Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

"Chrońmy dzieci przed szkołą!" Sfrustrowany ojciec miażdży polski system oświaty

76 619  
211   206  
W poruszającym felietonie na portalu O2 Przemysław Bociąga obnaża wszystkie wady polskiego szkolnictwa publicznego i tłumaczy, dlaczego postanowił zapisać córkę do prywatnej szkoły, mimo iż to również nie jest idealnym rozwiązaniem.


"Dlaczego zdecydowali się Państwo na prywatną szkołę?"

Mężczyzna nie ukrywa, że choć dostrzega problem etyczny w zapisywaniu dziecka do prywatnej placówki, czuł, że nie ma wyjścia, tym bardziej że traktuje publiczne szkolnictwo w Polsce jako swojego wroga.
Pamiętam moją szkołę – tłumaczę przepytującemu mnie nauczycielowi. – Polska szkoła to czterdzieści pięć procent przedmiotów ścisłych i czterdzieści pięć procent humanistycznych. Spośród tych drugich: gramatyka historyczna i opisowa języka polskiego. Kucie dat na historię. Kucie, kucie, kucie – mówię. A to dopiero przedmioty zwane humanistycznymi. Jak jest w ścisłych? Kucie, kucie, kucie. Kiedy nauczycielka fizyki zapytała w liceum, czym jest masa, wszyscy zbaranieli. To oznacza, że w podstawówce nikt się tego nie nauczył. Bycie "uzdolnionym do fizyki" oznaczało, że wkuło się na pamięć odpowiednio dużo wzorów. Tak samo było z matematyką. Chemią. Biologią. O wyborze studiów decydowało to, co udało się skuteczniej wkuć. Tak mieli wszyscy.

Szkoła zabija kreatywność

Bociąga zwraca problem na fatalny sposób prowadzenia zajęć z wychowania fizycznego. Jego zdaniem WF w polskich szkołach traktowany jest po macoszemu, a nauczyciele nie spędzają nawet czasu z innymi współpracownikami w pokoju nauczycielskim.
To doskonale ilustruje, jak bardzo po macoszemu traktowany jest ten przedmiot. Zajęcia, od których zależy zdrowie, a często też życiowa satysfakcja przyszłych dorosłych.

Mężczyzna uważa, że szkoła pozbawia uczniów możliwości kreatywnego myślenia i zaradności. Zanikają takie przedmioty jak plastyka, muzyka i technika. Jednocześnie nikt nie wie, jak najlepiej podawać dzieciom wiedzę.
Wszyscy żyjemy w tym świecie. Od czasu, kiedy doświadczyłem tej edukacji na własnej skórze, szkoła zmieniła się niezwykle, ale jednocześnie nie zmieniło się w niej nic. Co roku zmieniały się podręczniki. Pojawiały się i znikały gimnazja, rejonizacja szkół, sposoby rozliczania nauczycieli i ich uprawnienia zawodowe. Nikt nie zapytał: czego i jak mamy uczyć nasze dzieci. Po co w ogóle jest szkoła?



Szkoła nie uczy tego, co najważniejsze w życiu

Zdaniem autora porównywanie przez rodziców szkół podstawowych pod względem poziomu nauczania jest absurdem, a rodzice i nauczyciele zapominają o tym, co dla młodego człowieka jest najważniejsze:
Nie chodzi o materiał. Chodzi tylko o to, żeby dziecko nauczyło się uczyć. Nauczyło się korzystać z zasobów, które w sobie ma: inteligencji, kreatywności, pamięci, kojarzenia. Nie osiągniemy tego, jeśli wszystkie te rozwijające elementy (powtórzę jak mantrę): plastykę, muzykę, zajęcia praktyczno-techniczne, wychowanie fizyczne, będziemy traktować na odwal się, przydzielając po godzinie na każde z nich (dodajmy do tego obowiązkową religię, czyli umoralniające opowiastki podlane elementami wiedzy o katechizmie Kościoła Katolickiego).

Dodaje, że szkoła nie wydobywa z uczniów ich prawdziwych zalet, a klasy składające się z ponad dwudziestu osób tylko pogłębiają podziały:
Nie da się zrównoważyć trójek z polskiego, historii, matematyki, fizyki, chemii, geografii i języków kilkoma piątkami z przedmiotów kreatywnych, nawet gdyby – co jest rzadkie – nie były traktowane po macoszemu. Dziecko niezdolne do pamięciówki, mające kłopoty ze skupieniem, niezależnie od swoich zalet, po kilku latach zjedna sobie opinię niezdolnego. A dla takich jest miejsce w szkołach specjalnych. A że w wieku siedmiu lat potrafi sama wykonać większość obowiązków domowych? Że potrafi troszczyć się o innych w taki sposób, że wszystkich zadziwia jej empatia? Że ma smak i węch rozwinięty w takim stopniu, że kwalifikuje się na światowej klasy kucharza? Cha, cha, już widzę, jak tłumaczę to nauczycielce fizyki.



Bociąga w ciemnych barwach widzi przyszłość polskiej edukacji. Jego zdaniem nie robi się nic, by lepiej zrozumieć dzieci i właściwie je ocenić:
Gdyby dziś trafiło do takiej podstawówki, do jakiej sam chodziłem, po kilku latach nabrałoby przekonania, że jest głupie i do niczego się nie nadaje. A to nie jest prawda. Prawdą jest to, że nadaje się do rzeczy, których polska szkoła dzisiaj nie potrafi nauczyć. Ma umiejętności, których szkoła nie potrafi ocenić ani docenić. Muszę ją zabrać w miejsce, w którym nauczyciele będą mieli okazję jej w tym pomóc.

Cały felieton przeczytasz tutaj.

Oglądany: 76619x | Komentarzy: 206 | Okejek: 211 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało