Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Polacy, Arabowie i ortodoksi, czyli jak się żyje pod Sztokholmem, część 2

38 273  
119   18  
Po przydługim wstępie w części pierwszej przejdźmy do konkretów. Odwiedzam sztokholmskie przedmieścia w roku 2015, kilka miesięcy po rozpoczęciu pierwszej fali migracyjnej.



W dzisiejszej części, to znaczy w roku 2015, zaczynam dopiero uczestniczyć w życiu imigrantów spod Sztokholmu i nie buduję bliższych relacji z większością z nich, dlatego ta część również będzie skupiona na tym, jak zmieniało się miasto na przestrzeni lat (a od tej pory raczej miesięcy) i opowiedziana raczej z perspektywy biernego obserwatora.

Zaczniemy latem roku 2015. W dalszym ciągu nie mija mój zachwyt tym krajem. Powoli zaczynam uczyć się języka i rozpromieniona wsiadam w samolot. Kiedy wysiadam, staram się coś wydukać po szwedzku i mimo że mówię "Kali jeść, Kali rozumieć", spotykam się ze zrozumieniem i cierpliwością.

Autobus, sto kilometrów, lasy, skały, jeziora, nadal niezwykle piękne. Wysiadam w centrum, aby przesiąść się w pociąg, który zawiezie mnie do Ani i reszty gromadki. Z terminalu autobusowego do stacji pociągów jest dość długa droga, toteż mam okazję zaobserwować, jak zmieniła się sztokholmska moda w ciągu ostatnich lat. Moda na kolory się skończyła: peruki, lolicie suknie i dreadlocki stały się nietypowym widokiem, podobnie, jak kolorowe tiule murzyńskich muzułmanek. Młodzi Szwedzi wybrali brązy, beże i czernie, podobnież muzułmanki przerzuciły się na bure, bezkształtne worki. Wsiadam w pociąg, mijam piękne okazy barszczu Sosnowskiego i tylko jakiś Murzyn w koronkowym, brokatowym T-shircie i spodniach do kompletu przykuwa moją uwagę. Pod nimi ma białą, bawełnianą żonobijkę i takie same szorty - widok przedni.

Wysiadam w małym, uroczym miasteczku, otoczonym lasem.
Z podziemi stacji dobiega mnie niezrozumiały krzyk, od którego pękają bębenki w uszach. To Murzynka w jilbabie - najbardziej idiotycznie wyglądającej muzułmańskiej sukni, jaką dane mi było zobaczyć. Okazało się, że inna Murzynka z dzieckiem zatrzasnęła się w windzie i zamiast spokojnie poprosić o pomoc, wolą zrobić prawdziwy, afrykański raban. Krzyki nie ustały przez dobry kwadrans, dopóki ta druga nie została uwolniona.

Po krótkiej jeździe autobusem i spacerze, witam się z imigrancką gromadką - Anią, Ibrahimem, Yusufem i Suerte. Dni mijają, jak zwykle, spokojnie: Ania pracuje, ja spaceruję po lasach i polach albo przesiaduję na tarasie z Anią i Ibrahimem, który podstawia mi pod nos wszystko, co egipskie. Dostaję nawet egipską potrawę, ugotowaną przez parkę: ryż i sałatkę. Ryż jest brązowy, a więc twardy; ociekający olejem i obrzydliwie mdły, a sałatka to pokrojone w kostkę, ugotowane ziemniaki. Dumni potomkowie faraonów uważają, że skoro ziemniak to warzywo, nadaje się idealnie do podawania w roli sałatki. Zbilansowane posiłki? A co to?

W tym miejscu jest więcej Europejczyków, niż na Hallundzie, ale ich nazwiska są włoskie, polskie i rosyjskie. Tradycyjnie, w klatce mieszka też jedna szwedzka rodzina. Po raz pierwszy zauważam małe dziewczynki, wspinające się na drabinki na placu zabaw w chustach na głowach i kilku mężczyzn w białych kieckach - galabijach. Ten widok pozostanie już typowym widokiem w tym miasteczku.

Wsiadam w pociąg, przesiadam się w centrum do czerwonej linii metra i jadę odwiedzić Martę na Hallundzie. Tutaj wszystko wygląda jeszcze inaczej: Między centrum a Skärholmen metro jest wypełnione zakrytymi od stóp do głów kobietami, dalej w stronę Hallundy widzimy już głównie typowe, niemuzułmańskie Arabki. Każda ma mocny makijaż, koński ogon do pasa, legginsy i krótką, skórzaną kurtkę. Nocami przesiadują w centrum dzielnicy z chłopcami, którzy z tego, co mi wiadomo, trudnią się handlem różnej maści substancjami ubarwiającymi rzeczywistość. Spędzam chwilę u Marty, Asi nie ma. Pomieszkuje akurat u ojca, a wolne chwile podobno spędza z opisanymi wcześniej Arabkami i wygląda dokładnie tak samo, jak one. Chociaż potrafi mówić po szwedzku poprawnie, celowo używa arabskiego akcentu.

Innego dnia umawiam się z Anią, Ibrahimem i Karimem w centrum. Karim miał przynieść nam sushi z baru, w którym pracuje. Jesteśmy wcześniej, dzięki czemu mam pół godziny, aby przyjrzeć się dokładnie miejscu, które nazywam "szwedzką Patelnią". To brudny, okrągły plac, położony przy wejściu do metra. Na obszczanych murkach siedzą z papierosami małe grupki Arabów. Ibrahim dostrzega grupkę swoich znajomych i zostawia nas aż do przyjścia Karima - tak właśnie typowy imigrant z Bliskiego Wschodu spędza większość czasu po pracy. Pod schodami odpoczywa "po pracy" kilka cyganek w kwiecistych chustach, Szwedzi tylko tamtędy przechodzą i nie przebywają tam dłużej, niż muszą. Pośrodku placu stoi zagubiona, azjatycka wycieczka, która prawdopodobnie wysiadła na złej stacji i zamiast upragnionego zwiedzania starówki, przed oczami mają to.

Pod koniec mojego pobytu robimy z Anią pranie. W szwedzkich blokach mało kto trzyma pralkę w domu, dlatego na najniższych poziomach lub na osiedlu znajdują się wspólne pralnie. Ładujemy ubrania do pralki, odchodzimy na godzinę i wracamy w celu przełożenia prania do suszarki. Spotykamy faceta w galabiji i z koranem pod pachą, który zaczepia nas i chce rozmawiać o Bogu Miłosiernym.

Pierwsze miesiące kryzysu migracyjnego nie zmieniły Sztokholmu w znacznym stopniu. Imigranci z Bliskiego Wschodu dopiero zaczęli przybywać do Europy i nie brakowało jeszcze miejsca w ośrodkach, a ich ilość wzrastała od wielu lat w podobnym tempie. Jedynym, co rzucało się w oczy, był wzrost religijności wśród muzułmańskich mieszkańców, który będzie trwał jeszcze przez długi czas. Także Koptowie stają się zbyt mocno przywiązani do swojej odrębności.

Wracam do Polski, ale pozostaję w stałym kontakcie z wszystkimi znajomymi, którzy żyją w Szwecji. Kiedy mnie nie ma, u naszej imigranckiej gromadki robi się interesująco, zarówno w życiu prywatnym, jak i w związku z kryzysem migracyjnym, który dopiero teraz zaczyna naprawdę dotykać kraju.

Tamtego lata widziałam Suerte po raz ostatni. Odeszła, kiedy dowiedziała się o aranżowanym małżeństwie, które zaplanowała rodzina Yusufa.
Arabowie, którzy wyemigrowali na północ, nie mogą się zdecydować, w jakim świecie chcą żyć. Wiążą się z Europejkami i Azjatkami i wiodą razem życie typowo zachodnich par, cieszą się z tego, że nie obowiązują ich reguły pustynnych wiosek. Jednocześnie jednak narzekają na to, że nie-arabskie kobiety nie zachowują się jak te z ich stron. Yusuf przyjął ofertę i wyjechał w rodzinne strony, aby wyprawić huczne wesele, w międzyczasie jednak zdążył bez powodzenia zaproponować złoty pierścionek Ani. Cóż, niezbadane są ścieżki arabskich umysłów.

Ania wyprowadza się do domu starszej Polki w "szwedzkim Bagdadzie", z dala od starego domu, w którym zrobiło się niespokojnie. Marta zmienia miejsce zamieszkania z Hallundy na dzielnicę w połowie czerwonej linii metra, niedaleko wspomnianego już Skärholmen, a swoje poprzednie mieszkanie przeznacza na wynajem. W tym mieszkaniu zamieszka kolejna "wesoła" grupka imigrantów.

Kiedy imigranci zaczęli wprost wylewać się z ośrodków i sezon na zamachy rozpoczął się w Paryżu, w mieście zaczęło robić się nieprzyjemnie. Głośniejsze i coraz bardziej agresywne grupki muzułmanów zaczęły być widoczne w centrum i przy stacjach metra, a flagi ISIS były sporadycznie rozwieszane na podmiejskich balkonach. W internecie pojawiły się nawet fake newsy o odnalezieniu składu broni w ośrodku dla uchodźców na północy, temat był na czasie. Pewnego wieczoru, kiedy Ania i Ibrahim jechali pociągiem, podeszła do nich kobieta i zaczęła krzyczeć. Krzyczała, że Egipcjanin ma się wynosić z kraju, że tacy jak on są niebezpieczni, nic nie robią i ich miejsce nie jest w Szwecji. Nie uspokoiło jej to, że Ibrahim pokazał jej swój ogromny krzyż, który nosił na szyi, ani ten wytatuowany na nadgarstku.

Chociaż agresja kobiety została skierowana w stronę nieodpowiedniej osoby, jestem w stanie uznać jej zachowanie za usprawiedliwione, bo sama podzielałam jej obawy. Wybierałam się na święta do Sztokholmu zaledwie kilka tygodni po zamachach w Paryżu, a kilka dni przed moim wyjazdem, kilka stacji od miejsca, w którym spędziłam ostatnie kilka pobytów, zostały rozrzucone tak zwane "IS-lappar".



W IMIENIU BOGA, LITOŚCIWEGO, MIŁOSIERNEGO !
Wy, którzy nie wierzycie, zostaniecie ścięci w ciągu trzech dni w waszych własnych domach, a po wszystkim wysadzimy (na śmierć) wasze zepsute ciała !

Musicie wybrać jedną z trzech opcji:
1- Przejdźcie na ISLAM !
2- Zapłaćcie dżizję !
3- Zostańcie ścięci !

Policja nie uratuje was przed śmiercią !

Mimo wszystko, lecę. W tamtym mieście nic się nie wydarzyło w ciągu trzech dni, ani nigdy potem. Czy była to próba zastraszenia, czy plan, który nie doszedł no skutku? Nie wiadomo. Czas Bożego Narodzenia niedaleko muzułmańskiej dzielnicy upływa spokojnie, ale w napiętej atmosferze, martwimy się o tych, którzy mają wracać wieczorem do domu. W pewnym momencie słyszymy huk w okolicy stacji metra. Okazało się, że to zwykła zabawa dzieciaków przed sylwestrem, która w takim czasie mocno wystraszyła ludzi wokół. Zostaje wezwana policja, a nastolatki i rodzice mają problemy. Od tej pory kończą się zabawy petardami.

Małe wyjaśnienie: Niektórzy Bojownicy także mogli spędzać tamte święta w Sztokholmie i mogły one wyglądać zupełnie inaczej, niż moje. Ktoś mógł mieszkać na Södermalm w samym centrum miasta i nigdy nie widział na oczy muzułmanina (ja osobiście nie widziałam nigdy kobiety w burce ani nie odwiedziłam Tensty czy Husby), ktoś mógł odwiedzić tylko dzielnice, gdzie nie ma ani Szwedów, ani muzułmanów, a ktoś inny po prostu nie słyszał o żadnych "IS-lappar", bo w Szwecji takie sprawy nie są raczej nagłaśniane.
Sztokholm to wielka i różnorodna aglomeracja i z pewnością mówią prawdę ci, którzy twierdzą, że nie widzieli tam żadnego muzułmanina, ci, którzy widzieli same burki zamiast kobiet, jak i ci, którzy nie spotkali Szweda.

<<< W poprzednim odcinku


Oglądany: 38273x | Komentarzy: 18 | Okejek: 119 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało