Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Śmierć wśród gwiazd - katastrofa Sojuza 11

41 877  
302   31  
Mimo iż od wysłania pierwszego człowieka w kosmos minęło niemal 60 lat, a loty w kosmos zostały okupione śmiercią dziesiątek istnień ludzkich, to w samej przestrzeni kosmicznej zginęło zaskakująco mało ludzi...

29 czerwca 1971 roku 23:16
Kazachska Republika Radziecka

Nocne niebo nad kazachskimi stepami przyozdobiło przedziwne zjawisko... Cudaczna konstrukcja przypominająca kształtem dzwon opadła na spadochronie w szczerym polu pośrodku niczego...

Nie była to część ani marsjańskiej inwazji, ani darów zesłanych przez starożytnych bogów (te podobno trafiają tylko na Madagaskar do populacji lokalnych lemurów...). Ta tajemnicza konstrukcja powstała na Bladoniebieskiej Kropce, dokładniej na jej fragmencie znanym wtedy jako Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Była to kapsuła misji Sojuz 11.

Misja do tej pory była udana - w kapsule bowiem znajdowało się trzech radzieckich kosmonautów, o których w ostatnich dniach rozpisywała się radziecka prasa. Pierwsza załoga pierwszej w historii ludzkości stacji orbitalnej! Pobili oni rekord – przebywali 23 dni w kosmosie na pokładzie stacji Salut 1. Teraz czekają ich długie dni pełne przemówień, wywiadów, orderów, szampana i gratulacji. Teraz misja pomyślnie dobiegła końca – nieuszkodzona kapsuła podręcznikowo wylądowała na Ziemi. Teraz zgodnie z planem kosmonauci mieli siedzieć w środku i oczekiwać na ekipę poszukiwawczo-ratowniczą. Sami mieli nie otwierać kapsuły – miała to zrobić ekipa. Dziwne było to, że nie udało się uzyskać kontaktu radiowego z załogą, ale to pewnie przez typową usterkę techniczną...

Zapukano we właz kapsuły. Cisza...

Kiedy 4 października 1957 roku Związek Radziecki wysłał pierwszego sztucznego satelitę - Sputnika - skończyła się w Ameryce beztroska "Złota Era". Do tej pory od zakończenia wojny Amerykanie siedzieli sobie w garncu złota na końcu tęczy. Byli bogaci, potężni i szczęśliwi. Sputnik pokazał im, że ich wspaniałe mocarstwo z bronią atomową, oddzielone oceanami od wszelkich zmartwień i wojen Starego Świata, wcale nie stoi na tak dobrej pozycji – oto wyrosło drugie wielkie mocarstwo, które przeskoczyło ich technologicznie i zniwelowało cały ten dystans. Kolejne radzieckie sukcesy – Łajka, Gagarin, serie misji Łuna, Mars i Wenera* – utwierdziły radziecką przewagę nad Amerykanami.
Nadzieję Amerykanom przywrócił prezydent Kennedy, który w przemówieniu na stadionie Rice w Houston obwieścił "Zdecydowaliśmy, że polecimy na Księżyc!", a słowo ciałem się stało osiem lat później, 20 lipca 1969 roku.

Przełom lat 1969/70 to odwrócenie sytuacji początkowej: tym razem to Amerykanie triumfowali zatykając kolejne flagi na Księżycu, a Rosjanie próbowali ich w tym dogonić. Powstała superrakieta N1 oraz lądownik o nazwie "Łunnyj Korabl", jednakże w 1966 zmarł główny konstruktor – "Radziecki von Braun" Siergiej Korolow – i nigdy nie udało się usunąć usterek N1. Radziecki program księżycowy został ostatecznie pogrzebany w 1972 roku, kiedy zakończono program Apollo. Rosjanie mieli za to jeszcze jednego asa w rękawie. Po co lądować na już zdobytym Księżycu? Niemal nikt nie pamięta nawet nazwiska astronauty, który pozostał na orbicie w czasie lądowania Apollo 11 (Michael Collins tak przy okazji). Trzeba było znaleźć nowy ląd do odkrycia.


Radziecka superrakieta N1

Rozwiązaniem było umieszczenie pierwszej stacji kosmicznej na orbicie Ziemi. Umieszczenie tak dużego i skomplikowanego obiektu miało na nowo odebrać prowadzenie USA oraz dałoby możliwość przeprowadzenia niezwykłych badań. 19 kwietnia 1971, 10 lat i 7 dni po locie Gagarina, rakieta Proton umieściła pierwszą stację Salut-1 na orbicie Ziemi (na razie bez załogi). Trzy dni później wysłano pierwszą misję załogową na pokładzie Sojuza 10. Po trwającym dobę locie zadokowano na stacji, lecz awaria systemu dokującego uniemożliwiła przejście załogi na pokład bazy. Misję przerwano, a kosmonauci po paru godzinach wylądowali bezpiecznie na kazachskich stepach.
Drugie podejście wykonano półtora miesiąca później, w czerwcu. W skład Sojuza 11 wchodziło trzech ludzi. Była to załoga rezerwowa, a podstawowa została wycofana, gdyż u jednego z jej członków podejrzewano gruźlicę. W skład załogi Wostoka 11 weszli (od lewej do prawej):


Dowódca podpułkownik Gieorgij Dobrowolski
Inżynier-Badacz Władisław Wołkow
Kosmonauta-badacz Wiktor Pacajew



Sojuzy 10 i 11 należały do rodziny Sojuz 7KT-OK. Były to specjalnie przygotowane statki do dokowania w przestrzeni kosmicznej. Każdy statek składał się z 3 modułów: na szczycie znajdował się kulisty moduł orbitalny, który służył do dokowania na stacji i był to moduł, w którym przebywała załoga przez większość lotu. Pod nim znajdował się moduł zniżania, czyli wcześniej wspomniany dzwon używany do powrotu na Ziemię. Na samym dole znajdował się moduł serwisowy, który zawierał silniki wraz z paliwem, instrumenty i inne ważne systemy i elementy statku.



Misja wystartowała 6 czerwca 1971 roku i następnego dnia doszło do dokowania z Salut-1. Tym razem zostało ono zakończone sukcesem i można było przejść ze statku do stacji. Po otwarciu włazu okazało się, że stacja ma silnie zanieczyszczoną atmosferę, z mocnym zapachem spalenizny. Pacajew włączył system oczyszczania powietrza i wymienił dwa zepsute wentylatory. Po 20 godzinach powietrze było czyste i można było zaczynać prace.


Rakieta Proton, która wyniosła Sojuza w przestrzeń kosmiczną

Misja okazała się do tej pory nadzwyczaj udana; stacja była wystarczająco sprawna (chociaż wiele elementów nie działało, jak np. teleskop solarny, gdyż jego osłona nie została prawidłowo odrzucona), a załoga pobiła rekord przebywania w kosmosie. Badano wpływ długotrwałego przybywania w nieważkości na organizm ludzki, prowadzono obserwacje Ziemi i gwiazd oraz przeprowadzano różnego rodzaju eksperymenty biologiczne. Notowano też wszelkie usterki, niedogodności i proponowane ulepszenia dla kolejnych stacji badawczych. Codziennie w ZSRR ukazywały się artykuły w gazecie Prawda na temat postępów prac na stacji.


Sojuz 11 i Salut 1

16 czerwca zaraportowano prawdopodobny pożar gdzieś w obwodach elektrycznych i zanieczyszczenie atmosfery stacji. Nie znaleziono źródła, więc postanowiono wyłączyć i włączyć na nowo wszystkie systemy po kolei, co - o dziwo - rozwiązało problem. Ostatnią misją załogi miały być obserwacje testu wspomnianej wcześniej superrakiety księżycowej N1, ale jej start ostatecznie przełożono. Wobec tego i wcześniejszego pożaru zdecydowano na zakończenie misji. Ostatnie dwa dni upłynęły na przygotowaniach do powrotu – zabezpieczano próbki i wyniki badań, robiono treningi siłowe oraz zabezpieczano i inwentaryzowano sprzęt na stacji oraz w kapsule Sojuza, a także przeprowadzono badanie stanu zdrowia.



Załoga zajęła swoje miejsca w kapsule. Była ona tak mała, że jeśli na pokładzie były trzy osoby, to niemożliwe było używanie skafandrów. Kolejny problem! Tym razem lampka sygnalizująca nieprawidłowe zamknięcie włazu nie chciała zgasnąć mimo wielokrotnych prób jego zamykania i otwierania..

Wołkow: Właz nie jest hermetycznie zamknięty? Co jest? Co się dzieje?
Aleksiej Jelisiejew (z Ziemi): Nie panikuj. Otwórz właz i kręć kołem aż do pełnego otwarcia. Potem zamknij i przekręć sześć razy z całej siły.

Po kilkunastu próbach w końcu się udało. O 21:35 statek odłączył się od stacji. Pacajew zaczął wykonywać serię zdjęć oddalającej się stacji. Załoga odebrała ostatnie instrukcje: kiedy spadochron się otworzy, załoga ma użyć wszystkich możliwych anten do nadawania sygnałów dla ekip poszukiwawczych. Spodziewany czas przybycia ekip wynosi do około 40 minut. Załoga niech nie podejmuje prób samodzielnego otwarcia włazu.

Dobrowolski: Wszystko przyjęte, procedura lądowania przebiega znakomicie, wszystko jest w porządku, załoga jest w dobrym stanie.

Pojazd odpalił silniki hamujące. Ostatni etap rozpoczął się parę minut później – było to oddzielenie modułu zniżania od kapsuły i modułu serwisowego 170 kilometrów nad Ziemią. Trzej kosmonauci wracali do domu w dzwonie...

29 czerwca 1971 roku, około północy
Kazachska Republika Radziecka

...otwarto właz. Wołkow, Dobrowolski i Pacajew siedzieli niewzruszenie w swoich siedzeniach. Twarze mieli pokryte ciemnobłękitnymi plamami, a z uszu i nosów wypływały smużki krwi. Stwierdzono, że tylko Dobrowolski jest jeszcze ciepły i próbowano - na próżno - reanimacji.

W wyniku śledztwa ustalono, że zawór do wyrównywania ciśnienia o średnicy 1 milimetra nie zadziałał prawidłowo. Miał on otworzyć się na wysokości 5 kilometrów nad Ziemią i stopniowo wyrównywać ciśnienie w kabinie z tym na Ziemi. Otworzył się w momencie oddzielenia modułów na wysokości 170 kilometrów i w przeciągu 212 sekund powstała próżnia wewnątrz modułu. Trzej kosmonauci zginęli w przeciągu 40 sekund. Wszystko było spowodowane nieprawidłowym rozdzieleniem modułów zniżania i orbitalnego – miało się to odbyć za pomocą sekwencyjnie detonowanych mikroładunków, lecz te uległy detonacji w jednym momencie, co naruszyło delikatną zatyczkę felernego zaworu.



Co się stało? Czemu próżnia tak szybko i w taki straszny sposób zabija ludzi?

Najlepiej to wyjaśnić na przykładzie napoju gazowanego. W zamkniętej butelce jest napój wysoko nasycony gazem. Gaz nie ulatnia się z napoju, póki butelka jest szczelnie zamknięta, ponieważ w szyjce jest wytworzone duże ciśnienie. Im wyższe ciśnienie w szyjce, tym więcej gazu można związać w płynie. Jeśli obniżymy ciśnienie poprzez otwarcie butelki, gaz zaczyna wytrącać się z cieczy – wynika to z tzw. prawa Henry'ego (i dlatego lepiej powoli otwierać butelkę coli).

Ludzie również posiadają gazy rozpuszczone w organizmie – oczywiście jest w nas tlen i dwutlenek węgla, ale pochłaniamy także dużo azotu. I cóż – żyjemy pod sporym ciśnieniem, ziemska atmosfera ma mniej więcej podobne ciśnienie jak dziesięciometrowy słup wody. Jest to problematyczne głównie dla nurków – zbyt szybkie wynurzenie może spowodować opisane zjawisko, czyli chorobę dekompresyjną, zwaną również kesonową.

W przypadku Dobrowolskiego, Pacajewa i Wołkowa doszło do ekstremalnego przypadku dekompresji – ich organizmy zaczęły wręcz kipieć od uwalnianego gazu, powodując atak serca i rozległe uszkodzenia tkanek całego organizmu.

Epilog

Kilka dni po katastrofie urządzono państwowy pogrzeb i pochowano ich z honorami pod murem Kremla obok grobu Gagarina. Jednym z niosących trumnę był amerykański astronauta Tom Stafford. Zostali oni również pośmiertnie odznaczeni Złotą Gwiazdą Bohatera Związku Radzieckiego. Kondolencje również złożył prezydent Nixon:

Naród amerykański składa wam (tj. Politbiuru) i narodowi sowieckiemu wyrazy głębokiego współczucia w związku z tragiczną śmiercią trzech sowieckich kosmonautów. Cały świat śledził wyczyny dzielnych odkrywców nieznanego i współdzieli ból ich tragedii. Lecz osiągnięcia kosmonautów Dobrowolskiego, Wołkowa i Pacajewa pozostaną. Jest to - jestem tego pewien - ogromny wkład w rozwój sowieckiego programu eksploracji kosmosu i przez to poszerzania horyzontów człowieka.





Po katastrofie zmieniono również zasady prowadzenia lotów kapsułami Sojuz. Odesłano je na deski kreślarskie, aby wyeliminować wady, które przyczyniły się do tragedii. Odtąd w pojeździe latało dwóch kosmonautów – tak aby w czasie niebezpiecznych manewrów mieli na sobie założony skafander.
Obecnie w miejscu lądowania kapsuły stoi obelisk upamiętniający trzech kosmonautów, a Sojuzy po wielu modyfikacjach okazały się jedną z najbardziej udanych konstrukcji i służą do dziś, zaopatrując Międzynarodową Stację Kosmiczną.



Sojuz MS-03 zadokowany do ISS. Śmierć trzech kosmonautów nie poszła na marne, Sojuzy to obecnie bezpiecznie i (prawie) przytulne statki.

* Program Wenera zakładał badanie Wenus (planety, żeby nie było).

Oglądany: 41877x | Komentarzy: 31 | Okejek: 302 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało