Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Ewangelia wg Joe Monstera, czyli gdyby Jezus urodził się niedawno w Polsce - Cykl Biblia IV

32 184  
180   70  
Jako zakończenie cyklu o pismach nowotestamentalnych i pokrewnych, postanowiłem przedstawić luźne tłumaczenie Ewangelii na język i realia bardzo współczesne. Tym razem nie będzie naukowo, ale (mam nadzieję) w dalszym ciągu ciekawie. Przed Państwem zaginiony manuskrypt Proroka Lebiody: Ewangelia według Joe.


Dziś w dalszym ciągu dla łatwiejszego formułowania myśli będę mówił o wydarzeniach biblijnych w formie dokonanej i nie będę wchodził w dywagacje na temat prawdziwości opisywanych faktów. Jeżeli niniejszy tekst okaże się niezdatny do czytania, proszę przewinąć do ostatniego akapitu.

Czas i miejsce

Jesteśmy w Polsce na początku XXI w. W życiu religijnym prym wiedzie Kościół Katolicki w takiej formie i z taką mentalnością, jaką znamy (faryzeusze). W opozycji do niego występują praworządni, fanatyczni ateiści (saduceusze). Faktyczną władzę w państwie dzierży Partia, która stosuje metody rodem z czasów komuny z porwaniami, pacyfikacjami i wynajmowaniem mafii do załatwiania porachunków włącznie (Cesarstwo Rzymskie). Bardzo proszę o nierozwijanie tematu politycznego w komentarzach, nie dajmy się sprowokować.
Stolicą państwa, skupiającą w sobie władzę polityczną i religijną oraz wszelkiego rodzaju patologie, w dalszym ciągu pozostanie Warszawa (Jerozolima). Małym miastem o dużej tradycji historycznej będzie Gniezno (Betlejem), natomiast nielubianym i lekceważonym (nie wiadomo w sumie, dlaczego) przez wszystkich regionem kraju będzie tradycyjnie Sosnowiec i Zagłębie (Nazaret i Galilea).

Rodowód

Jezus był synem Marii i Józefa. Zwykłych ludzi mieszkających w Sosnowcu (współcześni Jezusowi nie wiedzieli o jego niebiańskim pochodzeniu). Jezus to zgreczenie (fajne słowo) imienia Jehoszua, czyli Jozue. Było to dość pospolite imię oznaczające „Bóg zbawia”. Na polski możemy przetłumaczyć to na przykład jako Bogusław. Józef był mechanikiem. Pochodził z rodziny, która kiedyś była bogatym rodem szlacheckim z Wielkopolski, ale teraz nie miało to już żadnego znaczenia. Maria pochodziła z innej linii tej samej rodziny, ale zamiast rozwodzić się nad swoim pochodzeniem, wolała dbać o dom i swoich bliskich. Boguś był więc zwyczajnym chłopcem, który wychowywał się ze swoimi kuzynami i przyjaciółmi, a w wolnym czasie pomagał ojcu w warsztacie.

Początki działalności

Kuzyn Bogusia, Jan, był synem pastora. Jan był ciekawym człowiekiem. Miał ewidentne powołanie na kaznodzieję, ale wbrew sugestiom ojca nie chciał wyjść na ludzi. Większość czasu spędzał na nadwiślańskich plażach w rejonie stolicy, zaczepiając ludzi i opowiadając im o Bogu. Chodził w dresie i żywił się zapiekankami (odzienie z sierści wielbłądziej, miód i szarańcza). O dziwo, miał naprawdę dużo do powiedzenia. Ludzie gromadzili się wokół niego i słuchali jego kazań. Mówił o obłudzie i bogactwie władzy. Mówił o wyższości życia nastawionego na szacunek i miłość względem bliźnich. Mówił, że przyjaciele są lepsi od pieniędzy, a gromadka dzieci daje więcej radości niż nowy samochód. Chrzcił swoich uczniów w wodzie Wisły. Stało się o nim głośno, a ludzie przyjeżdżali do niego z całej okolicy.
Boguś do trzydziestki operował w Sosnowcu. Od młodych lat wyróżniał się mądrością i inteligencją. Zasłynął w swojej okolicy tym, że lubił rozmawiać z ludźmi. Najczęściej kręcił się w rejonie dworca, gdzie nawrócił kilku gości z budki z kebabem (rybacy). Czasem zagadywał do lokalnych pijaczków i panienek marznących w deszczu na rogach ulic. Po kilku miesiącach uzbierał sobie grupę około siedemdziesięciu znajomych. W większości drobnych cwaniaczków lub wyrzutków społecznych (apostołowie). Wszystkich tych ludzi łączyła frustracja odnośnie obecnego stylu życia, dlatego też z chęcią poszli oni za wyrazistym Bogusiem, który nie oceniał ich za to, kim są lub co zrobili, ale do każdego podchodził z szacunkiem.
Kolorowe towarzystwo kursowało co niedziela po okolicznych parafiach, zapraszając ludzi na krótką rozmowę oraz modlitwę. Zebrane przy okazji pieniądze rozdawali najuboższym lub przeznaczali na podróże związane ze swoją działalnością. Nastał wreszcie moment, kiedy obie ekipy spotkały się nad Wisłą…
Polskim zwyczajem zapowiadało się co najmniej na kłótnię, jednak wydarzenia potoczyły się zupełnie inaczej. Jan nazwał Bogusia współczesnym świętym i prorokiem, zaczął zachęcać „swoich” uczniów do pójścia za swoim kuzynem (Chrystus to grecka forma słowa mesjasz, czyli „pomazaniec”. Ponieważ w polskiej kulturze nie mamy dobrego odpowiednika, możemy przyjąć, że ludzie traktowali Bogusia jako autorytet, który ma zadatki na premiera [ktoś w stylu Piłsudskiego]).

Trzy lata działalności

Boguś miał paskudny zwyczaj, którym naraził się Kościołowi. W czasie nabożeństw kościelnych lubił nagle wstać i przerwać księdzu kazanie. Wskazywał na jedną z osób w tłumie i mówił, że dzięki jej wierze zostają jej odpuszczone grzechy, a jej choroba jest uzdrowiona (uzdrawianie w szabat). Na duchownych uzdrowienia nie robiły większego wrażenia, ponieważ byli zgorszeni bezpośrednim zachowaniem i przerywaniem nabożeństw. Wielokrotnie próbowali udowodnić Bogusiowi szarlataństwo i obrazę Kościoła, jednak nie potrafili przegadać jego argumentów.
Mesjasz z Sosnowca gromadził coraz większe tłumy ciekawskich słuchaczy. Opowiadał o obłudzie i chciwości duchownych. Nauczał, że wszystkie dobre uczynki są nic nie warte, jeżeli są spełniane bez miłości bliźniego. Uczył, że rozdawanie pieniędzy daje więcej szczęścia, niż ich gromadzenie, a wielkim jest ten, kto woli działać zamiast gadać. W dyskusjach z feministkami nie mógł bądź nie chciał zrozumieć, czym różni się dziecko narodzone od nienarodzonego. Kazał patrzeć ateistom na własną uczciwość, zamiast rozliczać księży.
(Oszczędzę Wam tekstów o rozmnożeniu kebabu, opowieści o synu, który przepuścił połowę majątku ojca na panienki i koks i akcji z wywracaniem straganów pod kościołem. Ta historia robi się powoli zbyt kuriozalna).

Zakończenie

Nie wchodząc w szczegóły, nasz bohater w ciągu trzech lat zyskał popularność i autorytet niczym Wałęsa w latach 80. Ludzie najchętniej wybraliby go na prezydenta i nawet zaczęli drukować plakaty wyborcze. Taka sytuacja wzbudzała poważny niepokój Kościoła. Hierarchowie obawiali się, że Partia postanowi spacyfikować rozentuzjazmowany tłum, a tolerancja religijna zmieni się w więzienia, internowania i kasaty majątków. Rozumowanie to było słuszne. Ludzie odpowiedzialni, na właściwych funkcjach, starali się uchronić społeczeństwo przed kolejnym stanem wojennym.
Znaleźli więc najinteligentniejszego ucznia Bogusia i wytłumaczyli mu, na czym polega niebezpieczeństwo. Ten bardzo racjonalnie podszedł do tematu i zgodził się na wystawienie odpowiednim służbom swojego Nauczyciela i całej jego grupy.
Po uzgodnieniu całej operacji z Partią ustalono, że spece od mokrej roboty rozniosą całe towarzystwo za jednym zamachem. Boguś wiedząc, co się szykuje (chcąc ochronić swoich przyjaciół), sam zgłosił się na policję. Po kilku dniach brutalnego śledztwa, w czasie którego próbowano przekonać go do poparcia Partii i jej polityki metodami siłowymi, został na oczach wielu świadków wrzucony do Wisły w betonowych butach. Jego przyjaciele oczywiście przestali się do niego przyznawać ze strachu przed policją.


Dalsza część historii jest już doskonale znana… Zaczęły dziać się rzeczy niewytłumaczalne. Pojawiły się trzęsienia ziemi i zaćmienie słońca. Po kilku dniach ludzie znowu zaczęli widywać Bogusia na ulicach. Widać było po nim wszystko, czego doświadczył, ale żył i znowu czynił cuda. Po jakimś czasie jego uczniowie rozjechali się po całym kraju i zaczęli odważnie głosić nową naukę z Mocą…

Podsumowanie

Przyznam, że mam dużo wątpliwości odnośnie tego tekstu. Jego założenie miało na celu przedstawienie historii biblijnej tak, jak widzieli ją świadkowie tamtych wydarzeń. Spojrzenie z takiego punktu widzenia może pozwolić na obalenie niektórych ludowych mitów i wyjaśnienie niezrozumiałych szczegółów. Jeżeli forma lub treść były dla kogoś obrazoburcze, to szczerze przepraszam.
Na tym chciałbym zakończyć czteroartykułowy cykl. Jeżeli będziecie chcieli, abym kontynuował zagadnienia o tej tematyce, to proszę o informację zwrotną w komentarzach (1. Artykuły z dziedziny teologii, ale neutralne w swoim przesłaniu; 2. Artykuły takie jak ten; 3. Nie pisz więcej!).

W poprzednim odcinku

26

Oglądany: 32184x | Komentarzy: 70 | Okejek: 180 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

12.12

11.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało