Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Wyprawa do Tajlandii, różowy Harley i inne anonimowe opowieści

50 411  
203   26  
Dziś w odcinku wizyta u swingersów, na którą namawiał dziewczynę chłopak i co się stało potem, ciekawe spotkanie pod światłami oraz niezapowiedziana wizyta u rodziców. Zapraszam!


Dziś w nocy mój narzeczony przysunął się do mnie i szepnął do ucha: „Kochanie, śpisz?”. Myślałam, że nabrał ochoty na seks, a że akurat nie miałam na to większej ochoty, udawałam, że pogrążona jestem w bardzo głębokim śnie. Będąc przekonaną, że nie słyszę, wybranek mego serca puścił wówczas tak głośnego bąka, że aż pies w drugim pokoju zawył rozpaczliwie…

* * * * *

Słyszeliście o swingersach? To tacy ludzie, którzy spotykają się w specjalnych klubach, aby uprawiać grupowy seks. Dowiedziałam się o tym zjawisku od mojego ekschłopaka, którego największym marzeniem było spróbować trójkąta. Opowiadał mi o tym z wielkim przejęciem i widziałam, że chyba naprawdę mu na tym zależy, chociaż ja miałam z tym duży problem. Już samo myślenie o obecności obcego, nagiego faceta w naszym intymnym pożyciu sprawiało, że zbierało mi się na mdłości.
Mój ukochany nie odpuszczał. Pokazywał mi filmy porno, w których jedna laska „obsługiwana” jest przez dwóch panów. Podsyłał mi fachową literaturę na ten temat, relacje osób, które się doważyły itp. Powoli zaczynałam się przekonywać, rozważać jedną wizytę w takim klubie.

Pierwszy raz poszliśmy tam żeby tylko zobaczyć, oswoić się, poznać ludzi. Byłam w ciężkim szoku i długo do siebie dochodziłam.
W pierwszą rocznicę naszego związku zdecydowałam się sprawić mojemu chłopakowi prezent, o którym tak bardzo marzył. Poszłam z nim do tego klubu. Przy barze poznaliśmy pana w średnim wieku. To on miał być „tym trzecim”. Dla kurażu wypiłam kilka szotów wódki i wszyscy razem poszliśmy do sypialni.
Mój chłopak bardzo dbał o to, abym dobrze się czuła. Uspokajał mnie, masował, rozebrał. A na koniec poprosił, abym zrobiła loda naszemu nowemu koledze. Mimo procentów, które przyjęłam, miałam spore opory, jednak ciągle sobie powtarzałam, że robię to z miłości, że to tylko poświęcenie, które sprawi, że miłość mojego życia będzie wniebowzięta.
Kiedy już przyssałam się do krocza tego faceta niczym glonojad i usiłowałam rozegrać to możliwie najbardziej naturalnie, mojemu chłopakowi, który stał z boku i przyglądał się naszym poczynaniom, nagle coś odbiło. Zaczął na mnie krzyczeć. Ryknął, że jestem zwykłą, puszczalską szmatą, która tylko czeka na okazję, aby „dobierać się do gwizdków pierwszych lepszych spotkanych przeze mnie fajfusów”.

Zrobiła się niezła draka, bo mój ukochany tak bardzo się awanturował, że musiała interweniować ochrona. Tak jak stał, czyli zupełnie nago, wyrzucony został z klubu na dwór, ażeby „ostygł nieco na mrozie”. Dostał też permanentny zakaz odwiedzania tego miejsca oraz w trybie natychmiastowym przestał być moim chłopakiem.
Wróciłam do klubu. Po tym, co zaszło, nagle wszystkie hamulce mi puściły. Tego wieczora uprawiałam seks z pięcioma różnymi facetami. Jeszcze parę razy gościłam w tym miejscu. Naprawdę tego nie żałuję. Zresztą, podobnie jak mój obecny narzeczony, którego tam właśnie poznałam!

* * * * *

Lato. Tak ze 30 stopni w cieniu. Auto mam bez klimy, więc okna praktycznie cały czas trzymam otwarte. Stałem sobie akurat na światłach, leniwie dłubiąc w zębach wykałaczką, pogrążony w myślach o jakichś mało znaczących pierdołach. Z zamyślenia wyrwał mnie szlachetny dźwięk potężnego motocykla. Oto bowiem na pasie obok, równolegle do mojego poczciwego szrotu zatrzymał się… oczojebnie różowy Harley, skupiając na sobie całą moją uwagę. Nie mogłem oderwać oczu od tych puchatych frędzelków wiszących na kierownicy, od naklejki „Hello Kitty” na baku, od odzianego w czarne skóry, posępnego brodacza w kasku z porożem, siedzącego za sterami tej niecodziennej maszyny.
Gapiłem się absolutnie porażony tym widokiem. „Czy ja naprawdę widzę różowego Harleya? Ciekawe, czy jego właściciel jest...”

I wtedy kierowca cudacznego jednośladu spojrzał na mnie przenikliwie i rzekł „Tak, dobrze widzisz. Nie, nie jestem”. I odjechał. Z szoku wyciągnęły mnie klaksony kierowców za mną, którzy dali mi do zrozumienia, że światło już od jakiegoś czasu jest zielone...

* * * * *

Pojechałem z dwojgiem znajomych w podróż do Tajlandii. To miała być przygoda życia, a skończyło się tak, że życie pokazało mi jakim trepem jestem pomimo trzydziestki na karku.

Rozbiliśmy się w jakimś małym miasteczku, gdzie psy wprawdzie szczekają tyłkami, ale za to lokalny bar mógł pochwalić się doprawdy godnym słowiańskiego szacunku zaopatrzeniem. Usiedliśmy przy stoliku i zaczęliśmy raczyć się miejscowymi specjałami. Po jakimś czasie dosiadła się do nas tamtejsza (niezbyt urodziwa) prostytutka, która usiłowała przedstawić swoją bardzo bogatą ofertę za pomocą znaków migowych oraz bazgrołów na chusteczce. Jeden z kumpli zdecydował się skorzystać i zniknął na resztę wieczoru. Jak mogliśmy być tak głupi, żeby puścić go samego z jakąś obcą dzi#ką,w kompletnie nam nie znanym miejscu? Nie wiem. Może to alkohol, może życiowa niedojrzałość?
Kontynuowaliśmy imprezę we dwójkę, jednak już niedługo potem okazało się, że mój jedyny kompan poczuł efekty działania nadmiernej ilości alkoholu i pobiegł do hotelu. Zostałem sam. A mogłem też iść do pokoju…

Do mojego stolika przyszło kilku lokalsów. Łamaną angielszczyzną zapytali skąd jestem. Już po chwili uczyłem ich pić polskiego „brudzia”. Jeden z moich nowych znajomych powiedział, że jestem spoko i że chce postawić mi piwo. Zgodziłem się i po chwili ściągnąłem kilka solidnych łyków zimnego browaru. Jakoś tak dziwnie zatrząsł mi się obraz, tak jakby zaśnieżył jak niedostrojony kanał w starym Rubinie. Więcej nie pamiętam.

Obudziłem się w wąskiej uliczce. Bez portfela, telefonu oraz resztek godności. Straciłem też buty.
Dotarło do mnie, że zostałem poczęstowany pigułką gwałtu. Przyznam się bez bicia – zanim poszedłem szukać hotelu, pobeczałem się jak dziecko. I nie dlatego, że straciłem kasę, drogi telefon i moje trampki. Dotarło do mnie, jakim kretynem byłem, że w ogóle zgodziłem się, aby wypić cokolwiek od obcych. To błąd, przed którym rodzice przestrzegają swoje kilkuletnie pociechy, a ja, trzydziestoletni facet, właśnie dałem się zapędzić w tak oczywistą pułapkę.

W końcu się pozbierałem i poczłapałem do hotelu… tylko po to, by dowiedzieć się, że mój kumpel, którego pijanego w sztok wieczór wcześniej puściliśmy z jakąś lokalną prostytutką, został przez nią zaprowadzony na ubocze, a następnie pobity i okradziony przez grupę całkiem przysadzistych dziewczyn oferujących płatną miłość. Wygląda na to, że panie okazały się dość agresywnymi panami.

Mimo że żadnemu z nas nic się nie stało i daliśmy radę kontynuować naszą podróż, to wstyd mi było – nie tylko naraziłem swoje życie, ale i nie zareagowałem, gdy mój przyjaciel pakował się w kłopoty. Chociaż teraz, nauczony tamtym doświadczeniem, jestem tym, który ma głowę na karku i pilnuje wszystkich współtowarzyszy podróży.

* * * * *

Wyprowadziłem się od moich rodziców i teraz wpadam czasem do nich bez zapowiedzi, klucze oczywiście posiadam.

Był lipiec. Miałem akurat luz, więc postanowiłem, że wstąpię do rodziców i zabiorę swoją korespondencję. To miała być błyskawiczna wizyta, bo i tak nikogo w domu miało nie być. Miałem na uszach słuchawki i akurat słuchałem sobie fajnego kawałka, śpiewając pod nosem. Wbiegłem do mieszkania, wziąłem leżące na szafce listy i już miałem wyjść, gdy zobaczyłem, że balkon jest otwarty. Mama jest przeczulona na punkcie bezpieczeństwa, więc pewnie ojciec zostawił je uchylone wychodząc z domu – pomyślałem. Zamknąłem więc balkonowe drzwi, sprawdziłem tak na wszelki wypadek, czy staruszek nie zapomniał też zakręcić kurków z gazem i wyszedłem z mieszkania.

Pół dnia szwendałem się po mieście, bo miałem parę spraw do załatwienia. Kiedy już wszystko ogarnąłem, wsiadłem w samochód i standardowo, jak to o godzinie 16 w mieście bywa – stanąłem w korku. Włączyłem sobie radio, aby zabić nudę. Akurat trwała jakaś audycja satyryczna. Dwójka prowadzących śmiała się do rozpuku z jakiegoś gościa, który od kilku godzin stoi na balkonie całkiem nago.

Nie wiadomo, czy to jakiś performance czy może artystyczna prowokacja. – mówił prowadzący. – Pod blokiem zebrało się sporo gapiów. Jest tam też nasz reporter…
Studio połączyło się z reporterem. Ten w bardzo kąśliwy sposób opisywał gościa, który desperacko usiłował zasłonić swoje przyrodzenie za pomocą doniczki z jakimś nagietkiem czy innym kwieciem. Ubaw po pachy.

I kiedy tak sobie stałem w korku, zadzwoniła do mnie mama, cała roztrzęsiona: Czy wiesz co zrobiłeś? Ojca na balkonie zamknąłeś! Gołego! Cztery godziny tam siedział! Policja drzwi chciała wyważać! Ludzie zdjęcia telefonami robili!

Zaparkowałem w pierwszym lepszym miejscu i pobiegłem do rodziców. Co się okazało – mój tatko dostał dwa dni wolnego. Rano wyszedł na balkon niosąc ze sobą kwiatek, co to go kupił dzień wcześniej w jakimś sklepie. Jako że miał tylko postawić doniczkę na parapecie, nie kłopotał się, aby narzucić cokolwiek na siebie. Przecież to tylko dwie sekundy – kto mógłby go zobaczyć? I wtedy usłyszał, że ktoś otwiera drzwi. Domyślił się, że to ja, ale nie chciał, żebym go zobaczył na golasa, więc ukucnął mając nadzieję, że zaraz wyjdę. A ja zamknąłem balkon... Podobno zaczął walić w drzwi, ale ja miałem na uszach słuchawki…

Przez chwilę mój ojciec stał się gwiazdą Internetu i najbardziej rozpoznawalną osobą na osiedlu. Zyskał nawet szacunek pani z zieleniaka, która od tego czasu zaczęła dawać mu rabat na włoszczyznę.
Przez dwa tygodnie staruszek się do mnie nie odzywał. Teraz jest już okej. Obiecałem, że zawsze przed przed przyjściem będę go informował na wypadek gdyby akurat zachciało mu się robić jakieś akrobacje na golasa.

Oglądany: 50411x | Komentarzy: 26 | Okejek: 203 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało