Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

"Szynka Radio", czyli wywiad, w którym odkrywamy tajniki krótkofalarstwa

25 783  
164   35  
Krótkofalarstwo to dość romantyczne i nietypowe hobby. Przeprowadziliśmy wywiad z jednym z zapaleńców, żeby dowiedzieć się o co w ogóle w tym wszystkim chodzi.


Rozwój naszej cywilizacji dostarczył nam dziesiątek tysięcy możliwości spędzania wolnego czasu. Możemy robić naprawdę wszystko, od rzeczy absolutnie angażujących i ekstremalnych, po te mniej angażujące, ale równie ekscytujące i fascynujące.

Dlaczego więc ktoś miałby zostać miłośnikiem krótkofalarstwa? To pytanie zadajemy Adamowi, który jest wielkim fanem tej formy komunikacji.

Red.: Dzień dobry, Adamie. Na początek przybliż może naszym czytelnikom w jednym zdaniu, czym jest krótkofalarstwo. Tak ogólnie.

Adam: To musiałoby być strasznie długie zdanie. W telegraficznym (nomen omen) skrócie w krótkofalarstwie chodzi o to, żeby komunikować się z innymi przy pomocy fal radiowych. Zapominamy o scentralizowanych systemach łączności konwencjonalnej, takich jak telefonia czy internet (chociaż akurat on czasem nam się przydaje do różnych ciekawych celów) i przeprowadzamy łączności na w zasadzie nieograniczone odległości przy pomocy własnej infrastruktury, złożonej z naszych prywatnych urządzeń nadawczo-odbiorczych i systemów antenowych. Dzięki temu jesteśmy uniezależnieni od operatorów telefonii czy dostawców internetu, możemy nadawać praktycznie zawsze i zewsząd.

Red.: Czekaj, czekaj...“przeprowadzamy łączności”? Co wy właściwie robicie przez to radio? “Dzwonicie” do znajomych? Wywołujecie jakichś przypadkowych ludzi? Rozmawiacie ze sobą tak dźwiękowo, czy to inny rodzaj łączności? Czy może wysyłacie sobie jakiś kod, gryps, sygnał, dźwięk?

Adam: Z tym “dzwonieniem” to nie taka prosta sprawa, więc na początek musimy sobie uświadomić podstawową różnicę między rozmową telefoniczną a rozmową na pasmach. Telefon działa w dupleksie, to znaczy obie strony rozmowy mogą jednocześnie mówić i jednocześnie słuchać. W rozmowie telefonicznej można “wejść w słowo” rozmówcy i zostać przez niego usłyszanym. Na pasmach natomiast pracujemy simpleksem. Oznacza to, że kiedy ja nadaję, to z mojej strony działa tylko nadajnik. Jeśli w trakcie mojego nadawania ktoś inny odezwie się na mojej częstotliwości, to ja go nie usłyszę, bo mój odbiornik w tym momencie nie pracuje. Co można transmitować przez radio? Na przykład czystą mowę w modulacji fonicznej. Pracując na fonii, po prostu ze sobą rozmawiamy. Można pracować telegrafią, czyli przesyłać sobie treści alfabetem Morse’a. Tak, tak, z różnych powodów telegrafia jest bardzo popularna wśród krótkofalowców, a dobry telegrafista jest bardzo szanowany w tym środowisku. Możemy pracować też emisjami cyfrowymi, czyli przesyłać sobie serie pisków generowanych przez komputer sprzężony z radiostacją. Emisji cyfrowych jest naprawdę dużo, niektóre służą do przesyłania krótkich wiadomości, niektóre do przesyłania obrazów i tak dalej. Praca “cyfrówką” brzmi trochę jak łączenie z internetem przy pomocy modemu telefonicznego z lat 90. A z kim? Dowolnie. Możemy się kontaktować ze znajomymi, możemy podać wywołanie ogólne, na które może odpowiedzieć ktokolwiek, kto akurat słucha na danej częstotliwości. Możemy podać wywołanie w kierunku konkretnego kontynentu bądź kraju. Pełna dowolność.



Red.: O dżuma, czyli z klasycznie rozumianą krótkofalówką, takim walkie-talkie, nie ma to wiele wspólnego?

Adam: Ależ jasne, że ma! “Krótkofalówka” to w sumie potoczna nazwa przenośnego urządzenia radiowego, więc jak by nie patrzeć, wśród sprzętu używanego przez krótkofalowców znajdują się między innymi krótkofalówki. Sama nazwa może nie jest w stu procentach fortunna, bo o radiach ręcznych w zastosowaniach krótkofalarskich powinniśmy mówić raczej “ultrakrótkofalówki”, a poza tym istnieje cała masa ręcznych urządzeń, które są stworzone niekoniecznie z myślą o krótkofalowcach, ale spełniają podstawowe założenie krótkofalówki, czyli są małe, przenośne i służą do komunikacji. To dość szeroki temat, ale w uproszczeniu możemy śmiało przyjąć, że krótkofalowcy korzystają między innymi z krótkofalówek.

Red.: W całej tej zabawie chodzi o wymiar techniczny, sprzętowy, czy jest w tym jakiś dodatkowy aspekt ciężki do dostrzeżenia na pierwszy rzut oka?

Adam: To jest akurat strasznie trudne pytanie, bo tu jest trochę tak, że chyba dla każdego z nas to hobby znaczy co innego. Oczywiście dla jednych wymiar sprzętowy będzie ważny - na pewno łatwiej jest uprawiać tę dyscyplinę, mając pojęcie o elektronice, konstruowaniu sprzętu nadawczo-odbiorczego i innych technicznych historiach, ale z drugiej strony nawet będąc zupełnie “zielonym” w tych sprawach można zacząć uprawiać krótkofalarstwo, a odpowiednia wiedza przyjdzie z czasem właściwie sama, poprzez własne doświadczenia i kontakty z innymi krótkofalowcami. Dla innych krótkofalarstwo to po prostu sposób na poznawanie ludzi i świata. Jeszcze paręnaście lat temu nie było takich możliwości kontaktu na odległość, jakie mamy dzisiaj, a krótkofalowcy już sobie z tym radzili. Kiedy w połowie lat 90. nie śniło nam się praktycznie o posiadaniu w domu dostępu do internetu, krótkofalowcy już bez żadnego problemu przesyłali sobie przy pomocy radia sprzężonego z komputerem przysłowiowe “obrazki ze śmiesznymi kotkami”. Pomiędzy kontynentami. I nikt nie kazał im za to płacić abonamentu. Dla jeszcze innych krótkofalarstwo to przede wszystkim współzawodnictwo sportowe. Jest naprawdę masa przeróżnych form współzawodnictwa, które można podejmować, bawiąc się w krótkofalarstwo i właśnie one są dla wielu głównym powodem aktywnego uprawiania tego hobby. Gdybym ci powiedział, jakie pieniądze wkładają w sprzęt i instalacje antenowe ludzie, którzy zajmują się współzawodnictwem w krótkofalarstwie na najwyższym poziomie, to i tak byś mi nie uwierzył. I tak, mamy takich kolegów również w Polsce.

Red.: Sprawdź moją wiarę: jaki samochód można za to kupić?

Adam: Myślę, że Passat 1,9 TDi to spokojnie, przy czym nie taki od Niemca, co płakał jak sprzedawał, tylko taki prosto z salonu. A potem pewnie jeszcze drugi i trzeci. To są kwoty trudne do oszacowania, bo w wielkich stacjach nadawczych co chwilę coś się zmienia, usprawnia i poprawia. To nie jest tak, że zrobisz raz i używasz już zawsze. Poszukiwania konkretnych rozwiązań sprzętowych i eksperymenty to też ogromna część tej działalności.

Red.: To nie jest zabawa dla starych pryków? Jak wygląda profil przeciętnego krótkofalowca?

Adam: W Polsce czy na świecie? Tak serio, to na lokalnym podwórku jest trochę tak, że faktycznie wielu krótkofalowców to ludzie (z naszego punktu widzenia), powiedzmy, “starsi”. Wiąże się to chyba z tym, że spora część z nich pracowała lata temu w wojsku, w łączności i dzięki temu w ogóle dowiedzieli, że istnieje taka dziedzina jak krótkofalarstwo, po czym przekuli swoją pracę w swoje hobby. Sam pamiętam, że jeszcze 20 lat temu krótkofalarstwo było o wiele popularniejszym hobby, niż jest dzisiaj. Te 20 lat to właśnie ogromna eksplozja popularności internetu i telefonii komórkowej, które sprawiły, że praca na pasmach przestała mieć aż takie znaczenie z punktu widzenia czystej komunikacji. Niemniej obecnie obserwuję, jak coraz więcej młodych ludzi zaczyna się interesować krótkofalarstwem, często właśnie dzięki internetowi dowiadując się o tym, że tak też się da komunikować i jest to o wiele bardziej satysfakcjonujące niż rozmowa przez Skype’a. Istnieje też na przykład program YOTA (Youngsters On The Air), zrzeszający młodych ludzi z rejonu Europy, Afryki i sporej części Azji, pasjonujących się krótkofalarstwem. W Polsce mamy program RadioReaktywacja, w ramach którego koledzy pojawiają się w szkołach ze sprzętem nadawczym i prowadzą z dzieciakami w różnym wieku poglądowe lekcje na temat tego hobby, a dzieciaki są naprawdę żywo i szczerze zainteresowane tematem. To nie jest zabawa tylko dla starych pryków, zdecydowanie.



Red.: Usłyszałem kiedyś od ciebie hasło “Szynka radio” - o co chodzi?

Adam: To taki nasz wewnętrzny “gryps”. Po angielsku na krótkofalarstwo mówi się “amateur radio” albo “ham radio”. Wklep sobie w tłumacza wujka Google to drugie i sprawdź co wyjdzie.

Red.: Co jest potrzebne, żeby zacząć? Każdy może to robić? Potrzebne są jakieś licencje?

Adam: Zacznijmy od tego, że żeby posłuchać krótkofalowców (i wielu innych transmisji w eterze) nie potrzeba w zasadzie ani żadnych pozwoleń, ani nawet żadnego specjalistycznego sprzętu. Serio, istnieje coś takiego jak WebSDR, są to szerokopasmowe odbiorniki radiowe wpięte do internetu, których można słuchać w sieci, pogoogluj i spróbuj. Punkcik wyżej jest słuchanie przy pomocy sprzętowych odbiorników. Odbiornikiem sprzętowym może być lekko przerobiony, tani, chiński tuner DVB-T na USB, więc “próg wejścia” to koszt kilkunastu czy góra kilkudziesięciu złotych. Jeśli chcesz głębiej wniknąć w temat nasłuchu krótkofalowców, możesz wystąpić do lokalnego oddziału Polskiego Związku Krótkofalowców o przyznanie znaku nasłuchowego. Wraz z przyznaniem takiego znaku zostajesz pełnoprawnym krótkofalowcem-nasłuchowcem i możesz na przykład dokumentować swoje nasłuchy, przesyłając krótkofalowcom, których słyszałeś w czasie łączności specjalne karty, które są potwierdzeniem nawiązania łączności, bądź właśnie przeprowadzenia nasłuchu w przypadku nasłuchowców. W środowisku krótkofalarskim słuchanie jak inni rozmawiają absolutnie nie jest traktowane jako podsłuchiwanie czy wtrącanie się w “nie swoje sprawy”, trzeba sobie zdać z tego sprawę.


Jeśli natomiast chcesz nadawać w pasmach przeznaczonych dla krótkofalowców (bo istnieje też kilka zakresów częstotliwości, na których z pewnymi ograniczeniami sprzętowymi może nadawać każdy, ale nie mówimy wtedy o krótkofalarstwie), musisz zdać egzamin na świadectwo operatora w służbie radiokomunikacyjnej amatorskiej. Egzaminy w naszym kraju organizują okręgowe delegatury Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Na swojej stronie podają daty i godziny konkretnych egzaminów, trzeba się odpowiednio wcześniej zapisać, uiścić opłatę w wysokości, z tego co pamiętam, kilkudziesięciu złotych, przyjść i zdać. Taki egzamin zdajesz raz na całe życie i w zasadzie nie jest on specjalnie trudny - jeśli poczytasz dostępne w internecie materiały, zdasz go bez problemu, nawet nie mając przesadnie wielkiego doświadczenia w krótkofalarstwie. Swoją drogą Urząd Komunikacji Elektronicznej jest dość ciekawym jak na rodzime warunki tworem, bo z racji pełnionych obowiązków jest chyba jedną z najnowocześniejszych państwowych instytucji w kraju. Gdy już zdasz egzamin i otrzymasz ww. świadectwo operatora, na jego podstawie występujesz do tego samego urzędu o przyznanie pozwolenia radiowego w służbie amatorskiej. Takie pozwolenie w przypadku osoby prywatnej przyznawane jest na 10 lat i poza kilkoma innymi rzeczami zawiera najważniejszy dla krótkofalowca ciąg literek i cyferek - jego znak wywoławczy. Zaopatrzony w znak możesz robić już wszystko to, co robi każdy inny krótkofalowiec, a ilość przywilejów (chociaż obowiązków też trochę jest), które krótkofalowcy posiadają w stosunku do innych użytkowników eteru, jest naprawdę ogromna. Kwestia sprzętowa to temat na osobną rozmowę, ale najkrócej mogę powiedzieć, że sprzęt do lokalnej łączności w promieniu kilkunastu kilometrów może być twój już za jednego Władzia Jagiełłę.

Red.: Twój znak wywoławczy to SQ5FR - co to w ogóle znaczy? Po co to jest potrzebne?

SQ5FR: Znak wywoławczy to imię, nazwisko i numer pesel każdego krótkofalowca na świecie. Znaki są unikalne, więc nie ma dwóch osób posługujących się takim samym. Rozbijmy mój znak na czynniki. Najpierw mamy PREFIKS, w moim przypadku SQ. Prefiks oznacza kraj, z którego dany znak pochodzi. Polska ma przyznane prefiksy SP, SQ, SO, ale i rzadziej spotykane HF czy 3Z. Cyfra oznacza numer okręgu wewnątrz danego kraju. Województwo mazowieckie, w którym zarejestrowany jest mój znak, leży w 5 okręgu Polski. Po cyfrze następuje SUFIKS, który w moim przypadku składa się z dwóch liter, ale może składać się z jednej lub większej ich ilości. Sufiks ma za zadanie w zestawieniu z prefiksem i cyfrą stworzyć unikalną kombinację. W praktyce nie oznacza nic ważnego z punktu widzenia przepisów, ale czasem są to na przykład inicjały właściciela lub jakieś inne ważne dla niego literki. Znak służy przede wszystkim identyfikacji konkretnej stacji czy krótkofalowca. W tym środowisku bardzo często jest tak, że nie pamiętamy nazwisk naszych kolegów, ale imię i znak pamiętamy zawsze. W trakcie łączności też głupio byłoby wywoływać się po imieniu i nazwisku, więc do wywoływania używamy właśnie znaków wywoławczych.



Red.: To hobby ma jakikolwiek wymiar aktywny? Robicie zloty? Spotykacie się ze sobą?

SQ5FR: Jasne! Od małych, lokalnych spotkań, gdzie koledzy z najbliższych okolic spotykają się po prostu przy ognisku, po świetnie zorganizowane ogólnopolskie zjazdy, które w ciągu kilku dni odwiedza kilka setek krótkofalowców z całymi rodzinami. Wiesz, działalność krótkofalowców opiera się głównie na rozmowach na różne tematy, a to sprzyja zacieśnianiu więzów i znajomości. W sezonie od wiosny do jesieni praktycznie w każdym województwie można trafić na jakiś zlot czy spotkanie krótkofalowców, wystarczy poszukać informacji w internecie. Nie musisz być krótkofalowcem, żeby przyjechać na takie spotkanie i poznać ludzi ze środowiska. Na pewno przyjmą cię z otwartymi rękami i chętnie opowiedzą o swojej działalności. Oprócz tego na terenie wielu miast w Polsce działają lokalne kluby, w których krótkofalowcy spotykają się, rozmawiają, pracują nad urządzeniami i przeprowadzają łączności. Spotkania na żywo są tak samo ważną częścią tego hobby, jak spotkania w eterze.

Red.: Czy istnieją jakieś konkursy albo zawody krótkofalowców?

SQ5FR: Wspominałem wcześniej o współzawodnictwie. Na całym świecie istnieje cała masa zawodów i programów dyplomowych skierowanych do krótkofalowców. Niektóre zawody służą po prostu rozwijaniu krótkofalarskiego hobby, inne są organizowane z jakiejś okazji, żeby upamiętnić znaną postać czy ważne wydarzenie. Istnieją programy takie jak SOTA czy IOTA, które polegają na nadawaniu odpowiednio z górskich szczytów i wysp, na których na stałe nie istnieje żadna stacja krótkofalarska. Mówimy na to “aktywacja” i naprawdę sporą frajdą jest umożliwienie innym krótkofalowcom przeprowadzenia łączności na przykład ze szczytem Giewontu, na który akurat weszliśmy i mamy szansę go aktywować. W tych programach zarówno jako aktywatorzy, jak i osoby przeprowadzające łączność z aktywatorami zbieramy punkty, za które później należy nam się na przykład pamiątkowy dyplom. Pamiętam też na przykład z rodzimego podwórka program dyplomowy, który chyba nadal trwa, nazywa się “Polskie Latarnie Morskie” i polega na nawiązywaniu łączności z kolegami, którzy nadają z latarni morskich stojących na polskim wybrzeżu. Za łączności oczywiście są punkty, a za punkty, z tego co pamiętam, bardzo ładnie wydany dyplom. Krótkofalarstwo można też wykorzystać w aktywnym sporcie. Istnieje odmiana biegów na orientację, zwanych potocznie “łowami na lisa”, które są niczym innym jak połączeniem klasycznych biegów na orientację z radioorientacją w terenie. Po prostu zamiast mapy i kompasu zawodnik używa niewielkiego odbiornika radiowego z kierunkową anteną do namierzania punktów na trasie, które nadają krótkie komunikaty przez cały czas trwania zawodów.

Red.: Mógłbyś połączyć się z jakimś tajnym wojskowym radiem i ukraść jakieś tajne dane, albo podłączyć się pod policyjne radio niczym na gangsterskich filmach rodem z Hollywood?

SQ5FR: Generalna zasada jest taka, że da się (i w świetle prawa można) posłuchać wszystkiego, co jest nadawane w eterze, pod warunkiem, że nadawane jest w “otwartym paśmie”, czyli nie jest w żaden sposób kodowane czy szyfrowane. Dziś większość transmisji wojskowej jest szyfrowana, chociaż czasem da się posłuchać wojska przy okazji jakichś większych manewrów czy ćwiczeń. To samo jest z policją, większość komend w Polsce przeszła na łączność cyfrową, która jest zabezpieczona, a łamanie zabezpieczeń używanych do łączności służbowych nie jest ani łatwe, ani legalne. Znajdą się oczywiście małe miasteczka, w których nadal używa się klasycznych sposobów łączności i można w nich posłuchać służb nadających w otwartym paśmie, ale muszę cię zmartwić - życie to nie film. W służbowej komunikacji naprawdę nic ciekawego się nie dzieje i słuchanie transmisji lokalnego dyspozytora ratownictwa, że “31 wyjeżdża do bólu brzucha” jest ciekawe tylko przez pierwsze pół godziny.



Red.: Zdarzyło ci się, dajmy na to, spóźnić do pracy, bo akurat musiałeś koniecznie coś nadać, odebrać przez radio?

SQ5FR: Czas to w tej branży rzecz względna, wynika to z faktu, że krótkofalowcy na całym świecie korzystają z uniwersalnego czasu koordynowanego, tego samego, którego używa się w nawigacji lotniczej i morskiej, znanego jako “Zulu time”. Nieważne w jakiej strefie czasowej znajdujesz się fizycznie - do koordynowania łączności używasz czasu UTC. Czasu UTC nie dzielimy na czas letni i zimowy, natomiast czas lokalny, obowiązujący w Polsce póki co, tak. Tutaj jest śmieszna sprawa, bo mamy w Polsce takie małe, lokalne zawody, które odbywają się co miesiąc w sobotę w godzinach 7:00-7:59 UTC. Oznacza, to że w porze, w której korzystamy z czasu letniego trwają od 9:00 do 9:59 czasu lokalnego, a ja niekiedy w soboty zaczynam pracę o 10:00. Powiedzmy, że zdarza mi się lekko nagiąć harmonogram.

Red.: Z jakim najodleglejszym miejscem się połączyłeś? Miałeś wtedy coś z rodzaju poczucia satysfakcji? Czułeś się jak Tommy Lee Jones w Ściganym?

SQ5FR: Słyszałeś kiedyś, że nie liczy się wielkość? No to odległość też nie do końca. Propagacja fal radiowych to taka śmieszna rzecz, która jest ściśle powiązana z pewnymi zjawiskami atmosferycznymi zachodzącymi na naszej planecie (i poza nią), a na które nie mamy żadnego wpływu. Innymi słowy jak propagacja jest okej, to łączności z geograficznie najdalej oddalonymi punktami na drugiej półkuli nie są niczym dziwnym, to po prostu działa i tyle. O wiele cenniejsze są łączności z miejscami na świecie, które z różnych względów są bardzo rzadko aktywne na pasmach. Jednym z takich miejsc jest, z oczywistych względów, Korea Północna. Krótkofalarstwo w niej nie istnieje, ale raz na jakiś czas udaje się zorganizować ekspedycję krótkofalowców z innego kraju, którzy po załatwieniu setki pozwoleń od rządu mogą przez kilka dni stamtąd nadawać, oczywiście cały czas pozostając pod czujnym okiem władzy reżimowej. Stacja nadająca z takiego terenu musi się liczyć z OGROMNYM zainteresowaniem swoją działalnością i w ciągu kilku dni zalicza nawet kilkanaście tysięcy łączności z krótkofalowcami z całego świata, którzy chcą móc pochwalić się kontaktem z tak rzadko występującym w eterze krajem. Istnieje jeszcze bardziej odjechany przykład - na Morzu Południowochińskim jest pewna wyspa. Nie ma polskiej nazwy, mówi się o niej “Scarborough Reef”. Tak naprawdę to po prostu spory kamień wystający z wody, ma może z 5 metrów kwadratowych powierzchni. Cały dowcip w tym, że krótkofalowcy traktują tę wyspę jako osobny kraj i organizują wyprawy, które umożliwiają aktywację tego skrawka lądu na pasmach. Jeśli nawiążesz łączność z taką wyprawą, możesz czuć się nie tylko jak Tommy Lee Jones, ale nawet jak Ryba wzywający Akwarium w pierwszym “Killerze”, a koledzy odśpiewają ci “Piosenkę radiotelegrafisty” z “13 posterunku”.

Red.: Co o twoim hobby sądzą rodzina i znajomi? To bardzo rzadko spotykany “konik”, w dodatku nie kojarzący się z tak młodym człowiekiem jak ty.

SQ5FR: Wiesz, mnie akurat wychowało dwóch krótkofalowców - ojciec i dziadek. Pochodzę po prostu z rodziny, w której krótkofalarstwo jest dość silnie zakorzenione, pierwszy znak nasłuchowy miałem jako kilkulatek i moi bliscy traktują jako coś zupełnie naturalnego, że niejako kontynuuję rodzinną tradycję. Moi znajomi, zwłaszcza ci, którzy znają mnie od dzieciństwa, też mniej więcej wiedzą o co chodzi w tym temacie. Moja dziewczyna na początku kompletnie nie wiedziała co i po co robię, ale teraz łapię ją na tym, że zdarza jej się wypytywać o różne niuanse teoretyczne i techniczne rządzące światem krótkofalowców, poza tym ona w ogóle nad podziw dobrze toleruje wszelkie moje zakręcone pasje, których kilka mam. Nowo poznani ludzie faktycznie, w pierwszej chwili dowiadując się czym się zajmuję, potrafią spojrzeć na mnie jak na kosmitę, ale po kilku minutach rozmowy zazwyczaj wyczuwam od nich ciekawość. Generalnie można powiedzieć, że to hobby spotyka się z pozytywnym odbiorem, a w najgorszym wypadku jesteśmy traktowani jak niegroźne świry.


Red.: Bardzo dziękujemy niegroźnemu świrowi za te obszerne odpowiedzi i życzymy... właśnie, czego się życzy krótkofalowcom?

SQ5FR: Dobrych warunków i dalekich łączności.

Red.: W takim razie życzymy dobrych warunków i dalekich łączności! Do usłyszenia!

Oglądany: 25783x | Komentarzy: 35 | Okejek: 164 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało