądź (w zależności od punktu widzenia) pechowego zbiegu okoliczności.



Oto w dolinę śmierci
Zjeżdża ich sześćset.
„Brygado Lekka, w cwał!"
Czy który zbladł lub drżał?
Że wodza błąd tu był
Wiedzieli jeźdźce.
Nie im - komendy prym,
Badać, co? jak? - nie im,
Ich rzecz - iść w bitew dym.

Do dzisiaj w Wielkiej Brytanii ta opowieść jest przedstawiana jednocześnie z szacunkiem dla bohaterstwa kawalerzystów, jak i z sarkazmem, prześmiewczo wobec bezmyślności dowódców w armii. Różni to mocno szarżę lekkiej brygady od naszych polskich historii, które niemal zawsze są przytaczane z pochyloną głową. I nawet niemiecką zmyłkę o polskich ułanach, atakujących czołgi swoimi szablami, sami rozpowszechniliśmy, bo znaleźli się tacy, którzy widzieli w tym nie głupotę, tylko heroizm.

W połowie XIX wieku zaostrzyły się stosunki między Rosją a głównymi mocarstwami zachodniej Europy: Francją i Wielką Brytanią. Poszło głównie o ekspansję tej pierwszej na południe, kosztem słabnącej Turcji. Carowi przestało wystarczać odbieranie Turcji kolejnych terytoriów (wojny między oboma krajami wybuchały dość regularnie, średnio co 20-25 lat). Rosjanie postanowili uzależnić całe państwo osmańskie, wykorzystując do tego celu kwestię ochrony chrześcijańskich miejsc świętych oraz prawosławnych mieszkańców Turcji. Przeciwstawiły się temu Francja i Wielka Brytania w imię równowagi sił oraz obrony własnych interesów w imperium tureckim. Wybuchła wojna, która przeszła do historii pod nazwą wojny krymskiej. Bo chociaż działania toczyły się w rejonie Kaukazu, w kilku miejscach nad Morzem Czarnym, na Bałtyku, a nawet na Pacyfiku (Kamczatka) i na północy, na Morzu Białym, to najważniejszy front utworzył się właśnie na Krymie. Wojska sprzymierzone próbowały tam zdobyć Sewastopol, główną rosyjską bazę nad Morzem Czarnym, zagrażającą terytoriom tureckim.

We wrześniu 1854 roku nastąpił desant. Francuzi, Brytyjczycy i Turcy rozbili rosyjskie ataki nad rzeką Almą - gdzie wykrwawił się między innymi pułk białostocki - po czym rozpoczęli oblężenie Sewastopola. Szło ono niesporo. Nie wykorzystano pierwszych tygodni, gdy fortyfikacje były jeszcze nieukończone, a potem zwlekano z podjęciem szturmów, które by musiały przynieść ogromne straty w ludziach. Zamiast tego intensywnie ostrzeliwano twierdzę z licznych dział. Stosunki wśród sprzymierzonych były dość napięte. Brytyjski wódz lord Raglan, przyzwyczajony do realiów wojen napoleońskich (pod Waterloo w 1815 roku stracił prawą rękę), miał tendencję, aby mówiąc o rosyjskich przeciwnikach, używać słowa "Francuzi". Ci ostatni uważali Brytyjczyków za dyletantów, a Brytyjczycy Francuzów za bufonów. Jedni i drudzy lekceważyli Turków, w obronie których podobno toczyli tę wojnę.



W październiku armia carska podjęła uderzenie, ale jeszcze nie na otoczony Sewastopol, lecz ku Bałakławie, gdzie znajdował się port zaopatrzeniowy Brytyjczyków, jak również ich magazyny. Po zepchnięciu czołowych oddziałów tureckich i zdobyciu wspomagających ich dział brytyjskich, Rosjanie uderzyli na drugą linię obrony. Stanowiło ją 650 szkockich górali, wspartych nieznaną liczbą tureckich uciekinierów z utraconych już redut. Ludzi było za mało na stworzenie głębokiej obrony, więc utworzyli oni dwuszereg, który przeszedł do brytyjskiej historii jako "cienka czerwona linia"- od czerwonych mundurów wyspiarskiej piechoty. Szkotom udało się odeprzeć rosyjską kawalerię i "cienka czerwona linia" stała się potem określeniem na całą brytyjską armię. Nota bene zwrot ten ewoluował dalej i dla przykładu brytyjską policję zaczęto w końcu nazywać "cienką niebieską linią".

Twardy opór szkockich górali stał się pierwszą legendą Bitwy pod Bałakławą. Ale już za kilka chwil miała nadejść jej druga, chyba jeszcze słynniejsza legenda, czyli szarża lekkiej brygady. Po udanym ataku ciężkiej brygady kawalerii, Brytyjczykom udało się ustabilizować sytuację. Ale głównodowodzącego lorda Raglana bardzo uwierał widok Rosjan, którzy systematycznie zabierali zdobyte wcześniej brytyjskie armaty. Jego dawny mentor i dowódca, książę Wellington, szczycił się tym, że przez całą swoją wojskową karierę jego wojska nie utraciły ani jednej armaty. Lord Raglan nakazał lekkiej brygadzie swojej jazdy, aby uderzyła na Rosjan i odbiła artylerię. Nie uwzględnił jednak, że stojąc na szczycie skarpy Samun miał nieporównanie lepszy widok, niż przebywająca u jej podnóża lekka brygada.

Dowodzący tam lordowie Lucan i Cardigan (prywatnie spowinowaceni i nienawidzący się nawzajem) nie widzieli dział, które zabierali Rosjanie - tylko inne, rosyjskie, dobrze chronione masami wrogiej piechoty i jazdy. Wobec tego pierwszy rozkaz lorda Raglana po prostu zignorowali. Ale późnym rankiem kolejny rozkaz przekazał kapitan Nolan, autor specjalistycznych książek, uważany za jednego z najlepszych jeźdźców w armii. Niestety był on też arogancki, konfliktowy i w gorącej wodzie kąpany (miał już na koncie ostre spory zarówno z Lucanem, jak i Cardiganem). Rozkazy od lorda Raglana znów były niejasne, gdyż nadal nie przychodziło mu do głowy, że jego podkomendni na dole nie widzą tego, co on na swoim świetnym punkcie widokowym. Lucan i Cardigan próbowali dopytać się Nolana, ale ten ostatni po prostu w odpowiedzi machnął ręką ogólnie w kierunku Rosjan i powiedział, że tam znajduje się cel szarży. Zirytowani Lucan i Cardigan, czujący, że zagrożony jest ich honor i odwaga, nakazali atak na te działa, które widzieli - choć zdawali sobie sprawę, że w najlepszym razie ich ludzi czekają poważne straty. Rozumieli to także zwykli żołnierze.



I tak doszło do szarży lekkiej brygady. Nie wiadomo na 100%, czy kapitan Nolan zdążył sobie zdać sprawę, że ruszyła ona na niewłaściwe cele. Po bitwie nie można było go o to zapytać, gdyż wziął udział w tej szarży i zginął jako pierwszy, postrzelony prosto w czoło. Kawalerzyści wpadli w, jak to później nazwano, Dolinę Śmierci, masakrowani od przodu przez armaty, a z lewej i z prawej, ze zboczy, przez piechotę. Mimo silnego ostrzału udało się im dopaść artylerzystów i zdobyć ich działa, a potem zmusić do ucieczki oddział jazdy przeciwnika. Nie mieli jednak najmniejszych szans na utrzymanie pozycji. Widzący co się dzieje lord Raglan kazał wysłać im na pomoc ciężką brygadę, lecz lord Lucan nie wykonał tego rozkazu uważając, że to nic nie da, poza masakrą reszty swojej dywizji kawalerii.

Żołnierzom lekkiej brygady udał się odwrót między innymi dlatego, że francuski generał Bosquet kazał wykonać atak odciążający na jedno ze zboczy Doliny Śmierci. Obserwując, co wyczyniają brytyjscy kawalerzyści, wypowiedział słynne słowa "To wspaniałe, ale to nie jest wojna. To szaleństwo". Z kolei lord Cardigan (który prowadził szarżę, a podczas odwrotu został wzięty do niewoli przez Kozaków i przeżył tylko dzięki wstawiennictwu któregoś z Radziwiłłów w armii rosyjskiej, a potem uciekł w zamieszaniu) powitał wracających swoich ludzi tak: "To był czysty idiotyzm, chłopcy, ale nie ja go wymyśliłem".

Późniejsza legenda mówiła o niemal kompletnym zniszczeniu lekkiej brygady. Cytowany tu na wstępie we fragmencie wiersz Tennysona "Szarża lekkiej brygady", który rozsławił tę bitwę, mówił o stu ocalonych z ogółem 600 uczestników szarży. Ale w rzeczywistości straty, choć bardzo ciężkie, nie były aż tak ogromne. Łącznie zabitych, rannych i wziętych do niewoli była około połowa żołnierzy lekkiej brygady. Wracających witały okrzyki podziwu ze strony Francuzów i kawalerzystów ciężkiej brygady. Wrócił też dzielnie uczestniczący w ataku terier Jimmy, maskotka brytyjskich huzarów - choć został dwukrotnie ranny. Lord Cardigan, ceniący sobie luksusy i zwykle śpiący na należącym do niego drogim jachcie w porcie, tę noc spędził ze swoimi ludźmi, pod kocem przy ognisku.

Wszyscy od początku wiedzieli, że cały ten atak był potwornym błędem i zaczęło się wzajemne obarczanie się winą. Raglan obwiniał Lucana i Cardigana, rzecz jasna z wzajemnością. Wszyscy wskazywali też kapitana Nolana, ale on bronić się już nie mógł. W kraju podniosła się silna fala krytyki pod adresem dowódców kontyngentu na Krymie. Lorda Cardigana do pewnego stopnia chroniło to, że prowadził słynną szarżę i położył w niej na szalę własne życie - ale lordów Raglana i Lucana spotkały ostre zarzuty. O tym ostatnim londyński "The Times" napisał, że "Nie może być tak, że oficerom obdarowanym tak skromnie zdolnością rozumienia i wykonywania rozkazów, powierza się życie żołnierzy czy honor narodu". Tak czy owak, żadnego z zamieszanych w sprawę głównych dowódców brytyjskich, mimo śledztwa, ostatecznie nie spotkały za to żadne kary. Natomiast wszyscy ocalali uczestnicy szarży lekkiej brygady otoczeni byli do śmierci szacunkiem - choć już niekoniecznie opieką. Aż do I wojny światowej i rosyjskiej rewolucji na Krym przybywały pielgrzymki Brytyjczyków, chcących odwiedzić Dolinę Śmierci i cmentarz swoich rodaków.



Bitwę pod Bałakławą ostatecznie wypada uznać za nierozstrzygniętą. W każdym razie jednak Rosjanie nie zdołali zrealizować swojego celu i zająć portu. W każdej późniejszej większej bitwie - kolejno pod Inkermanem, pod Eupatorią i nad Czarną Rzeką - doznawali już oczywistych i zdecydowanych porażek. Nie udało się zlikwidować oblężenia Sewastopola, gdzie sytuacja robiła się coraz gorsza. W zachowanej relacji słynnego później pisarza Lwa Tołstoja, wiceadmirał Korniłow, rzeczywisty dowódca twierdzy, mówił swoim podwładnym "Czołem, żołnierze! Trzeba umierać, żołnierze, umrzecie?" i odpowiadano "Umrzemy, wasza dostojność, ura!". Los otaczających Sewastopol wojsk sprzymierzonych też był bardzo ciężki, leżały zwłaszcza zaopatrzenie i opieka medyczna. Żołnierze głęboko znienawidzili tę wojnę i gdy po miesiącach ostrzału artyleryjskiego w końcu nadszedł czas szturmów, ruszyli ze straceńczą odwagą naprzód, aby rozstrzygnąć w końcu te zmagania. Francuzom po kilkugodzinnej walce, także i na bagnety, udało się zdobyć Kurhan Małachowski, kluczowy element rosyjskich fortyfikacji.

We wrześniu 1855 roku, niemal dokładnie po roku oblężenia, obrońcy ewakuowali się z Sewastopola przez most w zatoce, który wcześniej wybudowali. Wojna trwała jeszcze pół roku, lecz większe bitwy toczono już tylko na Kaukazie - na froncie rosyjsko-tureckim. W podpisanym w marcu 1856 roku w Paryżu traktacie pokojowym Rosjanie godzili się na pewne ustępstwa, w gruncie rzeczy raczej niewielkie. Niemniej oznaczał on wstrzymanie projektu uzależnienia przez nich imperium tureckiego, a ekspansja Rosji kosztem Turcji została zahamowana na 20 lat.

W wojnie krymskiej łącznie straciło życie około 300 tysięcy żołnierzy, z czego dwie trzecie od chorób, a nie z ran. Resztę, zabitą przez działa, strzelby lub broń białą, mniej więcej w połowie stanowili Rosjanie i żołnierze koalicji: Francuzi, Turcy, Brytyjczycy i Włosi. Wojna pozostawiła po sobie cmentarze, inwalidów i legendy.

Oglądany: 27611x | Komentarzy: 40 | Okejek: 207 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało