Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Witold Zacharewicz – aktor uwodzicielski i tragiczny

26 868  
226   53  
Bardzo lubię polskie kino przedwojenne. Z wieloma aktorami z tamtego okresu czuję się na swój sposób zżyta i wielu z nich wywołuje we mnie różnorakie emocje. Jednakże, mimo różnych i niekiedy bardzo tragicznych życiorysów, nie ma wśród nich nikogo, kto byłby dla mnie postacią równie smutną i tragiczną, co Witold Zacharewicz.

Był on przystojnym, czarującym aktorem, stworzonym wręcz do ról łamaczy niewieścich serc. Grywał trochę niepoprawnych, aczkolwiek wcale nie biernych romantyków, oraz pełnych charyzmy ideowców. Ale był też dobrym człowiekiem. Gdy zaproponowano mu, aby, ryzykując własne życie, włączył się w pomoc tym, którzy jej potrzebowali – zrobił to. Niestety, szybko przekonał się, że niektórzy...



I kosztowało go to najwyższą cenę. Chociaż nawet dziś trudno uwierzyć, że ten chłopak mógł tak skończyć.

No niestety, nie Stanisław Janicki a tylko ja. Ale za to już teraz na JoeMonsterze.

Witold Zacharewicz urodził się 26 sierpnia 1914 roku w Płocku. Jego rodzice rozwiedli się gdy miał 5 lat i od tej pory był wychowywany tylko przez matkę.



Po ukończeniu gimnazjum, w 1932 roku, podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim, uczęszczając jednocześnie na zajęcia w Państwowym Instytucie Sztuk Teatralnych.



Jego sceniczna przygoda rozpoczęła się w 1933 roku w teatrze Stara Banda. W samym czasie został zaangażowany do chóru męskiego i właśnie z tym chórem, jako statysta, trafił do swojego pierwszego filmu - „Pod Twoją obronę”. Tam wypatrzył go reżyser Józef Lejtes i rok później powierzył mu jedną z ról w cieszącym się dużą popularnością filmie „Młody las”. Akcja filmu dzieje się na początku XX wieku pod zaborem rosyjskim. Witold zagrał w nim jednego z przywódców polskich gimnazjalistów, którzy przeciwstawiali się rusyfikacji. (Od 1:05:25)


Film został nagrodzony za kreacje aktorskie na Sowieckim Festiwalu Filmowym w Moskwie w 1935 roku a Zacharewicz "...okazał się rasowym aktorem kinowym i Dziesiąta Muza stała się właściwym terenem jego działalności." (Kino, 18/1935).

Halina Schneidrówna, późniejsza żona Witolda, zanotowała w swych wspomnieniach, że właśnie w tej produkcji zobaczyła Witolda po raz pierwszy. Przystojny aktor oczywiście od razu wzbudził zainteresowanie trzynastoletniej wówczas dziewczyny. Wkrótce okazało się, że jest on dobrym znajomym jej wujostwa, dzięki czemu w końcu nadarzyła się okazja, by poznać go osobiście.

W 1935 roku można było zobaczyć Zacharewicza w dwóch produkcjach. Pierwsza z nich to komedia "Kochaj tylko mnie".



Zacharewicz wcielił się w niej w rolę młodego urzędnika imieniem Stefan, który zakochuje się (z wzajemnością) w pewnej dziewczynie, o której, w wyniku nieporozumienia, jest przekonany, iż jest żoną starszego mężczyzny (de facto - jej ojca). A w tamtych czasach tego typu sytuacje ciągle rozwiązywano, jak to się mówiło – honorowo. (50:45)


Jakby tego było mało, na koniec z wielkim zdziwieniem odkrywa, że jego luba jest sławną artystką. Przypominam, że to były lata trzydzieste XX wieku, nie było internetu – takie pomyłki, teoretycznie, były możliwe.

Drugi film to również komedia, nosząca tytuł "Nie miała baba kłopotu".



Jednym z najistotniejszych wątków tej historii jest miłość pomiędzy granym przez Zacharewicza zubożałym hrabią Januszem a Basią, córką zamożnego hodowcy świń o sugestywnym nazwisku – Boczek. Niestety, nie natrafiłam na informację, by jakakolwiek kopia tej produkcji zachowała się do dnia dzisiejszego.

Mniej więcej w tym czasie Zacharewicz poznał swoją przyszłą żonę. Halina wspomina, że gdy pierwszy raz zobaczyła go na żywo, Witold akurat zapuszczał brodę do roli Jana Czarowica w filmie „Róża” z 1936 roku. Jak można się domyślać – młoda dziewczyna czuła i zachowywała się jak typowa, nieśmiała dzierlatka, która w końcu spotkała swojego idola. Nie wiemy, co pomyślał sobie Witold poznawszy Halinę, nie mniej od tej pory zaczęły się ich przypadkowe spotkania a potem – regularne randki.



Sam film „Róża” to adaptacja dramatu Żeromskiego o tym samym tytule. Akcja toczy się w czasie rewolucji 1905 roku. Grany przez Zacharewicza Jan Czarowic przed najbliższymi pozuje na hulakę, lecz w rzeczywistości jest rewolucjonistą, który w wyniku swojej działalności oraz zdrady jednego ze współtowarzyszy trafia do carskiego więzienia. (59:54)


Jeszcze w tym samym roku na ekranach kin pojawił się film „Barbara Radziwiłłówna”.



Witold wcielił się w nim w rolę Zygmunta II Augusta, natomiast w roli tytułowej wystąpiła nasza ówczesna królowa ekranu – Jadwiga Smosarska.



Gwoli przypomnienia: król i Barbara zapałali do siebie żarliwą miłością, której wszyscy się sprzeciwiali (no, może poza Radziwiłłami, którzy upatrywali w tej sytuacji szansę na podniesienie znaczenia swego rodu). Król jednak postawił na swoim, zawarł potajemny ślub z Barbarą a potem doprowadził do jej koronacji. (1:02:30)


Niedługo po tym królowa zmarła śmiercią niezbyt przyjemną. Na potrzeby filmu historia ta została oczywiście odpowiednio podrasowana. Warto zaznaczyć, że „Barbara Radziwiłłówna” otrzymała wyróżnienie jury na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji w 1937 roku.

A teraz mała zagadka – jaką rolę powierzono Witoldowi Zacharewiczowi w filmie „Znachor”? Chwila na zastanowienie...



Tak, zgadza się – zagrał tego młodego hrabiego Czyńskiego, który w imię miłości sprzeciwił się swoim rodzicom. (53:05)


Oczywiście, w tę samą rolę wcielił się w nakręconym rok później „Profesorze Wilczurze”. Ale jeszcze w tym samym roku co „Znachor”, tj. w 1937, na ekrany kin weszła „Halka”.



Wprawdzie była to już trzecia ekranizacja słynnej moniuszkowskiej opery (wcześniejsze nakręcono w 1913 i 1930 r.), lecz dopiero ta była pierwszą w pełni dźwiękową wersją (aczkolwiek wersję z 1930 roku udźwiękowiono dwa lata po jej nakręceniu). Film był sukcesem – widownię do kin przyciągał m.in. brat Jana Kiepury, pseudonim sceniczny Władysław Ladis, który zagrał Jontka. Natomiast Zacharewicz zagrał w nim panicza Janusza. (16:30)


W 1938 roku Witolda można było zobaczyć w kolejnym historycznym hicie - „Kościuszko pod Racławicami”.



Fabuła filmu opiera się nie tylko na wydarzeniach historycznych, ale również na rozgrywającym się na ich tle dramacie miłosnym. Dwójka bliskich przyjaciół (jeden z nich jest grany przez Witolda) zakochała się w tej samej kobiecie. Ona kocha jednego z nich, ale jest zaręczona z tym drugim... (45:20)


Po tym filmie, w jednym z ogólnopolskich plebiscytów, widzowie okrzyknęli Zacharewicza królem ekranu.

Bodajże najciekawszą filmową kreacją aktorską Witolda (przynajmniej w moim odczuciu) jest Jerzy Olędzki z filmu „Druga młodość”.



Głównym wątkiem jest tu historia kobiety, która, jak to dziś czasem się mówi - jest w związku, ale samotna. Rzeczony Jerzy Olędzki najpierw zakochał się bez pamięci i uwiódł dużo starszą od siebie matkę swojego przyjaciela.... (22:04)


A potem odszedł do młodszej.

W 1938 roku powstał ostatni film z udziałem Witolda - „Gehenna”. Jest to opowieść o nieszczęśliwej miłości, w której zazdrosny prawny opiekun dziewczyny doprowadza do śmierci jej wybranka – granego przez Zacharewicza księcia Andrzeja Olenkowicza. (14:07)


„Gehenna” miała być ostatnią polską produkcją z udziałem Zacharewicza, ale nie ostatnią w ogóle. Pojawiła się przed nim szansa na zrobienie międzynarodowej kariery – podpisał kontrakt z wytwórnią United Artist. Niestety, z wyjazdu do Hollywood nic nie wyszło ze względu na wezwanie do wojska. Witold wystąpił o odroczenie, lecz nie otrzymał zgody. Pobyt w wojsku, mimo że oznaczał przerwę w karierze, bynajmniej nie zmniejszył zainteresowania jego osobą.



Do armii zgłosił się 1 września 1938 roku. A dokładnie rok później zamiast do cywila – trafił na front. Służył w plutonie łączności w Mazowieckiej Brygadzie Kawalerii. Po zakończeniu wojny obronnej, tak jak wielu innych aktorów, zatrudnił się w jednej z warszawskich restauracji jako kelner.



W lutym Halina zorientowała się, że jest w ciąży, co przypieczętowało decyzję młodych o zawarciu małżeństwa. Oczywiście – nie obyło się bez rodzinnego skandalu.
Kontakty między młodymi wtedy były już utrudnione, gdyż tereny, na których leżała należąca do Schneidrów Paprotnia, zostały włączone do III Rzeszy, natomiast Warszawa znalazła się w granicach Generalnej Guberni. Uzyskanie zgody na przekroczenie granicy bywało problematyczne, jednakże matka Haliny potrafiła je załatwić przy pomocy różnych prezentów, takich jak masło, indyki i inne wiejskie dobra. Spore zapasy żywności wysłano też przez „zieloną granicę” do Warszawy, gdy, w obawie przed szykanami z powodu odmowy podpisania Volkslisty, wyjechał tam ojciec Haliny.



Ślub miał miejsce 18 maja 1940 roku. Młodzi zamieszkali w wynajętym pokoju przy al. Jerozolimskich. Ich syn, Kiejstut Antoni Mikołaj, urodził się 10 września.



W tym czasie Witold nie pracował już jako kelner, lecz grał w jednym z jawnych teatrów. Środowisko aktorskie było podzielone w stosunku do takich występów. Część potępiała je uważając, że jest to najzwyklejsza kolaboracja (wielu aktorów zostało ukaranych po wojnie za te występy) ale niektórzy, w tym Zacharewicz, wychodzili z założenia, że lepiej, jeśli polska widownia będzie miała taki kontakt z ojczystą kulturą niż żaden. Występy te nie przynosiły dużych dochodów – dniówka wystarczała młodej rodzinie mniej więcej na dzienne utrzymanie a dłuższe przerwy w występach wiązały się ze sporymi problemami finansowymi.



Halina wspomina, że w przerwach między występami i nauką ról, Witold był dumnym ojcem. Kiejstut Zacharewicz, na stronie poświęconej swojemu ojcu, opublikował wiele ich wspólnych zdjęć.



W sierpniu 1942 roku Zacharewiczom udało się wyjechać na dwutygodniowy urlop do Zakopanego. Halina zanotowała w swoich wspomnieniach, że to były najszczęśliwszy okres w jej życiu. Prócz wspaniałych wspomnień udało im się przemycić z Zakopanego kurę, która, znosząc prawie codziennie jajko, od tej pory urozmaicała ich dietę.



Niestety, to względne szczęście nie potrwało już długo. 1 października do teatru przyszli smutni panowie z Gestapo i aresztowali Witolda. Według relacji świadków, mógł on podjąć próbę ucieczki, lecz nie chciał tego robić w obawie o żonę i syna. Tego dnia aresztowano również matkę Witolda oraz kilkoro innych osób – w sumie dziesięcioro. Do tych aresztowań doprowadził radca prawny przy miejscowym urzędzie, nazywany przez Halinę w jej wspomnieniach mecenasem Z. Zgłosił się on do Witolda i pozostałych z propozycją, by włączyli się w pomoc przy wyrabianiu fałszywych dokumentów dla Żydów. Cała akcja okazała się się perfidną prowokacją, a z tych dziesięciorga osób przeżyła tylko jedna. Jeśli to dla kogoś będzie w jakiś sposób pocieszające to nadmienię, że po tym zdarzeniu Podziemie wydało na mecenasa Z. wyrok śmierci. Wyrok wykonano.



Witold najpierw trafił na al. Szucha, potem na Pawiak a następnie, już w listopadzie – do Oświęcimia. Oczywiście od początku, z pomocą bliskich, Halina podejmowała rozpaczliwe próby ratowania męża i starała się przekazywać mu najpotrzebniejsze artykuły w paczkach.

O samym pobycie Zacharewicza w obozie wiadomo nieco z relacji współwięźniów. Pracował najpierw w szklarni, a potem w koszykarni, wieczorami zaś, razem z innymi artystami, umilał współwięźniom czas śpiewem i recytacją. Jeden z jego współtowarzyszy wspominał po latach, że Witold cały czas był smutny – jakby nie wierzył w swoje ocalenie. W styczniu 1943 roku poważnie zachorował, lecz udało mu się chorobę pokonać. Jednak to, czego nie udało się dokonać chorobie – dokończyli oprawcy. Witold Zacharewicz został zabity 16 lutego 1943 roku. Nie ma pewności co do tego, w jaki sposób to się stało. Według jednej z wersji został rozstrzelany, według innej – zaaplikowano mu zastrzyk fenolu. Jego symboliczny grób znajduje się na warszawskich Powązkach.

W internecie łatwo można natrafić na zdjęcie Witolda z obozowej kartoteki. Jeśli ktoś chce, to znajdzie je bez problemu, jednak ja postanowiłam go tu nie wstawiać. Wolę zostawić Wam wizerunek promiennego chłopaka, którego czar bije z ekranu nawet dziś.



Poniżej można posłuchać slow-foxa "Czy warto być upartą" z filmu „Nie miała baba kłopotu”. W pierwszej części wykonuje go sam Witold Zacharewicz, a druga część to nagrane rok później wykonanie Mariana Demara.


Źródła: 1, 2, 3
4

Oglądany: 26868x | Komentarzy: 53 | Okejek: 226 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

15.11

14.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało