Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jesteś ojcem jednego z moich dzieciaków i inne anonimowe historyjki

55 739  
215   36  
Dziś przeczytacie o pewnym wypadzie nad jezioro, niezręcznym spotkaniu, prawdziwym narcyzie, imieniu dla psa i ostrej grze wstępnej.



Wakacje, tak ze trzy lata temu. Mieliśmy ze znajomymi rozbite namioty na kempingu tuż koło uroczego, mazurskiego jeziorka z ładnym, drewnianym pomostem. Tego dnia, a właściwie wieczora, potwornie się upiłem i wpadłem w jakiś dziwny, nostalgiczny nastrój.
Podczas gdy reszta mojej ekipy siedziała przy ogniskach i wywrzaskiwała koślawe wersy z dyskografii Dżemu, ja wziąłem upieczoną kiełbaskę, złapałem ją w przeciętą bułkę i poszedłem na pomost, aby oddać się zadumie patrząc tępo na taflę wody.
Po drodze znalazłem kamień, więc od niechcenia wrzuciłem go do wody. Zrobił miłe dla ucha PLUM!, więc po chwili poczłapałem chwiejnym krokiem po kilka innych głazów.
I tak sobie rzucałem kamieniem, nadgryzałem bułkę, znowu rzucałem kamieniem, dziab bułki, kamień, bułka, znowu kamień...
Nawet nie wiem kiedy to się stało. W pewnej chwili wrzuciłem do wody bułkę i wgryzłem się w kamień, łamiąc sobie jeden z przednich zębów.

Łkając wróciłem na kemping. Kumplom powiedziałem, że dostałem w twarz od jakichś lokalsów. Czym prędzej poszli szukać agresorów, a ja zadowolony, że nikt nie dowiedział się o mojej kompromitacji, poszedłem spać.
Ubytek naprawiłem po powrocie z urlopu. Do dziś utrzymuję, że zostałem napadnięty przez gromadę mazurskich oprychów.

* * * * *

Parę tygodni temu poszedłem do galerii handlowej, aby kupić sobie skarpetki. I kiedy w jednym ze sklepów poważnie dumałem, czy moje nogi lepiej będą prezentowały się w niebieskości, czy też może postawić na jasny odcień brązu, mój wzrok zatrzymał się na pewnej bardzo ładnej pani, która stała przy wejściu i promieniście uśmiechała się do mnie.
Rozejrzałem się, aby nabrać pewności, że ten uroczy wyszczerz skierowany jest faktycznie do mojej osoby. Nikogo innego koło mnie nie było. Tymczasem anielsko wręcz powabna dziewczyna już szła w moim kierunku, dostojnie kołysząc biodrami i zarzucając swoją grzywą niczym modelka z reklamy szamponu przeciwłupieżowego.
- Cześć - powiedziała. – Myślę, że się znamy. Chyba jesteś ojcem jednego z moich dzieciaków.

Zdębiałem. W mojej głowie zaczęły tłuc się myśli związane ze wszystkimi laskami, z którymi w życiu spałem zanim wszedłem w związek małżeński i stałem się wzorowym mężem, ojcem i głową rodziny. Twarze i ciała wszystkich tych dziewczyn stanęły przede mną niczym jakaś wielka galeria moich seksualnych podbojów. I wtedy – olśnienie! Jeden, jedyny raz kiedy nie zabezpieczyłem się, miał miejsce osiem lat temu na pewnej feralnej imprezie…

- O, kur#a - jęknąłem. – Ty jesteś tą striptizerką, którą zdarzyło mi się puknąć na stole bilardowym podczas wieczoru kawalerskiego Krzyśka…

Laska otworzyła szeroko oczy i spojrzała na mnie z mieszanką osłupienia z zaciekawieniem.

- Przepraszam, byłem wtedy taki pijany, a ta balanga zamieniła się przecież w regularną orgię - kontynuowałem, czerwieniąc się. – Ale, czekaj. Przecież my, no wiesz… W tyłek…

Przypomniałem sobie! Robiliśmy to bez gumki, ale chyba jeszcze nikt nie zaszedł w ciążę od seksu analnego! Szach-mat! - pomyślałem. Dziewczyna już się nie uśmiechała. Energicznym gestem dłoni kazała mi przestać mówić. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w ciszy, po czym rzekła:

- No, więc… Mówiąc, że jesteś ojcem jednego z moich dzieciaków, miałam raczej na myśli to, że twój synek chodzi do przedszkola, w którym pracuję.

* * * * *

Spotykałam się kiedyś z facetem, który był straszliwym dupkiem. To była moja pierwsza miłość, więc jak to z reguły bywa w takich sytuacjach – wszystkie jego negatywne cechy utonęły gdzieś w moim morzu zauroczenia.
Aż wreszcie nadszedł ten dzień, kiedy postanowiłam powiedzieć mu o tym, co czuję. Okazja była idealna. Leżeliśmy w łóżku, akurat po wspaniałym seksie. Wypoczęci, zrelaksowani i szczęśliwi.
Przysunęłam się do niego i wyszeptałam mu do ucha:
- Kocham cię…
Zerknął na mnie z lekką pogardą i rzekł zimnym tonem:
- Oczywiście, że mnie kochasz. Gdybym był na twoim miejscu, to też bym mnie kochał. Bądźmy szczerzy – w końcu jestem zajebisty.

Pół biedy, gdyby powiedział coś takiego żartem, ale to było na poważnie. Całe zauroczenie momentalnie szlag trafił i nawet mnie nie bolało, gdy skończyłam ten związek.

* * * * *

Wiecie jaka jest najgorsza decyzja, jaką podjąłem w życiu? Nazwanie psa imieniem Pikaczu. Czworonóg dołączył do naszej rodziny, gdy miałem jakieś osiem lat. Byłem wtedy ogromnym fanem „Pokemonów” i bardzo nalegałem na to, aby nasz pupil nosił imię tego żółtego, pociesznego stworka. Wtedy wydawało mi się to urocze i wcale nie noszące znamion obciachu.
Piesek liczy sobie obecnie siedemnaście wiosen i w dalszym ciągu jest niedużym, rozbrykanym kundelkiem, którego główną cechą jest absolutny brak posłuszeństwa. Lubi spierdzielić gdzieś w nieznane za kotem czy bezrefleksyjnie pogalopować przed siebie.

Wyobraźcie sobie teraz 25-letniego gościa łażącego po sąsiedztwie i drącego japę na cały regulator „Pikaczuuuu! Pikaczuuuuu!”.

Jeszcze rok temu rozważałem zmianę imienia mojego małego kompana. Wówczas na szczycie popularności była komórkowa gra polegająca na łapaniu pokemonów, więc moje pokrzykiwania budziły szczególne zainteresowanie ze strony małolatów wałęsających się ze smartfonami po osiedlu.

* * * * *

Pierwsza randka z szansą na zaliczenie. Wiecie, jak to jest – spotykasz się z fajną dziewczyną, poznajecie się bliżej, chodzicie do restauracji, potem dochodzi to delikatne, niby przypadkowe dotykanie dłoni, wizyty w kinie będące pretekstem do przytulania, w końcu przychodzi czas na pocałunek, ale ciągle pełna kulturka, bez pośpiechu…
W końcu pojawia się ten dzień. A raczej wieczór u mnie w domu. Wspólne gotowanie, romantyczny film, wiadomo, czym się to skończy.

Umówiliśmy się na azjatycką kuchnię, ale taką fest – na ostro. Okazało się, że oboje lubimy, gdy w ustach piecze. Włączyłem fajną, nastrojową muzykę i zabraliśmy się do roboty. Rozgrzany wok zapełniał się kolejnymi elementami naszej potrawy. Na koniec mieliśmy dodać siekane chilli. Spoko, bejbe – zajmę się tym. Ciach, ciach, ciach – z papryki zrobiła się papka, puściły soki. Całość energicznym ruchem noża zrzuciłem z deski do woka i zakryłem go pokrywą, aby potrawa przez najbliższe dwa kwadranse porządnie się udusiła.
I wtedy poczułem pocałunek na szyi. Odwróciłem się, a moja dziewczyna dosłownie rzuciła się na mnie, zasypując buziakami i mało delikatnie zrywając moją koszulkę. Tego się nie spodziewałem! Oczywiście szybko odwzajemniłem jej spontaniczną namiętność. Po chwili, niczym brutalny macho, położyłem moją prawie już nagą damę na stole i zabrałem się do pieszczot.
Oj, nie pomyliłem się. Kiedy tylko wepchnąłem moją dłoń w wiadome miejsce, wybranka mego serca szeroko otworzyła oczy i wydała z siebie cichy jęk. Nie był to jednak jęk podniecenia. Ułamek sekundy później z nieopisanym wrzaskiem, wywracając po drodze meble (oraz moją skromną osobę), dziewczyna pognała do łazienki. Kiedy się pozbierałem, pobiegłem oczywiście za nią.
Cała czerwona, cichutko szlochając, stała pod prysznicem z jedną nogą zarzuconą wysoko na kurku od wody, dzierżąc w dłoni słuchawkę i lejąc z niej lodowaty strumień wprost na swoje odsłonięte krocze.

Tak to jest, gdy po krojeniu pikantnej papryki nie umyje się rąk. Cały romantyczny nastrój szlag trafia. Poszedłem do lodówki, wziąłem karton mleka i zacząłem nim polewać sfatygowaną część ciała mojej dziewczyny. Pomogło odrobinę.
W międzyczasie przypaliła nam się kolacja.
Po tym wydarzeniu minęło sporo czasu, zanim ostatecznie doszło między nami do zbliżenia. Teraz się z tego śmiejemy, ale wtedy był to dla nas prawdziwy koszmar.
Tak było, drogie Bravo. Przestrzegam was – myjcie ręce nie tylko przed jedzeniem!

Oglądany: 55739x | Komentarzy: 36 | Okejek: 215 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało