Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Parszywa kolonia - o tym jak głupie niedopatrzenie doprowadziło do inwazji zabójczych pszczół na dwa kontynenty

45 000  
311   36  
O tym, że z przyrodą lepiej nie zadzierać, człowiek wie nie od dziś. Czasem bowiem nawet nieśmiała próba delikatnego naruszenia naturalnego porządku prowadzi do tragicznych konsekwencji. A wszystko zazwyczaj zaczyna się od dobrych chęci…


Pszczoły. Latające cholerstwo, które wyprowadzone z równowagi potrafi solidnie użądlić. Prawdę mówiąc, gdybyśmy wiedzieli jak bardzo ważny jest dla nas ten owad, to mielibyśmy dla niego znacznie więcej szacunku. Okazuje się, że 77% roślinnego żarcia, które trafia na nasze stoły nigdy by nie powstało, gdyby nie ciężka harówka pszczół – małych, ale bardzo wydajnych, zapylaczy. Zresztą rola tego niepozornego żyjątka nie ogranicza się tylko do zapewniania nam strawy, ale generalnie do zachowania stabilności całemu ekosystemu!

Najpopularniejszym ze wszystkich pszczelich gatunków jest tzw. pszczoła miodna. To prawdziwy roboczy wołek, który od setek lat zbiera pochwały za swoje doskonałe wyniki w zapylaniu roślin oraz w produkcji dużych ilości miodu. Owad ten naturalnie występuje w całej Europie, ale także i w zachodniej Azji oraz w północnej Afryce.



Problem w tym, że od lat obserwuje się masowe wymieranie tych zwierząt. Większość pszczelarzy twierdzi, że głównymi przyczynami tego pomoru są szkodliwe dla owadów pestycydy, ale przede wszystkim – roznoszona przez pewną roztocz choroba zwana warrozą.

Pszczoła miodna ma dość pogodną naturę i zazwyczaj łatwo się przystosowuje do rożnych klimatów. Zazwyczaj. O ile zwierzę to całkiem ładnie radzi sobie pracując dla pszczelarzy w USA, to już sporym problemem okazało się przeniesienie tego owada do krajów południowoamerykańskich. Europejska pszczoła niezbyt dobrze sobie radziła w kontakcie z dusznym, tropikalnym klimatem. Szkoda, bo dzięki pomocy tego przybysza można by nie tylko produkować wyśmienity miód, ale przede wszystkim - znacznie zwiększyć plony niektórych jadalnych roślin. Trzeba więc było znaleźć jakieś rozwiązanie dla tego problemu.



W tym momencie do akcji wkroczył brazylijski uczony, doktor Warwick Kerr. Wpadł on na pomysł, aby do jego placówki badawczej sprowadzić dzikie, afrykańskie pszczoły. Te owady absolutnie nie nadawałyby się do przejęcia funkcji ich europejskich kuzynów. To wyjątkowo agresywne i zaciekłe bestie, ale dzięki selekcji odpowiednich kolonii i krzyżowania ich z odmianami europejskimi można by, po latach pracy, stworzyć nowy gatunek, który swoją wydajnością dorównywałby pszczole miodnej, a jednocześnie dawałby sobie radę w tropikach.

Doktor Kerr zakasał więc rękawy i rozpoczął żmudny proces prób łączenia afrykańskiego brutala z różnymi przedstawicielami spokojniejszych grup pszczelego rodu. I pewnie ten projekt zakończyłby się sukcesem, gdyby nie zuchwała ucieczka z kwarantanny pewnego roju zafrykanizowanych pszczół, w tym i pszczelich matek. Niedopatrzenie, głupi błąd pracowników laboratorium, albo zwykła niedbałość sprawiła, że już wkrótce o uciekinierach stało się bardzo głośno.

Widzicie, pszczoły, które dały dyla z ośrodka badawczego były efektem jednego z wielu, nie do końca udanych eksperymentów tam prowadzonych. Wbrew nadziejom dr Kerra, krzyżówka ta wcale nie chciała produkować przesadnie dużych ilości smacznego miodu, ale i po swoich afrykańskich przodkach odziedziczyła mocno wybuchowy temperament. Te małe pindy swoją agresywnością nie ustępowały nakoksowanym kibicom Gnojownika Kurzeszyn.



Skąd ta agresja u mieszkańców Czarnego Lądu? Cóż, nasze europejskie pszczółki od pokoleń mają do czynienia z człowiekiem, który regularnie zagląda im do ula. Tymczasem, w Afryce miód zdobywa się „napadając” na siedliska dzikich pszczół, wybijając ich mieszkańców, dusząc ich dymem i wypalając całe gniazda. Do tego dochodzi też masa naturalnych wrogów. Przez długie tysiąclecia ewolucji pszczoły nauczyły się bronić przed wszystkimi agresorami.

Mimo że jad zafrykanizowanych pszczół jest odrobinę słabszy niż ten produkowany przez odmiany europejskie, to jedną z ich „czarnych” cech jest tendencja do atakowania w dużych grupach (to prawdziwa armia latających sukinsynów! Mówimy o ilościach od 100 do nawet i 1000 osobników!) i wyjątkowe zaangażowanie w dawaniu wycisku przeciwnikowi. Wkurwiona przedstawicielka tej eksperymentalnej kolonii potrafi gonić swojego wroga nawet przez 400 metrów. Tylko po to, aby na koniec boleśnie go użądlić.



To jednak nie wszystko! Zafrykanizowana bestia różni się też od swoich europejskich krewnych szybkością rozprzestrzeniania się. Kolonia zwykłych miodnych pszczół zakłada od 1 do 3 gniazd rocznie, tymczasem laboratoryjny zbieg zakłada ich ponad 10!

O prawdziwym skurwysyństwie tego zwierzęcia świadczy jeszcze jeden fakt. Te wyrachowane, owadzie chujki nauczyły się przeprowadzać sprytne ataki na gniazda innych pszczół. Początkowo robotnice inwazyjnego gatunku zaprzyjaźniają się z robotnicami „wroga”. Wymieniają się jedzeniem i feromonami. Z czasem tajemniczych imigrantów robi się jednak coraz więcej. Ale, przecież – tolerancja na inne kultury, co nie? W pewnym momencie najeźdźcy zabijają dotychczasową królową i podstawiają na jej miejsce swoją monarchinię. Wkrótce po dawnych mieszkańcach nie ma już śladu, a ich miejsce zajmują już tylko zafrykanizowane pszczoły doktora Kerra oraz ich hybrydowe potomstwo.

Nowa odmiana owadów zaczęła migrować w tempie ok. 100 kilometrów rocznie. Obserwacje kolejnych, złapanych przedstawicieli tego agresywnego intruza przyniosły za sobą kilka nowych faktów. Okazuje się bowiem, że pszczoła ta wykazuje się też sporą odpornością na różne choroby i pasożyty. Do tego zaobserwowano, że "dzieci" doktora Kerra mają tendencję do atakowania bez większego powodu, co jest raczej niespotykane wśród innych gatunków tych zwierząt.

Na początku lat 80. laboratoryjne bestie dotarły do Stanów Zjednoczonych, gdzie media od razu zadbały o wywołanie ogólnonarodowej histerii. Wprawdzie agresywny przybysz miał na koncie setki pożądlonych ofiar i kilkadziesiąt zabójstw, ale są przecież gorsze powody do zmartwień niż dzikie gniazda rozwścieczonych owadów (na przykład – country. Jak można tego w ogóle słuchać?). Nie da się jednak ukryć, że obecność rozprzestrzeniającego się po całym kontynencie gatunku jest dość upierdliwa. Tym bardziej, że inwazja tego owada na USA ciągle trwa.



Tymczasem badacze tych owadów zauważyli coś zupełnie nieoczekiwanego. W latach 90. inwazyjne hybrydy zasiedliły się na Puerto Rico. W ciągu zaledwie 30 lat swojej obecności na tej wyspie, gdzieś uleciał niegodziwy temperament nieokrzesanych owadów i z agresywnych kanalii, stały się znacznie przyjaźniej nastawionymi do ludzi pszczółkami.

Uczeni twierdzą, że w ciągu trzech dekad miała tam miejsce tzw. błyskawiczna ewolucja. Niektóre, odpowiedzialne właśnie za agresję, geny zafrykanizowanych pszczół bardziej przypominają te, należące do ich europejskich odpowiedników. Naukowcy sugerują, że z jakiegoś powodu, gęsto zaludniona wyspa i ciągła bliskość człowieka sprawiły, że pszczoły same zaczęły zabijać najagresywniejszych przedstawicieli swoich gniazd. W całkiem naturalnych warunkach owady przeprowadziły tzw. pozytywną selekcję. Kolejne pokolenia bestii krzyżujących się z lokalnymi pszczołami, są już znacznie bardziej wyluzowane niż potwory, które uciekły ponad pół wieku temu z brazylijskiego laboratorium.



Tu, na Puerto Rico, jednak historia się nie kończy. Można by rzec, że wręcz rozpoczyna się jej całkiem nowe rozdział, poprzedzony nieoczekiwanym zwrotem akcji. Wygląda na to, że łagodni potomkowie zafrykanizowanej kolonii mogą odegrać w przyszłości bardzo ważną rolę. Okazuje się bowiem, że jedną z cech, którą portorykański owad zachował po swoich niechlubnych przodkach jest silna odporność na roznoszące warrozę roztocza!

Być może już niedługo sztucznie wyhodowany, szalenie agresywny gatunek pszczoły, który przeszedł błyskawiczną ewolucję na Puerto Rico, stanie się sensowną alternatywą dla pszczelarzy, których ule zdziesiątkowane zostały przez zabójczego pasożyta. Może nieudany eksperyment doktora Kerra i swawolna ucieczka owocu jego pracy, zakończy się przypadkowym rozwiązaniem problemu masowego pomoru europejskich pszczół miodnych? Pozostaje tylko trzymać mocno kciuki!

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5

Oglądany: 45000x | Komentarzy: 36 | Okejek: 311 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało