Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Zanim paczka do was dotrze, czyli dzień z pracownika sortowni paczek (bo dłużej nie dałem rady)

47 711  
302   96  
Jako młody człowiek, tuż po maturze, wpadłem na pewien pomysł: "chciałbym zarobić pieniądz, coby nie czerpać z rodzinnego budżetu na moje głupie zachcianki", wszedłem więc na dawne gumtree i zacząłem buszować w ogłoszeniach.


Po kilkunastu minutach szukania znalazłem Świętego Graala, 16 zł brutto/h, darmowy dojazd, umowa zlecenie. Dla nowicjusza taka praca to marzenie, tak myślałem, do czasu...

Pewna pani zadzwoniła do mnie nazajutrz i ogłosiła szczęśliwie dla mnie, że dostałem swoją pierwszą posadę w życiu, omówiliśmy szczegóły, pani kazała zabrać buty z noskami i przygotować się na pierwszy dzień w pracy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, co mnie czeka...

Poniedziałek, godzina 17:20

Udałem się do auta, by dotrzeć jakoś na przystanek, skąd miał nas zabrać autobus. Wsiadłem z moimi współpracownikami i ruszyliśmy. Nagle moje wpatrywanie się w okoliczną przyrodę przerwała muzyka, odwróciłem się i ujrzałem pewnego jegomościa trzymającego głośnik BT, z którego wydobywało się coś podobnego do techno, lecz z mocnym zaciągiem z disco polo, wtedy pomyślałem "o rety, nie wziąłem słuchawek, teraz godzinną podróż będę musiał przebyć w tym jakże wesołym imprezowozie". Po godzinnej trasie dotarliśmy na miejsce, było to w centralnej Polsce, w byłej sortowni polskiej firmy. Jej nazwa jest nieistotna.

Godzina 19:00

Weszliśmy do środka, kilku nowych, w tym ja; udaliśmy się w pierwszej kolejności do biura w celu podpisania umowy. Przyszła życzliwa pani, przeprowadziła bardzo, BARDZO krótkie szkolenie BHP, podpisaliśmy umowy i ta otóż niewiasta rzekła do nas: "Zaraz ktoś do was przyjdzie i otworzy wam szafki w szatni" i tyle ją widzieli...

Godzina 19:40

Po 40 minutach czekania przyszedł nasz wybawca, Mirek z wąsem. Zaprowadził nas do szatni, pokazał nasze szafki, kazał zostawić wszystko: portfel, klucze, telefon, długopisy, kazał zabrać kolację i wodę. Po przebraniu udaliśmy się w stronę magazynu, szybka kontrola alkomatem, przeszliśmy przez bramkę i jazda, do roboty.

PIERWSZY ZGRZYT:

Zmianę zaczynaliśmy o 19, na magazyn weszliśmy o 19:40, podczas wpisywania się na listę pracowników pan ochroniarz kazał wpisać godzinę 20:00 i powiedział "no, chłopaki, za tę godzinę nie będziecie mieć płacone". Z WTF-em wypisanym na twarzy poszliśmy na miejsce naszej pracy.

GODZINA 20:05

Stanęliśmy przy taśmociągu, brygadzista,kierownik, nie wiem kim on był, powiedział nam:
"KODEM DO GÓRY ALBO W STRONĘ ŚCIANY" i to wszystko, nic więcej, żadnego uważajcie na siebie czy pocałujcie mnie w dupę, NIC.

I wtedy się zaczęło, wiedziałem, że nie będzie lekko, ale to co się tam działo to naprawdę były dantejskie sceny. Wózkowi przywozili nowe klatki, w których było wszystko. Opony, telefony, kondony, flagi, czapki, piwa, pieluchy, meble, ziemia, drzewka, zwierzęta, antyki, krzesła, posąg, piły, płytki, lustra, lodówki, zmywarki, części do traktorów, szyby, zderzaki, rury wydechowe, ciężary, kaloryfery, rowery, telewizory, laptopy, krzesła biurowe, jeszcze tylko imigranta brakowało.

Na każdą klatkę było przeznaczone 10 minut, w pierwszej godzinie trafiły mi się dwie palety po 40 kartonów mebli, każdy karton po 30 kg , to wszystko w 20 minut musiałem rozpakować i wrzucić na taśmociąg.

Po przepracowaniu około sześciu godzin czułem już te mięśnie, o których istnieniu nie miałem pojęcia, a skurcze miałem nawet w przedramieniu. Ręce spocone tak bardzo, że palce miałem zmarszczone niczym po kilku godzinach spędzonych w Bałtyku. Wtedy stwierdziłem, że pora na przerwę, poszedłem do brygadzisty i mówię:
- Chcę iść na przerwę.
On mi odpowiada:
- Nie ma przerwy dzisiaj. (Zgrzyt 2).

Pomyślałem, że chyba nie dożyję do końca zmiany, wróciłem na stanowisko, przerzuciłem z dwie klatki, przyszedł kierownik o rozmiarach dość pokaźnych i powiedział z wielką łaską, że mogę udać się na kilkuminutowy zasłużony odpoczynek. Wziąłem swoją kanapkę, która leżała pod taśmociągiem i udałem się do miejsca wydzielonego na przerwę.

T, co tam zobaczyłem, przypominało mi stołówkę w przedszkolu - rozwalone jedzenie, zostawione kości po kurczaku, rozlana woda, w dodatku brudna, stoły kleiły się niczym laski w klubach do bardzo bogatych kolesi. Usiadłem w najczystszym kącie tego burdelu i zacząłem konsumpcję, moje ręce były już tak zmęczone, że oparłem je na stole, a sam ruszałem głową, by wziąć kolejnego gryza. Po skończonym posiłku udałem się do toalety i to był błąd, wielki. Już przy otwieraniu drzwi toalety uraczyły moje nozdrza dość przeszkadzającą wonią, nie owijając w bawełnę, je*ały gorzej niż ToiToie na Woodstocku. Wchodząc dalej ujrzałem sprawcę tej dość gęstej atmosfery - otóż jakiś jegomość po prostu NASRAŁ DO PISUARU (ZGRZYT 3), szybko zrobiłem tzw. jedynkę, oddychając przez brudną koszulkę, i wróciłem na stanowisko.

GODZINA 2:48
Miałem łzy w oczach ze szczęścia i smutku, wiedząc, że zostało jeszcze tylko 12 minut mojej zmiany, gdy dotarł do mnie krzyk brygadzisty "ZMIANA Z MIASTA X (moja) PRACUJE DZISIAJ DO 4:30". Wtedy coś we mnie pękło i powiedziałem dosyć. Zrzuciłem rękawiczki i powiedziałem słynne "pierdolę, nie robię" udałem się do biura, podpisałem rezygnację i tyle mnie tam widzieli.


GODZINA 5:00
Poczekałem na autobus powrotny i w akompaniamencie połączenia techno i disco polo wróciłem do domu o 6 rano. Nazajutrz dzwoniła do mnie pani z agencji, przez którą byłem zatrudniany, z pytaniem:
- Jak się pracowało?
Odpowiedziałem:
- Niech pani pojedzie i sama sprawdzi.


Zapomniałem dodać.
Taśmociąg w pewnym momencie przechodził w rolotok i gdy przesyłka miała jakiś dziwny kształt, wystający element i obijała się o rolki, to zazwyczaj paczka spadała. Jedna taka przesyłka spadła na nogę jednemu z pracowników. Kiedy ją ujrzał, tak się za przeproszeniem wkurwił, że walnął z całej siły tą przesyłką o rolotok, a dźwięk tłuczonego szkła rozległ się po całym magazynie. Okazało się, że tam nikt nie patrzy na to, że nadawca naklei naklejkę "FRAGILE, NIE RZUCAĆ". To nic nie daje, taka paczka będzie traktowana jak wszystkie inne, czyli jak śmieci.

To by było na tyle, nigdy tam już nie wróciłem, ale takie doświadczenie na pewno mi się przyda w życiu.

Oglądany: 47711x | Komentarzy: 96 | Okejek: 302 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało