Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak się ma Biblia do faktów? "Sprawdziliśmy" Boże Narodzenie, więc czas na "sprawdzenie" Wielkanocy

25 677  
169   32  
Święta, święta i po świętach – a skoro napisałem parę słów na temat Bożego Narodzenia – czas też napisać co nieco na temat święta Wielkiejnocy.


Na początek dwie małe uwagi – artykuł został napisany z „historycznego” punktu widzenia, a jego treść może różnić się od tego, co głoszą na ten temat chrześcijanie. Jeśli komuś taka możliwość przeszkadza – być może powinien zajrzeć do innych opublikowanych dziś artykułów, by niepotrzebnie nie podnosić sobie ciśnienia. A druga sprawa jest taka, że odnośnie tamtych wydarzeń „wiemy, że coś się wydarzyło, ale nie do końca wiemy co i jak”. Choć to, co jest tutaj prezentowane, jest oparte na opracowaniach naukowych, przedstawia opinię większości badaczy i bodajże najlepiej obecnie wyjaśnia zagadki początków chrześcijaństwa, to jednocześnie wciąż pozostaje w sferze teorii. Innymi słowy – „póki co wszystko wskazuje na to, że było tak i tak, ale mogło być inaczej”. I dopóki nie wynajdziemy wehikułu czasu, to nie pozostaje nam nic innego, jak się z tym zwyczajnie pogodzić.

Ostatnie dni Jezusa są jednocześnie najważniejszymi w całym jego życiu i działalności. Kto wie, jak potoczyłyby się losy grupki jego zwolenników, gdyby nie proces i „męczeńska” śmierć na krzyżu. Być może chrześcijaństwo po prostu popadłoby w zapomnienie, tak jak inne grupy samozwańczych proroków i cudotwórców, którzy w owym niespokojnym pierwszym wieku naszej ery włóczyli się po Judei i tam działali. W końcu głównym przesłaniem Jezusa było zbliżające się (już naprawdę bardzo bliskie) nadejście Królestwa Bożego – więc gdyby żył on sobie dalej, a „Królestwo” wciąż by nie nadchodziło – jego nauki mogłyby być traktowane coraz mniej poważnie, a liczba zwolenników – zmaleć do zera. Tutaj jednak historia potoczyła się inaczej. Początkowo osłabione odejściem wielu, których rozczarowało to, że Jezus umarł na krzyżu, chrześcijaństwo z czasem oswoiło się z tym wydarzeniem, a nawet przekształciło je w kwintesencję swojej nauki i „wypełnienie misji” Jezusa na ziemi. Paradoksalnie to, co Jezusowi zgotował Piłat, stało się przyczyną sukcesu tego nowego ruchu, który z czasem przemienił się w chrześcijaństwo jakie znamy.

Historia męki Jezusa zaczyna się od uroczystego wjazdu do Jerozolimy. Zbliżało się święto Paschy, więc do Jerozolimy ściągały tłumy pielgrzymów. I tutaj trzeba na chwilę się zatrzymać i wspomnieć o paru istotnych dla rozważania Nowego Testamentu i wczesnej historii chrześcijaństwa faktach (o części bardzo fajnie pisał już niedawno Qboll).

Wielu chrześcijan traktuje Ewangelię jak kronikę – zapis historycznych faktów, spisaną lub przekazaną pisarzowi przez naocznych świadków wydarzeń. Dodatkowo Nowy Testament jest traktowany jako pismo natchnione przez Ducha Świętego, więc dla chrześcijan nie może być tu mowy o niczym innym, jak tylko absolutnie rzetelnym opisie prawdziwych wydarzeń i prawdziwie wypowiedzianych słowach (Duch Święty, czyli tak właściwie sam Jezus jako element Trójcy, nie dyktowałby przecież o sobie samym tekstu zmyślonego lub z błędami). Niestety prawda jest nieco inna. Wersje Ewangelii zawarte w Nowym Testamencie są skomponowane jako relacje wydarzeń i zawierają monologi i dialogi, ale jest to nie tyle obraz prawdziwego Jezusa - a raczej bardziej Jezusa, w jakiego po prostu wierzyły osoby je spisujące.



Pierwotnie historie dotyczące Jezusa krążyły w formie przekazów ustnych. Najwcześniejsze teksty, jakie załapały się do kanonu Nowego Testamentu, napisał Paweł w formie listów do zgromadzeń w poszczególnych miastach. Dopiero w latach mniej więcej 70-75 n.e. napisano, w języku greckim, pierwszą wersję Ewangelii – a jej autorstwo przypisano św. Markowi. Niedługo później, bo w latach mniej więcej 80-90 n.e., napisano kolejną wersję Ewangelii – a jej autorstwo tradycja przypisała Mateuszowi. Ona też napisana została w języku greckim i zrobiono to najprawdopodobniej gdzieś w okolicy Syrii lub górnej Galilei. „Mateusz” (autorzy każdej z nich są tak naprawdę nieznani, ale dla wygody posługujemy się tymi przypisywanymi przez tradycję imionami) pisząc ją korzystał z tekstu „Marka”, ale dołożył też nową, nieznaną Markowi treść. Następnie na scenę wkroczył Łukasz, który stworzył swój tekst (również grecki) w okolicach lat 90-100 n.e. najprawdopodobniej gdzieś w okolicy wybrzeży Morza Egejskiego. On także czerpał z Marka i z tego samego źródła, z którego dodatkowo korzystał Mateusz. Stąd też to tajemnicze źródło ochrzczono „Q” (od niemieckiego słowa oznaczającego… „źródło”, będącego prawdopodobnie pierwszą próbą spisania luźnych powiedzeń Jezusa krążących do tej pory w formie ustnej). Dodatkowo i Mateusz, i Łukasz posiadają pewną część materiału, który jest unikatowy tylko dla nich.

No i na końcu mamy grecki tekst Jana, który powstał w okolicy lat 95-120 n.e. na terenie Syrii lub być może Efezu. Tutaj też znajdują się elementy wspólne z poprzednimi trzema wersjami Ewangelii, ale tekst Jana wyraźnie odstaje od pism poprzedników (więcej o tym będzie później).

Czasy stworzenia tych tekstów to w najlepszym przypadku aż 40 lat po śmierci Jezusa. Jan, jeśli przyjąć późne datowanie, swoją Ewangelię napisał nawet do 90 lat po śmierci Jezusa. Przez tych kilka dekad chrześcijaństwo zdążyło się zmienić – ruch się rozrósł, rozprzestrzenił się na nowe, nieplanowane przez Jezusa ludy. Pojawiły się nowe koncepcje, próby wyjaśnienia życiorysu, natury i „misji” Jezusa (bo nikt z chrześcijan już wówczas nie wątpił, że wszystko to, co się wydarzyło, było wypełnianiem misji od Boga i stało się, bo od samego początku miało się stać), środek ciężkości tej nowej już religii zaczynał przenosić się w stronę byłych pogan, a między chrześcijanami i żydami pojawiała się coraz większa przepaść i wrogość.

Wersja Marka jest najstarsza, najbardziej zwięzła i najmniej „ubarwiona”. Łukasz i Mateusz w wielu miejscach kopiują Marka, ale dodają też od siebie nowe, nieznane Markowi, elementy. Najmniej rzetelny jest Jan, który, mimo że pisał najpóźniej, często wplata do swoich opisów nowe, nieznane nikomu wcześniej i rozbudowane detale. Wszystko to dodatkowo jest wzbogacone rozmaitymi przepowiedniami Jezusa, cudami i wypełnianiem „proroctw” zapisanych na kartach Starego Testamentu – wszystko po to, aby uwiarygodnić w oczach czytelnika postać Jezusa jako mesjasza. Więc kiedy napisane jest, że Jezus wkroczył na osiołku do Jerozolimy, by tam umrzeć na krzyżu za nasze grzechy „tak jak to przepowiedziano” – to trzeba mieć na uwadze, że Jezus niekoniecznie musiał wkroczyć do Jerozolimy na osiołku wiedząc, że umrze tam na krzyżu (ani tym bardziej, że zrobi to na odkupienie naszych grzechów) i że niekoniecznie było to zgodne z jakimkolwiek starotestamentowym proroctwem. Bardziej prawdopodobne jest po prostu to, że czytamy o tym w Biblii, ponieważ pisarze w latach 70., 80. czy 90. pierwszego wieku naszej ery tak właśnie wierzyli. Tak samo zresztą dzieje się i dziś – weźmy cały ten Smoleńsk. To, że ktoś napisze w książce, że Rosjanie obrzucili bronią termobaryczną samolot, który sobie cało wylądował w lesie, a potem jeszcze dobijali ocalonych strzałami z pistoletów (a taką książkę miałem zaszczyt widzieć osobiście na straganie „obrońców krzyża i prawdy” przed Pałacem Prezydenckim) – to jeszcze nie znaczy, że tak naprawdę było. Bardziej oznacza, że po prostu autor tej konkretnej książki tak sobie wierzy – do czego oczywiście ma święte prawo, ale my już nie mamy żadnego obowiązku, aby mu bezgranicznie i na słowo wierzyć.

Ale wracając do Biblii - czasem wypełnianie tych proroctw (które często nie były żadnymi proroctwami, tylko po prostu odniesieniami do jakichś fragmentów Starego Testamentu) było tworzone lepiej, czasem zaś gorzej – jak właśnie w przypadku osiołka. I choć w samym przybyciu na osiołku nie ma niczego dziwnego, bo już źródła starożytne donoszą, że ludzie z okolic Jerozolimy oferujący swoje osły jako wierzchowce robili niezły biznes w okresie świąt (a najbogatsi klienci dojeżdżali na nich najbliżej świątyni jak się dało, aby jak najwięcej osób widziało, że ich stać na taki transport), tak Mateusz pisze, że:

A gdy się przybliżali ku Jeruzalem, i przyszli do Bethphage, do góry oliwnéj, tedy Jezus posłał dwu uczniów,
Mówiąc im: Idźcie do miasteczka, które jest przeciwko wam, a natychmiast najdziecie oślicę uwiązaną i oślę z nią; odwiążcie i przywiedźcie mi.
A jeźliby wam kto co rzekł, powiedzcie, iż Pan ich potrzebuje: a zarazem puści je.
A to się wszystko stało, aby się wypełniło, co jest powiedziano przez proroka mówiącego:
Powiedzcie córce Syońskiéj: Oto król twój idzie tobie cichy, siedzący na oślicy i na oślęciu, synu podjarzemnéj.
Szedłszy tedy uczniowie, uczynili, jako im rozkazał Jezus.
I przywiedli oślicę i oślę i włożyli na nie odzienia swoje, a jego wsadzili na nie.
Mt 21, 1-7 (przekład Jakuba Wujka, bo w nowszych wydaniach już ten cytat „naprawiono”, w starych greckich manuskryptach jest zaś tak, jak u Wujka)

I jest to „wypełnieniem proroctwa” zawartego w Księdze Zachariasza:

Raduj się wielce, Córo Syjonu,
wołaj radośnie, Córo Jeruzalem!
Oto Król twój idzie do ciebie,
sprawiedliwy i zwycięski.
Pokorny - jedzie na osiołku,
na oślątku, źrebięciu oślicy.
Za 9, 9

Z tym że Mateuszowi umknął pewien szczegół. U Zachariasza mowa tylko o oślątku, będącym jednocześnie „źrebięciem oślicy”, ot, taki poetycki zabieg. Mateusz jednak nie wyczuł tego i Jezusowi kazał, źle odczytując starotestamentowy tekst, „wypełnić proroctwo” wjeżdżając do Jerozolimy jednocześnie i na oślicy, i na jej źrebięciu. Błąd ten pojawia się tylko u niego, inni ewangeliści pisali o tylko jednym osiołku. Wychodzi więc na to, że gdyby Mateusz pomylił się jeszcze bardziej w odczytywaniu Zachariasza i przeczytał, że chodziło tam o "koźlątko" - to w jego Ewangelii Jezus "dla wypełnienia proroctwa" wjechałby do Jerozolimy na kozie.


(a to wszystko pozwala nam domyślić się na którym tekście wzorował się autor powyższego dzieła)

Tuż po przybyciu do Jerozolimy trzy Ewangelie (oprócz Jana) zgodnie podają, że nastąpiło „wypędzenie kupców ze świątyni”. Marek donosi:

I przyszedł do Jerozolimy. Wszedłszy do świątyni, zaczął wyrzucać tych, którzy sprzedawali i kupowali w świątyni powywracał stoły zmieniających pieniądze i ławki tych, którzy sprzedawali gołębie i nie pozwolił, żeby kto przeniósł sprzęt jaki przez świątynię. Potem uczył ich mówiąc: «Czyż nie jest napisane: Mój dom ma być domem modlitwy dla wszystkich narodów, lecz wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców».
Mk 11, 15-17


Jezus zamykał targowiska, zanim stało się to modne

I to prawdopodobnie zapis jakiegoś autentycznego wydarzenia. Pasowałoby to do charakteru grupy, jakiej przewodził Jezus. Chrześcijanie upatrują w Jezusie Boga wcielonego, który przybył na ziemię, by wypełnić określoną przez siebie misję (bo było to niezbędne do uzyskania boskiego przebaczenia). Z tego samego powodu to Jezus ma według nich zawsze rację i dokonuje reformy religii żydowskiej, przemieniając ją w zaktualizowaną wersję - chrześcijaństwo. Do historycznego Jezusa jednak bardziej pasuje określenie „samozwańczego proroka”, charyzmatycznego człowieka, który przewodził pewnej grupce swoich zwolenników. A grupka ta była niczym innym jak jedynie odłamem judaizmu, jedną z istniejących wówczas sekt. Przywódcy takich sekt czy odłamów zaś, zarówno wówczas, jak i kiedykolwiek indziej, lubią głosić, że oficjalni przywódcy religijni są skorumpowani i że źle oddają cześć bóstwu lub źle wypełniają pisma i że to właśnie oni, ci przywódcy sekt, wiedzą najlepiej co i jak należy robić i czego Bóg tak naprawdę oczekuje. Wychodzi na to, że Jezus był w konflikcie z jerozolimskimi kapłanami i tą wersją kultu Jahwe, jaki oni reprezentowali. Patrząc z tego punktu widzenia wybuch gniewu staje się całkiem prawdopodobny i jest on, zdaniem sporej części historyków – bezpośrednią przyczyną jego aresztowania. Tego samego zdania są Marek, Łukasz i Mateusz, według nich jednak Jezus, pomimo tego wybuchu agresji, nie był przez uzbrojoną straż świątynną niepokojony (u Mateusza nawet, tuż po urządzeniu awantury, Jezus na miejscu spokojnie uzdrowił jeszcze niewidomych i chromych), a jedynie kapłani zabrali się za przygotowywanie swego spisku. Jan z kolei wyraźnie stwierdza, że fakt taki miał miejsce, owszem, ale dużo wcześniej - podczas jednej z poprzednich pielgrzymek Jezusa do Jerozolimy.

Przy okazji warto przypomnieć sobie tę historię za każdym razem, gdy ujrzymy jakikolwiek przykościelny sklepik lub odpustowe stragany rozkładane na terenie kościelnym – bo jest to ta sama sytuacja, która tak rozzłościła Jezusa. Dwukrotnie zdarzyło mi się o tym wspomnieć - raz młody ksiądz ze sklepiku urządzonego wewnątrz zabytkowego kościoła, wyraźnie zmieszany, powiedział, że „nie wie, co odpowiedzieć”. Za drugim razem emeryci spod znaku Radia Maryja (dosłownie – mieli tabliczkę, że to stoisko fanów Ojca Dyrektora) byli już zdecydowanie mniej asertywni.

Ale, pamiętając uwagę z początku artykułu, tutaj pojawiają się problemy. Bo jeśli Jezus faktycznie urządził burdę na dziedzińcu świątynnym (swoją drogą cały ten handel miał miejsce na tak zwanym „Dziedzińcu Pogan” i nie oznaczał normalnego „bezbożnego” targowiska, a usługi przyświątynne – wymianę monet „pogańskich” na te zgodne z religią żydowską, sprzedaż zwierząt na ofiarę dla Jahwe, żeby nikt nie musiał ciągnąć ich ze sobą z domu itp.), to prawdopodobnie zostałby aresztowany od razu przez straż świątynną lub legionistów ze znajdującej się tuż obok twierdzy Antonia. A skoro tak, to znaczy, że ani Ostatnia Wieczerza w tej formie jaka została przedstawiona w Biblii, ani zdrada Judasza nigdy nie miała miejsca. I są pewne powody, aby tak uważać.

Ostatnia Wieczerza jest na przykład traktowana w chrześcijaństwie jako moment ustanowienia Eucharystii – „dziękczynienia”, ceremonii spożywania „ciała” i „krwi” Jezusa. Łukasz pisze:

Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: «To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę!». Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: «Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana».
Łk 22, 19-20



Ale najstarsza znana nam wzmianka o tym rytuale pochodzi z listu Pawła do Koryntian, napisanego w Efezie mniej więcej w roku 53 lub 54 n.e. Paweł pisze:

Tak więc, gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej. Każdy bowiem już wcześniej zabiera się do własnego jedzenia, i tak się zdarza, że jeden jest głodny, podczas gdy drugi nietrzeźwy. Czyż nie macie domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie znieważać Boże zgromadzenie i zawstydzać tych, którzy nic nie mają? Cóż wam powiem? Czy będę was chwalił? Nie, za to was nie chwalę! Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę». Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę». Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej.
1 Kor 11, 20-27

Trzeba tu pamiętać, że Paweł nie należał do grona uczniów Jezusa. Nie słuchał jego nauczań, nie był świadkiem żadnej z historii opisanej w Ewangelii. Nawrócił się na chrześcijaństwo parę lat po ukrzyżowaniu Jezusa, niemniej przedstawiał się jako ktoś, komu Jezus osobiście objawił rozmaite prawdy i nakazał głosić rozmaite nauki. W liście do Galatów Paweł pisze:

Oświadczam więc wam, bracia, że głoszona przeze mnie Ewangelia nie jest wymysłem ludzkim. Nie otrzymałem jej bowiem ani nie nauczyłem się od jakiegoś człowieka, lecz objawił mi ją Jezus Chrystus.
Ga 1, 11-12

Z kolei w Dziejach Apostolskich (które wyszły spod pióra tej samej osoby, która napisała Ewangelię wg Łukasza i będącej jednocześnie prawdopodobnie bliskim współpracownikiem Pawła) przedstawione to zostało tak:

Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: «Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?» «Kto jesteś, Panie?» - powiedział. A On: «Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić».
Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił.
Dz 9, 3-9

Jest duża rozbieżność pomiędzy tym, o czym nauczał Paweł i tym, o czym nauczali „autentyczni” uczniowie Jezusa – między innymi Piotr. To, plus mało wiarygodna historia o objawieniu, sugeruje, że pewną część swoich nauk Paweł po prostu wymyślił sam z siebie – może niekoniecznie jako kłamstwo lub świadomą manipulację, ale ze szczerego przekonania, że oto Jezus mu się objawił i że to on właśnie pojął o co w jego naukach tak naprawdę chodzi (tak jak Jezus twierdził, że wie lepiej od kapłanów o co chodziło w judaizmie, tak Paweł wydaje się twierdzić, że on lepiej wie od Piotra i innych uczniów o co chodziło Jezusowi w „chrześcijaństwie”). Możliwe więc, że to Paweł wymyślił obrzęd Eucharystii, a ewangeliści podchwycili później tę historię i dodali ją do swoich ksiąg. Warto zauważyć też, że istnieje pozabiblijny tekst zwany „Didache”, który pochodzi prawdopodobnie z I wieku n.e., a który w rozdziale dziewiątym niczym podręcznik opisuje, jak powinna przebiegać Eucharystia:

DZIĘKCZYNIENIE PRZY WINIE I CHLEBIE
Co się z kolei tyczy dziękczynienia – dziękujcie w następujący sposób.
Najpierw przy kielichu:
„Dziękujemy Ci, nasz Ojcze, za świętą winorośl Dawida, Twojego sługi. Tobie chwała na wieki”.
Natomiast przy połamanym [chlebie]:
„Dziękujemy Ci, nasz Ojcze, za życie i poznanie, które dałeś poznać nam przez Jezusa, Twego sługę. Tobie chwała na wieki. Tak jak ten połamany [chleb] był rozproszony na górach i zgromadzony, stał się jednym, tak niech zostanie zgromadzona Twoja Społeczność z krańców ziemi do Twego Królestwa, jako że do Ciebie należą chwała i moc przez Jezusa Pomazańca na wieki”.
Niech nikt nie je ani nie pije z dziękczynienia waszego poza tymi, którzy zostali zanurzeni w imię Pana, ponieważ i o tym powiedział Pan: Nie dawajcie świętości psom.

I różni się on od tego, co mamy u Pawła i w Ewangelii, zarówno treścią, kolejnością (najpierw wino, potem chleb), jak i całkowitym brakiem nawiązania do ciała i krwi Jezusa (co tak właściwie pasuje do żydowskiej kultury, gdzie krew jest wybitnie nieczysta) czy ustanowienia tego wszystkiego na jakąkolwiek pamiątkę (a wydawałoby się, że tak ważne informacje, gdyby były prawdziwe i pochodzące od samego Jezusa, powinny być szeroko znane wszystkim chrześcijanom). „Ustanowienie tego sakramentu na pamiątkę” znajduje się tylko u Pawła i u Łukasza – jednego z uczniów Pawła. Marek i Mateusz piszą po prostu o jednorazowym wydarzeniu bez nakazu kontynuowania tego zwyczaju, Jan natomiast tradycyjnie odpływa od reszty w ogóle nie wspominając o takim dziękczynieniu podczas wieczerzy (Jan zresztą odstaje nie tylko tutaj, bo trzy pozostałe Ewangelie są zgodne, że Ostatnią Wieczerzą był seder – posiłek spożywany podczas Paschy, z kolei Jan upiera się, że miała ona miejsce wcześniej - w ogóle innego dnia).

Z drugiej jednak strony Eucharystia wydaje się być jedną z najstarszych ceremonii chrześcijańskich, w tej lub innej formie celebrowanej przez rozmaite zgromadzenia. Równie dobrze mogło być tak, jak sugeruje Jan – że faktycznie miała miejsce taka wieczerza, faktycznie było łamanie chleba i picie wina (co jest absolutnie normalne podczas uczty), ale nie działo się to w tym dniu, o którym mówią wersje Marka, Łukasza i Mateusza - tylko trochę wcześniej. W tej sytuacji i wilk jest syty, i owca cała – mamy źródło tradycji, mamy historyczne wydarzenie, ale jednocześnie nie psuje nam to chronologii przy założeniu, że Jezus został pojmany tuż po urządzeniu sceny na dziedzińcu świątynnym.

I to tyle na dziś, reszta wkrótce.

Oglądany: 25677x | Komentarzy: 32 | Okejek: 169 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.10

19.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało